Wywiady

Wywiad z Horacio Paganim, założycielem Pagani Automobili S.p.A.

Z miłości do samochodów

Brał udział w nadaniu ostatecznej formy kultowego Lamborghini Countach. Po latach postanowił zbudować własny. Ochrzcił go swoim nazwiskiem i osiągnął sukces. O następcy Zondy, jej właścicielach i klientach oraz o tym czy wkrótce zobaczymy kolejne modele Pagani opowie w ekskluzywnym wywiadzie sam Horacio Pagani.

Jak prawidłowo wymawia się nazwę nowego modelu Pagani?
„Hłajra”, z soczystym akcentem na „r”. Choć słyszałem już przeróżne wersje nazwy naszego nowego modelu (śmiech). I proszę mi wierzyć, nie nazwaliśmy go tak celowo. Imię dla niego zostało zaczerpnięte z legend i oznacza Boga Wiatrów. Potężnego, ale czyniącego wyłącznie dobro.

Ile czasu trwały testy i przygotowanie auta?
Około dziewięciu miesięcy, przez które kilka prototypów pokonało łącznie ponad pół miliona kilometrów. Tak naprawdę auto jest wciąż dopracowywane. Jestem perfekcjonistą i zależy mi, żeby Hyuara była taka sama, zanim ktokolwiek wsiądzie za kierownicę.

Jak ocenia Pan zainteresowanie nowym modelem?
Cóż, proszę mi pozwolić pokazać to Panu. Oto wiodące światowe magazyny motoryzacyjne: Evo, Top Gear, CAR, Road&Track, Motor Trend. Tutaj włoskie Quattroroute, Automobilismo. Wszędzie na okładce nasza Huayra. Jak Pan widzi, ze strony mediów nie mogliśmy marzyć o cieplejszym przyjęciu. Na 10 dni przed salonem w Genewie zorganizowaliśmy ekskluzywną prezentację dla naszych najwierniejszych klientów, czego rezultatem było kilka zamówień, jeszcze przed oficjalną premierą światową tego auta.

Jakich widzi Pan konkurentów dla nowego Pagani?
To bardzo trudne pytanie. Wszystkie superauta są unikatowe, wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju, dlatego wywołują tyle emocji i pożądania. Huayra różni się od nich niebywałym zaawansowaniem technologicznym z dwóch powodów. Pierwszym, prozaicznym jest fakt, że to obecnie najnowsza konstrukcja na rynku. Drugi, to sposób w jaki powstała. Cały nasz zespół ludzi, dzięki którym przyszła na świat, jest jak rodzina. Znam doskonale ojców i synów naszych pracowników. Wiem kiedy mają urodziny i rocznice ślubu i jak ma na imię ich nowonarodzona córka czy syn. W tym sensie nie tworzymy konkurencji dla Bugatti Veyron, z którym nie sposób nie uniknąć porównań. My realizujemy nasze marzenia, wciąż pozostając zwykłymi ludźmi. A Huayra jest ich najlepszym odzwierciedleniem. Marzeń i uczuć osób, które są mi bardzo bliskie. To patetycznie mówiąc hołd technice, zrodzony z miłości do niej.

Kim jest typowy klient Pagani?
Wszyscy nasi klienci to wyjątkowi ludzie. Doskonale wiedzą czego chcą i znają nasz produkt. Większość z nich ma w garażu jeden lub nawet kilka aut Pagani. Śledzą od początku naszą historię, pierwszą Zondę, jej kolejne ewolucje, modele specjalne. Są dla nas wielkim wyzwaniem i motywacją. Cieszę się, mogąc spełnić ich wymagania, marzenia z dzieciństwa, zdecydowanie rzadziej czyste fanaberie. Nie proszą nas o coś niemożliwego, najszybszego czy najdroższego. Chcą i dostają coś innego, coś czego nie kupią nigdzie indziej. Zonda R nie powstała po to, by jak najszybciej pokonać Nurburgring lub rozpędzić się do ponad 400 km/h. Wiemy, że jesteśmy tam najszybsi. Jak Pan wie, rekord nie został jednak oficjalnie uznany, bo nasza Zonda R to auto stricte wyścigowe, niedopuszczone do użytku na ulicach. To auto zbudowaliśmy by sprawdzić, czy w najbardziej ekstremalnych warunkach dla samochodu, jakim jest bez wątpienia tor wyścigowy, możemy spodziewać się sukcesów. To liczy się dla naszych klientów bardziej, niż oficjalna laurka z rekordem na Nordschleife.

Jakie było najbardziej nietypowe zamówienie?
Wszystkie zamówienia są wyjątkowe. Przy każdym staram się uczestniczyć osobiście. Od czasu premiery pierwszej Zondy w 1999 roku sprzedaliśmy ponad 100 samochodów. Jeśli spodziewa się Pan, że opowiem o kimś, kto zażyczył sobie pokrycie lakieru lub deski rozdzielczej litym złotem, rozczaruję Pana – nie było takich sytuacji! (śmiech). Owszem, zdarza się, że ktoś przychodzi do nas z próbką jakiegoś lakieru, np. tego samego koloru, którym pomalowany jest jego dom lub helikopter, ale te najbardziej „nietypowe” prośby dotyczą zazwyczaj specyfikacji wnętrza i jego kombinacji kolorystycznych.

Czy „supercar” z napędem hybrydowym ma dla Pana sens? Jeśli tak, to czy w najbliższym czasie planuje Pan pokazanie takiego auta?
W chwili obecnej na pewno nie. Skupiam się bardziej na obniżeniu wagi, która w przypadku takich samochodów ma priorytet. Hybryda, jej akumulatory, baterie i systemy mające na celu obniżenie emisji szkodliwych związków do atmosfery, czy też zmniejszenie spalania, jedynie podnoszą masę.

Wielu producentów aut sportowych rozszerza gamę oferowanych produktów. Najlepszym przykładem jest nowe Ferrari FF. Czy zatem wkrótce zobaczymy Pagani SUV lub sportową limuzynę?
Jestem pod dużym wrażeniem auta z Maranello. Trzeba jednakże zrozumieć, że Ferrari produkuje obecnie całą gamę modeli, z których raczej żaden nie przekracza ceny pół miliona euro. To wciąż dwa razy mniej niż trzeba zapłacić za Hyuarę. Zarobione przez nas pieniądze wolimy spożytkować na ewolucję niż rewolucję w Pagani. Poza tym nikt nie chciałby kupić SUV-a za milion euro, który nie byłby tak szybki jak Huayra! (śmiech)

Pański ulubiony samochód w historii motoryzacji to..?
O nie! Muszę wymienić dwa, albo chociaż trzy! (śmiech)

Ależ bardzo proszę.
Jeśli chodzi o auta drogowe, bo przecież musimy to jakoś podzielić (śmiech), to na pewno boska Miura i Mercedes 300 SL Gullwing. Natomiast auta wyścigowe, to Mercedes W196 ze wspaniałym J.M. Fangio za kierownicą i Porsche RS550.

Wspaniałe samochody! Życzę Panu, żeby kiedyś tak samo mówiono o autach stworzonych przez Pana. Bardzo dziękuję za rozmowę.
To piękne życzenia! Jest mi bardzo miło i również dziękuję.