Test

Nissan Qashqai przód 3/4

Nissan Qashqai 1.6 DIG-T N-Tec

Krok w dobrym kierunku

Na dystansie:
780 km

Nissanowi udało się zbudować drugą edycję swojego bestselleru, która odnosi równie duży sukces co poprzednik. I to mimo tego, że oferta silników jest dość ograniczona. Zwłaszcza dla tych, którzy wymagają nieco większej dynamiki.

Nie oszukujmy się, Qashqai miał przeciętny wybór silników, choć w zupełności wystarczających do przemieszczania się na trasach miejskich. A będąc ulubionym “samochodami dla kobiet”, crossovery japońskiego producenta poruszały się głównie na stereotypowych trasach dom – szkoła – biuro – galeria handlowa. Dla tych, którzy chcieli samochodem poruszać się w trasie, był dość drogi diesel. I wciąż tylko ta jednostka pozwala cieszyć się napędem na cztery koła – pisałem już zresztą o tym w zeszłym roku (napęd 4×4 wrócił do oferty po krótkiej nieobecności). Tymczasem Qashqai w porównaniu z poprzednikiem trochę urósł i “zmężniał” – i mógłby sprawdzić się w roli samochodu rodzinnego. Ale z jednostką 1.2 DIG-T nie zaryzykowałbym dalekiego wypadu. Z 1.6, już jak najbardziej. Bardzo dobry krok.

Zderzenie teorii z praktyką

Ok, to na pewno nie jest silnik, o którym miłośnicy motoryzacji marzą po nocach. Ale 1.6 DIG-T ma 163KM, 240Nm dostępnych w szerokim zakresie obrotów i rozpędza Nissana do 100 km/h w nieco ponad 9 sekund, a to już całkiem przyzwoity wynik. Do tego sześciobiegowa przekładnia manualna i obowiązkowy napęd na przednią oś. Szału nie ma, ale jest zapowiedź solidnego samochodu na trasę, z odpowiednim zapasem mocy.

I tu przechodzimy do praktyki. Która tą “trasą” nieco broni teorii, bo w mieście – wybierzcie mniejszy silnik.

Z jednostką 1.6 miałem już do czynienia w szalonym Nismo RS, ale tutaj ma ona zmienione oprogramowanie i sporo mniejszą moc nawet niż w standardowym Juke 1.6 DIG-T. Te ograniczenia przełożyły się też niestety na charakterystykę jednostki. Spróbowano połączyć elastyczność i kulturalną pracę z sensowną dynamiką i niewielkim spalaniem. I wszystko to znalazłem podczas jazdy Qashqaiem – tyle tylko, że nie jednocześnie.

Nissan Qashqai zegary

Tuż po ruszeniu silnik budzi całkiem pozytywne emocje. Jest cichy, pracuje bardzo równo i nienatarczywie. Ruszenie z miejsca jest też dość dynamiczne. Mniej więcej do 2000 obr/min samochód jest naprawdę żwawy. Potem mocy, subiektywnie, zaczyna być coraz mniej, aż do 3000 obr/min – a więc w najczęściej używanym w mieście zakresie prędkości obrotowej, samochód “nie jedzie”.

Powyżej “trójki” następuje gwałtowny przyrost mocy wynikający z pracy turbosprężarki. I wtedy już mamy dynamicznego crossovera “pełną gębą”. Jeśli będziemy trzymać Nissana w górnym zakresie obrotów, będziemy bardzo zadowoleni. Silnik “ciągnie” równo i strzałki zegarów raźno pną się w górę. Tyle tylko, że wtedy raczej nie będzie ani cicho (choć tutaj nie jest źle), ani oszczędnie (jak to w każdym silniku z turbiną). Jeśli poskromimy zapędy do kompulsywnego wciskania prawej stopy w podłogę, to nawet w stołecznym, wiecznie remontowanym i zakorkowanym mieście, turbobenzynowy Qashqai powinien mieścić się w 8,5 litrach na każde 100 kilometrów.

Nissan Qashqai profil

To dobry wynik, ale nie po to mamy 163KM, żeby turlać się po mieście “dmuchając” w pedał gazu. W trasie Nissan robi dużo lepsze wrażenie, choć wciąż mam wrażenie lekkiej schizofrenii tego silnika. Przy pełnym wykorzystaniu możliwości jest naprawdę dynamiczny. Wyprzedza chętnie i szybko. Bez zadyszki utrzymuje wysoką prędkość. Do wyprzedzania jednak przyda się redukcja o dwa biegi w dół. Piąty i szósty są ekstremalnie długimi przełożeniami i dynamika pojawia się dopiero na “czwórce”. “Szóstka” z kolei jest idealna na długą trasę dzięki takiemu ustawieniu.
Silnik słychać bardzo słabo, a obroty są na tyle nisko, że czterocylindrowa jednostka zadowala się niewielką ilością paliwa. W przypadku testowej, 400-kilometrowej trasy obejmującej drogi krajowe, ekspresowe, autostrady i, jakże by inaczej, remonty, średnio musiałem wlewać 6,8 l na “setkę”. Jest nieźle. Jak widać, piąty bieg jest zupełnie niepotrzebny poza miastem. Mimo konieczności częstych redukcji charakterystyka silnika i skrzyni jest bardzo udana podczas jazdy poza terenem zabudowanym. Inżynierom udało się połączyć całkiem niskie spalanie z możliwościami pozwalającymi na bezstresowe poruszanie się po drogach.

Na granicy komfortu

Ostatnio coraz częściej spotykam się z samochodami, w których zawieszenie nie ma cech sportowych, a konstruktorzy postawili bardziej na komfort. Bardzo to pocieszające, bo już myślałem, że wszyscy zostaniemy „usportowieni na siłę” i będziemy musieli jeździć twardymi samochodami, które mają zapewnić nam „radość z jazdy”, podczas gdy jedyne na czym nam zależy to święty spokój podczas długiej podróży. W ten schemat, samochodu miękkiego i łatwego w prowadzeniu, wpisuje się też Qashqai. Mimo dużych kół zawieszenie dobrze wybiera nierówności i pozwala cieszyć się spokojem, zarówno na drogach nieutwardzonych, jak i na miejskich dziurach, które chętnie „połyka”, z rzadka tylko bujnąwszy pasażerami.
Spory jak na crossovera prześwit (18 cm) również pomaga w jeździe poza asfaltem, choć oczywiście napęd na cztery koła byłby idealnym zwieńczeniem możliwości Nissana. Nie ma takiej możliwości, ale w zakresie podróżowania “do domku nad jeziorem” nie powinniście utknąć w środku lasu, tak jak mogą np. właściciele Hondy CRV.

Nissan Qashqai koła

Podczas podróżowania zarówno w trasie, jak i w mieście, nie odczujemy problemów z układem kierowniczym, choć nie należy on do najprecyzyjniejszych i przekazujących dużo informacji o drodze. Początkowo może nawet wydać się zbyt lekko pracujący, ale z każdym kilometrem udało mi się z nim coraz lepiej dogadać.

Jeśli jednak chcecie skorzystać z większej dynamiki samochodu – co jest o tyle możliwe, że w końcu mówimy o 160-konnej benzynie – możecie być nieco rozczarowani. Qashqai przy szybkim pokonywaniu zakrętów staje się “pontonem”, który potrafi niemalże podeprzeć się lusterkami, albo wpaść w galopującą podsterowność, którą jednak łatwo korygują systemy dostępne na pokładzie. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się na pełnej łuków autostradzie, niż krętej, górskiej drodze.

Klasowy średniak

Wnętrze Nissana to typowy Japończyk. Ma wszystkie wady i zalety wnętrza samochodów z Kraju Kwitnącej Wiśni. Mamy więc do dyspozycji uporządkowany kokpit, bogato wyposażony, z prostymi i czytelnymi zegarami. Niestety również z twardymi i niezbyt urodziwymi plastikami (strasznie się błyszczą), które choć nie skrzypią, to sprawiają niezbyt przytulne wrażenie (do “wyboru” mamy wnętrze szare). Można się jednak do tego przyzwyczaić. Zwłaszcza, że ergonomia miejsca pracy kierowcy jest bardzo dobra. Kierownica dobrze leży w dłoniach i wszystko jest pod ręką. Może przydałby się nieco większy ekran nawigacji, żeby łatwiej trafić w niektóre przyciski. No i na pewno warto by zrezygnować z tej niezrozumiałej oszczędności w postaci tylko jednej automatycznie opuszczanej szyby. Niby drobiazg, ale irytuje.

Nissan Qashqai wnętrze

A nie powinniśmy się niczym w czasie podróży irytować, zwłaszcza że za nasze samopoczucie odpowiadają bardzo wygodne fotele. Szerokie, z dobrym podparciem pleców i wygodną regulacją. W zestawieniu ze sporą przestrzenią w przedniej części nadwozia daje to bardzo dobrą bazę dla zadowolenia z samochodu.

Z tyłu tradycyjnie jest nieco gorzej. Przestrzeni na nogi jest nieco mniej niż w przeciętnym kompakcie, a na wygodnej kanapie marudzić nie będą dzieci oraz osoby o krótkich nogach. Cała reszta kolanami opierać się będzie o fotele kierowcy i pasażera. Dla dwójki pasażerów będzie za to całkiem sporo miejsca na szerokość oraz nad głowami.

Bagażnik również nie zachwyca. Spodziewałem się trochę, że będzie jak w Nissanie Juke – wersja 4×4 ma sporo mniejszy bagażnik. Tymczasem wersja przednionapędowa (z kołem zapasowym) dysponuje takim samym płaskim, szerokim i długim kufrem, o subiektywnej pojemności ok. 300 litrów (katalog podaje 401 l). Ma on podwójną podłogę, pod którą nic się nie mieści (można “szmuglować” co najwyżej papierosy, bo położona na płasko paczka powinna się zmieścić między dolną, a górną podłogą) oraz zmyślny system pozwalający z górnej podłogi zrobić przegrody powierzchni bagażnika. Przydało by się jednak kilka litrów więcej z niższym progiem załadunku – rodzinom z wózkami na pewno byłoby to na rękę.

Nissan Qashqai bagażnik

Bogato i dość rozsądnie

Tym razem nie testowaliśmy Qashqaia w najdroższej wersji wyposażenia, ale w wersji N-Tec, która pozwala oszczędzić nieco grosza, ale wciąż ma wystarczająco dużo wyposażenia. Mamy komplet kamer, nawigację satelitarną, asystentów świateł drogowych oraz pasa i wiele innych, łącznie z panoramicznym oknem dachowym (opcja pakietu N-Tec dla wersji N-Tec, za 3400 zł). W sumie to wszystko kosztuje 107 400 zł. Całkiem sporo, choć konkurencja jest nieco droższa. Trochę gorzej wyposażona, ale za to napędzana na cztery koła Toyota Rav4 2.0 Premium wychodzi za ok. 125 tys zł, Honda CRV 2.0 Elegance z kilkoma dodatkami pozbawi nas ok. 120 tys. zł, a Mazda CX-5 SkyEnergy 116 tys. zł. Tak więc cena testowego Qashqaia jest całkiem rozsądna i dzięki temu model spokojnie pracuje na swoją popularność.

Zalety:
  • kulturalna i dość cicha jednostka napędowa
  • możliwe do osiągnięcia dość niskie spalanie
  • przestronne wnętrze z przodu i wygodne fotele
  • sensowny stosunek ceny do wyposażenia
Wady:
  • bezsensowna charakterystyka pracy silnika
  • nieco zbyt „bujane” zawieszenie
  • brak możliwości domówienia 4×4
  • przeciętny bagażnik

Podsumowanie

Choć wytknąłem Nissanowi kilka poważnych wad, w czasie solidnego testu w trasie nawet go polubiłem. Dla rodziny, która dużo podróżuje, i nie ma zapędów do sportowej jazdy, będzie w sam raz. Jest wygodny, komfortowo się prowadzi i ma zapas mocy, potrafiąc być przy tym ekonomiczny. Niestety, jest też nieco „pontonowy” i ma dziwną charakterystykę przyrostu mocy, co będzie przeszkadzać w mieście. Udało się więc stworzyć crossovera, który bardziej nadaje się do tego, do czego powinien, niż do tego, do czego zazwyczaj się ich używa.

Dane techniczne
Dane techniczne producentaNissan Qashqai 1.6 DIG-T
Silnikt. benz R4/16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1618 cm³
Moc maksymalna120 kW (163KM) przy 5600 obr/min
Maks. moment obrotowy240 Nm przy 2000-4000 obr/min
Skrzynia biegówmanualna, sześciobiegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódwielowahaczowe
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe wentylowane/tarczowe
Opony215/55R18
Bagażnik / po złożeniu siedzeń401/1585 l
Zbiornik paliwa65 l
Typ nadwoziaSUV
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4380/1806/1590 mm
Rozstaw osi2646 mm
Masa własna /ładowność1365/520 kg
Masa przyczepy / z hamulcem695/1500 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie7,4/4,8/5,8 (w teście 8,5/6,8/7,5)
Emisja CO2134 g/km
Prędkość maksymalna200 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h9,1 s
Gwarancja mechaniczna3 lata lub 100 tys. km
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 20 tys. km lub co rok
Cena wersji podstawowej(DIG-T 115 Visia) 76 500 zł
Cena wersji testowej101 600 zł
Cena egz. testowego107 400 zł


Podobne testy