Pierwsze jazdy

Infiniti Q60 Project Black S | fot. Maciej Kuchno

“Piękno nie zna granic” – spotkanie z Mattem Weaverem, Infiniti Q60 Project Black S oraz Q60S

Zaprojektowanie samochodu to sztuka. Pomyślcie sobie jednak ile pracy trzeba włożyć, aby z gotowego projektu stworzyć jeszcze ciekawsze auto, które zapadnie głęboko w pamięć. Na ten temat rozmawialiśmy z Mattem Weaverem, szefem europejskiego studia designu Infiniti.

Praca projektanta to nie tylko mazanie ołówkiem po kartce, a następnie rzeźbienie w glinie. Przygotowanie auta to niezwykle ciężki, czasochłonny i złożony proces, w który zaangażowany jest ogromny zespół osób. Matt Weaver przybliżył nam swoje podejście do tworzenia samochód na bazie studyjnego Infiniti Q60 Project Black S – auta, które jeszcze nieco ponad miesiąc temu było gwiazdą stoiska tej firmy podczas salonu samochodowego w Genewie, a nieco później zawitało do poznańskich hal MTP na Motor Show 2017.

Infiniti Q60 Project Black S | fot. Maciej Kuchno

Co wyróżnia Infiniti na tle innych producentów? Przede wszystkim własny kierunek rozwoju stylistyki oraz technologii w aucie. Tutaj nie ma miejsca na wzorowanie się lub powielanie pomysłów, które stopniowo przechodzą pomiędzy kolejnymi markami. Oczywiście – pewne elementy w większym lub mniejszym stopniu będą do siebie podobne, ale ogólna koncepcja ma być całkowicie unikalna. Widać to nie tylko w projektach nadwozi, ale także w specyficznym podejściu do wnętrza, które zachowuje charakterystyczny, wyjątkowo “japońsko-techniczny” charakter, lecz jednocześnie wplata w to wszystko nieco zwiewności i lekkości.

Infiniti Q60 Project Black S | fot. Maciej Kuchno

Piękno nie zna granic?

Odwiecznym problemem, który staje na drodze designera jest fizyka. Projektant to artysta, który musi ściśle współpracować z działem inżynierskim oraz oczywiście nieśmiertelną księgowością. Kluczem do sukcesu jest tutaj dzielenie pewnej ideologii, która pozwala wszystkim realizować swoje zadania przy jednoczesnym zachowaniu unikalnego kierunku. Doskonałym przykładem takich założeń jest właśnie studyjne Infiniti Q60 Project Black S. Samochód ten powstał na bazie gotowego i dostępnego na rynku auta. Matt Weaver postanowił jednak okrasić go znacznie brutalniejszym charakterem. Warto dodać, iż pojazd ten nie jest nieruchomą makietą – wszystkie elementy odpowiedzialne za zmniejszenie masy (dzięki szerokiemu zastosowaniu włókna węglowego) oraz poprawę aerodynamiki zostały starannie dopracowane i mają realne odzwierciedlenie w poprawie prowadzenia auta. Choć samochód ten nie przeszedł jeszcze intensywnych testów w ruchu, w tym między innymi na kultowym Nurburgringu, to jednak jest na to przygotowany. Oznacza to też, że Project Black S czeka wyłącznie na zielone światło ze strony władz Infiniti.

Infiniti Q60 Project Black S | fot. Maciej Kuchno

Jeśli Infiniti Q60 Project Black S trafi do seryjnej produkcji, to najprawdopodobniej stanie się najbardziej zaawansowanym technologicznie samochodem w tym segmencie, stając do walki z takimi autami jak BMW M4 / M4 CS, Audi RS5 czy Mercedesem-AMG C63 / C63S. Pod maską koncepcyjnej wersji pracuje silnik 3.0 V6 z podwójnym doładowaniem – jest to nowa konstrukcja, którą znajdziecie w modelu Q50S i Q60S. Seryjna wersja generuje 405 koni mechanicznych i aż 475 Nm momentu obrotowego dostępnego w niezwykle szerokim zakresie – od 1 600 do 5 200 obrotów na minutę. Wedle zapewnień Matta Project Black S zaoferuje “zdecydowanie więcej niż 500 koni”, zaś wsparciem dla silnika będzie technologia żywcem zapożyczona z bolidu F1 noszącego na sobie logo Renault – wszak Infiniti/Nissan działają w sojuszu z tym francuskim producentem.

Infiniti Q60 Project Black S | fot. Maciej Kuchno

Granica

No właśnie – skoro Project Black S ma być czysto sportową odmianą modelu Q60, to jak w praktyce sprawdza się topowy aktualnie model Q60S? Miałem okazję dokładnie to sprawdzić, pokonując tym autem ponad 800 kilometrów na trasie Warszawa-Wrocław-Warszawa, a także na przepięknych krętych fragmentach dróg w okolicach wzgórz trzebnickich. Najmocniejsza wersja Infiniti budzi początkowo dość mieszane uczucia. Po zajęciu miejsca za kierownicą łatwo poczuć się nieco klaustrofobicznie. Dlaczego? Otóż fotel kierowcy nawet w najniższym ustawieniu znajduje się dość wysoko, co może mocno męczyć wyższych kierowców. Chwilę może również zająć przyzwyczajenie się do specyficznej obsługi wszystkich elementów systemu inforozrywki – rozdzielono je na dwa ekrany – dolny, będący głównym menu, oraz górny, odpowiadający za mapę/nawigację.

Infiniti Q60S | fot. Maciej Kuchno

Pierwsze kilometry również mogą nieco zaskoczyć. Wszystko ze względu na unikalny układ kierowniczy, który nie ma fizycznego połączenia z kołami – skręt kierownicy przekazuje impulsy, które odpowiadają za ruch przedniej osi. Oczywiście jest tutaj odpowiednie zabezpieczenie – klasyczna kolumna kierownicza pozostała na swoim miejscu, jest jednak “odpięta” w trakcie normalnego użytkowania. Dopiero w krytycznej sytuacji specjalne sprzęgło “spina” ją z kierownicą i przywraca klasyczne sterowanie.

Infiniti Q60S | fot. Maciej Kuchno

Brak owego fizycznego połączenia wymusza na kierowcy skonfigurowanie auta pod swoje potrzeby. Tak, to nie są żarty – takie elementy jak czułość czy szybkość reakcji możemy ustawić z poziomu menu indywidualizacji nastawów pojazdu. Niektórym może to nieco przypominać zabawy z kierownicą podpiętą do konsoli. Po pewnym czasie jednak bez problemu znajdzie się swój idealny zestaw, który sprawdzi się w każdych warunkach.

Infiniti Q60S | fot. Maciej Kuchno

Wszystkie te wady giną w perspektywie silnika, będącego bez dwóch zdań jedną z najciekawszych i prawdopodobnie najlepszych jednostek na rynku. Auto “ciągnie” od samego dołu, niemal cały czas oferując sto procent swoich możliwości. Przyspieszenie od zera do setki zajmuje zaledwie pięć sekund. Po przekroczeniu tej granicy auto nie traci jednak pary – kolejne wartości pojawiają się na liczniku w zastraszającym tempie, aby finalnie niebezpiecznie zbliżyć się do przestrzeni z trójką na przedzie. Nie oznacza to jednak, że Q60S można nazywać autem, które kocha wysokie prędkości – nic z tych rzeczy. Po pierwsze samochód ten wyraźnie reaguje na wszelkie podmuchy wiatru. Po drugie – dohamowania z wyższych prędkości kończą się myszkowaniem tyłu, które w skrajnych przypadkach może być trudne do opanowania. Ogromną pomocą w takiej sytuacji jest napęd na cztery koła, który zapewnia wysoką stabilność podczas szybko pokonywanych zakrętów. Co prawda nawet przy wyłączonym ESP auto nie pozwala na wyraźny uślizg, ale odrobinę przyjemności z tego wyciągniemy. Q60S za to idealnie sprawdza się w roli komfortowego “kruzera”, gdzie moc ma być jedynie przyjemnością i bezpieczeństwem przy wyprzedzaniu. Samochód ten nawet w “najostrzejszym” ustawieniu Sport+ pozostaje wyjatkowo komfortowy, wdzięcznie pożerając wszelkie nierówności.

Brzmienie jednostki 3.0t nie rzuca na kolana – to charakterystyczny warkot V6-ki z japońskim rodowodem. Motor ten lubi wkręcać się na wysokie obroty, atakując kierowcę “wiertarkowym” brzmieniem. Mieliśmy jednak okazję posłuchać “na żywo” przygazówek studyjnego Project Black S – zastosowano tam stworzony od podstaw układ wydechowy, który wyeksponował agresywne brzmienie V6-ki. Oznacza to, iż potencjału tutaj zdecydowanie nie brakuje, lecz jest on skutecznie ukryty.

Infiniti Q60S | fot. Maciej Kuchno

Można więc śmiało powiedzieć, że Q60S jest wyraźnie nastawione na komfortowe pokonywanie długich dystansów – jeśli zużycie paliwa nie jest dla Was podstawowym kryterium wyboru auta, to Infiniti z tym silnikiem bez wątpienia można zaliczyć do najciekawszych ofert na rynku. Takie zestrojenie auta pozostawia też spory zapas przestrzeni dla sportowej wersji – którą bez wątpienia będzie Project Black S.

Więcej na temat Infiniti Q60S przeczytacie niebawem w naszym szczegółowym teście.

Podobne artykuły