prezentacje

Skoda 4x4 Winter Discovery | fot. W. Smogór

Skoda 4×4 Winter Discovery – konsekwentna filozofia

Myśląc o napędzie na cztery koła Skoda raczej nie będzie marką, która przyjdzie nam na myśl jako pierwsza. Ani nie kojarzy nam się z offroadowymi podbojami, ani nigdy na dobre nie zasłynęła na rajdowych trasach i nawet marketingowo nie zbudowała takiej pozycji jak choćby Audi ze swoim quattro.

Rozwodzenie się nad działalnością Skody w zakresie 4×4 nie jest jednak wcale takie bezpodstawne. Wystarczy zajrzeć w wyniki sprzedaży, by przekonać się, że ta marka ma ogromny udział w popularyzacji tego rozwiązania w dzisiejszych czasach. Od momentu wprowadzenia na rynek pierwszej Octavii 4×4 w 1999 roku na całym świecie sprzedano ponad pół miliona aut rodem z Mlada Boleslav z napędem na obie osie. Co więcej, te wyniki z roku na rok poprawiają się – w samym 2015 roku 17% wszystkich egzemplarzy modeli Octavia, Yeti i Superb były „czterołapami”. Daje to liczbę w sumie 67 500 samochodów na wszystkich rynkach – dla porównania, w ciągu ostatnich 12 miesięcy w Polsce Skoda sprzedała 44 524 aut w ogóle. Oczywiście na takie rezultaty pracują głównie rynki krajów alpejskich czy też Skandynawia, ale także i nasz kraj ma w tym spory udział. Czeska marka prowadzi w kategorii aut 4×4 w nadwoziu typu kombi.

Gama samochodów z Mlada Boleslav z napędem na cztery koła obejmuje trzy modele – Superba (kombi i limuzyna), Yeti (w każdym z pakietów stylistycznych) i Octavii (obie wersje nadwoziowe, a także odmiana Scout i RS). W każdym z nich montowany jest ten sam system przeniesienia napędu z elektronicznie sterowanym sprzęgłem wielopłytkowym przekazujący część mocy na tylną oś jedynie w określonych sytuacjach związanych z utratą przyczepności. Mimo to każdy z nich prezentuje nieco inną filozofię korzystania z tego rozwiązania.

skoda-winter-discovery-4x4-8

Wpisuje się ona doskonale w sztandarowe hasło marki Simply Clever. To po prostu jedno z wielu sprytnych rozwiązań, które mają sprawdzać się w konfrontacji z wyzwaniami codziennej eksploatacji. Tu jedna cecha nie ma przysłaniać innych zalet, a po prostu je uzupełniać na pierwszym miejscu stawiając uniwersalność. Fakty nie są zaskakujące – to tak naprawdę auta przednionapędowe, które napędu na obie osie pozwalają nam użyć jedynie kiedy naprawdę istnieje ku temu potrzeba.

Tak się złożyło, że podczas Skoda 4×4 Winter Experience właśnie o tej charakterystyce czeskich aut dowiedziałem się najwięcej. Spowodowane to było tym, że po prostu… Pogoda nie dopisała. Mało kto się spodziewał takich dodatnich temperatur w środku zimy w sercu Alp, a wytyczone trasy krajobrazowe były generalnie suche i bardzo przyczepne – dłuższa przejażdżka Superbem bez większych szaleństw obyła się więc praktycznie bez okazji do podłączenia się tylnej osi. Z jednej strony poddaje to w wątpliwość sens dokupienia takiej opcji, z drugiej jednak pokazuje, że nie jest to dodatek wpływający na rutynową eksploatację – także w negatywny sposób. Świadczy o tym choćby wynik spalania w Yeti Monte Carlo z dwulitrowym TDI i skrzynią DSG – średnia 4 litrów na ponad 100 kilometrowej trasie autostradowej to naprawdę dobry wynik. Wbrew pozorom dość ważny jest tutaj także aspekt psychologiczny. Rzecz jasna to sprawa mocno subiektywna, ale dla mnie sama świadomość posiadania napędu na wszystkie koła pozwala czerpać więcej przyjemności z nieco bardziej wymagającej trasy. Wiedząc, że w zanadrzu mamy możliwość przekazania mocy na obie osie można pozwolić sobie na więcej, umysłowe bariery się trochę oddalają i różne wyzwania pokonuje się z dużo większym spokojem – zwłaszcza, że decydująca o wszystkim elektronika nie działa inwazyjnie i nie wchodzi w konflikt z naszymi poczynaniami.

skoda-winter-discovery-4x4-18

To poczucie pewności podbudowane zostało doświadczeniami zdobytymi podczas najbardziej interesującego punktu programu – jazd na lodowym torze. To oczywiście symulacja sytuacji ekstremalnej, która znakomitej większości kierowców raczej się nie przytrafi, ale jeśli istnieje chociaż te kilka procent szansy, że przyjdzie nam się zmierzyć z takimi warunkami, to zdecydowanie lepiej znaleźć się wówczas w aucie 4×4. Główną różnicą jest to, że w przeciwieństwie do samochodów z napędzaną jedną osią, taki pojazd da się po prostu… kontrolować. W momencie, kiedy przyczepności po prostu nie ma, specjalnej precyzji prowadzenia nie można wymagać, ale czteronapędowe Skody naprawdę długo zachowują neutralność. Co więcej, zamiast przykrego płużenia przodem częściej pojawia się przyjemna nadsterowność. Mimo, że czeska marka raczej na co dzień nie kojarzy się ze sportowymi emocjami, to jednak w takich okolicznościach nie trzeba mocno wybujałej wyobraźni, by poczuć się jak Jan Kopecky – który notabene także pojawił się na imprezie, niestety jedynie w roli reprezentacyjnej.

Nikogo nie zdziwi także fakt, że najwięcej frajdy dawała Octavia RS. Przy sportowych nastawach DCC auto potrafiło się wykazać naprawdę dużą dawką zwinności i sterowności. To także ten model najchętniej pokonywał zakręty w kontrolowanym poślizgu, choć szkoda, że nie dało się do końca pozbyć elektronicznego stróża. W tych okolicznościach dobrze wypadł także pracujący pod maską diesel – co prawda na asfaltowych prostych wielkiego wrażenia on nie robi, ale charakterystyka wysokoprężnego silnika zapewniała satysfakcjonującą dynamikę. Tu jednak pojawia się problem – po zabawie na lodowym torze i przejażdżce po normalnych drogach jestem przekonany, że Octavia RS i napęd na cztery koła to intrygujące połączenie, którego jednak nie mamy możliwości zamówić z jednostką benzynową. Szkoda, bo to byłby przepis na bardzo ciekawe auto, które mogłoby wywołać jeszcze więcej wewnętrznej konkurencji w koncernie VAG.

skoda-winter-discovery-4x4-19

Sporo satysfakcji mogła także dać jazda Superbem, zwłaszcza wersją z najmocniejszym, 280-konnym silnikiem benzynowym. Na asfalcie to wielozadaniowy krążownik, na lodzie i śniegu – całkiem niezła rozrywka. Oczywiście, największa Skoda nie radziła sobie tak zręcznie jak zadziornie zestrojona mniejsza siostra – czuć tu o wiele większą masę i inny, nieco bardziej okrętowy charakter auta. Nawet mimo mocy większej o ponad 100 KM trudno na krętym torze było się pozbyć wrażenia pewnej ociężałości, a sunący bokiem samochód trudno było już tak sprawnie zmieścić w kolejnym wirażu, ale i tak limuzyna dobrze stawiła czoła nietypowym warunkom.

Skoda 4x4 Winter Discovery | fot. Skoda

Walory napędu na cztery koła tych modeli Skody raczej uwydatnią się w sytuacjach nietypowych, bądź stricte użytkowych (jak choćby przy ciągnięciu ciężkiej przyczepy) i rzecz jasna poza drogą za wiele nam nie pokażą. Czesi nie mają w ofercie auta w pełni kojarzącego się z offroadem, ale jeśli już czymś pakować się w lekki teren to najlepiej Yeti bądź Octavią Scout. W przypadku podwyższonego kombi główną rolę odgrywa 171-milimetrowy prześwit (31 mm więcej niż w zwykłym modelu) i dodatkowe osłony podwozia – niestety surowsza stylistyka z ochronnym plastikiem na zderzakach bezpośrednio na możliwości auta nie wpływa. Jeszcze więcej potrafi Yeti, które stoi jeszcze o 9 mm wyżej nad ziemią, a do tego oferowane jest z kilkoma wspomagaczami. Znajdziemy w nim magiczny przycisk off-road – podporządkowuje on działanie systemów auta tak, by jak najbardziej efektywnie poczynało sobie ono w trudniejszych terenowych warunkach. Wpływa on na dystrybucję mocy przy ruszaniu, pracę dyferencjału, hamulców i pomaga pokonywać strome zjazdy. To daje możliwość zapuszczenia się nieco dalej poza utarte szlaki, ale wciąż trzeba pamiętać, że Yeti jest przede wszystkim autem uniwersalnym o wielu obliczach. W odmianie Monte Carlo robi się z niego typowy modny miejski SUV, który z terenem już się tak bardzo nie kojarzy, co nie znaczy, że się w nim nie sprawdzi – wszystko w granicach rozsądku.

Trzeba przyznać, że Skoda ma dobry pomysł na rozdysponowanie napędu na cztery koła w gamie swoich modeli. Zazwyczaj nie jest to rozwiązanie, któremu podporządkowana jest reszta konstrukcji auta, lecz odwrotnie – to 4×4 uzupełnia charakter auta i czyni je bardziej użytecznym, nawet jeśli nie dla każdego właściciela samochodu okaże się to niezbędną opcją. Ktoś może wysunąć zarzut, że to polityka kompromisów, ale wydaje się, że czegoś takiego potrzebują klienci. Wyspecjalizowane narzędzia to zazwyczaj pewna nisza, w którą Skoda nie chce się na siłę pakować – od tego są inne marki. Być może purystów uznających jedynie stały napęd na obie osie taka rzeczywistość zmartwi, ale dobre intepretowanie rynkowych realiów sprawia, że mimo iż nie w każdym czeskie auta wywołują emocje, ale to one królują w rankingach sprzedaży. Wydaje się, że Skodzie brakuje jedynie większego SUVa, który jednak jak się okazuje jest tylko kwestią czasu.

Podobne artykuły