Pierwsze jazdy

Volkswagen up! 1.0 TSI | fot. Maciej Kuchno

Sprawdzamy odświeżonego Volkswagena up’a! z silnikiem 1.0 TSI

Czasy, w których miejskie auto oznaczało nudną metalową puszkę służącą do przemieszczania się z punktu A do punktu B już dawno minęły. Teraz liczy się dobry styl, innowacyjność i nowoczesność. Wszystko musi być “connected”, zaś auto ma wyróżniać się na ulicach. Dokładnie tym tokiem myślenia szedł Volkswagen, przygotowując odświeżonego up’a! – maluch z Wolfsburga zyskał na urodzie, jednocześnie otrzymując nowe bogatsze wyposażenie.

Volkswagen nie jest nowicjuszem w segmencie A – w 1997 roku na rynek wkroczyło Lupo, będące pierwszym podejściem Niemców do tematu auta stricte miejskiego. Osiem lat później, w 2005 roku zostało zastąpione przez zaskakującego według niektórych Foxa. Pamiętacie ten model? Był to wyjątkowo egzotyczny jak na europejskie standardy samochód, gdyż został zapożyczony z rynku południowoamerykańskiego. Jak łatwo się domyślić nie zyskał on wielkiej popularności na starym kontynencie. Co innego w Brazylii, gdzie wciąż jest produkowany w wielu wersjach nadwoziowych i wyposażeniowych, będąc jednym z popularniejszych samochodów na tamtejszych drogach.

volkswagen-up-tsi-10

Dopiero zaprezentowany w 2011 roku up! stał się ogromnym sukcesem – wraz ze swoimi “bliźniaczkami”, czyli Skodą Citigo i Seatem Mii sprzedał się w liczbie 700 000 egzemplarzy. Dużo? To teraz inna liczba – 500 000 egzemplarzy to sam up!. Skąd taka popularność? Klienci docenili bardzo dobry stosunek ceny do tego, co w zamian oferuje Volkswagen. Niemcom udało się upchnąć stosunkowo przestronne wnętrze w małe nadwozie, zachowując przy tym sensowny jak na ten segment bagażnik. Dodatkowo oszczędne i dynamiczne jednostki napędowe oraz bardzo przyjemna stylistyka stały się kluczem do sukcesu. Czy było więc miejsce na jakieś poprawki? Oczywiście – przeprowadzono je jednak bez uszczerbku na jakimkolwiek z elementów.

Z zewnątrz nie zmieniło się wiele, choć wszystkie nowości widać na pierwszy rzut oka. Zacznijmy od przodu, gdzie pojawił się nowy przeprojektowany zderzak. Przypomina on teraz nieco ten zastosowany w e-upie, choć pozbawiono go efektownych świateł do jazdy dziennej. Z tyłu zaś największą zmianą są nowe lampy z ciekawym wizualnie wypełnieniem. Poza tym trzeba wspomnieć o takich elementach jak wzbogacona oferta felg o nowe wzory oraz rozmiary, a także poszerzona gama dostępnych odcieni. Nie martwcie się – królują tutaj głównie jasne barwy, idealnie pasujące do takiego samochodu.

Volkswagen up! 1.0 TSI | fot. Maciej Kuchno

W środku zmiany są wyłącznie kosmetyczne. Kierownicę, która do tej pory była dzielona z modelem Beetle zastąpił “standardowy” Volkswagenowski ster. Pojawiły się także nowe wzory czołowego kolorowego plastiku. Poza tym na desce rozdzielczej znajdziemy po raz pierwszy jednostrefową automatyczną klimatyzację (do tej pory niedostępną) oraz odświeżony system audio. Trzeba przyznać, że Niemcy poszli po rozum do głowy, zastępując wreszcie dokładany ekran szybką integracją ze smartfonem za pośrednictwem specjalnej aplikacji. Na szczycie deski zamocowano uchwyt na telefon – po wpięciu swojego smartfona i pobraniu odpowiedniego oprogramowania zyskujemy dostęp do nawigacji, szczegółowego komputera pokładowego, sterowania systemem audio (radiem oraz streamingiem muzyki z sieci) oraz wielu innych dodatków. Z rozwiązania tego korzystać mogą zarówno użytkownicy Androida jak i systemu iOS. Przygotowana przez Volkswagena aplikacja ma bardzo intuicyjne sterowanie, zaś nawigacja jest szybka, szczegółowa i sprawnie radzi sobie z wytyczaniem tras, biorąc pod uwagę takie elementy jak aktualny ruch czy też inne utrudnienia. Testowany przez nas egzemplarz miał jeszcze jedną “nowość” na pokładzie – system Beats Audio (łączący się ze specjalną, najbogatszą odmianą wyposażeniową). Siedem głośników i 300W mocy, czyli coś, czego oczekują młodzi i aktywni ludzie ceniący sobie przyjemnie grające audio. W przypadku up’a! jedyne zastrzeżenie trafia pod adresem serwowania niskich tonów – są one niezwykle soczyste, lecz niektórych (nawet po solidnym skręceniu) mogą nieco irytować.

Volkswagen up! 1.0 TSI | fot. Maciej Kuchno

Lifting przyniósł także znaczne zmiany w palecie silnikowej – pojawiła się trzecia odmiana 3-cylindrowego 1.0, tym razem jednak z dopiskiem TSI. Nowa jednostka generuje 90 KM i 160Nm momentu obrotowego. Moc na koła trafia za pośrednictwem 5-biegowej skrzyni biegów, pochodzącej z Volkswagena Polo. Muszę przyznać, iż blisko 100 koni w tak małym aucie to idealne połączenie. Co więcej – tylko nieliczni konkurencji, w postaci Smarta ForFour/Renault Twingo oraz Fiata 500 oferują w tej chwili porównywalne mocą wersje. W przypadku up’a! świetna dynamika połączona jest z bardzo niskim spalaniem. Pierwsza setka pojawia się na zegarach w 9,9 sekundy, zaś prędkość maksymalna to około 180 km/h. Dobra wiadomość dla osób, które takim samochodem chciałyby wybrać się w trasę – ostatnie przełożenie skrzyni biegów (piąte) jest wystarczająco długie. Przy 140 km/h silnik pracuje na 3 tysiącach obrotów, nie generując przy tym przesadnego hałasu. Można też odnieść wrażenie, że względem słabszych wolnossących jednostek poprawiono nieco wygłuszenie kabiny pasażerskiej. Wracając jednak do spalania – podczas naszych krótkich jazd po zakorkowanym ścisłym centrum Poznania udało się uzyskać wynik rzędu 6,3 litra na setkę. Testując zaś samochód na ekspresówce udało się zejść do 3,8-4,5 litra, co można uznać za naprawdę dobre wartości.

Volkswagen up! 1.0 TSI | fot. Maciej Kuchno

Sprzedaż odświeżonego up’a! już ruszyła. Podstawowa wersja take up! z 60-konnym silnikiem 1.0 kosztuje 36 990 zł. Aby zakupić najbogatszego high upa! bez przebierania w katalogu opcji i dodatków musimy włożyć 45 990 zł. Jeśli interesuje Was wersja 1.0 TSI, to musicie uzbroić się jeszcze w chwilę cierpliwości – silnik ten trafi do oferty z lekkim opóźnieniem. Według wstępnych informacji maksymalnie wyposażony up! z turbodoładowanym silnikiem będzie kosztować około 60 tysięcy złotych, choć kwota ta jeszcze nie jest potwierdzona.