Pierwsze jazdy

Audi S6 | fot. Marcin Pakulski

Audi S6 – Alternatywa dla RS6?

Marcin Pakulski

Zdarzają się takie poranki, kiedy doskonale wiesz, że będzie to dobry dzień. Tak samo było też w momencie, kiedy odbierałem nowe Audi S6. Mocarne 4 litry, 8 cylindrów, układ V, sportowe pół-kubełkowe fotele, świetne audio na pokładzie i pełen bak paliwa. Czy trzeba czegoś więcej?

Żeby w pełni sprawdzić możliwości usportowionego A6, postanowiłem wybrać się poza Warszawę, gdzie auto sprawdzi się zdecydowanie lepiej niż w korkach w centrum miasta.

Po dotarciu na miejsce ujrzałem swój cel – dynamiczną sylwetkę pokrytą perłowym lakierem Daytona Grey, który z zewnątrz nie różni się za bardzo od zwykłego A6 z pakietem S Line. Cała magia znajduje się w szczegółach, 20-calowe obręcze skrywają za sobą ceramiczne tarcze hamulcowe, nadkola przyozdobione zostały emblematem V8 T, a tylny zderzak kryje w sobie 2 podwójne końcówki wydechu. Wsiadam do środka i wita mnie standardowy już dla Audi system multimedialny MMI, świetnie wyprofilowane fotele S Sport z czarną romboidalną stebnówką, oraz bardzo przyjemnie leżąca w dłoniach kierownica.

dsc_1770

 

 

 

Po wciśnięciu przycisku Start do naszych uszu dociera warknięcie mocarnej V8-mki – już wiem że będzie to przyjemne popołudnie. Ale najpierw trzeba się przebić przez zakorkowane centrum Warszawy, więc mam czas na zapoznanie się z S6. Obsługa systemów pokładowych jest intuicyjna, ale widać już na nich delikatny ząb czasu. Pochwalić muszę system Audi Connect, który za pośrednictwem internetu sprawdza wskazówki nawigacyjne i co do minuty potrafił przewidzieć mój czas dojazdu, mimo wielu zatorów po drodze. Jednocześnie nie jest on aż tak ambitny, podając nierealne czasy dotarcia, jak to jest w przypadku dowolnej nawigacji bazującej na systemie Google. Na pokładzie znajduję też system nagłośnienia Bose, który gra naprawdę solidnie, zarówno przy wysokich tonach jak i niskich. Szyby dźwiękoszczelne skutecznie oddzielają mnie od miejskiego zgiełku, choć pod nogą czuję, że to auto chciałoby wreszcie rozwinąć swoje skrzydła i pokazać co potrafi. Pierwsze głębsze przyciśnięcie prawego pedału okupione jest pięknym basowym pomrukiem i klinicznym wręcz przyrostem prędkości. 450 koni mocy, 550 niutonometrów dostępnych praktycznie od początku (1400 obr/min) i setka w 4.4s. Osiągi dawniej przeznaczone dla superaut, tym razem w opakowaniu rodzinnego sedana. Niestety powoduje to też osiąganie dopuszczalnej prędkości w bardzo szybkim czasie, więc w mieście nie poszalejemy. Można więc się skupić jeszcze na moment na wnętrzu, które wyposażone jest w opcjonalny pakiet skórzany Audi Exclusive, kosztujący tyle co bazowa Dacia Sandero. Czy jest to naprawdę konieczny dodatek, nie wiem. Ale całe wnętrze obszyte wysokiej jakości skórą robi świetne wrażenie. Sama kabina jest bardzo przestronna, a siedząc z tyłu nie przeszkadzają nam przednie fotele zajmujące bardzo dużo miejsca. Do dyspozycji pasażerów jest też osobna dwustrefowa klimatyzacja i podgrzewanie obu zewnętrznych foteli, w tym wypadku również stylizowanych na kubełkowe. Wyjeżdżam na drogę ekspresową i już podczas włączania się do ruchu czuję potencjał tego auta, w moment przyśpieszając z 60 do 120 kilometrów na godzinę, zostawiając daleko w tyle ciężarówkę która dopiero co była obok mnie. Ustawiam zawieszenie w tryb komfort i płynę przez najbliższe kilometry, właściwie nie dotykając pedałów – wszystko za mnie robi adaptacyjny tempomat, nawet w momencie kiedy dojeżdżam do korka w okolicy Nadarzyna. Po chwili znowu wracamy na 2 pasy, a auto bardzo chętnie wraca do swojej prędkości przelotowej. Trzeba przyznać że na takich trasach S6 sprawia wrażenie naprawdę komfortowego cruisera. Duża zasługa tutaj pneumatycznego adaptacyjnego zawieszenia, którego komfort możemy regulować z poziomu systemu MMI.

dsc_1734

Po zjechaniu z drogi ekspresowej mam przygotowane małe wyzwanie, to wąska droga wojewódzka o naprawdę słabej nawierzchni. Pozostawiam auto w trybie Comfort i mimo fatalnej nawierzchni, zdecydowanie poniżej średniej krajowej, S6-tka wydaje się być niewzruszona. Nierówności wybierane są w ciszy, zaś auto pozostaje bardzo stabilne, mimo wykorzystywania w pełni dopuszczalnej prędkości. Sprawdzają się tu także sportowe fotele, które są zaskakująco wygodne w dłuższej trasie. Opcjonalnie możemy też wybrać komfortowe siedziska, z możliwością dokupienia wentylacji i masażu.

Po parunastu kilometrach docieram do celu – puste kręte drogi dookoła Spały, z nowiutkim asfaltem są idealną areną weryfikującą możliwości Audi S6. Czas na sprawdzenie trybu Sport. W nim ważące 1800 kilogramów S6 pokazuje lekkość i precyzję za każdym pokonywanym zakrętem, a echo grzmiącej V8-mki niesie się głęboko przez las. Skrzynia biegów wbija kolejne przełożenia bez zawahań, a każda redukcja okupiona jest soczystymi wystrzałami z wydechu. Kierownica świetnie leży w dłoniach i daje wystarczającą ilość informacji pochodzących z przedniej osi. W szybkich zakrętach auto mimo swojej masy nie zachowuje się podsterownie, co zwykle było domeną aut z Ingolstadt z najmocniejszymi silnikami pod maską. Czas na chwilę odsapnąć więc sprawdzam jak Audi poradzi sobie z wyjątkowo „nie S6-tkowym” terytorium. Podnosimy zawieszenie maksymalnie do góry i wjeżdżamy wgłąb lasu. Auto przy takim ustawieniu zajedzie daleko i nie powinno mieć problemów podczas podjeżdżania pod stoki narciarskie czy też pokonując dukty lub szutrówki.

Audi S6 | fot. Marcin Pakulski

Na zakończenie ostatnie wyzwanie dla Audi, czyli sprawdzenie stabilności na zamkniętej drodze przy wyższych prędkościach – tutaj niestety małe rozczarowanie. Pneumatyka daje niepożądany efekt „pływania” przez co auto wydaje się delikatnie niestabilne. Po przełączeniu na tryb Sport problem nadal istnieje, tylko teraz dochodzi do tego odczuwanie każdego najmniejszego zagłębienia na drodze.

dsc_1769

Po powrocie do Warszawy natrafiam znowu na korek, więc można na spokojnie podsumować trasę. Średnie spalanie w mieście to okolice 15 litrów, natomiast trasowe pozamiejskie (120 km/h na tempomacie na trasie S8) to bardzo sensowne 9 litrów na setkę – a pod maską mamy przecież 450 koni mechanicznych. Audi S6 może być złotym środkiem na naprawdę piekielnie szybkie RS6, którego możliwości nie wykorzystamy w codziennym użytkowaniu. Jedyne co może zniechęcić to cena. Bazowo, S6 to koszt 394 tysięcy złotych, natomiast testowany egzemplarz wyposażony w znaczną część konfiguratora to wydatek 550 tysięcy złotych. Dołóżmy jeszcze do tego nagłośnienie Bang & Olufsen, komfortowe fotele z masażem, dodatkowe pakiety skórzanego obszycia we wnętrzu i inne dodatki, a okaże się że wyjedziemy z salonu autem za prawie 700 tysięcy złotych, praktycznie dublując bazową cenę. Koncern z Ingolstadt zawsze udowadnia że potrafi stworzyć auto idealnie uszyte pod klienta, pod warunkiem że klient ma odpowiednio gruby portfel.

dsc_1753

Można więc powiedzieć że S6 jest zdroworozsądkowym autem dla osoby poszukującej świetnych osiągów w każdych warunkach, a niepotrzebującej pakownego kufra w 560 konnym RS6. Można się przyczepić do nieco staroświeckiego wnętrza, do konserwatywnego designu względem poprzedniej generacji ale właściwości trakcyjne i dźwięk silnika przyćmiewają te minusy. Nowe Audi S6 to auto które przypadnie do gustu szerokiej grupie odbiorców, osobie poszukującej klinicznych osiągów a także takiej, która potrzebuje komfortowo przemierzać nasz kraj, z dużym zapasem mocy pod prawym pedałem, jednocześnie nie przyciągając spojrzeń gapiów i… spotterów.

  • Max3miasto

    Urzekł mnie tekst: „kliniczny wręcz przyrost prędkości”! Czyli jaki? Są jakieś kliniki, które wszczepiają gen prędkości albo uczą jak szybko przyspieszać..? 😉

    • Tak, są takie kliniki. Kliniczne przyśpieszenie to takie, któremu nie przeszkadza ani nawierzchnia ani warunki pogodowe. Zaleta quattro. Niekliniczność przyśpieszenia to coś co ma miejsce w Lexusie GS-Fie, który daje ogrom wrażeń podczas przyśpieszania, ale niestety okupione jest to często potężnym uślizgiem tylnej osi. I w warunkach polowych przegrałby z S6tką ze startu zatrzymanego, mimo niższej masy i wyższej mocy 😉 Tak jak przegrywał z ponad 170 koni słabszym Golfem R w 90% przypadków.

      • Max3miasto

        Dziękuję za wyjaśnienie. Jeżdżę od ponad 25 lat i mam na koncie ponad milion km. Znam zalety napędu quattro i jego przewagę nad ośką. W moim (prześmiewczym – dla porządku) komentarzu chodziło mi wyłącznie o językowe potknięcie autora. Nie ma czegoś takiego jak „kliniczny przyrost prędkości”, po prostu. Kliniczny – za „Słownikiem języka polskiego PWN”:
        1. mający związek z kliniką i z leczeniem w klinice
        2. będący typowym przejawem jakiegoś negatywnego zjawiska