nowości i premiery

SsangYong New Rodius – Delikatnie zmieniony

Czy można poprawić coś co wygląda jak… Rodius? Owszem, dlatego koreański ‚megavan’ przeszedł niewielki facelifting. Zmiany poszły na lepsze, ale nie ma co oczekiwać cudów. Bardziej jest to nałożenie kremu ujędrniającego skórę niż przeprowadzenie fachowej operacji plastycznej.

SsangYong Rodius miał swój debiut w 2004 roku. To okres wystarczający do tego, aby uzasadnić chęć poczynienia zmian mających na celu odświeżenie tego auta. Stylistyczną inspiracją dla Rodiusa były luksusowe jachty. Co z tego wyszło, każdy wie. To auto na wskroś ekstrawaganckie i kontrowersyjne. A przekonanie kogoś, że ten samochód jest ładny, to jedna z tych rzeczy, których prawdopodobieństwo sukcesu można oszacować jako „kompletne” zero. Ludzie w SsangYongu też to wiedzą i nawet nie starają się tego zmienić w obecnej postaci modelu. Zmiany z którymi Rodius wkracza w wiosnę 2008 roku, to bardziej zabiegi marketingowe niż stylistyczne.

Wiadomo, że nazwa auta pochodzi od zbitka słów, angielskiego Road, czyli droga i imienia greckiego boga: Zeus. A to w prostym „tłumaczeniu” firmy oznacza „króla szos”. I nadal tak pozostanie, gdyż wymiary auta pozostały nietknięte. To oznacza 5125 mm długości, 1915 mm szerokości i 1820 mm wysokości oraz 3000 mm rozstawu osi. Podobnie wnętrze, nadal ma ten sam układ siedzeń 2+2+3 z możliwością obrócenia o 180 stopni drugiego rzędu w celu zorganizowania małej konferencji lub złożenia go, by zmienić Rodiusa w mobilną stołówkę. A przestrzeń ładunkowa mogłaby pomieścić całą koreańską reprezentację olimpijską wraz z komitetem. No więc gdzie te zmiany?

Wśród tych odpowiedzialnych za wygląd, największą jest nowa atrapa chłodnicy. Teraz z przodu auto nie wygląda już jak wystraszony puchacz, a raczej jak poważny Pan Sowa z Kubusia Puchatka. Przy okazji, modyfikacji poddano również przedni zderzak, przez co stracił swoją zadziorność i stał się bardziej dojrzały. Reszta zmian znalazła swoje miejsce dopiero w tylnej części nadwozia. Ale są one tak mało widoczne, że z powodzeniem można by zorganizować konkurs pt. „Znajdź różnice”, a zwycięzcy można by długo wyczekiwać. A jakie to różnice? Tylne lampy straciły swój biały „pas” na rzecz pomarańczowego, a spoiler jest teraz zdecydowanie subtelniejszy i bardziej zintegrowany z nadwoziem, a do tego wyposażony w trzecie światło stopu. Całości dopełnia nowy wzór 16-calowych felg aluminiowych z oponami 215/65. No i to by było na tyle.

Do napędu tego ponad 2-tonowego kolosa, posłuży dobrze już znany 5-cylindrowy diesel Mercedesa 2.7 Xdi o mocy 165 KM przy 4000 obr./min oraz momencie obrotowym o wartości wynoszącej 340 Nm przy 2400 obr./min. Silnik standardowo połączony będzie z 5-stopniowym automatem Mercedesa, a na specjalne życzenie klienta z ręczną skrzynię biegów o takiej samej liczbie przełożeń. To zapewni sprint do setki w 12,9 s i prędkość maksymalną 181 km/h (ręczna skrzynia: 186 km/h). Zużycie paliwa miasto/trasa/cykl mieszany wyniesie 11,9/8,1/9,4 l/100 km a średnia emisja CO2 osiągnie poziom 267 g/km (ręczna skrzynia to odpowiednio 11/7,2/8,6 l/100 km i 230 g/km).

Największe zmiany są jednak gdzie indziej, i nie są fizyczne. Chodzi mianowicie o gamę Rodiusa. Teraz oferowany on będzie wyłącznie w najbogatszej wersji Premium, a to oznacza m.in. napęd 4×4 z systemem TOD (elektroniczny rozdział momentu obrotowego) i wszelkie systemy odpowiedzialne za trakcję auta (w tym ABS, ESP, TCS, ARP i EBD). Szkoda, że zmiany nie objęły podniesienia liczby dostępnych poduszek powietrznych, z wyłącznie 2 na coś bardziej współczesnego. Wyposażenie odpowiedzialne za komfort już nie powinno jednak rozczarować: pełna elektryka szyb i lusterek, elektrycznie regulowany fotel kierowcy i podgrzewane siedzenia pierwszego rzędu, półautomatyczna klimatyzacja, czy tempomat.

Ponadto mamy do dyspozycji system multimedialny wyposażony w 7-calowy ekran dotykowy z DVD i MP3, z możliwością rozbudowy o tuner TV, czy nawigację satelitarną. Kolokwialnie mówiąc „full wypas”. A jedynymi konkretnymi opcjami jest wspomniana wcześniej ręczna skrzynia biegów (bezpłatnie) i lakier metalik (2900 zł). Jest jeszcze jedna dobra wiadomość. Dzięki zubożeniu gamy Rodiusa, cena topowej a obecnie jedynej wersji auta, spadła ze 162 900 zł do 139 900 zł. Tak jak wszystkie SsangYongi, tak i ten obejmuje gwarancja mechaniczna na 3 lata lub 100 000 km oraz 6-letnia na perforację nadwozia.

Naturalnie poczynione zmiany nie uczynią wiosny dla Rodiusa, ale mogą przekonać (szczególnie cena) tych niezdecydowanych do skuszenia się na tego koreańskiego „megavana”.

Komentarze w temacie SsangYong New Rodius na naszym forum.

Dyskusja

komentarzy