Migiem o

Fiat 500L-Kochanie, powiększyłem naszą 500-tkę!

Dość niedawno Włosi udowodnili, że całkiem nieźle grają w piłkę nożną. Mimo wysokiej przegranej ‚Squadra Azzurra’ – zasłużenie zdobyła wicemistrzowski tytuł. Gorycz niespełnionych pragnień i marzeń Italii związanych z Euro 2012 wynagrodził Fiat – sięgając po złoto zaledwie kilka dni temu.

Data 4 lipca jest absolutnie nieprzypadkowa i nie ma nic wspólnego z futbolem czy Dniem Niepodległości. Międzynarodową prezentację nowego Fiata 500L w Turynie zaplanowano dokładnie pięć lat po premierze Fiata 500. Zadaniem jego najmłodszego braciszka jest umocnienie wiodącej pozycji włoskiego koncernu-giganta w dziedzinie projektowania i produkowania małych aut, na których, kto jak kto, ale Fiat zna się cholernie dobrze!

Pozwólcie, że przytoczę kilka faktów na potwierdzenie powyższego. Pierwszy i najbardziej rzucający się w oczy, to niebywała ilość miejsca jaką Fiat 500L oferuje pasażerom. Mówiąc dosadniej, 500L jest jakieś pięćset razy przestronniejszy od klasycznej 500-tki. A już całkiem serio, nowy Fiat jest obecnym liderem segmentu w niemal wszystkich mierzalnych kategoriach ilości przestrzeni wzdłuż, wszerz czy tej nad głowami jadących.

Mieliście kiedyś problem ze zmieszczeniem do auta czegoś odpowiadającego gabarytom lodówko-zamrażarki, niewiele krótszej od Smarta pierwszej generacji? Ja również! Ostatnim razem, kiedy taką „lodóweczkę” chciałem przetransportować niemałym autem, jakim jest Suzuki Grand Vitara. Co łatwe do przewidzenia, skapitulowałem niemal równocześnie z japońskim SUV-em. Tymczasem, składając fotel pasażera Fiata 500L, przewóz wszelkich „gabarytów” do długości całkowitej 240 cm i szerokości 50 cm jest jak najbardziej wykonalne! Co więcej, zostanie jeszcze miejsce dla kierowcy i pasażera za nim. Przyznacie, że robi to wrażenie w tak niewielkim aucie jak kompaktowy Fiat 500L.

Podobnie jak jego szeroki i spory bagażnik, którego decymetrów tudzież litrów przestrzeni ładunkowej nie ograniczają wnikające do wewnątrz nadkola, a podwójna podłoga z wyjmowaną pokrywą otwiera przed użytkownikiem Fiata spory zakres własnych aranżacji. Składanie, przesuwanie oparć i siedzisk foteli lub tylnej kanapy oraz wspomnianych „pięter” bagażnika, daje kilkaset kombinacji z których jedna szczególnie przypadła mi do gustu. To dziecinnie prosty w obsłudze patent podobny do tego, jaki ma Honda Jazz. Pozwala całkowicie odchylić do przodu część siedziska tylnej kanapy wraz z jej oparciem. Jedno pociągnięcie łatwo dostępnej dźwigni wystarczy, by standardowe 400 litrów kufra Fiata zwiększyć aż o jedną trzecią.

Subiektywnemu odczuciu swobody w kabinie 500L sprzyja jej przeszklenie i stosunkowo wysoko umocowane fotele obu rzędów. Cieniutkie słupki w przedniej szybie nie zasłaniają kierowcy doskonałej widoczności do przodu i na boki, czym jednak gwoli prawdy, może się pochwalić także Citroen C3 Picasso. Jednak, żaden francuski lub niemiecki konkurent nie ma tak ogromnych tafli bocznych szyb jak Fiat 500L.

Optymalnie dobrany kąt nachylenia tylnych oparć nie wymusza też od pasażerów jazdy w pozycji „półleżącej”, co niestety nie jest regułą w innych minivanach. Miejsca na kolana mogłoby być jeszcze więcej, gdyby nie dość toporne i twarde rozkładane stoliki – na stałe zamontowane w oparciach przednich foteli 500-tki L.

Na szczęście, nowy model nie przejął wszystkich cech mniejszego braciszka. Niewygodne, małe i twarde zagłówki nie są już w modelu 500L plastikowe. Wreszcie są odpowiednio duże i zaopatrzone w wygodną regulację wysokości. Boczki drzwi nowego Fiata nie tworzy już jednolita bryła litego tworzywa a część, gdzie najczęściej wędruje dłoń obito miłym w dotyku materiałem. Przyciski sterujące elektryką szyb, zamka centralnego oraz lusterek zgrupowano i umieszczono w najwygodniejszym do tego celu miejscu.

Utrzymany w klimacie nowej Pandy kokpit 500L – sprawia bardzo porządne wrażenie. Położony wysoko pięciocalowy ekran dotykowy działa sprawniej, niż ten w modelu Freemont. Wśród dodatkowych funkcji komputera wymienić warto program eco-drive, pomagający kierowcy poprawić styl i ekonomię jazdy. Jak na minivana przystało, Fiata 500L hojnie doposażono w schowki, których podobno jest aż 22!

Do października, kiedy ruszy w Polsce sprzedaż nowego Fiata 500L, macie jeszcze trochę czasu na dokonanie wyboru jednej z jego 333 wersji! Takie bogactwo daje zestawienie 16 barw lakieru, trzech kolorów dachu, siedmiu wariantów wykończenia wnętrza oraz trzech wzorów aluminiowych obręczy kół w rozmiarach 16 i 17 cali, z których każda różni się wzorem i kolorem. Do tego przewidziano kilkadziesiąt akcesoriów przygotowanych do 500L przez Fiata i Mopar.

Na tym tle dość ubogo prezentuje się gama trzech silników, jakie na początku napędzać będą nowego Fiata. Otwiera ją 85-konny diesel 1.3 z wtryskiem paliwa typu MultiJet drugiej generacji. Dziesięć koni więcej ma dobrze znana benzynowa jednostka 1.4 16V. Najmocniejszy silnik, to również najmniejszy litraż. Jak to możliwe? Odpowiedzią jest innowacyjna technologia TwinAir, która z pomocą wydajnej turbosprężarki z niecałego litra pojemności skokowej – jest w stanie wykrzesać 105 KM!

Prędkość, z jakim dziennikarze „porwali” kilkadziesiąt sztuk Fiatów z tym silnikiem każe przypuszczać, że właśnie ta wersja 500L cieszyć się będzie największym powodzeniem. Przynajmniej we Francji i Włoszech, gdzie sprzedaż auta rusza od września.

Najwyższy czas ocenić starania Włochów w praktyce. Wśród 70 Fiatów pozostałych na placu, wybieram biało-czarnego z silnikiem diesla. Do czasu wyjazdu z Turynu, każdy postój na światłach jest dla innych kierowców i pieszych okazją do powtarzających się pytań. O cenę, silniki czy wyposażenie oryginalnego malucha w rozmiarze L.

Moja nikła znajomość włoskiego nie jest wcale przeszkodą wobec zainteresowania a wręcz sensacji jaką budzi Fiat 500L. To najnowsze, włoskie auto a ja jestem w kraju, gdzie la macchina oznacza coś więcej, niż samochód. Południowy temperament widać doskonale w tempie, jakim masa aut pokonuje dystans do następnych świateł. Aby utrzymać się w tym peletonie muszę mocniej wcisnąć gaz.

Do czasu osiągnięcia 2 tys. obrotów silnik Fiata jest wyraźnie ospały. Pełnia charakterystycznego w dieslu ciągu i związany z nim wyczuwalne wzrost dynamiki pojawia się przy 3000-3500 obrotów. Ale nawet w górnych rejestrach pracy wysokoprężnego serca Fiata – poziom hałasu w środku jest imponująco niski! Pozostaje taki również podczas jazdy autostradą. Wtedy jednakże zaczyna doskwierać brak szóstego przełożenia oraz znaczny spadek elastyczności powyżej prędkości 130 km/h.

Nie wiem ile wynosi prędkość maksymalna tej wersji 500L, natomiast możecie mi wierzyć, że czas w jakim narasta po przekroczeniu 150 km/h, zdaje się trwać całe wieki.

Nie ma co, zjeżdżam Fiatem na mniej uczęszczane, malownicze szlaki górzystego Piemontu, będące niekończącym się, pozwijanym pasmem obfitującym w strome spadki i wzniesienia terenu. Niektóre są dla silnika MultiJet Fiata sporym wyzwaniem. Wymusza to częste redukcję i mozolną wspinaczkę na szczyt, czasem tylko na drugim biegu. A przecież 5-osobowy Fiat teoretycznie powinien udźwignąć znacznie więcej. Cóż, perspektywa jazdy takimi jak te drogami 75-konnym autem z kompletem pasażerów oraz ich bagażem nie wygląda optymistycznie, o ile w ogóle jest możliwa.

Postój jest okazją do zrobienia zdjęć i przesiadki do benzynowej wersji Fiata. Najpierw jednak musimy stawić czoła otaczającej nas i samochody coraz liczniejszej grupie Włochów. Niektórzy kierowcy widząc kolorowe cinquecento elle celowo zjeżdżają na parking. Chcą zobaczyć, dotknąć lub po prostu zamienić z nami dwa słowa. Efektem walnego zgromadzenia obojga płci w wieku od 13 do jakiś 80 lat jest żywa debata, prowadzona w podgrupach skupionych wokół Fiatów. Głośno wyrażanym oznakom zachwytu i podziwu nad pięknem Fiata 500L nie widać końca! Czy oni wszyscy powariowali? Na punkcie Fiata 500L, na pewno tak!

Potężna fala recesji jaka uderzyła w skaliste wybrzeża Grecji – topiąc kraj w długach – nie zwolniła niszczycielskiego tempa, jakiś czas temu docierając do Włoch. Widmo bankructwa nie rozróżnia podziałów na „biedne południe i bogatą północ”, w efekcie czego skutki załamania gospodarki są wyraźnie namacalne również tutaj, w bogatym Turynie i jego okolicach. To świecące pustkami miejskie cafeterie i restauracje, 23-procentowy spadek sprzedaży nowych aut w 2011 roku czy delikatnie mówiąc, niewesoła sytuacji na rynku pracy. Włosi „nie udają Greka” oszczędzając na czym tylko mogą. Najwyraźniej jednak nie dotyczy to Fiata 500L, który przynajmniej według solennych deklaracji, wkrótce będzie ich następnym samochodem! Z myślą o nich przygotowano 2000 egzemplarzy, bogato wyposażonej edycji specjalnej Fiata 500L – w atrakcyjnej cenie 15 550 euro.

Auta serii powitalnej napędzane będą podstawowym silnikiem benzynowym. Identyczny ma Fiat 500L w bardzo ciekawym zestawieniu kolorystycznym i najbogatszej wersji wyposażeniowej, którym teraz jadę. Jest równie cichy i komfortowy jak diesel. Piłowanie niewielkiego silniczka na niewiele się zdaje, a wzrost dynamiki jest znacznie mniej zauważalny od szybko rosnącego apetytu.

Uczciwie przyznam, że nie dowiecie się ile wynosi najniższe zużycie paliwa w obu wersjach jakimi jeździłem. Wiem, ile pokazał ich komputer po 170 kilometrach jazdy podzielonymi równo odcinkami w mieście, na autostradzie i drogach lokalnych. Z przerwami na lekcję włoskiego, zdjęcia, palenie papierosów czy toaletę, przejechanie dystansu zajęło jakieś pięć godzin, z czego najwyżej kwadrans nie pracował silnik lub klimatyzacja któregokolwiek z Fiatów. W efekcie obie wersje uzyskały zbliżony wynik, równy 12 l/100km.

Dlatego nalegam, by za pewnik przyjąć zdecydowanie bardziej miarodajne i bliższe prawdzie wyniki uzyskane przez pozostałych dziennikarzy. W przypadku wersji 1.3 MultiJet było to około sześciu litrów. Silniki benzynowych odmian Fiata 500L do przejechania identycznego dystansu potrzebowały litr lub dwa więcej. Fakt, że prawie zawsze owe „więcej” konsumował silnik TwinAir, nie powinna być zaskoczeniem. Tak jak w Pandzie, Punto etc. zasada jest ta sama: jeśli chcesz przekonać się, że auto naprawdę potrafi zużyć cztery lub pięć litrów, musisz powstrzymać wszelkie zapędy do dynamicznej jazdy.

Wysokie noty należą się układowi jezdnemu i podwoziu Fiata 500L. Przyznam, że było to sporym i pozytywnym zaskoczeniem, zważywszy na jego zdecydowanie komfortowe nastawy fabryczne. Mimo dość wąskiej i wysokiej karoserii Fiata, obce są jej nadmierne przechyły. Seryjnie montowany układ ESP nie ma w nowym 500L zbyt wiele pracy. W beznadziejnych przypadkach, jak hamowanie w ostrym zakręcie, widmo podsterowności układ tłumi w zalążku, brutalnie odcinając dopływ paliwa i przyhamowując obroty kół bardziej obciążonej osi.

Prawdopodobieństwo pojawienia się Fiata 500L na rajdowych trasach jest zerowe, dlatego jestem w stanie zaakceptować zbyt lekko pracujący układ kierowniczy. Poza tym, to przecież auto dla ?dużych dzieci?. Zapewne im tak jak mnie, przeszkadzać będzie dźwignia tempomatu umieszczona zbyt nisko na kolumnie kierownicy czy zamontowana znacznie niżej od niej, skrzętnie ukryta klamka, obsługująca stosunkowo ciężką klapę bagażnika. Drobiazgi takie, jak głośno pracujące wycieraczki czy zacinające się zamki schowków niniejszym rozgrzeszam, na uwadze mając fakt obcowania z przedprodukcyjną serią aut, które zjechały z taśm serbskiej fabryki Fiata zaledwie dwa dni wcześniej.

Panoramiczny dach jest naprawdę spory i w mojej ocenie zdecydowanie wart polecenia. Spokojnie za to można sobie darować jego droższy wariant z uchylaną przednią częścią.

No i najważniejsze! Koniecznie MUSICIE zamówić przynajmniej jedną z dwóch fantastycznych opcji oferowanych do Fiata 500L.

Pierwszą jest… ciśnieniowy ekspres do kawy firmy Lavazza z kubkami termicznymi, pojemnikiem na mleko, kapsułkami, łyżeczkami i saszetkami z cukrem! Wiem, to istne szaleństwo, ale czyż nie piękne i w typowo włoskim stylu? Mówiąc, że wasz samochód potrafi robić kawę, w najlepszym przypadku zostaniecie uznani za niepoczytalnych. Ale wyobraźcie sobie tylko, komu będzie naprawdę głupio widząc i czując gorący aromatyczny napar przyrządzony przez Fiata 500L?

Jeśli zamiast mocnej kawy preferujesz mocny „beat i bass” – będziesz oczarowany jakością dźwięku systemu audio, opracowanego specjalnie na potrzeby Fiata 500L i sygnowanego przez raczej niewymagającą reklamy, markę Beats by Dr. Dre. Słuchałem nieprzebranej ilości fabrycznych zestawów audio w całej rzeszy tańszych i droższych aut. Nie pamiętam, by którykolwiek z nich oferował tak gigantyczną i klarowną w odsłuchu porcję dynamicznego basu! Zestaw Beats potrafi zagrać masakrycznie głośno i równie wyraźnie.

Obiecałem wyjaśnić tajemnicę, jaką Fiat podzielił się z dziennikarzami podczas konferencji prasowej. Rzeczywiście, bardzo podobnie wyglądać będzie kolejna ewolucja Fiata 500, która już za rok pojawi się w sprzedaży pod nazwą 500X. Jednak po pierwsze: NIE był to gotowy model, lecz jak żyw przypominająca go makieta. Po wtóre: NIE będzie dzielił płyty podłogowej z nowym 500L lub jakimkolwiek innym Fiatem z liczbą 500 w nazwie. Z jednego prostego powodu. Nie dostosowano jej wszak do montażu napędu na cztery koła, który to mieć będzie Fiat 500X i podobnych mu rozmiarów auto z logo JEEP.

Kolejnym przyjemnym dodatkiem towarzyszącym międzynarodowej premierze 500L, był pokaz najświeższej kolekcji edycji specjalnych 500-tek z logo Fiata i Abarth. Produkcyjne wersje Abarth 500C Cabrio Italia, Tributo Ferrari czy Edizione Maserati, to przepiękne unikatowe i ściśle limitowane perełki – w większości przypadków kosztujące fortunę. Najwspanialszy i najszybszy z nich, Abarth Tributo Ferrari – będzie dostępny także w Polsce, na specjalne zamówienie. Według nieoficjalnych informacji nie ma co liczyć, że ten 180-konny potworek będzie kosztował mniej niż 160 000 złotych.