Wywiady

Lexus GS-F – zysk, czy wizerunek? | WYWIAD

Redakcja autogaleria.pl

W przypadku Lexusa GS F nie chodzi o zysk. Jeśli podsumujemy koszty jego projektu i przychód ze sprzedaży, to okaże się, że Lexus stracił na tym bardzo dużo pieniędzy. Zyskał jednak naprawdę sporo, jeśli chodzi o wizerunek. – mówi w wywiadzie Tomasz Bogacki, Manager Omotenashi w salonie Lexus Kraków.

Robert Lorenc: Lexus GS F, nie mylić z GS F-Sport

Tomasz Bogacki: Tak. F-Sport to wersja wyposażenia modelu GS, natomiast GS F jest zupełnie innym samochodem, z całkiem innym układem napędowym, silnikiem i skrzynią biegów w porównaniu do innych wersji modelu GS.

Czyli GS F to klasyczny sportowy model niewiele różniący się z zewnątrz od innych wersji GS.

Tak. Dla niewprawnego oka ten samochód będzie się wydawał taki sam, jak pozostałe Lexusy GS.

Może udawać „zwykłego” GS dopóki nie odpalimy silnika.

Dokładnie. Wtedy od razu słychać, że nie mamy do czynienia ze standardowym modelem GS.

Jednym z głównym trendów we współczesnej motoryzacji jest downsizing, czyli mówiąc w skrócie silnik o jak najmniejszej pojemności skokowej i równocześnie jak największa turbina, która go wspomaga. GS F stanowi zaprzeczenie tej idei. Czy zatem jest jeszcze jakaś grupa docelowa dla takiego samochodu?

Na szczęście jest, chociaż nie jest ona zbyt duża. Jest to grupa koneserów motoryzacji i trochę bardziej tradycjonalistów, ale też ludzi doceniających rozwiązania trwałe i klasyczne. Zwykle to mężczyzna w wieku 35-45 lat, czyli ojciec rodziny, który zawozi dzieci do przedszkola, a później jedzie do pracy. To jest chyba największa grupa odbiorców tego modelu. Są to ludzie potrzebujący uniwersalnego samochodu, który pozwoli im wybrać się z rodziną na wakacje, a przy okazji zagwarantuje prawdziwie sportowe emocje za kierownicą. Ludzie umiejący odróżnić coś, co jest prawdziwe od tego, co jest udawane…

… elektroniczne…

… elektroniczne, wspomagane niezliczoną ilością turbin z bardzo wytężonymi silnikami. A tu jesteśmy wierni jednostce wolnossącej bez żadnej turbiny, z której wydobywa się naprawdę piękny dźwięk. To wszystko jest bardzo autentyczne. To jest coś, co możemy nazywać motoryzacją przez wielkie „M”.

Użyteczność tego modelu w codziennej eksploatacji nie odbiega od pozostałych modeli GS.

Tak. W zasadzie jest to pierwszy model Lexusa, który jest w pełni komfortowym samochodem do użytkowania na co dzień.

Patrząc z perspektywy dzisiejszych odbiorców ten samochód ma jedną wadę: dużo pali. Czy ludzie go kupujący są tego świadomi i zdają sobie sprawę, że tego typu konstrukcja ma taką właśnie charakterystykę? Czy dalej liczą, że przykładowo, będą jechać 200 km/h, a spalanie będzie oscylowało w okolicach 6 litrów na 100 kilometrów?

Na pewno człowiek decydujący się na model GS F zdaje sobie sprawę, że kupuje samochód o sportowym usposobieniu. Natomiast w użytkowaniu codziennym nie pali on więcej niż przeciętny mniej litrażowy samochód. Producent podaje spalanie w cyklu pozamiejskim na poziomie 8 litrów na 100 km. Może 8 litrów jest ciężko osiągnąć, ale przy spokojnej jeździe zużycie paliwa na poziomie 9,5 litra jest jak najbardziej realne. Nie jest to zatem „zaporowe” spalanie.

W dobie coraz bardziej rygorystycznych przepisów o emisji spalin, wyścigu producentów na jak najmniejsze spalanie, model ten jest swego rodzaju „rodzynkiem” na rynku. Nie jest nastawiony na sprzedaż, a bardziej na „prężenie muskułów”, co z kolei przekazuje jednoznaczny komunikat: „zobaczcie jakie auta potrafimy robić”.

I tak i nie. Takim projektem dla Lexusa był model LFA, który został wyprodukowany w 500 egzemplarzach. I udało się, potrafimy. Przez wielu dziennikarzy został on uznany za najlepszy samochód świata i do tej pory takim pozostaje w opinii wielu osób. Teraz modele z logo „F” czerpią z LFA, czyli przenosimy najlepsze rozwiązania, które udało się wprowadzić „prężąc muskuły” do codziennego użytkowania. Teraz więc w gamie naszych samochodów mamy modele, które możemy zaoferować entuzjastom naszej marki, jak również poszukiwaczom samochodów bardziej dynamicznych, dysponujących lepszymi osiągami oraz dostarczających więcej emocji. GS F jest modelem jak najbardziej dostępnym. Pomimo że nie jest to sprzedaż masowa, nie uważam, iż jest to „prężenie muskułów”. Można to raczej uznać za wyjście naprzeciw potrzebom klientów oczekujących takiego właśnie modelu.

A propos dostępności. Czy GS F jest faktycznie dostępny, czy tylko znajduje się w cenniku? Jak długo trzeba w tym przypadku czekać od złożenia zamówienia do wyjazdu samochodem z salonu?

Tak naprawdę czas oczekiwania będzie praktycznie taki sam, jak na każdy inny model Lexusa, czyli maksymalnie cztery miesiące, ponieważ zamówienie to jest konfigurowane indywidualnie dla klienta i samochód musi zostać wyprodukowany w Japonii. Najdłużej zajmuje podróż auta do Europy.

Ustaliliśmy wcześniej, że grupa odbiorców GS F jest stosunkowo wąska. Koszt utrzymania tego auta w gamie jest więc duży. Niestety dla Lexusa, ma on silną konkurencję na rynku w postaci Audi, BMW i Mercedesa. Zastanawiam się, czy wszystkim tym koncernom nie opłacałoby się ze sobą dogadać i zaprzestać produkcji samochodów, które są tak naprawdę dla jednostek. Myślę, że miałoby to sens, jeśli chodzi o zyski każdej z tych marek. Bo podejrzewam, że na GS F Lexus zarabia stosunkowo niewiele w porównaniu do innych modeli, mimo że jego cena wcale nie jest niska.

W przypadku GS F nie chodzi o zysk. Aby to wyjaśnić jeszcze raz nawiążę do modelu LFA. Jeśli podsumujemy koszty jego projektu i przychód ze sprzedaży, to okaże się, że Lexus stracił na tym bardzo dużo pieniędzy. Zyskał jednak naprawdę sporo, jeśli chodzi o wizerunek. Dzięki temu mamy teraz również masę nowoczesnej technologii, którą możemy wykorzystywać w naszych samochodach. Podobnie jest z Lexusem GS F. Chcemy go oferować naszym klientom, aby mieli większy wybór i aby każdy z nich mógł odnaleźć w naszej gamie model idealnie odpowiadający indywidualnym oczekiwaniom.

GS F ma 477 KM i napęd na tylne koła. To już nie przelewki i przeciętny kierowca, który nigdy nie miał do czynienia z samochodem tego typu może mieć problemy z okiełznaniem takiej mocy. Czy w związku z tym prowadzicie jakieś szkolenia z jazdy, uświadamiające ludziom potencjał GS F?

Tak. Dla klientów, którzy zdecydowali się na zakup modelu RC F lub GS F zorganizowaliśmy w tym roku event Lexus Drivig Emotions na torze Bednary pod Poznaniem. Podczas niego profesjonalni kierowcy rajdowi, wśród których był nawet Stig, znany z programu „Top Gear”, pokazywali naszym klientom, w jaki sposób mogą oni wykorzystać możliwości swoich samochodów, a także jak bezpiecznie poruszać się na co dzień w różnych warunkach drogowych i pogodowych.

Czy wasz salon posiada model GS F przeznaczony do jazd testowych?

Tak. Jako jeden z nielicznych salonów Lexusa w Polsce mamy na stanie taki samochód.

Klienci są na pewno wdzięczni. Ale czy podczas sprawdzania możliwości auta nie puszczają za bardzo wodzów fantazji?

Raz rzeczywiście zdarzyło się, że klient siedzący za kierownicą GS F mocno złamał przepisy ruchu drogowego. To jednak jednostkowy przypadek. Generalnie grupa klientów Lexusa jest na tyle świadoma, kulturalna i rozsądna, że jak do tej pory nie mieliśmy aż tak bardzo niebezpiecznej sytuacji, żeby pracownik salonu musiał ingerować w jazdę testową.

 

Czy modelem GS F bardziej zainteresowani są klienci wierni Lexusowi od lat, czy może ludzie, którzy wcześniej jeździli podobnym samochodem którejś z konkurencyjnych marek premium i teraz szukają czegoś innego, ale równie prestiżowego?

Na razie przeważają klienci, którzy są z nami od kilku czy nawet kilkunastu lat. Czekali oni na pojawienie się Lexusa o właśnie takiej charakterystyce jak GS F i gdy samochód się wreszcie pojawił, faktycznie zamówili go dla siebie. Zdarzyło się także, że modelem tym wymieniliśmy jednemu panu BMW M5. Natomiast generalnie jest tak, że klienci, którzy są przywiązani do Audi, BMW czy Mercedesa ciągle nie mogą się przekonać do Lexusa. Być może nie zdają sobie oni sprawy z tego, co GS F ma do zaoferowania. Jestem pewien, że po odbyciu jazdy testowej przekonaliby się do tego samochodu.

Czyli w tym segmencie wierność klienta ma jednak kluczowe znaczenie.

Z naszej perspektywy tak to właśnie wygląda. Nie wiem, czy konkurenci, o których wspomnieliśmy wymieniają klientów między sobą. Być może rzeczywiście migrują oni między niemieckimi markami premium. Ale to tylko moje przypuszczenia.

Faktycznie, dla niektórych nie do pomyślenia jest to, żeby zamienić samochód niemiecki na japoński.

To jest właśnie pewna bariera mentalna, którą próbujemy wraz z naszą marką pokonać. Zapewniam, że Lexusowi naprawdę warto zaufać.

*Manager Omotenashi zajmuje się jakością obsługi klienta w salonie.

Wywiad opublikowany przy współpracy z kdk.pl / autor: Robert Lorenc