Wywiady

rolls-royce_wywiad_z_tiemannem_2014_02.jpg

Wywiad z Frankiem Tiemannem, managerem ds. PR i komunikacji korporacyjnej Rolls-Royce’a na Europę

Spraw sobie nagrodę

Już od roku nasi najbardziej zamożni rodacy mogą zamawiać wyjątkowe samochody Rolls-Royce w Warszawie, u dealera Auto-Fus. Rozmawiamy o przyszłości, przeszłości i wyjątkowości brytyjskiej marki.

Siedzimy we wnętrzu Rolls-Royce’a Ghost, w którym po zamknięciu drzwi zapada idealna cisza. Wokół nas najlepsza, biała skóra i piękne drewno. Nie powstaje wiele egzemplarzy pokazowych czy testowych. Zaprezentowane w Poznaniu Ghost, Wraith oraz Phantom Drophead Coupe to pokaz trzech różnych charakterów, ale tych jest tak wiele, jak zamawiających. Jak wiele Rollsów pojawi się na polskich drogach?

Marcin Bochenek:
Od zeszłego roku polscy klienci mogą wreszcie zamówić Rolls-Royce’a bezpośrednio w Warszawie. Jak wielu klientów zdecydowało się na zakup od tego czasu? Wiem, że nie możesz mówić o liczbach, ale czy Polacy nie zawiedli Waszych oczekiwań?

Frank Tiemann:
O liczbach nie możemy mówić dlatego, że jesteśmy wyjątkową, właściwie nie mającą konkurencji firmą. Produkujemy samochody jednostkowo, a każdy z nich jest wyjątkowy. Podawanie jakichkolwiek liczb nie wyglądałoby dobrze. A fakt, że tu jesteśmy świadczy o tym, że mamy w Polsce rynek.

Jaka jest różnica w zakupie Rolls-Royce’a pomiędzy rokiem 2011 a chwilą obecną? Jak otwarcie polskiego salonu wpłynęło na ceny?

Nasi klienci prowadzą bardzo międzynarodowe życie, mają posiadłości w różnych krajach, więc jeśli chcieliby kupić Rolls-Royce’a wtedy, nie mieliby z tym problemu. Co do cen, są one przeliczane z Euro, więc nowa lokalizacja nie ma większego znaczenia.

Czy Polscy klienci robią dobry użytek z programu Bespoke?

Niestety, nie znam dokładnych liczb, ale nie wydaje mi się, żeby Polska w jakikolwiek sposób odstawała od reszty Europy, gdzie odsetek ludzi korzystających z Bespoke wynosi 90% [Piotr Fus potwierdził, że 95% polskich klientów zdecydowało się na indywidualizację poprzez Bespoke – przyp. MB].

Wiele osób uważa, że posiadanie bardzo drogiego, luksusowego samochodu oznacza również ogromne koszty utrzymania. Jak to wygląda w przypadku Rolls-Royce’a? Możesz porównać ten koszt np. do BMW serii 7?

Ciężko cokolwiek porównywać, ponieważ Rolls-Royce to samochód o zupełnie innym charakterze – nikt nie używa go na co dzień. Nasi klienci mają po dwa, trzy, albo siedem aut, a Rolls-Royce’a używają do wyjątkowych okazji. Bardzo szanujemy naszych klientów i chcielibyśmy, aby po zakupie samochodu mieli jak najmniej rzeczy na głowie, dlatego przez cztery lata wszystkie czynności, jak przeglądy, wymiana oleju i tym podobne – są wliczone w cenę zakupu. Niczym nie musisz się martwić.

Czy myślisz, że sukces marki na rynku chińskim to trwałe zjawisko? Z czego to wynika?

Gdybyś 10 lat temu powiedział mi, że Chiny będą naszym drugim co do wielkości rynkiem zbytu po USA, zapytałbym: – „Co takiego? Mówisz poważnie?” Były czasy, kiedy 80 proc. samochodów sprzedawaliśmy do USA. To nie było dla nas dobre. Teraz, kiedy sprzedajemy porównywalne ilości samochodów w Stanach, Chinach, Europie i innych regionach, zachowujemy bardzo zdrowy balans i chcielibyśmy go utrzymać. Myślę, że klienci w Chinach mają podobne powody jak ci w Europie – są coraz bogatsi i ciężko pracują na to, co mają, a zakup Rolls-Royce’a jest dla nich nagrodą.

Doszły do mnie plotki, że rozważacie stworzenie SUV-a. Czy to prawda?

SUV to bardzo duży i stabilny segment i oczywiście to widzimy. Musimy jednak przemyśleć, czy w przypadku Rolls-Royce’a ma to sens. Spójrzmy na skrót „SUV”. Sport? Nie jest to coś, z czym można powiązać Rolls-Royce’a. Użytkowy? Nic z tych rzeczy. Tak, rzeczywiście jest to pojazd, ale dopóki nie będziemy pewni, że będzie to prawdziwy Rolls-Royce, nie zdecydujemy się na taki krok. Zleciliśmy naszym projektantom zaprezentowanie swoich wizji takiego samochodu i kilka z nich widziałem, ale jak dotąd nic nie było wystarczająco dobre. Dlatego na razie nie planujemy stworzenia SUV-a.

Ostatnie pytanie: jakie miejsce uważasz za najlepsze, by zabrać tam Rolls-Royce’a?

To zależy jakiego. Phantom Drophead Coupe, którego widzisz obok, byłby idealny na Lazurowym Wybrzeżu, bardzo tam pasuje. W dłuższą podróż, na przykład do Warszawy czy Pragi, najchętniej zabrałbym Wraitha. To zupełnie inne doświadczenie niż to, co jest typowe dla Rolls-Royce’a. To jest samochód, którym można wpaść na autostradę i po prostu jechać jak najdalej, czerpiąc z tego wielką przyjemność. Bardzo wyjątkowy samochód.