Pierwsze jazdy

Opel Mokka X | fot. Krzysztof Grabek

Jeździliśmy nowym Oplem Mokką X

Mokka to popularny rodzaj kawy. W jej skład wchodzi espresso, gorące mleko i trochę czekolady. Problem w tym, że w Oplu Mokce przed modernizacją zabrakło kluczowego składnika – energetyzującego espresso. Szczęśliwie Opel uświadomił sobie ten błąd i zmienił recepturę na swojego małego SUV-a. Jak smakuje teraz Mokka serwowana przez producenta z Rüsselsheim? Zdecydowanie lepiej.

Pierwsze wrażenie

Przez moment można pomyśleć, że Mokka X to zupełnie nowe wcielenie sportowo-użytkowego auta Opla. Gdy podchodzi się do auta w oczy rzuca się nowoczesny, nieprzekombinowany front tak inny od tego, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Okazuje się, że proste i nieco zaokrąglone kształty sprawdzają się dużo lepiej od „umięśnionego” frontu zaadaptowanego z siostrzanej Corsy. Przód auta sprzed modernizacji przytłaczał wręcz swoim bojowym, zbyt dużo obiecującym frontem. Dobre wrażenie to spora zasługa w pełni diodowego systemu oświetlenia przedniego AFL LED. Światła do jazdy dziennej „zatopione” w kloszu reflektora ukształtowano na wzór dwóch skrzydeł, jak twierdzi Opel. Czy rzeczywiście są to skrzydła, oceńcie sami. Od siebie mogę dodać, że bez względu na rozstrzygnięcie lampy wyglądają teraz bardzo dobrze i tak samo też oświetlają drogę przed samochodem. Kapitalnie radzą sobie w lesie o zmierzchu.

Opel Mokka X | fot. Krzysztof Grabek

Redakcyjni koledzy zwrócili uwagę w swoich testach na zbyt nisko opadający przód, tworzący niepożądany efekt przerostu „brody” tego samochodu. I tak było w istocie – nisko umieszczona listwa przedniego zderzaka skutecznie uniemożliwiała zabawę w terenie, a nawet utrudniała parkowanie przy wyższych krawężnikach. Nisko schodzącego przodu nie udało się w pełni wyeliminować, ale zmieniony kształt zderzaka ratuje sytuację i problem ten nie powinien już występować.

Sylwetka auta pozostała niezmieniona, bo i nie potrzebowała żadnych udoskonaleń. Mało wprawny obserwator będzie miał trudności z dostrzeżeniem zmian w tylnej części nadwozia. Zdecydowano się tam na nowoczesne światła wykonane w technologii LED oraz przeprojektowany, wysmuklony na wzór elementów z przodu auta zderzak. Trzeba przyznać, że całość wreszcie prezentuje się tak, jak powinna wyglądać od samego początku. Swoje trzy grosze do tego efektu dodają nowe barwy lakieru. Do gustu przypadł mi zwłaszcza widoczny na zdjęciach rdzawy lakier „Amber Orange”. Pierwszy odbiór jest bardzo dobry – mały SUV Opla naprawdę może się podobać.

Kokpit na poziomie

Tytuł tego fragmentu tekstu jest dwuznaczny. Dlaczego? A to z tego względu, że po pierwsze: uporządkowano konsolę środkową przenosząc gros z przycisków i pokręteł na spory 7- lub 8-calowy ekran dotykowy umieszczony po środku deski rozdzielczej, a po drugie: zamiast rozbudowywać deskę rozdzielczą wertykalnie, zdecydowano się na osadzenie jej w przestrzeni horyzontalnej. Zastosowanie poziomych kształtów to świetne zagranie – kabina pojazdu wydaje się teraz szersza.

Opel Mokka X | fot. Krzysztof Grabek

Ergonomia obsługi jest bez zarzutu. Jak w każdym nowym Oplu wystarczy naprawdę chwila, by zorientować się, gdzie, czym i co można uruchomić. Intuicyjność obsługi nie jest może tak wysoka jak u najpoważniejszego dla Opla konkurenta z tego samego kraju, ale w zamian za to otrzymujemy dużo ciekawszy projekt kokpitu. Cieszy także obecność ulepszonego pod kątem czytelności ekranu informacyjnego między zegarami w zależności od wersji – monochromatycznego o przekątnej 3,5 cala lub wielokolorowego o przekątnej 4,2 cala.

Pozytywne doznania organoleptyczne zapewniają zastosowane we wnętrzu materiały o wyższej jakości niż wcześniej. Spory panel deski rozdzielczej pokryto skóropodobnym materiałem z eleganckimi, subtelnymi przeszyciami. To, co może niektórych zaskoczyć, to pozostawiona stara kierownica, która swój debiut rynkowy zaliczyła w przechodzącej już powoli na emeryturę Insignii. Poręczna kierownica znana nam z nowej Astry czy Corsy wyglądałaby dużo lepiej.

Na pochwałę zasługują za to bardzo wygodne fotele z atestem niemieckiej Kampanii na rzecz Zdrowych Pleców (AGR). Zapewniają one należyty komfort zarówno w dalszych, jak i bliższych trasach. Co ciekawe, mimo tak „miękkiego” charakteru są w stanie skutecznie podtrzymać ciało przy szaleństwach po leśnych duktach – ale o tym za chwilę.

Komu w drogę, temu Mokka

Jak wiadomo, przed wyruszeniem w trasę dobrze wypić swoją ulubioną kawę podnoszącą koncentrację w takcie jazdy. Mokkę można też zabrać ze sobą, albo… w nią wsiąść. Do testów wybrałem wspomaganą turbosprężarką 140-konną odmianę benzynowego silnika 1.4. Mimo obecności turbodoładowania, nie jest on mistrzem dynamiki w niskim zakresie obrotów. Znana jednostka była sprzężona z 6-biegowym „manualem” przekazującym moc automatycznie na obie osie. Obstawiam jednak, że nie będzie to najczęściej wybierana przez klientów wersja, napęd 4×4 wymaga bowiem dopłaty aż 8 tysięcy złotych, a to już sporo.

Opel Mokka X | fot. Krzysztof Grabek

Skoro jesteśmy przy napędzie, to o nim słówko. W Mokce X działa on nienachalnie i bez zarzutu. Inteligentny system oparty na elektronicznym sprzęgle wielotarczowym może płynnie rozdzielać moc między przednią i tylną oś nawet w stosunku 50:50, przy czym w większości sytuacji na drodze moc jest kierowana wyłącznie na koła przednie. System włącza się automatycznie, gdy wykryje uślizg i robi to praktycznie niezauważalnie dla kierowcy. Szybka reakcja układu może uratować kierowcę z niejednej opresji na drodze. Niezależnie od tego, czy to droga krajowa, czy leśny dukt, po którym również miałem okazję się przejechać. Szybka jazda po szutrze samochodem z napędem 4×4 powinna być wypisywana jako lek na panoszącą się teraz u wszystkich jesienną depresję. Nagła zmiana kierunku jazdy nie stanowi dla takiego samochodu problemu, a może przy tym dostarczyć brakujących endorfin.

Co ciekawe, nie ma tu dużego znaczenia rodzaj przekładni – automatyczna skrzynia potrzebuje chwili, by zredukować bieg, ale czas jej reakcji nie psuje specjalnie zabawy. Mokka X wyposażona w „automat” rozważa czasami polecenie wydane pedałem gazu, ale po przetworzeniu komunikatu zazwyczaj trafia w aktualne potrzeby kierowcy. Tak skonfigurowaną, pokrytą wyrazistym błękitnym lakierem Mokkę udało mi się przegonić tylko po lesie i wiejskiej drodze. A właśnie, zawieszenie samochodu dość łagodnie obchodzi się z podróżnymi, nie powodując przy tym u nich torsji. Mokka X prowadzi się pewnie i dzięki wyczuwalnemu usztywnieniu zawieszenia mniej wychyla się teraz na zakrętach. Nie udało się zweryfikować informacji producenta o spalaniu nowej Mokki, mój egzemplarz bowiem… Dopiero co opuścił salon. Komunikaty komputera pokładowego nie mogły więc zostać wzięte na poważnie. Producent twierdzi, że Mokka 4×4 1.4 Turbo 140 KM z manualną skrzynią spala średnio 6,5 l/100 km. Cóż, pozostaje mi zaczekać do dłuższego testu.

Opel Mokka X | fot. Krzysztof Grabek

Warto poświęcić też chwilę na przybliżenie działania nowej kamery OpelEye zarządzającej m.in. asystentem świateł drogowych czy reflektorami AFL LED. Udoskonalona kamera sprawia, że Mokka X wykrywa znaki drogowe z większą precyzją. System monitorujący odległość między samochodem a pojazdem poprzedzającym odbija w przedniej szybie światło czerwonych diod, gdy odległość ta zmniejsza się zbyt szybko. Dodatkowo o konieczności hamowania ostrzega kierowcę także sygnał dźwiękowy. Asystent zmiany pasa ruchu włącza się automatycznie po przekroczeniu prędkości 60 km/h, a kontrolka w panelu wskaźników i sygnał dźwiękowy ostrzegają kierowcę o ryzyku niezamierzonego opuszczenia pasa ruchu. Po pierwszych jazdach wydaje się, że czułość tych systemów nie jest przesadzona.

Ile to kosztuje?

Na koniec to, co bardzo często potrafi zupełnie zniweczyć dobre pierwsze wrażenie. Szybki rzut oka do cennika nowej Mokki X nie spowodował u mnie ani szybszego bicia serca, ani go nie zatrzymał. By zacząć przygodę z nowym Oplem potrzebujemy co najmniej 72 450 zł. Podstawowa wersja wyposażenia Essentia jest oferowana tylko z jednym silnikiem – benzyniakiem 1.6 Ecotec o 115 KM. Tylko tutaj będziemy skazani na wachlowanie wybierakiem o 5 biegach – reszta jednostek występuje z 6-biegową skrzynką. Testowana przeze mnie wszystko-mająca wersja Elite z turbodoładowanym silnikiem 1.4 to wydatek na poziomie 84 500 zł. Świetnie działający napęd 4×4 podwyższy cenę do 92 750 zł, a to już spora kwota jak za auto segmentu B. Najmocniejszy 152-konny benzynowy wariant Mokki z automatyczną skrzynią kosztuje 102 500 zł. Ceny diesli zaczynają się od poziomu 86 950 zł (1.6 CDTI 110 KM). Nowa Mokka ma wiele cech, które mogą zadecydować o jej rynkowym sukcesie. Moda ma jednak swoją cenę i trzeba się z tym liczyć.