Felietony

blog_wszystko_albo_nic_odc6_2015-16

Single-seater fun!

Jeździliście kiedyś jednomiejscową wyścigówką? Nie? To zapraszam na przejażdżkę Formułą!

Na pewno kilku z Was doświadczyło kiedyś bezpośredniej przesiadki z gokarta do osobówki. Gokarty jakoś specjalnie popularne w Polsce nie są, ale liczę, że chociaż część z czytających to osób będzie potrafiła z tym się utożsamić. Taka akcja zawsze jest zabawna – nagle samochód osobowy nie przyspiesza, nie hamuje i nie skręca, a jadąc 100 km/h czułem się, jakbym ledwie się poruszał. Po zapoznaniu się z Formułą ADAC zabawnie nie było, bo w moim Seacie otarłem się o poważny wypadek. Ale po kolei…

Pierwszy raz w życiu dostałem szansę pojeżdżenia szybszym i poważniejszym pojazdem jednomiejscowym od gokarta.

Formuła ADAC (ADAC Formel Masters) to niemiecka seria wyścigowa skierowana do zawodników awansujących z kartingu. Zasadniczo jest bardzo zbliżona do F3 i pozwala na zasmakowanie ścigania bolidem jednomiejscowym. Nie oznacza to jednak, że nie jest szybka – setkę osiąga już po 3,5 sekundy, a dla kierowcy przesiadającego się z (często bardzo szybkich…) samochodów drogowych potrafi zapewnić ogromny zastrzyk adrenaliny!

Sercem wyścigówki jest silnik Volkswagena – 1.6 FSI z bezpośrednim wtryskiem o mocy 145 KM. Taki motor napędza nadwozie firmy Dallara (jeden dostawca nadwozi i silników, co pozwala drastycznie obniżyć koszty organizacji mistrzostw) ważące 570 kg z kierowcą. Po wciśnięciu się do kokpitu (moje 185 cm wzrostu to już właściwie limit) Maurycy Kochański uczy mnie, co do czego służy, jak się nie zabić i kiedy wciskać gaz, dzięki czemu po chwili jestem już gotowy do startu.

No to jedziemy

Łopatki za kierownicą służą do zmiany biegów, ale samochód ma również sprzęgło. Odpalając bolid na „luzie” wciskamy sprzęgło, prawą łopatką wbijamy „jedynkę” i możemy ruszać. Chojnie dodajemy gazu i puszczamy sprzęgło. Koła się kręcą, samochód stoi, tył ucieka – single seater fun! To surowa maszyna bez kontroli trakcji, której opanowanie przy niskich prędkościach nie jest łatwe. Dlaczego?

Przy odrobinie wyczucia można też ruszyć bez uślizgu kół, ale skręcanie musi się odbywać bez wciskania gazu, bo błyskawicznie zobaczymy miejsce, z którego właśnie przyjechaliśmy. Wynika to głównie z tego, że skrzydła, spoiler i dyfuzor działają tylko wtedy, gdy samochód jedzie szybko – a więc im szybciej jedziemy, na tym więcej możemy sobie pozwolić. Każdy zakręt pokonujemy z coraz większą prędkością, a w budowaniu pewności siebie pomaga chirurgicznie precyzyjny układ kierowniczy, który boleśnie przypomina nam, że w nowoczesnych samochodach nie czujemy nic. Sprawa nakręca się dość dynamicznie, a apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Oprócz aerodynamicznych trików ogromną różnicę robią gładkie opony, czyli tzw. slicki. Ameryki ani Indii nie odkrywam, ale nie wszyscy muszą to wiedzieć: brak bieżnika = większa powierzchnia kontaktu opony z torem = lepsza przyczepność. Znacznie lepsza… Dlaczego więc nie jeździmy na slickach codziennie? Bo bieżnik odprowadza wodę. Właśnie dlatego, gdy na wyścigu Formuły zaczyna lać, na torze zaczyna się rzeź niewiniątek i oddzielenie chłopców od mężczyzn. Jazda na wodzie z gładkimi oponami jest o tyle gorsza od jazdy po lodzie, że na lodzie po pierwsze: jakieś tarcie jednak jest, a po drugie: przyczepność, choć śladowa, jest stała. Aquaplaning zaś atakuje niespodziewanie i gdy nadmiar wody odcina kontakt opony z torem, nie mamy właściwie nic do powiedzenia oprócz „zdrowaśki”.

My jednak jeździliśmy na suchym, ale niezbyt czystym torze, pełnym drobnych kamyczków i piasku. Na tym też można pojechać bokiem prosto w bandę. Ale często bywa, że frajda jest proporcjonalna do zagrożenia.

Niestety jazdy, na które zaprosił nas Volkswagen, trwały tak krótko, a tor był na tyle kręty, aby nie można było się zbytnio rozpędzić. Do tego trzeba doświadczenia, którego nam wszystkim brakowało – osobówki to zupełnie inny świat, nawet pozornie szybkie Audi RS6 czy Porsche 911. Formuła ADAC pokazała mi zupełnie inną ligę dynamiki, prędkości i „słyszanego” płucami dźwięku silnika. Właśnie dlatego 30-minutowa przygoda z tym bolidem wywarła na mnie takie wrażenie…

Po całej imprezie wsiadłem do Cordoby i odjechałem. Jechałem sobie spokojnie po pustych drogach wokół centrum doskonalenia jazdy w Bednarach koło Poznania i nie musiałem hamować. Do kierownicy rodem ze statku pasażerskiego i konieczności wykonywania nią dużych obrotów przywykłem szybko. Rozpędziłem się do normalnej prędkości, jakieś 60 km/h. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo licznik wskazywał ponad 100. A gdy dojechałem do skrzyżowania, wcisnąłem hamulec jak w bolidzie, ABS oszalał, samochód ledwo zwalniał, a gdy zatrzymałem się odrobinę za daleko, kilka centymetrów przed moją maską przejechała rozpędzona ciężarówka.

Niska masa przyzwyczaja najszybciej i najmocniej. Przy niej wszystko w samochodzie działa lepiej. Oby jak najszybciej producenci skupili się na budowaniu aut z lekkich materiałów i poszukali naprawdę przełomowych technologii w tej dziedzinie, a nie dalej dążyli do budowania ciężkich hybryd z silnikami 0,5 litra i kwartetem turbin.

Normalne samochody są do kitu. Ciekawe, czy Ariel Atom jest w stanie zbliżyć się do tego, czego doświadczyłem w Formule… Trzeba to sprawdzić.