Testy

2017 Fiat 500C 0.9 TwinAir 105 KM Lounge | fot. W. Smogór

Fiat 500C 0.9 TwinAir 105 KM Lounge | TEST

La dolce vita

Kalendarz nie mając wątpliwości komunikuje, że jest lato, choć słoneczne promienie są jak towar deficytowy. Wyobraźnia maluje puste, malownicze drogi, ale rzeczywistość uderza dziurawymi ulicami w mieście pełnym remontów. Wolność? Raczej stanie w korkach. A mimo wszystko w takim samochodzie jak Fiat 500C nie da się nie mieć dobrego nastroju…

Zastanówcie się – kiedy ostatnio jeździliście autem, które naprawdę poprawiło Wam nastrój? Samochodem, który po prostu w pewien sposób jest w stanie momentalnie wywołać uśmiech na twarzy, nawet jeśli nie jest pozbawione wad. Pewnie w myślach wielu przytoczy jakieś auta sportowe, albo klasyki motoryzacji rodem z naszych marzeń. Większość z nich łączy to, że albo są drogie, albo trudno dostępne. A okazuje się, że być poczuć się wyjątkowo wystarczy odwiedzić salon Fiata i to wcale bez konieczności posiadania walizki wypchanej pieniędzmi.

Moda

Idea była prosta i została już wielokrotnie powielona przez innych producentów. Wystarczy odnieść się do jakiegoś kultowego modelu (w tym wypadku do miniaturowego autka z lat 50.), zreinterpretować go na nowo i jednocześnie reklamować je jako coś naprawdę fajnego i modnego. W przypadku Fiata 500 trzeba ogłosić pełen sukces. Przede wszystkim aż trudno uwierzyć, że nowa „pięćsetka” zadebiutowała już 10 lat temu. To chyba najbardziej udany spośród motoryzacyjnych projektów w stylu retro, który nie potrzebuje praktycznie żadnych poprawek. Oczywiście, warto zauważyć, że drobne zmiany stylistyczne jednak się pojawiły przy okazji niedawnego liftingu. To jednak tylko inny makijaż wyostrzający najlepsze cechy auta – nowa jest struktura przednich świateł z wkomponowanym zerem z logotypu „500” oraz, co najbardziej widoczne, uproszczone tylne lampy. Reszta zmian polegała na niezbędnych unowocześnieniach, niekoniecznie widocznych na pierwszy rzut oka.

2017 Fiat 500C 0.9 TwinAir 105 KM Lounge | fot. W. Smogór

Choć wyznaje zasadę, że stylistyka zawsze pozostanie kwestią gustu to w przypadku małego Fiata, zwłaszcza w takim wydaniu, warto poświęcić jej jeszcze kilka dodatkowych słów. To właśnie ten niepowtarzalny styl działa jak magnes i to nie tylko na przedstawicielki płci pięknej. To po prostu udany projekt – być może nieco cukierkowy, ale przy tym zdaje się być mniej ostentacyjny choćby od MINI czy nowego Beetle’a. Świetne efekty osiągnięto bowiem naprawdę prostymi zabiegami, zwłaszcza we wnętrzu. Retro klimat budują tam charakterystyczne cienkie fotele z okrągłymi zagłówkami. Deska rozdzielcza też prezentuje się oryginalnie, choć gdy bliżej jej się przyjrzymy to zauważymy, że tak naprawdę klimat buduje głównie jasna kolorystyka – te same przełączniki znajdziemy w innych modelach, tyle że pomalowane na czarno. Takie małe rzeczy jednak wydatnie wpływają na wspomnienia związane z pięćsetką – kremowym, kształtnym kołem kierownicy kręci się jakby inaczej niż w innych autach, podobnie jest ze zmianą biegów i lewarkiem zakończonym gigantyczną „bilardową kulą”. Rzecz jasna we wnętrzu nowego Fiata 500 znalazło się kilka w pełni nowoczesnych akcentów. W mercedesowskim stylu kokpit wieńczy wystający tablet do obsługi systemu inforozrywki Uconnect, a zamiast klasycznego prędkościomierza na wprost od kierowcy umiejscowiono kolejny wielofunkcyjny wyświetlacz.

Primavera

Mały Fiat jest więc już sam w sobie w pewnym sensie wyjątkowy, a przecież mamy do czynienia z jeszcze ciekawszą odmianą – 500C. Ta dodatkowa literka jasno sugeruje na czym polega szczególność tej wersji – wzięła się tam od słowa Cabriolet. Złośliwi powiedzą jednak, że to trochę oszukany kabriolet i nie sposób się z tym nie zgodzić – naszą swobodę zawsze będą ograniczać boczne pałąki nadwozia. Inna sprawa, że to wcale nie przeszkadza w tym, by poczuć wiatr we włosach, a nad sobą widzieć po prostu pełne niebo. Materiałowy dach składa (a raczej zwija) się elektrycznie i zablokować możemy go w kilku pozycjach: od w pełni zamkniętego nadwozia, poprzez lekkie uchylenie niczym w szyberdachu, odsłonięcie dachu w płaszczyźnie pionowej, aż po całkowite złożenie tkaniny razem z tylną szybą. W tym ostatnim położeniu we wstecznym lusterku już za wiele nie zobaczymy – zrolowany top skutecznie ogranicza widoczność. Każdy kto jednak miał okazję pojeździć kabrioletem wie, że to akurat mała cena za możliwość pojeżdżenia autem bez dachu. I choć 500C nie da nigdy nam takiej swobody i wrażeń jak choćby 124 Spider to i tu wewnątrz potrafi nieźle powiać. Można nawet zamontować tzw. windstopper, ale nie daje on zbyt wiele. Po pewnym czasie irytować zaczyna też to, że aby zamknąć dach do końca trzeba przytrzymać przycisk w podsufitce do samego końca operacji.

2017 Fiat 500C 0.9 TwinAir 105 KM Lounge | fot. W. Smogór

Problemów funkcjonalnych jest jeszcze kilka. Miejsca nad głową naprawdę nie ma zbyt wiele, głównie przez wysoką pozycję za kierownicą. Bardziej wyrośnięci pasażerowie będą więc dodatkowo zadowoleni z możliwości pozbycia się dachu, zwłaszcza jeśli zasiadają z tyłu. Te miejsca z definicji będzie traktować się jako awaryjne, ale w rzeczywistości okazują się wystarczające na krótką przejażdżkę. Można je też wykorzystać jako dodatkowe miejsce na bagaże, bo kufer przypomina trochę luk bagażowy w samolocie tanich linii lotniczych – nawet nie tyle pod względem przestrzeni (182 litry, akurat na dużą walizkę), co pod względem dostępu poprzez uchylaną klapę. System inforozrywki prezentuje czytelną szatę graficzną i odpowiednią liczbę funkcji, ale czasem zdarza się mu nie do końca płynnie przetwarzać informacje.

Motore

W tej całej układance jest jeszcze jeden niezwykle istotny element, dzięki któremu wszystko tak przyjemnie z sobą koreluje. Mam na myśli silnik 0.9 TwinAir. Dla wielu brzmi on jak największy downsizingowy koszmar – bo o ile trzy cylindry można jeszcze jakoś przełknąć, to dwa to musi być jakaś pomyłka… Otóż nie – nie musi. Wręcz przeciwnie – to właśnie z tym motorem pod maską „pięćsetka” jeszcze lepiej sprzedaje swój charakter. Po pierwsze dźwięk – charakterystyczne pokasływanie dwucylindrowego silniczka to może już niekoniecznie klimat z klasycznego Fiata 500 czy naszego 126p, ale sam swoją motoryzacyjną przygodę zaczynałem w Cinquecento i ten test przywołał mi wiele wspomnień. Oczywiście świadom jestem tego, że nie każdy chce wracać do dawnych czasów. Nawet ci najbardziej sentymentalni będą musieli przyznać, że TwinAir jest po prostu głośny, a i do wibracji przy odpalaniu i niskiej kultury pracy trzeba się przez pewien czas przyzwyczajać. Pomaga w tym jednak charakterystyka jednostki, z której udało się wycisnąć aż 105 KM. Tak zestawiona „pięćsetka” to naprawdę szybkie auto – 188 km/h i setka w równe 10 sekund to wyniki więcej niż solidne, co oznacza, że przemieszczanie się po mieście przebiega wyjątkowo sprawnie. Zwłaszcza, gdy wciśniemy przycisk SPORT – wtedy nie tylko zmieni się grafika zegarów, zamiast oceny ekonomicznej jazdy pojawi się wskaźnik doładowania, ale przede wszystkim terkotanie silnika zmieni się w dość rasowy warkot, a auto rozpędzi się z ogromną ochotą. Co prawda, żeby tak rzeczywiście się stało, trzeba poczekać na włączenie się turbiny powyżej 2 tysięcy obrotów, ale wrażenia są naprawdę ciekawe – turbo wkracza dość gwałtownie i „ciągnie” aż do samego czerwonego pola.

 

2017 Fiat 500C 0.9 TwinAir 105 KM Lounge | fot. W. Smogór

Taka jazda niestety pociąga za sobą pewne konsekwencje, które kryją się pod hasłem „spalanie”. Wydatne używanie prawego pedału i zakorkowane miasto spowoduje przekroczenie „dychy”, co nie jest najlepszą rekomendacją dla auta, które w miejskiej dżungli będzie spędzać znakomitą większość swojego życia. Gdy uda się pojechać oszczędnie i nie ulec pokusie zaskoczenia innych kierowców podczas sprintu spod świateł komputer pokaże wartości między 7-8 litrami, a w trasie robi się już naprawdę zadowalająco – bez forsowania się można zejść poniżej „szóstki”. A skoro o tej liczbie mowa to warto podkreślić, że w tym wariancie 500C sprzężona jest właśnie z 6-biegowym manualem. Taka konfiguracja znacznie podnosi komfort dłuższych wycieczek, ale przekładnia pracuje wystarczająco precyzyjnie, by dobrze czuć się także podczas częstych zmian biegów, nawet jeśli skok lewarka jest dość długi. Najmniej bojowo nastawiony jest chyba układ kierowniczy, który najbardziej kojarzy się z małym mieszczuchem. Nie jest niespodzianką, że z precyzyjnym pokonywaniem łuków wygrywa łatwość manewrowania na parkingu, ale z drugiej strony nie ma żadnego niesmaku. Zresztą – gdyby było zbyt dobrze to można by zacząć podważać sens zakupu wersji Abarth… Schodząc na ziemię warto dodać jeszcze, że autko lubi trochę przechylać się na zakrętach, choć zawieszenie wcale nie jest zestawione wybitnie komfortowo – dziury dają o sobie znać.

2017 Fiat 500C 0.9 TwinAir 105 KM Lounge | fot. W. Smogór

Finito

Na początku przedstawiłem 500C jako jedno z najtańszych aut na rynku, które dają taki stopień frajdy z jazdy. Nie zamierzam się z tego wycofywać, ale nie oznacza to, że Fiat kosztuje mało, zwłaszcza w prezentowanej odmianie. Za taki samochód należałoby zapłacić ponad 70 tysięcy złotych, choć jeśli nie zależy nam na gadżetach i zadowolimy się 69-konnym silnikiem 1.2 to przy obecnej promocji wystarczy nam nawet 51 900 złotych. Co prawda ze świecą szukać innego kabrioletu w tej cenie, ale dopłata względem wersji ze sztywnym dachem jest naprawdę znaczna i oscyluje w okolicach 10 tysięcy złotych. Czy warto? Gdybym na imię miał Luigi i mieszkałbym na włoskiej riwierze – nie zastanawiałbym się ani chwili. W naszej szerokości geograficznej otwierany dach może okazać się drogim i niekoniecznie przydatnym dodatkiem, ale w razie czego Fiat 500 budzi pozytywne emocje bez względu na konfigurację.

Zalety:
  • Niepowtarzalny styl
  • Znakomity silnik
  • To wciąż najtańszy kabriolet na rynku…

Wady:
  • …choć dopłata względem zwykłej wersji jest dość duża
  • Prehistoryczna kultura pracy silnika
  • Trudny dostęp do bagażnika

Podsumowanie

Fiat 500C to dla mnie przykład idealnego autka miejskiego. Ma swój niepowtarzalny charakter i na każdym kroku daje nam coś ekstra. Jest wyjątkowe, choć by spełniać swoją rolę wcale takie być nie musi. I choć w bliższym użytkowaniu może okazać się, że miejska dżungla ujawni w nim kilka wad, to oryginalna otoczka pozwala przymknąć na nie oko. To zresztą też najtańszy sposób, by móc powiedzieć „jeżdżę włoskim kabrioletem” i choć przez chwilę poczuć się jak smakuje Słodkie życie