Test

Opel Corsa 5d 1.0 Turbo 115 KM Cosmo

Adam Kołodziejczyk

Wpół do piątej generacji

Na dystansie:
840 km

Odświeżona Corsa stanowi doskonały przykład na to, jak w świecie motoryzacji powinno się przeprowadzać faceliftingi. Mały Opel napędzany litrowym turbodoładowanym silnikiem benzynowym naprawdę pozytywnie zaskakuje.

W ostatnich latach producenci samochodów wyspecjalizowali się we wprowadzaniu na rynek modeli po głębokich faceliftingach i prezentowaniu ich jako całkiem nowych konstrukcji. Przykładem takiego działania jest aktualna Corsa, nazywana przez Opla “piątą generacją”. Oczywiście na potwierdzenie swoich racji firma ogłasza, że zmieniono wszystkie elementy zawieszenia, środek ciężkości nowego pojazdu obniżono o 5 mm, prototypy poddano różnorakim morderczym próbom na etapie przedprodukcyjnym i w ogóle rozwój tego projektu to niesamowite osiągnięcie, pochłaniające tysiące kilometrów testowych…

Dobra – zgadzam się. Nie ma co drwić z cudzych wysiłków, ale powiedzmy sobie szczerze: samochód, który opisuję, jest tylko ewolucją modelu znanego nam od 2006 roku. Pomimo innego przodu (teraz nawiązującego do ADAM-a) korzenie konstrukcyjne Corsy widać po zarysie linii bocznej nadwozia. Nie rozumiem więc, po co ta cała maskarada – Opel wcale nie ma się czego wstydzić. Zbliżony chwyt ze zmianami generacji wielokrotnie stosował Volkswagen (np. w przypadku Golfa VI, Passata B7 i rzekomo “nowej” Fabii) i nie jest on obcy też innym koncernom. Przypomina to wszystko aktualizację oprogramowania i pokazuje, w których miejscach producenci aut starają się wypracowywać zyski niskim nakładem kosztów.

Manewr z “odświeżeniem” sprawdza się jednak wyłącznie w przypadku, gdy dana konstrukcja jest na tyle dobra, by można było poważnie wydłużyć jej okres życia. Jeśli chodzi o firmę z Russelsheim, to nie pomyliła się ona w swoich założeniach – doszlifowano całkiem przyzwoity samochód. Szybko można się o tym przekonać wsiadając do niego.

Dużo dobrego
Obszerna kabina nie stwarza wrażenia wyjętej z zamierzchłej epoki, a wręcz przeciwnie: trzeba obiektywnie powiedzieć, że prawie wszystko jest w niej… nowe. Uciekam od tego słowa, jak tylko mogę, ale nie sposób go uniknąć. Corsa NR 5 dostała ładnie zaprojektowaną deskę rozdzielczą, wykonaną z dobrych jakościowo materiałów. Wkomponowano w nią niespełna siedmiocalowy dotykowy ekran do obsługi systemu IntelliLink (nie lubię go za regulację głośności dotykowymi przyciskami).

Plastiki użyte do wykończenia wnętrza pochodzą z relatywnie wysokiej półki, choć niektóre fragmenty obficie tapicerowanych boczków drzwi zdradzają pokrewieństwo z poprzednią wersją małego Opla. Wnikliwi obserwatorzy dostrzegą też jeden charakterystyczny detal: tylne boczne okienko, które, pomimo obudowania od zewnątrz nowym profilem blachy drzwiowej, zachowało stary kształt… Wygląda to niezbyt dobrze. Na pocieszenie wiele elementów (na przykład dźwigienki na kolumnie kierownicy) przeszczepiono wprost z bratniej Astry. Ogólne wrażenie jest całkiem niezłe.

Za kierownicą można usiąść naprawdę nisko jak na standardy samochodów segmentu B. To też może się podobać. Pasażerowie drugiego rzędu mierzący ok. 180 cm wzrostu napotkają pewne problemy ze zmieszczeniem nóg, ale nie będą musieli podkulać głów – tam miejsca jest sporo. Bagażnik ma typowe dla tej wielkości samochodów “poniżej 300 litrów”.

Bogato wyposażona
By nadążyć za konkurencją (a nawet ją wyprzedzić), Corsę piątej generacji nafaszerowano współczesnymi dodatkami z dziedziny bezpieczeństwa i wygody użytkowania samochodu. Mamy tu alarm zjazdu z pasa ruchu, tempomat z radarem odległości, kamerę cofania, system rozpoznawania znaków drogowych, układ ostrzegania o pojazdach w martwym polu, system wykrywania ryzyka kolizji, podgrzewaną kierownicę, asystenta parkowania, a nawet biksenony ze statycznym doświetlaniem zakrętów (brak im układu zmywania kloszy, ale świecą przyzwoicie). Uff… Dużo tego, prawda?

Rachunek za powyższe gadżety zwala z nóg, lecz to nie żadna nowość. Wszak każdy mały samochód po solidnym doposażeniu osiąga cenę o klasę większego modelu. Przewertowawszy katalog, wyceniłem testowany egzemplarz Corsy na ok. 78 tys. zł. Dla Pana Edmunda – emeryta pytającego w salonie o darmowe dywaniki i plandekę – ta kwota będzie skandalem na miarę afery mobbingowej w znanej stacji telewizyjnej, ale wiadomo, że to nie takim klientom dedykowane są wszystkie nowoczesne udogodnienia płatne ekstra.

Tymczasem nawet dla potencjalnych nabywców duszących każdy grosz, w cenniku Corsy znajdą się ciekawe pozycje. Na przykład podgrzewana przednia szyba (genialny dodatek za rozsądne 550 zł) czy aż 4 bazowe lakiery, za które nie trzeba dopłacać. Ku mej uciesze, dwa spośród nich są żółte i oba są całkiem fajne (ostry Sunny Melon i przygaszony Limelight). Pośród kolorów przeznaczonych dla ludzi, którzy uważają, że nie wypada im mieć fajnego samochodu, znajdziemy zieleń Emerald pokrywającą karoserię testowanego egzemplarza.

To elegancki lakier perłowy, tyle tylko, że znacznie lepiej pasuje do dużego pojazdu segmentu D niż do małego miejskiego auta (notabene rok temu testowałem Insignię właśnie w tym kolorze). Moim skromnym zdaniem, ciemna zieleń robi z Corsy coś na kształt górkowatej formy wyrastającej z jezdni, ale o gustach się przecież nie dyskutuje. Znacznie lepiej powiedzieć coś o tym, jak Corsa jeździ…

Dobre strony
Lubię, gdy samochody w stosunku do których jestem nastawiony “na nie”, zaskakują czymś pozytywnym, rewidując moje założenia. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku małego Opla. Pozytywne zaskoczenia były dwa. Pierwsze dotyczyło zawieszenia, a drugie jednostki napędowej. Najpierw podwozie. Jak już wspomniałem, ponoć nie ma ono ani jednego elementu wspólnego z poprzednią wersją Corsy. Prawdziwość tego stwierdzenia sprawdzą za kilka lat właściciele używanych egzemplarzy wertujący katalogi zamienników. Póki co, oficjalny komunikat głosi między innymi o zmodyfikowanej geometrii, innych przednich zwrotnicach i dodanym, wzmocnionym tylnym stabilizatorze.

Teoria teorią, a w praktyce wielkim plusem Corsy okazuje się wysoki poziom komfortu zapewnianego przez miękko zestrojone podwozie. Co więcej – pracuje ono nadzwyczaj cicho. Podczas testu spodziewałem się tu i ówdzie usłyszeć tuleje wahaczy walczące z “bitumiczną fantazją” ekip remontowych naszych ulic, a tymczasem… nic. Cisza i spokój. W miejskim samochodzie, używanym głownie do jazdy na krótkich dystansach i po niezbyt dobrej jakości ulicach, taki spokój jest bardzo ważny. Prawie tak samo ważny, jak oszczędna i zrywna jednostka napędowa pozwalająca sprawnie przeciskać się w gąszczu pojazdów, od czasu do czasu wnerwiając na światłach właścicieli opasłych SUV-ów. Okazuje się, że Corsa ma też taki talent.

Odpowiada za niego benzynowy, trzycylindrowy, turbodoładowany silnik generujący 115 KM mocy i 170 Nm momentu obrotowego. Dwustu niemieckich inżynierów przez 3,5 roku opracowywało ten silnik. Nie licząc wersji OPC, jest to topowa jednostka napędowa w palecie małego Opla (jej słabsza odmiana ma 90 KM). Nowoczesna, w pełni aluminiowa konstrukcja z bezpośrednim wtryskiem paliwa i zmiennymi fazami rozrządu dobrze prezentuje się na papierze, a w rzeczywistości funkcjonuje jeszcze lepiej.

Motorek Corsy tryska wigorem po przekroczeniu ok. 2,5 tys. obr./min i co ważne, nie męczy wibracjami. Uniknięto ich dzięki zastosowaniu wałka wyważającego. Dźwięk silnika też jest całkiem ciekawy. Warkot “trzech garów” stłumionych turbosprężarką trudno nazwać “sportowym gangiem”, ale na pewno przyjemnie się go słucha. Średnie spalanie nawet przy dość dynamicznej jeździe nie przekracza przyzwoitych wartości. W trasie bez problemu uzyskamy ok. 5 l na 100 km. Czy zatem jazda małym Oplem to dla kierowcy wyłącznie pasmo przyjemności?

Kilka minusów
Tak, jak w przypadku innych aut, tak też i tutaj nie może się obyć bez pewnych wad. Jedną z nich stanowi elektrycznie wspomagany układ kierowniczy. Szczerze mówiąc, pierwsze skojarzenie, jakie miałem po przejechaniu Corsą kilkuset metrów, było następujące: czy aby nie siedzę w Fiacie Grande Punto? Przypadek? Raczej nie, biorąc pod uwagę pokrewieństwo platform podwoziowych obu samochodów. Niby w piątej generacji Corsy układ kierowniczy zestrojono od nowa i podczas jazdy po mieście działa on wystarczająco precyzyjnie, a jednak… Przy wysokich prędkościach nie zapewnia odpowiedniej pewności prowadzenia.

Oprócz układu kierowniczego, niezbyt fajnie współpracuje się też z mechanizmem zmiany biegów. Zastosowano nową, 6-stopniową manualną przekładnię. Jej lewarek – jak to w Oplach bywa – nie porywa precyzją pracy. Na plus trzeba zaliczyć obecność “szóstki” – w trasie obniża ona prędkość obrotową silnika. Ostatni bieg umożliwia uzyskanie wspomnianych niezłych wyników spalania i wpływa na zmniejszenie hałasu we wnętrzu.

Na koniec, wracając do chwalonego przeze mnie zawieszenia, warto podkreślić, że w dynamicznych manewrach powoduje ono niewielkie “pływanie” auta, zaś przód przy mocnych hamowaniach przejawia tendencje do “nurkowania”. Rozwiązaniem problemu może okazać się zamówienie opcjonalnego zawieszenia sportowego za 750 zł (tylko do 16-calowych kół). W standardowej specyfikacji podwozia Corsa wyraźnie nie lubi szybkiej jazdy i zmuszana do takowej nie zapewnia przyjemności z prowadzenia.

Tymi słowami…
…rozpoczynamy podsumowanie testu, które dobrze oddaje część charakteru Opla. Unowocześniona Corsa to w moim odczuciu całkiem dobry samochód, który jednak powinien zaspokoić przede wszystkim potrzeby kierowców niespecjalnie zainteresowanych czerpaniem samej “frajdy” z jazdy. Użytkownicy przedkładający ponad nią komfort i wygodę podróżowania będą zadowoleni. Dobre wyciszenie całkiem pojemnego wnętrza, kulturalny i zrywny silnik z turbosprężarką oraz miękkie zawieszenie po mistrzowsku połykające nierówności – oto najmocniejsze strony tego samochodu.

Na koniec aż ciśnie się na usta parę słów o cenach i o konkurencyjności niemieckiego auta względem innych maluchów z segmentu B, ale szczerze mówiąc, w obliczu ostatnich praktyk importerów, gdzie potrójne cenniki, “utajone promocje” i negocjacyjne cuda w znacznym stopniu kształtują finalne kwoty na umowach, dyskusje o “gołych cennikach” stają się bezcelowe. W tym kontekście stwierdzenie, że bazowe 42 100 zł za 70-konną wersję 1.2 trudno nazwać okazją, traci na znaczeniu. Podobnie zresztą, jak nazywanie tego samochodu “nowym modelem”…

Zalety:
  • komfortowe i cicho pracujące zawieszenie,
  • dynamiczny, oszczędny i dobrze wytłumiony silnik,
  • nieźle wykonane wnętrze,
  • całkiem wygodne miejsca na tylnej kanapie.
Wady:
  • układ kierowniczy i skrzynia biegów nie porywają swoją pracą,
  • miękka charakterystyka zawieszenia wyklucza jakiekolwiek “wygłupy” za kółkiem.

Podsumowanie:
Z zestawienia wad i zalet wynika, że Corsa to udany produkt. Nowy silnik jest mocny i oszczędny, a zawieszenie komfortowe. Nieco gorzej wypadają układ kierowniczy i skrzynia biegów. Mały Opel powinien w pełni zaspokoić potrzeby kierowców niespecjalnie zainteresowanych czerpaniem samej “frajdy” z jazdy.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaOpel Corsa 5d 1.0 Turbo 115 KM Cosmo
Silnikbenzynowy, turbo, R3, 12 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność999 cm³
Moc maksymalna115 KM (85 kW) przy 5000-6000 obr./min
Maks. moment obrotowy170 Nm przy 1800-4500 obr./min
Skrzynia biegówmanualna, 6-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Oponyp/t: 185/65/R15
Bagażnik / po złożeniu siedzeń285/710 l
Zbiornik paliwa45 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4021/1746/1481 mm
Rozstaw osi2510 mm
Masa własna /ładowność1214/466 kg
Masa przyczepy / z hamulcem560/1200 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie6,1/4,3/5,0 test: średnio 6,3
Emisja CO2117 g/km
Prędkość maksymalna195 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h10,3 s
Gwarancja mechaniczna2 lata bez limitu km
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądowewedług wskazań komputera
Cena wersji podstawowej5d 1.2 70 KM Essentia: 42 100 zł
Cena wersji testowej67 150 zł
Cena egz. testowego78 350 zł


Podobne artykuły

Podobne testy