Test

Mini Cooper S

Nigdy nie dorosnę

Na dystansie:
370 km

MINI jest legendą samą w sobie. Klasyczny, trzydrzwiowy hatchback podoba się dużym chłopcom i dużym dziewczynkom, a cała sprytna otoczka sprawia, że jego wyjątkowość świetnie się sprzedaje. Styl nie ma być jednak jedyną zaletą małego Brytyjczyka. Hasło reklamowe odważnie porównuje wrażenia z jazdy z tymi, jakich możemy doznać szalejąc gokartem. Czy nowe MINI nadal ma w sobie to coś?

Właśnie strzeliłem sobie w stopę, bo ani nie jeździłem żadnym z jego poprzedników, ani nawet nie zająłem miejsca za kierownicą. Będę Wam więc opowiadał z pewną dozą nieśmiałości, ale też obiektywizmem osoby nie zagłębionej w świat MINI. Od momentu wejścia na rynek aktualnego modelu słyszałem już wiele opinii – zarówno tych dobrych, jak i mniej pochlebnych, mówiących, że “to już nie to co kiedyś”. Cel jest prosty: sprawdzić, czy nowe MINI wyróżnia się na tle konkurencji, czy też dorosło już na tyle, by stać się niemal zupełnie zwyczajnym autem.

mini-cooper-s-03

Pocieszka

Testowany egzemplarz pomalowano czarnym lakierem, postawiono na szprychowych felgach w genialnym kolorze i przyozdobiono kilkoma dodatkami z serii John Cooper Works. Jest sporo gustownie dobranych chromowanych elementów, które nie kłócą się ze sportowym charakterem auta. Pojawił się też motyw brytyjskiej flagi w złotym odcieniu, który przyjemnie zdobi całość.

MINI sporo urosło w stosunku do swojego poprzednika. Największe zmiany dotyczą na szczęście długości i szerokości nadwozia, do których dodano kolejno 98 i 44 mm. Wysokość prawie nie uległa zmianie (7 mm więcej), dzięki czemu maluch nadal wygląda rasowo i trzyma świetne proporcje. Kontrowersje budzą tylne klosze lamp, które wraz z chromowanymi obwódkami są teraz niewyobrażalnie duże i wymagają przyzwyczajenia.

Zmiany nie wpłynęły jednak znacząco na ogólne postrzeganie stylistyki, a tylko odświeżyły oryginalną bryłę. MINI wciąż ma spojrzenie małego urwisa, a dodatkowe światła drogowe w zewnętrznej obudowie przypominają o jego rajdowym rodowodzie. Ciężko odmówić autu charakteru – można jedynie dyskutować o tym, czy nam się podoba, czy nie. A gusta, jak wiadomo – są różne. Proponuję więc przejść do następnego akapitu.

mini-cooper-s-09

Gdzie ja jestem

Kto nigdy nie siedział w MINI, być może zazna podobnego szoku, jak ja. Pierwsze wrażenie jest mocno klaustrofobiczne i… wyjątkowe. Gdy już uda nam się wpaść w głęboki, sportowo wyprofilowany fotel z mocnym bocznym trzymaniem, od razu zauważymy nietypowy kształt przedniej szyby. Jej wygięcie wywołuje uczucie przebywania w kapsule, a pionowo umieszczone słupki i krótka deska rozdzielcza jeszcze bardziej je pogłębiają.

A mówili, że nowe MINI jest duże! W życiu. Choć sam nie jestem zbyt wyrośnięty i lubię małe auta, tutaj czułem się po prostu niecodziennie. Audi A1 stało się w tym momencie zupełnie zwyczajnym, całkiem przestronnym samochodem, któremu daleko do bycia równie fajnym. Powoli zaczynam to wszystko rozumieć na własnym przykładzie.

Żeby nie było tak kolorowo, wspomnę o materiałach, które przy tak wygórowanych cenach powinny być trochę lepsze. Tunel środkowy wykonano z plastiku, którego nie powstydziłoby się ekologiczne wnętrze BMW i3, a ogólne wrażenie jest, mówiąc potocznie, “bez szału”. Wszędzie za to znajdziemy jakieś ciekawe smaczki, które wpływają na niepowtarzalność kabiny.

I tu pojawia się pierwsze pytanie: gdzie jest prędkościomierz? Rozwiązanie znane od lat, równie oryginalne, co niepraktyczne, było jednym z elementów trudnych do podrobienia. Tymczasem ktoś tak po prostu przeniósł podziałkę z kilometrami na godzinę w standardowe miejsce, jednocześnie spychając gdzieś na dalszy plan wskaźnik obrotów silnika. Jeśli to wszystko miało na celu zmniejszenie przerażenia wśród pasażerów podczas szaleńczej jazdy – zwracam honor. W każdym innym przypadku będę używać niecenzuralnych słów, by wyrazić niezadowolenie.

mini-cooper-s-25

Wytłumaczcie mi też proszę, co miało na celu zastąpienie świetnych okrągłych dyszy nawiewów z “celownikami” zupełnie zwyczajnymi, z poziomymi szczebelkami. Uff. Na szczęście, cała reszta nadal wygląda jak na MINI przystało, czyli klasycznie, a zarazem gadżeciarsko i efektownie. Czuć też pewną surowość, ale nie da się ukryć, że wynika ona z odważnej kreski projektanta, a nie ubogiego wyposażenia.

Nowością w MINI jest tak zwany pierścień cyfrowy, który możemy dostosowywać do naszych indywidualnych zachcianek. Jest zdolny na przykład wczuwać się w obroty silnika, symulując obrotomierz, ale też masę innych rzeczy, które możemy zaznaczyć lub odznaczyć w głównym menu. Jednym się to spodoba, innym nie, ale taki patent na pewno nie ma nic wspólnego z nudą i schematycznością.

Obsługa systemu dowodzenia nie sprawia kłopotów i jest rozwiązana w zasadzie identycznie, jak w modelach BMW, co nie powinno nikogo dziwić. Drażni mnie tylko drobny szczegół, który do tej pory znałem jedynie z aut koncernu VAG – dlaczego symbol włącznika obraca się razem z pokrętłem głośności? Może to jakiś znak i niedługo zobaczymy MINI pod nowym szyldem? A może to takie nawiązanie do równie brytyjskiego Bentleya, który… no właśnie, zapożycza co nieco od Volkswagena. To musi być spisek.

Dosyć tych marnych wróżb i czarnych scenariuszy – czas na puentę. Nowa odsłona malucha z wysp nadal tonie w licznych gadżetach, wciąż ma swój niepowtarzalny styl i siedząc w nim na pewno nie zapomnimy, z czym mamy do czynienia. Mimo użycia hormonów wzrostu, w środku nadal jest ciasno, a wrażenia nie są bliskie chyba żadnym innym, jakie do tej pory mnie spotkały. Wygląda na to, że pierwszą część testu MINI zaliczyło z niezłym wynikiem.

Narwaniec

MINI Cooper w wersji S to jednak gratka dla młodych gniewnych, którzy potrzebują codziennych wrażeń na drodze. Młodych duchem, rzecz jasna. 192 konie mechaniczne i 280 Nm to już całkiem zwariowane wartości, jak na ważące poniżej 1200 kilogramów auto. Co więcej, mimo napędu tylko na przednią oś, samochód potrafi mocno wgryźć się w asfalt, by za chwilę wystrzelić do przodu i nie odpuścić jeszcze przez długi czas.

Nie odkleja się od drogi także w zakrętach, gdzie pokazuje swoje najlepsze oblicze, szczególnie w najbardziej słusznym z trybów – sportowym. Prowadzenie mogłoby być ciut bardziej naturalne, ale samo przełożenie układu kierowniczego dobrano idealnie. Niewielkie ruchy kierownicą powodują mocny skręt kół, co daje mnóstwo zabawy w zakrętach, a jednocześnie nie wywołuje problemów z utrzymaniem auta w linii prostej.

mini-cooper-s-30

Najważniejsze, że naszych poleceń słucha się podwozie, które nokautuje całą swoją konkurencję. Gokartowa frajda z jazdy nie jest tylko dobrym chwytem reklamowym, ale świetnie oddającym rzeczywistość określeniem. Powiedziałbym wręcz, że przebija radość z jazdy serwowaną przez zdecydowaną większość modeli z palety BMW, mimo korzystania z napędu na przednią oś.

Zwarte, sztywne i świetnie wyważone MINI jest oczywiście gwarantem męki na połatanych, pełnych poprzecznych wybojów drogach. Twarde zawieszenie lubi dać o sobie znać nawet w bardziej komfortowym trybie, choć po aucie tak dobrze składającym się w zakrętach spodziewałem się czegoś gorszego.

Zmienny charakter

W trybie GREEN jest zresztą bardzo cicho i właściwie ciężko poznać, że jedziemy tak szybkim autem. Sytuacja zmienia się zdecydowanie po przełączeniu na MID, zaś jeszcze bardziej, gdy wybierzemy SPORT. W tym ostatnim trybie ryk jest najgłośniejszy, a każdemu odpuszczeniu nogi z gazu towarzyszy dźwięk upuszczanego powietrza i cały zestaw strzałów z końcówek. Jak przystało na gorącego hatchbacka, układ wydechowy po rozgrzaniu staje się jeszcze głośniejszy i bardziej “prycha” na przechodniów, którzy zechcieli wyjść na spokojny, wieczorny spacer.

Najlepsze jest to, że MINI ma jeszcze w zanadrzu wersję John Cooper Works, na której, idąc śladami poprzednika, też zapewne nie zaprzestanie działań. A przecież już “zwyczajny” Cooper S ma świetnie trzymające, głębokie fotele, przyjemną w trzymaniu kierownicę i więcej niż dobre osiągi. Ciekawostką, którą pierwszy raz spotkałem w seryjnym hothatchu z manualem, są automatyczne międzygazy (w trybie SPORT).

mini-cooper-s-08

Co by nie było za słodko, przyczepię się do pracy paru mechanizmów. Po pierwsze – sprzęgło, które przy samej podłodze staje się dziwnie nieprecyzyjne. Po drugie – pedał gazu, który w krótkim zakresie działa bardzo zdecydowanie i początkowo przy każdym, nawet normalnym starcie spod świateł, zastanawiałem się, jak zrobić to płynnie. Po trzecie – skrzynia biegów. Przełożenia wchodzą bardzo precyzyjnie, ale moim zdaniem ze zbyt dużym oporem, na co narzekałem także w Audi S1. Nie jest to przekładnia w Toyocie GT86, która zdaje się akceptować każde mocniejsze pociągnięcie za dźwignię, dlatego wolałbym nieco subtelniejsze jej działanie.

Wszystkie te cechy sprawiły, że minęło kilka dni, zanim się do wszystkiego na dobre przyzwyczaiłem. Wtedy, jak wiadomo, MINI kończyło swój czas w moich rękach, a mnie wzięło na przemyślenia, które nasunęły mi jeden wniosek: podobną pracę wymienionych elementów odczułem już wcześniej w Citroenie DS3. Czyżby kolejną generację kultowego malucha znów łączyło coś z Francuzami?

Pomijając już tę kwestię, w Cooperze wszystko jest na swoim miejscu. Drążek jest wystarczająco krótki i takie też ma drogi prowadzenia, pozycja za kierownicą nie jest zbyt wysoka, a zestaw zegarów, choć skrytykowany przeze mnie, jest umieszczony blisko kierownicy i w widocznym miejscu. Co ciekawe, podczas regulowania kolumny kierowniczej porusza się razem z nią, co pozwala nam jeszcze bardziej “zjednoczyć się” z samochodem.

Drogo

Niestety, za to wszystko trzeba słono zapłacić. Ceny 3-drzwiowego MINI startują od 69 900 złotych za 75-konną odmianę One First, natomiast kwota, jaką musimy wyłożyć na Coopera S, zaczyna się od 101 800 złotych. Nasz egzemplarz został wzbogacony o dodatki warte ponad 30 tys. zł.

Drogo, ale za auto tak kultowe i dopracowane warto zapłacić nieco więcej. Zachowanie w zakrętach ciężko porównać z konkurencją i nawet bardzo zwarta Fiesta ST czy przyklejony do drogi Swift Sport muszą pod tym względem ustąpić miejsca na najwyższym stopniu podium brytyjskiej legendzie.

Zalety:
  • świetne zawieszenie, wyważenie i trzymanie w zakrętach,
  • krótkie przełożenie układu kierowniczego,
  • wrażenia dźwiękowe,
  • osiągi,
  • niepowtarzalny styl.
Wady:
  • wysoka cena zakupu i drogie opcje.

Podsumowanie

Oryginalność i frajda z jazdy przede wszystkim. Nowe MINI w odmianie Cooper S jest po prostu świetną zabawką, którą po w miarę równych drogach można bez problemu poruszać się na co dzień. Wbrew obiegowym opiniom – brytyjski maluch wciąż nie dorósł na tyle, by przestać dostarczać niepowtarzalnych wrażeń.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaMini Cooper S
Silnikbenzynowy, turbo, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1998 cm³
Moc maksymalna192 KM (141 kW) przy 4700-6000 obr./min.
Maks. moment obrotowy280 Nm przy 1250 obr./min.
Skrzynia biegów6-biegowa, manualna
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny McPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony205/45 R17
Bagażnik / po złożeniu siedzeń211/731 l
Zbiornik paliwa44 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc3/4
Wymiary (dł./szer./wys.)3850/1727/1414 mm
Rozstaw osi2495 mm
Masa własna /ładowność1160/480 kg
Masa przyczepy / z hamulcem-/- kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie7,7/4,8/5,8 (test: 12,6)
Emisja CO2136 g/km
Prędkość maksymalna235 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h6,8 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 30 tys. km lub co rok
Cena wersji podstawowejOne First: 70 900 zł
Cena wersji testowej104 500 zł
Cena egz. testowego138 071 zł


Podobne testy