Test

Mitsubishi Space Star 1.2 Invite

Niepewny krok

Na dystansie:
986 km

Kiedyś minivan, dziś niedoszły następca Colta. Space Star, na innych rynkach znany również jako Mirage, w dużej mierze chce nas przyciągnąć atrakcyjną ofertą cenową. Sprawdziliśmy, na co jeszcze stać małe Mitsubishi. Zanim jednak przejdziemy do sedna…

Wróćmy na chwilę do lat dziewięćdziesiątych. Pamiętacie? Galant VR4, 3000GT, FTO, pierwsze Lancery Evolution i cała ich rajdowa historia. Niestety, trzy diamenty są dziś synonimem zupełnie innych cech, a w ofercie nie ma już najmniejszego śladu po wspomnianych przodkach. Faktem jest, że już od wielu lat jedynym modelem zaspokajającym silne potrzeby “petrolheadów” był ten ostatni, którego dziesiąta ewolucja nie doczekała się następcy. Nie wspomnienia będą jednak dziś tematem, a najmniejszy model z aktualnej gamy.

mitsubishi-space-star-12-invite-07

Brak kamuflażu

Już na pierwszy rzut oka, Space Star sprawia wrażenie auta z niższej półki. Nieliczne przetłoczenia, bardzo prosta sylwetka i bryła nadwozia praktycznie tak samo wąska na poziomie błotników, jak w linii okien. Całość postawiona na niewielkich kółkach nie prezentuje się zbyt okazale, ale też trudno zarzucić projektantom jakieś większe wpadki. Małe Mitsubishi nie uśmiecha się do nas, ale też nie odstrasza dziwnym, złowrogim spojrzeniem, czy też przesadnie kreskówkową „twarzą”. Po prostu jest.

Być może taka prostota ma sens. Pozostając wciąż autem o niewielkich rozmiarach, Space Star sprawia wrażenie dość pojemnego, maksymalnie wykorzystującego przestrzeń ograniczoną czterema skrajnymi punktami karoserii. To pierwszy trop wskazujący nam, że z teoretycznym poprzednikiem auto ma niewiele wspólnego. Drugim okazała się masa wynosząca jedynie 845 kg, która mówi jednoznacznie – nasza „gwiazda” na pewno nie jest pełnoprawnym autem segmentu B.

Jest czym oddychać

Po zajrzeniu do środka, wcześniejsze wrażenia na temat przestrzeni okazują się mieć pokrycie w rzeczywistości. Zasiadając za kierownicą, nie czujemy się jak zamknięci w puszce. Sama pozycja za kierownicą pozostawia jednak wiele do życzenia. Mimo mojego przeciętnego wzrostu, fotel przez cały czas ustawiony był w możliwie najniższej pozycji, a głowę od sufitu dzieliła jedynie szerokość dłoni. Dlaczego nie zdecydowano się umieścić go niżej? W Colcie szóstej generacji przestrzeni nade mną jest prawie dwa razy więcej, podczas gdy regulacja siedziska daje jeszcze odrobinę zapasu.

mitsubishi-space-star-12-invite-15

Z tyłu natomiast, biorąc pod uwagę rozmiary auta (długość nadwozia to tylko 3,71 m), przestrzeni wygospodarowano całkiem sporo. Przede wszystkim, mamy jej stosunkowo dużo na nogi. Szkoda, że – śladem Colta – nie zdecydowano się na przesuwaną kanapę, która pozwoliłaby w zależności od sytuacji przewieźć trochę więcej bagażu lub po prostu czterech wysokich pasażerów w bardziej komfortowych warunkach. Trudno mieć jednak powody do narzekań, bo miejsca jest tu więcej, niż w wielu autach segmentu B. Sam bagażnik ma przyzwoitą pojemność (235 litrów), ale minus należy mu się za dość wąski otwór i wysoki próg załadunkowy.

Choć tylna kanapa została zaprojektowana z myślą o trzech osobach (proste siedzisko o identycznej długości pośrodku i po bokach), musimy pamiętać, że wąskie nadwozie nie pozwala na przyjemną podróż w takim układzie. Bardzo wygodne w mieście okazały się być za to przednie fotele, które są łagodnie wyprofilowane i miękkie. W dłuższej trasie być może zabrakłoby podparcia lędźwiowego, ale przy jednorazowych przebiegach rzędu kilkudziesięciu czy kilkunastu kilometrów sprawdzą się bardzo dobrze. Podobnie będzie przy częstym wsiadaniu i wysiadaniu, gdy docenimy niemal zerowe trzymanie boczne. Nie uznaję tego za wadę z uwagi na sposób zestrojenia zawieszenia, jak i ogólny charakter auta, o czym opowiem później.

Tanio, ale solidnie

Projekt deski rozdzielczej wnętrza sprawia bardzo podobne wrażenie, jak stylistyka nadwozia. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić, ale też ciężko wskazać element, który mógłby zachwycić. Praktycznie całe wnętrze pokrywa twardy plastik, w tym również podparcia na łokcie na przednich drzwiach, co daje już całkowity obraz Space Stara jako auta budżetowego. Gdzieniegdzie znajdziemy też inne tego oznaki, jak choćby dźwignia zmiany biegów, czy suwaki do zmiany obiegu i temperatury nawiewu. A wszystko to rodem z lat dziewięćdziesiątych. Zaślepka w miejscu przycisku do uruchamiania silnika (dostępnego w bogatszej wersji) chyba też nikogo nie dziwi.

mitsubishi-space-star-12-invite-16

Znacznie nowocześniej, z jednoczesnym zachowaniem prostoty i czytelności, prezentuje się konsola centralna wykończona modnym “fortepianowym” lakierem. Na uwagę zasługuje jej spasowanie – w moim egzemplarzu tylko pod mocnym naciskiem „coś” się działo, a wiemy, jak podobne elementy potrafią zachowywać się… Choćby w Mercedesie klasy C. Reszta wnętrza, choć spartańska pod względem zastosowanych materiałów, też sprawia solidne wrażenie i tylko boczek drzwi kierowcy potrafił czasem zadrżeć od niskich tonów emitowanych przez głośnik. To duży postęp w stosunku do Colta, który praktycznie w każdym elemencie wnętrza wykazywał zerową jakość montażu.

Prostota wnętrza Space Stara pozwala na wygodne operowanie podstawowymi elementami wyposażenia, takimi jak radio, czy klimatyzacja, ale niezrozumiałą dla mnie rzeczą jest obsługa komputera pokładowego za pomocą pręcika umieszczonego za kolumną kierowniczą, który w przypadku innych aut kojarzy mi się głównie z resetowaniem licznika. Podczas jazdy odbija się to oczywiście na wygodzie, jak i bezpieczeństwie, bo zwyczajnie musimy się wychylić do przodu.

Pod względem funkcjonalności wnętrza nie jestem w stanie się do niczego przyczepić. Liczba, jak i pojemność schowków, są raczej standardowe w tej klasie. W kwestii widoczności jest zdecydowanie lepiej niż w Colcie, którego szerokie i mocno pochylone słupki A skutecznie zasłaniały na przykład pieszych wchodzących na przejście, co określiłbym jako karygodne. W Space Starze można było tylko pomyśleć nad mniej masywnymi słupkami C, jednak prosta i foremna bryła japońskiego malucha i tak poprawi ocenę otoczenia podczas parkowania.

Oldschoolowe wrażenia

Prawdziwych emocji doznamy jednak dopiero, gdy wsiądziemy za kółko i postanowimy dynamicznie przemierzyć miasto. I nie chodzi tu niestety o te pozytywne. Dawno nie jeździłem autem, które tak mocno bujałoby się w zakrętach. Większe odchylenia nadwozia podczas mojej „ dziennikarskiej kariery” odnotowałem chyba tylko w Suzuki Jimny, które, poza użytecznością w mieście, jest przede wszystkim świetną małą terenówką dającą mnóstwo wrażeń poza asfaltem.

mitsubishi-space-star-12-invite-26

Mamy więc odpowiedź, dlaczego trzymanie foteli w zakrętach byłoby tutaj zbędne. Zawieszenie kompletnie odmawia współpracy podczas dynamicznej jazdy po łukach i zdecydowanie czuć, że komfort był tutaj priorytetem. Biorąc jednak pod uwagę tak „oldschoolowe” efekty specjalne plus wysoki profil opony, mogłoby być jeszcze trochę wygodniej. Na szczęście podwozie nie zachowuje się specjalnie głośno, więc, w gruncie rzeczy, Space Starem podróżuje się całkiem miło i spokojnie. Podobny charakter ma układ kierowniczy, który działa lekko, łagodnie i z dużym przełożeniem. W mieście z pewnością docenimy także niewielką średnicę zawracania (9,2 metra).

Jazdę po zatłoczonym centrum miasta dodatkowo umili nam lekko pracujący pedał sprzęgła, który jest dobrą odpowiedzią na wymagającą dopłaty 5 500 zł automatyczną skrzynię biegów. Szkoda, że dźwignia „manuala” pracuje twardo i mało przyjemnie, choć  większych problemów z wrzucaniem poszczególnych biegów nie miałem. Większe zastrzeżenia mam jedynie do haczącego, niepewnie wchodzącego biegu wstecznego, z którym problemy były też – a jakże by inaczej – w Colcie szóstej generacji. Ach, ci Japończycy.

Efektywna praca

Wibracje, wibracje czuję! Odpaleniu trzycylindrowego silnika o pojemności 1,2 litra towarzyszy typowa „trzęsiawka” i trwa do czasu, gdy ruszymy z miejsca, a jeszcze bardziej daje się we znaki, kiedy zatrzymamy się po szybszej, dłuższej jeździe. Wysokim obrotom towarzyszy natomiast przenikliwe, mało rasowe warczenie, które raczej nie przypadnie Wam do gustu. I do tej pory wszystko wskazywało na to, że Space Star nie jest ani połykaczem zakrętów, ani mistrzem prostych. Czyżby?

mitsubishi-space-star-12-invite-33

80-konna, trzycylindrowa benzynowa jednostka napędowa – brzmi zupełnie zwyczajnie, prawda? Wciskając gaz „do dechy” szybko przypomnimy sobie jednak mocny punkt małego Mitsubishi. Ważące 845 kg auto bardzo sprawnie brnie do przodu, a system zmiennych faz rozrządu dostarcza nawet trochę emocji podczas wkręcania silnika na wyższe obroty. I wszystko to odbywa się przy dość długich przełożeniach – na drugim biegu, „dociągając” motor do samego końca, przekroczymy nawet 100 km/h.

Ważniejsza jednak w tym przypadku jest dynamika w najbardziej użytecznym, średnim zakresie obrotów, a i tutaj nie ma powodów do narzekań. Spokojna jazda odwdzięczy się również świetnymi wynikami spalania. Podczas oszczędnego poruszania się poza Warszawą udało mi się osiągnąć średni wynik 3,9 litra na 100 kilometrów! Przy prędkości 60 km/h natomiast, komputer pokazuje chwilowe zużycie na poziomie nawet 3,6-3,7 l/100 km.

mitsubishi-space-star-12-invite-34

Typowo pokonana trasa z prędkościami w granicy 120-130 km/h dała mi wynik 5,7 l/100 km, co przy benzynowym silniku sparowanym z pięciobiegową skrzynią biegów należy uznać za świetny rezultat. Dalej wcale nie jest tak dramatycznie, jak mogłoby się wydawać – każde kolejne 20 km/h do prędkości to około 1,5 litra paliwa więcej. W mieście zresztą nie jest gorzej. Zarówno poruszanie się w korkach, jak i dynamiczna jazda w umiarkowanym ruchu, odwdzięczają się zużyciem w granicach 6,5 l/100 km. Połączenie trzech cylindrów z brakiem doładowania i niską masą własną sprawdziły się pod tym względem świetnie.

Okazja?

Space Star jest autem niewątpliwie tanim, jeśli weźmiemy pod uwagę niezłe wyposażenie, przestronne wnętrze, czy dynamiczną, mocniejszą z wersji silnikowych. Szkoda tylko, że oszczędności dają się we znaki na każdym kroku. Cierpi na tym zarówno kabina pasażerska, bagażnik (prowizorycznie wykończona od spodu mata podłogowa), jak i – co gorsza – podwozie, któremu poskąpiono zabezpieczenia antykorozyjnego.

Za nieco ponad 40 tysięcy złotych ciężko będzie nam znaleźć konkurencyjny samochód z 80-konnym silnikiem i wyposażeniem obejmującym m.in. manualną klimatyzację, czujnik deszczu, elektrycznie sterowane szyby z przodu i z tyłu czy regulację wysokości obu przednich foteli. Cennik Space Stara jeszcze niedawno zaczynał się od uczciwych 39 900 zł, a w standardzie otrzymywaliśmy jednostkę benzynową o pojemności 1,0 litra i mocy 71 KM z funkcją Auto Stop & Go, natomiast w wyposażeniu seryjnym znaleźć można było między innymi klimatyzację, 6 poduszek powietrznych, radioodtwarzacz CD/MP3, elektrycznie sterowane szyby z przodu oraz lusterka, czy też regulację wysokości fotela kierowcy. Problem w tym, że aktualnie na stronie producenta w cenniku widnieje jedynie najbogatsza odmiana Intense z roku produkcji 2015, dostępna jedynie z silnikiem 1.2 za kwotę 47 990 zł (po uwzględnieniu rabatu 1500 zł).

 

Zalety:
  • dobra dynamika jazdy
  • oszczędna jednostka napędowa
  • zwrotność i wygoda w mieście
  • stosunkowo przestronne wnętrze
Wady:
  • kiepskie zachowanie w zakrętach
  • niska kultura pracy silnika
  • brak miękkich wykończeń we wnętrzu
  • miejscami rażące oszczędności

Podsumowanie

Mitsubishi Space Star jest przede wszystkim autem wartym swojej ceny. Nie licząc rażących miejscami oszczędności, niskiej kultury pracy silnika i kiepskiej stabilności nadwozia w zakrętach, mamy do czynienia z przyjemnym w codziennym użytkowaniu, oszczędnym i całkiem dynamicznym autem, które już w standardzie otrzymuje przyzwoity pakiet wyposażenia. Szkoda, że Mitsubishi nie stara się zaskoczyć choćby kilkoma ciekawymi smaczkami, które przecież w segmentach A i B – a na ich pograniczu stoi małe Mitsubishi – są niewątpliwym magnesem na klientów. Pozostaje czekać, co przyniesie współpraca z Nissanem i oczywiście jakie zmiany zajdą w Space Starze po faceliftingu.

Dane techniczne
Dane techniczne producentaMitsubishi Space Star 1.2 Invite
Silnikbenzynowy, R3, 12 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk wielopunktowy
Pojemność1193 cm³
Moc maksymalna80 KM (59 kW) przy 6000 obr./min.
Maks. moment obrotowy106 Nm przy 4000 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 5-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe went./bębnowe
Opony165/65 R14
Bagażnik / po złożeniu siedzeń235 l
Zbiornik paliwa35 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)3710/1665/1505 mm
Rozstaw osi2450 mm
Masa własna /ładowność845/495 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie5,2/3,8/4,3 (test: 6,5/4,8/5,8)
Emisja CO2100 g/km
Prędkość maksymalna180 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h11,7 s
Gwarancja mechaniczna5 lat lub 100 tys. km
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 20 tys. km lub co rok
Cena wersji podstawowej1.0 Inform (aktualnie niedostępna): 39 900 zł
Cena wersji testowej42 990 zł
Cena egz. testowego44 490 zł


Podobne testy