Test

Citroen C4 1.6 BlueHDI Feel Edition

Marcin Napieraj

Mięciusia Kaczusia Dziadziusia

Na dystansie:
650 km

Każdy ma w życiu taki moment, gdy mentalnie staje się stary. Niektórzy przekraczając trzydziestkę, inni dopiero po dziewięćdziesiątce. Tak czy inaczej wtedy przestają nas bawić samochody sztywne, agresywne i posiadające jakiś “pazur”. Zaczyna być pora na miękki, niezobowiązujący i nieabsorbujący samochód.

Taki jak na przykład Citroen C4 po ostatnim faceliftingu. Z całkiem mocnym, studwudziestokonnym dieslem oraz z linią wyposażenia Feel Edition. To wóz idealny do tego, żeby pojechać nim na działkę, trochę po mieście, raz na jakiś czas na urlop, ale nigdzie się nie spiesząc i korzystając z pełni nowoczesnej technologii oraz staromodnego komfortu.

“Przejeżdżam łuki”, nie “atakuję winkle”

Typowy w tej klasie model zawieszenia (MacPherson oraz belka skrętna) pełni w C4 rolę izolatora. Niezbyt nisko zawieszony kompakt, na szesnastocalowych, stalowych felgach dostojnie sunie po drodze, połykając nierówności. Nie jest to może precyzja tłumienia na poziomie zawieszenia pneumatycznego, gdyż większe uskoki wyraźnie powodują “bujnięcia wtórne”, ale w C4 można się zrelaksować. Dziury – nie dziury; koleiny, czy tory tramwajowe gładko znikają pod podwoziem, a my odczuwamy błogi spokój. Trzeba przyznać, że trochę to przypomina płynięcie statkiem, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wspomniany wyżej błogi spokój przyda się również podczas pokonywania zakrętów, niezależnie od stopnia ich zaawansowania.

Nie ma mowy o jakichkolwiek sportowych aspiracjach. Jeśli tego szukacie w samochodzie, to przełączcie test na jakąś inną markę. C4 dostojnie przejeżdża przez zakręty, lekko się wychylając. Prowadzenie nie jest pozbawione pewności, ale zachowanie samochodu nie zachęca do prób poprawiania jakiejkolwiek “czasówki”. Podsterowność występuje, ale dość późno i raczej nie będziecie jeździć tak ostro, żeby zmusić do niej “C czwórkę”. Pokonywanie zakrętów wygląda następująco: jedziecie, wciskacie pedał hamulca. Dość skuteczny układ powoduje, że Citroen lekko “kłania się” przed zakrętem. Obracacie kierownicą. Chodzi wystarczająco lekko na miasto i niezbyt irytująco w trasie. C4 zmienia kierunek, przechyla się na zewnętrzny bok i połyka zakręt. Ustawiacie “kółko” na wprost, wciskacie gaz. Samochód lekko unosi przód i przyspiesza. Ot, tyle.

Sam układ kierowniczy, mimo lekkiego ustawienia, pracuje całkiem nieźle, dzięki czemu podczas manewrów w mieście bardzo go docenicie. Macie do tego czujniki cofania z tyłu oraz bardzo dobrą widoczność w większości kierunków (zwłaszcza “przegląd pola” z przodu), a więc żadne miasto Wam niestraszne. Dodatkowo przy tym prześwicie i oponach 205/55 R16, spokojnie możecie atakować “znormalizowane” krawężniki (bo zdaję sobie sprawę, że w tym kraju potrafią być też takie, pod które bez podniesionego Cherokee się nie podjedzie).

Spokój i przejrzystość

Podobnie jak zawieszenie, wnętrze również jest “miękkie” w odbiorze. I niekoniecznie chodzi mi tu o wykończenia, choć do tego nie można się przyczepić. Oczywiście, na boczkach drzwi nie znajdziecie mniej plastiku niż w innych samochodach, ale całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Jest solidnie spasowana i dość gustownie, choć bez ekstrawagancji, dobrana pod względem faktury i kolorystyki. Nasz egzemplarz został doposażony w kolorową nawigację, przez co zaburzony jest nieco odbiór wyglądu konsoli – która w 90% egzemplarzy będzie wyglądać nieco inaczej. Po liftingu zmian jest niewiele, jednak pozwoliły one “uspokoić” stylistykę wnętrza – kolor podświetlenia zegarów oraz przycisków jest teraz “szarobiały” zamiast pomarańczowego. Jest czytelniej i przyjemniej. Poza tym, wiele więcej zmian nie nastąpiło – to co cieszy, to pozostawienie starszego typu systemu multimedialnego, zamiast nowego, z “wbudowanym” sterowaniem klimatyzacją.

W samochodzie ze zdjęć przykuwa uwagę jeszcze tapicerka. Niby szara, ale z ciekawą fakturą i wzorami przeszyć. Niby drobiazg, ale bardzo poprawia odbiór wnętrza C4. Zresztą, fotele we francuskim kompakcie samym swoim wyglądem zachęcają do tego, aby zająć w nich miejsce. Są szerokie, wyglądają na dobrze wyprofilowane i wygodne.
I takie są. Choć… są za miękkie. Dawno mi się nie zdarzyło, żeby w samochodowy fotel “wpaść” tak głęboko. Nie wiem, jak sprawdziłyby się na trasie o długości 500 km i więcej. W codziennym użytkowaniu są jednak takie, na jakie wyglądają. Komfortowe, szerokie i dające dobre podparcie plecom.

Tylna kanapa jest minimalnie mniej wygodna, choć dwójce pasażerów zapewni całkiem przyzwoite warunki podróżowania. Przestrzeni jest również całkiem sporo – zarówno nad głową, jak i na nogi, a dość zachowawczy i “pudełkowaty” kształt nadwozia nie powoduje, że funkcja podporządkowana jest formie. Zresztą z przodu jest bardzo podobnie – miejsca jest dużo nie tylko na fotelach, ale również wokół nich.

W przeciwieństwie do pierwszej generacji Citroena C4, która była ekstrawagancka w formie, a mało praktyczna w “treści” niezależnie od rodzaju nadwozia, aktualny model posiada również całkiem przestronny bagażnik o pojemności 408 l. Niestety po złożeniu siedzeń nie powstaje płaska podłoga, a załadunek wymaga przełożenia bagaży przez dość wysoki próg, ale wewnątrz jest już bardzo ustawnie – trzeba przyznać, że spokojnie pomieści duże zakupy, przeciętny ekwipunek wakacyjny dla dwójki osób, albo nawet kilka sadzonek czy worków ziemi na działkę.

Lepsze wrogiem dobrego

Słowem klucz w przypadku jednostki napędowej czerwonego C4 jest “Euro 6”. Nowy, 120-konny silnik BlueHDI spełnia już najwyższą póki co normę czystości spalin. Wzmocnił się też o 5KM w stosunku do ostatniego mojego kontaktu z jednostką 1.6 HDI. Tamten silnik bardzo chwaliłem za dynamikę w wyższym zakresie prędkości oraz za zużycie paliwa. Krytykowałem – za brak mocy na niskich obrotach.

I w zasadzie niewiele się zmieniło. Wciąż w mieście może nas nieco irytować totalny brak “dołu” w tym dieslu. Zwłaszcza, że na niskich obrotach wyraźnie słychać klekotanie wysokoprężnej jednostki. Zestopniowanie skrzyni biegów nawet nie próbuje udawać, że 1.6 jest elastyczne i potrafi jechać w szerokim zakresie obrotów. Maksymalny moment jest dostępny przy 1750obr/min i należy się trzymać w tym zakresie, aby mieć do dyspozycji większość z 300Nm, które obiecują Francuzi. Wtedy też Citroen przyspiesza całkiem żwawo i przyjemnie. Tyle tylko, że w przeciwieństwie do wersji spełniającej niższą normę, obcięte są zupełnie wysokie obroty. Nigdy nie był to silnik, który kręcił się wysoko, jak na diesla, ale tutaj poza brakiem “dołu” jest również brak “góry”, przez co zakres użytecznych obrotów mocno się zwęził, a skrzyni biegów trzeba używać nader często. Na drogach pozamiejskich nie będzie to przeszkadzać pod warunkiem, że nie trzeba będzie wyprzedzać często kolumny ciężarówek. C4 nie lubi gwałtownie przyspieszać i nie za bardzo mu to wychodzi. Nie ma mowy o byciu zawalidrogą, ale znam ten silnik i doskonale zdaję sobie sprawę, że “kiedyś było lepiej”. Także na szybkich trasach – kompaktowy Citroen sprawia wrażenie, jakby na autostradzie się męczył jadąc z prędkością 140 km/h – najlepiej mu idzie gdzieś tak do 125 km/h .

Dość dobrze zestopniowana jest za to skrzynia biegów, a na dodatek korzystanie z niej to sama przyjemność. Drążek jest ewidentnie zaginionym drążkiem z Peugeota 308 GT – jest krótki, z kulistą, wygodną gałką – w sam raz do szybkiego “machania” lewarkiem w sportowym modelu.

Dynamika, dynamiką, ale najważniejsze, że samochód nie stracił swojego głównego atutu, czyli ekonomiki jazdy. W “działkowej” trasie wyniki spalania nie powinny przekraczać 4,1-4,3 l, a jak znam niektórych kolegów-redaktorów, wyniki z trójką z przodu, bliskie fabrycznemu, również będą osiągalne. Oczywiście, na autostradzie już nie będzie tak dobrze – trzeba się liczyć ze sporym spalaniem – na testowym odcinku wyszło mi 5,9 l/100 km, co przy dość przyzwoitej pojemności baku (60 l) daje 1000 km zasięgu bez specjalnego ecodrivingu. Jednak, choć obawy może budzić wzmocnione zużycie filtra cząstek stałych, Citroen pokazuje swoją moc w mieście. Próbowałem jeździć w korkach. I bez korków. Stałem na światłach co chwila i używałem obwodnicy. Kręciłem się po centrum i przeparkowywałem samochód co chwila, niczym przesiadający się pasażerowie w „Dniu Świra”. Wynik – 6,5 l/100 km. Nie wiem, jak należałoby jeździć, żeby Citroen spalał więcej niż “siódemkę” w mieście.

Oferty, kontrakty, cenniki i promocje

Wszyscy już chyba wiedzą, że cenniki w Citroenie są dość płynne i należy mieć niesamowitego pecha, żeby nie trafić na żadną promocję. Na dokładkę producent oferuje naprawdę szeroki zakres rozszerzeń gwarancji i kontraktów serwisowych, dzięki czemu za stosunkowo niewielką kwotę możemy mieć samochód doposażony w opcję “lać i jechać” nie martwiąc się o inne koszty. Mimo tego, jednak trzeba wziąć pod uwagę, że Citroen ze zdjęć, na stalowych felgach, bez reflektorów ksenonowych czy fantastycznego szklanego dachu, to całkiem spore pieniądze – konkretnie 87 900 zł, z których wyposażenie dodatkowe to tylko lakier i nawigacja, warte w sumie 4 900 zł. 83 000 zł za taki “mięciusi” samochód dla mentalnego emeryta? Całkiem sporo. Kwotę tą generuje duża dopłata do niskiego spalania – czyli do diesla. Dla tych, którzy faktycznie jeździć będą spokojnie i po emerycku – jest tańsza o 5 000 zł wersja o mocy 100KM. Jeśli boicie się do DPF, a nie kręcą Was takie wyniki spalania, wybierzcie benzynę. Do dyspozycji jest albo stare dobre 1.6 120KM za 70 100 zł, albo nowsze, ale trzycylindrowe 1.2 PureTech o mocy 130KM za 74 300 zł. Wasz wybór.

Zalety:
  • komfort jazdy
  • spalanie na poziomie niemal niezauważalnym
  • praktyczne i estetyczne wnętrze
  • “łatwość” jazdy
Wady:
  • silnik z niewielkim zakresem użytecznych obrotów
  • nieco zbyt miękkie fotele
  • duża dopłata do silnika diesla

Podsumowanie

Citroen C4 to samochód z zupełnie innej bajki. Wszyscy idą w sport i twarde zawieszenia – Francuzi poszli w miękkość. Mam wrażenie, że więcej sprężystości jest nawet w Citroenie C5 z hydrozawieszeniem. Najśmieszniejsze jest to, że cały samochód sprawia wrażenie takiego “mięciusiego” i raczej otulającego kierowcę sobą. Jest przy tym świetny przy codziennych dojazdach do pracy – zwłaszcza jeśli mieszkacie na przedmieściach i nie stoicie w korkach. Pali mało i przy spokojnej jeździe jest całkiem cichy. Sporo też zyskuje jako praktyczny samochód. Citroen zgubił gdzieś swoją ekstrawagancję w designie i dziwnych patentach. Złapał za to drugi oddech w kwestii budowania samochodów komfortowych. I za to mu chwała.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaCitroen C4 1.6 BlueHDI Feel Edition
Silnikturbodiesel, R4, 16v
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność1560 cm³
Moc maksymalna120 KM (88 kW) przy 3500 obr/min
Maks. moment obrotowy300 Nm przy 1750 obr/min
Skrzynia biegówmanualna, sześciobiegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe went. / tarczowe
Opony205/55/R16
Bagażnik / po złożeniu siedzeń408/1183 l
Zbiornik paliwa60 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4329/1789/1489 mm
Rozstaw osi2608 mm
Masa własna /ładowność1280/580 kg
Masa przyczepy / z hamulcem-/- kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie4,2/3,3/3,6 (test: 6,5/4,8/5,3)
Emisja CO295 g/km
Prędkość maksymalna197 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h10,6 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądowewg wskazań komputera
Cena wersji podstawowejVTi 95 Live: 57 900 zł
Cena wersji testowej1.6 BlueHDI 120 Feel Edition: 83 000 zł
Cena egz. testowego87 900 zł


Podobne artykuły

Podobne testy