Test

Mercedes-Benz GLC250d Coupe | fot. Maciej Kuchno

Mercedes GLC 250d Coupe

Mniej znaczy więcej

Na dystansie:
400 km

Zawsze największe wrażenie robią produkty flagowe danego producenta. Niezależnie od tego, czy bierzemy pod uwagę smartfony, telewizory, czy samochody. Nawet w interesującym nas koncernie Mercedesa, gdy spojrzymy na sedany, to klasa C, mimo wszystko, przegrywa pojedynek z majestatyczną klasą S. A co z SUV-ami o niebanalnych liniach?

Jeśli spojrzymy na samochody konkurencji, to od razu widać, że X6 jest zdecydowanie “fajniejsze” od X4, które nie wyróżnia się niczym szczególnym. Z kolei stuttgarcka konkurencja dla dużego BMW, czyli GLE Coupe, została przez red. Kuchno nazwana słoniem bojowym, częściowo ze względu na silnik, a częściowo na urodę (nie mając przy tym nic do “trąbalskich”). Niedawno na rynku pojawiła się mniejsza odmiana “garbatego” Mercedesa, która wygląda o niebo lepiej. Jest sporo zgrabniejsza i bardziej spójna stylistycznie. Tym razem testu nie będzie dodatkowo “rozpraszał” głośny silnik o mocy ponad 350 KM, tym razem będziemy “słuchać” 200-konnego diesla.

Mercedes-Benz GLC250d Coupe | fot. Maciej Kuchno

 

Optymalny

Jednostkę o pojemności 2,1 litra z podwójnym doładowaniem znamy dobrze. Dysponuje ona 204 KM i solidnym momentem obrotowym, wynoszącym 500 Nm. I choć zazwyczaj skłonny jestem przyznać rację, że im więcej, tym lepiej, tak w tym przypadku uważam, że nienajsłabsza przecież, ale wciąż niezbyt imponująca na papierze jednostka jest najlepszym wyborem. Przynajmniej jeśli potrzebujemy GLC do codziennego użytkowania.

Niestety, jak chyba wszystkie diesle Mercedesa (i nie tylko), słychać ją tuż po odpaleniu, zwłaszcza przy zimnym silniku. Na zewnątrz nie pomylimy jej z żadnym innymi silnikiem. Niestety, ten dźwięk potrafi dobiegać również podczas dynamiczniejszego przyspieszania w formie, która nie jest może nieakceptowalna, ale na pewno niezbyt miła, biorąc pod uwagę cenę niemal 350 tys. zł, którą musimy wydać na samochód.

Podczas normalnej jazdy, nawet bardzo szybkiej, na szczęście wyciszenie jest już na dobrym poziomie. Samochodu niemal nie słychać – dość dobrze tłumione są też szumy powietrza, które, mam wrażenie, we współczesnych samochodach słychać bardziej, niż kiedyś. Co prowadzi nas do prostego wniosku – to samochód na trasę!

Mercedes-Benz GLC250d Coupe | fot. Maciej Kuchno

W trasie też sprawdza się wysoki, szeroko dostępny moment obrotowy. Wspomniane wyżej 500 Nm radzi sobie świetnie, a dziewięciobiegowa skrzynia przy płynnej jeździe radzi sobie bardzo dobrze. 204 KM trafiają na wszystkie cztery koła i pozwalają na osiągnięcie prędkości maksymalnej 222 km/h. Nie sprawdzaliśmy, wierzymy na słowo, jednak podróż z wysoką prędkością jest bardzo przyjemna. GLC jest stabilne, ciche i dynamiczne kiedy trzeba. Potrafi sprawnie wyprzedzić, a także spokojnie jechać. Może przy pełnym załadowaniu nielekkiego przecież samochodu odczuwałbym lekki niedobór mocy, ale w tym przypadku, poza fanaberią kierowcy nie mam podstaw do sugerowania wyższego wariantu silnikowego (solidnie mocniejsze wersje są cztery: dwie benzyny, hybryda i diesel V6).

Przy mniejszych prędkościach również jest całkiem przyzwoicie. “Setkę” nasz SUV robi w 7,6 sekundy, a więc wystarczająco szybko. Jeśli chcemy jechać delikatniej – też nie ma problemu. Jednak w mieście możemy odczuć pewne problemy z płynnością działania przekładni 9G-Tronic. Choć doceniałem jej płynność w zestawieniu z nowym dwulitrowym dieslem w klasie E, to tutaj nie jest idealnie. Zdarzają się zarówno za długo przeciągane niskie biegi, jak i spóźnione i niezbyt płynne redukcje. Kilkukrotnie przekładni zdarzyło się nawet lekko szarpnąć. Mercedes najlepiej radzi sobie albo przy próbie wykrzesania z siebie jak najlepszych osiągów, albo przy spokojniejszej i płynnej jeździe.

Mercedes-Benz GLC250d Coupe | fot. Maciej Kuchno

Przy tym wszystkim nie drenuje jakoś specjalnie baku. Choć trzeba przyznać, że nie jest to spalanie, które dałoby pierwsze miejsce w testach zużycia paliwa. Jeżdżąc wyłącznie po mieście, diesel w ważącym ponad 1800 kg samochodzie będzie chciał między 8,5 a 11 litrów na każde 100 km. W trasie również czeka nas spore zróżnicowanie. Próba pokonania np. trasy Warszawa – Berlin w ciągu, dajmy na to, czterech godzin będzie wymagała dotankowania. Choć to akurat również kwestia seryjnego baku o pojemności 50 litrów. Do tego zużycie w ok. 10 l/100 km. Jeśli jednak będziemy jeździć spokojnie – Merc zejdzie o dobre 3-4 litry w dół. Średnie 8,5 l/100 km z testu to całkiem sensowny wynik.

Bardzo dobry

Jeśli nie celujący. Układ jezdny w GLC Coupe zasługuje na najwyższe noty. Wielowahaczowy układ z regulacją, bez opcjonalnej pneumatyki Active Body Control, zdaje się idealnie spełniać wymagania większości użytkowników. Przede wszystkim, mimo dwudziestocalowych felg, które mogłyby obniżyć komfort jazdy, pasażerowie czują się w samochodzie bardzo dobrze. Zawieszenie jest dość miękkie, ale wciąż sprężyste. Izolacja wnętrza od niepokojących nierówności jest na wysokim poziomie, zarówno jeśli mówimy o pojedynczych uszkodzeniach nawierzchni, jak i większych “problemach”. Także poza asfaltem GLC Coupe radzi sobie przyzwoicie, choć w żadnym wypadku nie nazwałbym wozu terenowym. Ale na pewno “na szutrach” i leśnych duktach nie pogubimy plomb. Niezależnie od zastosowanej na naszej drodze nawierzchni, kierowca dobrze czuje drogę i nie jest przy tym narażony na znaczne wychylanie się samochodu ani “pływanie”.

Mercedes-Benz GLC250d Coupe | fot. Maciej Kuchno

Dobre wyważenie zawieszenia wpływa też na prowadzenie samochodu. W połączeniu z napędem na cztery koła 4Matic, Mercedes jest naprawdę poważnym graczem. Układ kierowniczy pracuje w sam raz, a SUV prowadzi się lekko i precyzyjnie. Ciężko też wymusić na nim jakąś reakcję, która nie będzie przewidziana, albo będzie trudna do opanowania. Neutralność i pewność podczas pokonywania zakrętów potęgowana jest dziwnym wrażeniem wynikającym z ustawień napędu. Mianowicie, podczas dodawania gazu w niektórych łukach, “Gwiazda” wydaje się zacieśniać kąt jazdy tak, jakby wszystkie cztery potężne koła były skrętne. Co za tym idzie, zdecydowanie bliżej mu do nadsterowności, jednak nie ma co się obawiać. GLC jest “wyciągane” zarówno przez napęd, jak i przez dobrze działające ESP (którego jednak tradycyjnie nie można odłączyć całkowicie).

Również hamulce dają sobie radę z masą wozu i pozwalają na sprawne zatrzymanie się. Są też dość precyzyjne, a hamowanie nie wymaga od kierowcy wielkiej siły.

Niemal w sam raz

Jeśli chodzi o koncepcję wnętrza GLC Coupe, nie spodziewajmy się cudów. To Mercedes, na dodatek będący wersją nadwoziową “zwykłego” modelu GLC, o którym mogliście już przeczytać na naszych łamach. Srebrny wóz z testu wyposażony został w pełen pakiet AMG, a co za tym idzie, wnętrze nastawione jest bardziej na “sportowe wrażenia estetyczne”. Mamy więc czarną skórzaną tapicerkę, aluminiowe wstawki, czy grubą kierownicę z perforowanym skórzanym wykończeniem. I choć nie każdemu będzie pasował tego rodzaju klimat kabiny, całość wygląda nieźle, choć nie bardzo efektownie. Duże wrażenie robi za to jakość montażu. GLC nie wygląda plastikowo, a tworzywa użyte do wykończenia są wysokiej jakości. Miejmy nadzieje, że nie tylko dobrze wyglądają i są dobrze spasowane, ale pozwolą również długo się sobą cieszyć. Póki co – takie sprawiają wrażenie, od plastików konsoli środkowej, po metalowe osłony głośników opcjonalnego systemu audio Burmester.

Jeśli ktoś z Was miał już do czynienia z jakimkolwiek w miarę nowym Mercedesem, nie będzie miał problemu z odnalezieniem się i tutaj. Ergonomia jest na podobnym, niezłym poziomie, choć jak zwykle bogaty we wszelkie opcje COMAND zaskakuje swoim brakiem intuicyjności. Tradycyjnie wymaga przestudiowania instrukcji i wyrobienia pewnych nawyków, przy których nie będzie irytować np. dublowanie się sposobów poruszania po menu.

Niezależnie od skomplikowania COMAND-a, zza kierownicy łatwo wszystkiego dosięgnąć, a i miejsca jest w sam raz. Ciężko o GLC powiedzieć, że jest bardzo przestronny. Z przodu raczej sprawia wrażenie dopasowanej rękawiczki, która jednak będzie równie dopasowana dla osób o różnych gabarytach. Nieco miejsca na prawe kolano zabiera tunel środkowy, jednak nie jest to jakiś wielki problem. Zwłaszcza, że siedzi się naprawdę komfortowo (z podgrzewaniem, elektrycznym sterowaniem i pamięcią foteli) i dobrze widzi to, co dookoła (z lekką pomocą kamer).

Mercedes-Benz GLC250d Coupe | fot. Maciej Kuchno

Sporo przestrzeni znajdziemy również na tylnej kanapie. Odległość między końcem kanapy a oparciami przednich foteli jest spora, a nad głową wystarczająca, mimo opadającego dachu. Dwójka (jak zwykle) pasażerów powinna znaleźć sobie bez trudu odpowiednią ilość miejsca. Bo nie powiem, żeby wygodną pozycję. A wszystko to wina mocno przeciętnej kanapy. Oparcie jest poprowadzone dość pionowo, co w zestawieniu ze zbyt krótkim siedziskiem zdecydowanie zmniejsza komfort jazdy z tyłu.

Jest za to sporo miejsca na bagaże. Mimo zmniejszonej przestrzeni względem “zwykłego” GLC, do dyspozycji jest 500 litrów bagażnika. Podłoga jest dość wysoko, jednak towar wkłada się wygodnie. Pod podłogą znajdziemy dodatkowe schowki różnej wielkości, a także wyjmowany składany koszyk na drobiazgi. Praktyczny pomysł.

Niewidoczny

Wiem, że srebrny lakier i czarne wnętrze nie są najbardziej efektowną konfiguracją, ale nie tylko one powodują, że ten samochód nie wygląda na swoją cenę. Kosztuje ponad 340 tys. zł (przy bazowych 226 500 zł), a żadna z pytanych przeze mnie osób “nie dała mu” więcej niż 250 – 280 tys. zł. Z jednej strony, może to i dobrze, że Mercedes jest dość powściągliwy z wyglądu i nie epatuje “bogactwem”. Z drugiej strony, na wyposażeniu znalazło się mnóstwo dodatków, ale w żadnym wypadku nie są one aż tak “niesamowite”. A niemal 350 tys. to kwota większa niż za testowane przez nas supernowoczesne i bliskie ideałowi E 220d (choć fakt, klasa E akurat nie miała napędu na cztery koła). Nie wątpię jednak, że i na takie zestawienie znajdą się chętni. Jeśli wolicie jednak klasyczną bryłę, GLC 250 d jest tańsze o prawie 15 tys. zł.

 

Zalety:
  • bardzo dobre prowadzenie
  • przyzwoite osiągi
  • bogate wyposażenie
  • wysoki komfort jazdy

Wady:
  • wysoka cena po doposażeniu
  • tylna kanapa jest niezbyt wygodna
  • skrzynia biegów wciąż potrafi się pogubić

Podsumowanie

Czasem mniej znaczy więcej, i tak jest w tym przypadku. Mniejszy model, nienajmocniejszy silnik, “zwykły” lakier i mamy w efekcie bardzo udany samochód. Wygląda sporo lepiej niż GLE Coupe, jeździ bardzo przyzwoicie, jest komfortowy i wystarczająco szybki, żeby żałować wyboru akurat tej wersji. Szkoda tylko, że cena po doposażeniu jest tak wysoka. No i nie każdy odnajdzie się na niezbyt udanej kanapie. Resztę wad można mu wybaczyć. Mercedesowi udał się ten model.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaMercedes GLC 250d Coupe
Silnikt.diesel, biturbo, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność2143 cm³
Moc maksymalna150 kW (204 KM) przy 3800 obr./min.
Maks. moment obrotowy500 Nm przy 1600 - 1800 obr./min.
Skrzynia biegówautomatyczna, dziewięciobiegowa
Napęd4x4
Zawieszenie przódwielowahaczowe
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe went./tarczowe went.
Oponyp: 255/45R20 t: 285/40R20
Bagażnik / po złożeniu siedzeń500/1400 l
Zbiornik paliwa50 l
Typ nadwoziaSUV
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4732/1890/1602 mm
Rozstaw osi2873 mm
Masa własna /ładowność1845/675 kg
Masa przyczepy / z hamulcem750/2250 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie6,2/5,0/5,4 (test: 9,6/7,4/8,5)
Emisja CO2143 g/km
Prędkość maksymalna222 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h7,6 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 / 6 lat
Okresy międzyprzeglądowewg wskazań komputera
Cena wersji podstawowej(GLC 250) 203 000 zł
Cena wersji testowej226 500 zł zł
Cena egz. testowego344 150 zł