Test

KIA Carens 1.6 GDI L

Rodzinna odmiana

Na dystansie:
700 km

O nie! Czas wymienić krwistoczerwonego roadstera na bladoniebieski pojazd rodzinny, przypominający skrzyżowanie Cee’da z promem kosmicznym. 7 miejsc zamiast dwóch i 7 lat gwarancji zamiast 2 dni bezawaryjnej jazdy. Każdy powinien czasem spróbować czegoś zupełnie odmiennego!

Złośliwość rzeczy martwych… A może powinienem powiedzieć, że także złośliwość rzeczy żywych? Wszystko zaczęło się od wiosny. Jak zapewne zdążyliście zauważyć, jest to ta pora roku, gdy klimat w Polsce zmienia się z polarnego w paranormalnie-deszczowy. Zamiast nieoczekiwanych ataków zamieci śnieżnych mamy malutkie tajfuny uderzające parami w Bogu ducha winne miejscowości. Podtopienia będące skutkiem tychże anomalii stały się normą. W związku z rzekomo najpiękniejszą porą roku (spóźnioną o dwa miesiące!), muszę oficjalnie oświadczyć, że nie przepadam za oglądaniem wieczornych newsów w których dominują reportaże z powodzi (nawet wtedy, gdy owe wieści dotyczą Niemców). Nie lubię też wpatrywać się w prognozy pogody, które jakiś czas temu stały się najmniej wiarygodnym źródłem informacji. O stan naszego nieba lepiej już zapytać meneli spod sklepu – oni mają przynajmniej aktualne wiadomości.

Złość i swego rodzaju rozgoryczenie dotyczące kapryśnego klimatu wzbierają we mnie od października zeszłego roku. Wtedy to napadła mnie nieodparta chęć wejścia w posiadanie kabrioletu, którego jedyną wadą jest to, że w polskim klimacie możliwość jeżdżenia nim ogranicza się do trzech dni w roku. Mazda MX5 – bo o niej mowa – nie posiada bagażnika, miejsca na nogi, ani wyposażenia z zakresu komfortu. To mi nie przeszkadza. Delikatnie wkurza mnie jednak fakt, iż w momencie, gdy awarii ulega jakaś część powodująca chrumkanie silnika, niebo nade mną natychmiast staje się błękitne i można akurat złożyć dach. Złośliwość rzeczy martwych… i żywych też!

Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Dlatego, że na mej drodze do przyjemności jazdy Mx-em oprócz pogoni za dobrą pogodą stanął ostatnio również samochód. I to tak odmienny od Mazdy, że aż sam byłem ciekaw jak zniosę tę “motoryzacyjną woltę”. Oto przed Wami KIA Carens: auto będące ucieleśnieniem marzeń ojca rodziny śniącego o pojemnym, solidnym i w miarę niedrogim minivanie.

I jak? Może być?
Za 66 tys. zł, które wydacie na pachnącą nowością KIĘ wyposażoną w benzynowy silnik 1.6 GDI, możecie kupić śmierdzące, paroletnie BMW 530. Każdy zakręt w połowie którego przypomnicie sobie o tylnym napędzie, zamieni się wtedy w efektowny “rogal” z bananem wieńczącym Waszą twarz. Wytłumaczenie rodzicom, w jaki sposób firma udzielająca chwilówek ściga Was za niespłacone rachunki paliwowe, będzie nie lada wyzwaniem. Ale wróćmy na ziemię. Tu przecież stoi w miarę oszczędny autobusik rodzinny. Carens – o nim miałem mówić…

Testowane auto pali w trasie 7 litrów benzyny na 100 km. Czy to dużo, czy mało? Cóż, stara “pięćset trzydziestka” spokojnie “wciągnie” blisko dwukrotnie więcej. Zważcie jednak na to, że w razie potrzeby KIĄ przewieziecie nawet 7 osób. W BMW też da się tego dokonać, ale dwie ostatnie muszą zostać porąbane na kawałki i zapakowane do bagażnika. Istnieje wtedy realne ryzyko uszkodzenia wykładziny. Lepiej więc tego nie robić. W KII nie ma konieczności uciekania się do tego rodzaju metod. Za 2500 zł dokupimy do Carensa 2 dodatkowe foteliki, rozkładane jednym ruchem ręki. Gdyby zaś naszło nas na ładowanie podejrzanie wyglądających przedmiotów w środku nocy, KIĘ wyposażono w wyjmowaną latarkę, służącą normalnie jako lampka oświetleniowa przestrzeni bagażowej. Sprytne, niczym wspomniany trzeci rząd siedzeń.

Jego obecność w testowanym aucie każe mi przeprowadzić szybką kalkulację kosztów podróży. Biorąc pod uwagę wspomniane zużycie paliwa (7 l/100 km), daje nam to średnio 1 litr na osobę, przy każdych przejechanych 100 kilometrach. W uproszczeniu: koszt przejazdu pasażera na dystansie z Białegostoku do Warszawy to mniej więcej 10 zł. Sprawdziłem – trudno wyrobić się w tej kwocie bazując na transporcie publicznym. Nie mówiąc już o komforcie podróżowania… Ten akurat w przypadku KII może wyglądać różnie.

Tak jak w kolejce do autobusu…
…tak też i w trakcie zajmowania miejsca w Carensie zalecam każdemu, by upatrzył sobie wcześniej jedno miejsce i walczył o nie do upadłego. Jeśli chodzi o ostatni rząd siedzeń – owszem da się w nim jechać, ale pasażerowie o wzroście powyżej 170 cm nie nazwą tego komfortową podróżą. Co innego z przodu, bądź na tylnej, trzyczęściowej kanapie z oddzielnie przesuwanymi fragmentami siedzisk.

W drugim rzędzie regulować można kąt pochylenia oparcia, a środkowe miejsce w razie potrzeby przerobimy na szeroki podłokietnik. Do dyspozycji pasażerów pozostają schoweczki i paszteciki… to znaczy stoliczki w oparciach przednich foteli. W wersji L boczne szyby można przesłonić roletami. W ogólnym rozrachunku urządzenie wnętrza Carensa przypomina patenty stosowane w Renault Scenicu i innych europejskich minivanach, co akurat można uznać za komplement pod adresem KII.

Za kierownicą Carensa…
…poczujemy się mniej więcej tak, jak w powiększonym Cee’dzie. W każdym kierunku jest mnóstwo miejsca. Przednie fotele są wystarczająco wygodne, by można w nich było pokonywać naprawdę dalekie trasy. Do obserwacji niesfornych, młodych pasażerów siedzących z tyłu kierowca koreańskiego minivana może używać tzw. lusterka konwersacyjnego. Hmmm “konwersacyjnego”… Brzmi zupełnie jakby do dzieci w czasie podróży dało się skutecznie przemawiać…

Materiały użyte do wykończenia deski rozdzielczej Carensa są poprawne, ale nie wiem czemu sprawiają wrażenie odrobinkę gorszej jakości niż w bratnim Cee’dzie. Cała reszta wnętrza to dobrze znane z innych “Koreańczyków” zagrywki stylistyczno-funkcjonalne. Mamy tu płynne linie deski rozdzielczej z panelem przycisków klimatyzacji zgrupowanych w dolnej części kokpitu. Oprócz tego, w lepszej wersji wyposażeniowej, zestaw zegarów jest w pełni elektroniczny. Dzięki temu podczas uruchamiania samochodu, KIA przywita nas melodyjką i pięknymi animacjami. Dość ciekawym wyróżnikiem wnętrza Carensa jest pedał gazu przytwierdzony do podłogi (prawie jak w BMW). Trudno powiedzieć skąd wziął się ten pomysł. Szczególnie w rodzinnym minivanie. Jedno jest pewne: inspiracja do zastosowania takiego rozwiązania nie wypływa z wysokich osiągów Carensa…

Powoli do przodu
135-konny, benzynowy “wolnossak” 1.6 GDI otwierając cennik koreańskiego modelu przy okazji otwiera też coś innego. Chodzi o oczy pasażerów KII. Podczas prób wyprzedzania TIR-ów robią się one niebezpiecznie duże. Bynajmniej nie ze zdziwienia, lecz raczej z przerażenia. Dynamika auta ważącego ok. 1400 kg napędzanego słabym motorem pozostawia sporo do życzenia. Identyczny silnik włożony w nadwozie Cee’da robi dużo lepsze wrażenie w próbach elastyczności.

Dobrze, że chociaż spalanie pozostaje w Carensie na umiarkowanym poziomie. Podczas jazdy miejskiej rzeczone wcześniej 7 litrów, zamienia się w “dychę”, co też nie jest złym wynikiem, jak na tej wielkości samochód. Skoro mowa o codziennym przemieszczaniu się KIĄ, to warto jeszcze wspomnieć o przednich, dzielonych słupkach. Do spółki z potężnymi lusterkami bocznymi wydatnie ograniczają one widoczność po skosie.

Co z samym prowadzeniem?
Carens na pewno nie przystaje do wyobrażenia o dynamicznie jeżdżącym minivanie, ale też producent nie składa wcale szumnych deklaracji w tej kwestii. Kompaktowy koreański “autobusik” ma zwyczajne, prawidłowo zestrojone zawieszenie, które w odpowiedni sposób rozprawia się z polskimi dziurami. Z przodu pracują kolumny MacPhersona, zaś z tyłu prosta belka skrętna. Uzyskano miły kompromis pomiędzy sztywnością i komfortem jazdy i w zasadzie nie ma się do czego przyczepić.

Nierówności są filtrowane w miarę miękko, czego na szczęście nie okupiono nadmiernymi przechyłami karoserii. Podwozie pracuje cicho. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie układ kierowniczy. Zaręczam – nie jest to klasa BMW… Wzorem Cee’da elektryczne wspomaganie kierownicy w Carensie wyposażone jest w 3 tryby pracy. Program “sportowy” jest w zasadzie jedynym, w którym da się mniej więcej wyczuć kierunek skrętu przednich kół KII. Pozostałe dwa tryby wspomagania nadają się tylko do tego, by pokazać komuś, że mamy w samochodzie ciekawy guzik służący do zmiany charakterystyki jazdy.

Żeby nie było, że pastwię się nad KIĄ i czepiam się szczegółów, podkreślę tylko, że inne elementy wpływające na prowadzenie Carensa zestrojono poprawnie. Oprócz wspomnianego całkiem udanego zawieszenia koreańskie auto dysponuje fajnie pracującą skrzynią biegów. Przełożenia w 6-stopniowym “manualu” wybiera się lekko i precyzyjnie, a gałka lewarka skrzyni biegów świetnie leży w dłoni.

Na koniec czas zajrzeć do cennika
Bazowego Carensa 1.6 GDI kupicie już za 65 990 zł i nie będzie to wersja a’la Bantustan. W standardzie dostaniemy “klimę”, pełną elektrykę, komplet poduszek, radio, a nawet tempomat. Po doliczeniu lakieru metalizowanego i dwóch dodatkowych siedzeń wychodzi łącznie ok. 70 tys. zł. To wciąż rozsądna kwota. Mniej więcej tyle (a czasem nawet więcej) konkurencja życzy sobie za swoje kompaktowe vany w wersjach bazowych, z podobnymi jednostkami napędowymi. Poszczególne elementy wyposażenia z zakresu komfortu mogą wymagać tam jednak dopłaty, a wciąż będziemy do tyłu pod względem warunków gwarancji. Co prawda coraz częściej można dokupić jej przedłużenie, ale to znów kolejne koszty. W KII 7 lat świętego spokoju otrzymujemy w standardzie.

Czyli jest w miarę tanio. Teraz pytanie czy dobrze? Owszem, bo Carens to przyzwoity, przestronny samochód rodzinny. Jest poprawnie wykonany, nieźle wyposażony, funkcjonalny, ale też niestety… dość nudny i powolny. Aby poprawić wygodę podróżowania, można zdecydować się na wariant z benzynowym 2.0 GDI pod maską. Niestety, istnieje wtedy ryzyko realizacji scenariusza z windykacją należności za rachunki paliwowe. Wyjściem z sytuacji powinien okazać się dwulitrowy diesel, którego… brakuje w ofercie. Jego miejsce zajmuje jednostka 1.7 CRDi o mocy 136 KM. Być może rozwiązuje problemy z dynamiką (z nią Carens “setkę” robi w nieco ponad 10 sek. i ma znacznie lepszą elastyczność w zakresie 80-120 km/h), ale też podbija cenę auta o trudne do przełknięcia 13,5 tys. zł. Chyba już lepiej pogodzić się z mizernymi osiągami i pozostać przy bazowym wariancie 1.6 GDI. Za zaoszczędzone pieniądze można kupić śmierdzące kilkunastoletnie BMW. Gdy najdzie nas ochota do szybkiej jazdy… zapewne nie zapali.

Zalety:
+ duża ilość miejsca i funkcjonalnie rozplanowane wnętrze
+ dobrze pracująca skrzynia biegów
+ udanie zestrojone zawieszenie
+ przystępne warunki cenowe/wyposażeniowe

Wady:
– luźny, mało precyzyjny układ kierowniczy
– stylistyka, która nie porywa oryginalnością
– silnik za słaby do tej wielości/ciężaru auta

Podsumowanie:
Co tu dużo gadać: Carens to duży rodzinny, poprawnie zaprojektowany samochód. Szkoda, że KIA nie zaserwowała mu benzynowego silnika z turbodoładowaniem. To rozwiązałoby problem mizernej dynamiki wersji 1.6 GDI. Ale cóż… nie ma aut idealnych. Na pocieszenie dostajemy rozsądnie skalkulowaną cenę, dobre wyposażenie standardowe i długą gwarancję. Wystarczy, by zdecydować się na Carensa?

Dane techniczne
Dane techniczne producentaKIA Carens 1.6 GDI L
Silnikbenzynowy, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1591 cm³
Moc maksymalna135 KM (99 kW) przy 6300 obr./min.
Maks. moment obrotowy160 Nm przy 4850 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 6-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony205/55 R16
Bagażnik / po złożeniu siedzeń492/1650 l
Zbiornik paliwa58 l
Typ nadwoziaminivan
Liczba drzwi / miejsc5/7
Wymiary (dł./szer./wys.)4525/1805/1610 mm
Rozstaw osi2750 mm
Masa własna /ładowność1408/732 kg
Masa przyczepy / z hamulcem600/1300 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie9,3/5,8/7,1 (test: 10,1/7,0/8,5)
Emisja CO2164 g/km
Prędkość maksymalna185 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h11,3 s
Gwarancja mechaniczna7 lat lub 150 tys. km
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądowewedług wskazań komputera
Cena wersji podstawowej1.6 GDI S: 65 990 zł
Cena wersji testowej77 990 zł
Cena egz. testowego82 490 zł