Felietony

road-people-street-smartphone

Grzechy i grzeszki dobrego kierowcy

Łukasz Heger

Wielu kierowców, zwłaszcza młodych, uważa się za dobrych kierowców – nierzadko mistrzów kierownicy. Równie wielu z nich bardzo szybko i brutalnie zderza się jednak z rzeczywistością… i nie tylko z nią. Co tak właściwie cechuje dobrego kierowcę? Co go odróżnia od pozostałych? Otóż jest kilka kwestii wartych poruszenia…

Osobiście uważam się za niezłego kierowcę, który prawo jazdy posiada może raptem od kilku lat, ale przy tym potrafi panować nad pojazdem lepiej niż większość imbecyli na drodze. I tu pojawia się pierwszy z grzechów głównych dobrego kierowcy – nie szanuje pozostałych uczestników ruchu. Z natury ponoć jestem nadzwyczaj spokojnym człowiekiem, jednak za kierownicą potrafię wyładować wszelkie swoje frustracje, wyzywając, trąbiąc i doprowadzając do skrajnie ryzykowanych sytuacji na drodze. „W końcu jestem dobrym kierowcą, panuję nad wozem” – ale nie panuję nad reakcjami pozostałych kierowców i co najgorsze – nie panuję nad sobą. Czy tak robi dobry kierowca? Zdecydowanie nie.

Sporo jednak jeździłem, różnymi wozami, nierzadko w warunkach, w których większość nie ruszyłaby się spod kołdry, nie mówiąc już o ruszeniu z parkingu. Poślizgi kontrolowane i niekontrolowane. Prędkości duże i skrajnie duże. Umiem jeździć? No pewnie! Ale to prowadzi do nieokiełznanej pokusy nadużycia swoich umiejętności. Notoryczne przekraczanie dozwolonej prędkości? Jazda zygzakiem i wciskanie się na grubość lakieru między samochody na innym pasie ruchu? A może popisywanie się przed znajomymi bądź dziewczyną? Żeby tylko raz… I oto drugi z grzechów dobrego kierowcy – popisuje się i zbytnio ufa swoim umiejętnościom, kiedy te nie są jedynym z czynników ryzyka na drodze.

Czymże jednak byłby dobry kierowca bez swoich dzielnych mechanicznych rumaków? Otóż niczym. Dobry samochód jest legitymacją dobrego kierowcy. I nie należy tego stwierdzenia bagatelizować! Wiadomo oczywiście, że polski lotnik to i na drzwiach od stodoły poleci, ale z tego założenia zdecydowanie zbyt często wychodzą właściciele wysłużonych Golfów i Passatów, które kopcą na potęgę, a spod których iskry lecą przy najmniejszej koleinie z powodu sfatygowanego zawieszenia. Tak, dobrze myślisz – to kolejny, trzeci już, z grzechów głównych dobrego kierowcy – nie dba o samochód. Nawet najdrobniejsze usterki warto szybko naprawić, a wszelkie części eksploatacyjne kontrolować i wymieniać na bieżąco. Dobry kierowca to w końcu osoba odpowiedzialna, za siebie, swój samochód i w końcu… innych.

Zadbany samochód bywa jednak często solidnie doinwestowany. Jest to postawa godna pochwalenia, nawet jeśli umieścimy w aucie kolumny koncertowe. Sam wychodzę z założenia, że samochód bez dobrego nagłośnienia jest nieco kaleki, gdyż zwyczajnie uwielbiam głośno słuchać muzyki. Ale i Ty i ja wiemy do czego to prowadzi – do braku uwagi. Czwartym z grzechów dobrego kierowcy jest zatem nic innego, jak brak czujności i koncentracji. Każdy z nas za kierownicą powinien mieć oczy dookoła głowy, a koncert w małej stalowej puszce zdecydowanie temu nie służy. Tak jak nie służą nam za kółkiem telefony, tablety i kłótnie małżeńskie – odłóż to na później.

I w końcu piąty z grzechów głównych dobrego kierowcy – uważa się za dobrego kierowcę. Wiara we własne możliwości jest oczywiście niezwykle ważna, zwłaszcza w czasach wszędobylskiego coachingu, ale… wszystko w granicach rozsądku. Przykładem niech będzie chociażby nasz wspaniały Robert Kubica, któremu umiejętności odebrać nie można, a który niejeden rów już zwiedził. On jednak, w przeciwieństwie do większości osób uważających się za dobrych kierowców, zwiedzał je w warunkach powiedzmy… kontrolowanych, nie narażając przy tym szczególnie innych ludzi. Pamiętaj, że człowiek uczy się całe życie, a sytuacja na drodze potrafi zaskoczyć nawet najwytrawniejszych zawodników. Chcesz się sprawdzić? Jedź na tor!

Zbierzmy więc sobie wszystko w jedną całość. Kim jest dobry kierowca? To osoba, która potrafi panować nad pojazdem, ma przy tym pewną rękę i potrafi zachować zimną krew niezależnie od sytuacji. Ponieważ zna wartość swoich umiejętności, nie musi się nimi chwalić przed znajomymi i nowo poznanymi pannami, a przy okazji nie musi zmuszać połowy osiedla do słuchania tej samej muzyki, co on sam. I tak… dobry kierowca inwestuje w swój samochód, bo umiejętności to tylko składowa. O czymś zapomniałem?