Test

Volvo S90 D4 Inscription | fot. Maciej Kuchno

Volvo S90 D4 Inscription

Gamechanger

Na dystansie:
1580 km

To angielskie określenie oznacza kogoś, lub coś, co zmienia ustalony porządek, hierarchię, i potrafi całkowicie zmienić zastany „krajobraz”. Świeżutkie Volvo S90 ma chrapkę na ten tytuł i namieszanie na rynku wśród klasy wyższej. Czy dotychczasowi liderzy powinni się bać?

Audi A6, BMW serii 5, czy Mercedes klasy E. To „święta trójca” segmentu premium klasy wyższej. Oprócz tego swój kawałek tortu usiłuje odkroić Jaguar z modelem XF, Lexus GS i Infiniti Q70. Do tej pory szwedzki konkurent w postaci Volvo S80, choć całkiem udany, traktowany był trochę jak samochód „nie do końca premium”. Jeśli chodzi o obecny model, sytuacja się zmienia. Choć pozbawiony jest dużych silników, a napęd jest albo na przednią oś, albo na cztery koła (czyli podobnie jak w Audi A6), Szwedzi podeszli do tematu bardzo kompleksowo i stworzyli samochód, który może solidnie namieszać.

100% Szwed

Bardzo mocno przyłożono się do stylistyki. S90 jest nowoczesne, chłodne, eleganckie i minimalistyczne, ale w żadnym wypadku nie nudne. Z daleka widać, że to samochód z drugiej dekady XXI wieku, jednakże równocześnie nie sposób pomylić go z inną marką. To po prostu JEST Volvo. Choć jest tej samej wielkości co konkurencja, sprawia wrażenie dłuższego, bardziej majestatycznego. Na pewno nie jest dyskretny, ale daleko mu do kiczu, czy stylistycznego przeładowania. Prędzej wywołuje skojarzenie z segmentem wyżej. Za jedyny „zgrzyt” można uznać felgi. Te w testowanym egzemplarzu mają monstrualną średnicę 21 cali i są naprawdę na skraju bycia „za dużymi”. „Dwudziestki” będą wyglądały równie dobrze.

volvo-s90-d4-inscription-photo-5

Kontynuacją linii stylistycznej limuzyny jest wnętrze. Volvo zerwało z tym, do czego przyzwyczaiły nas ostatnie modele, przy okazji modelu XC90. „eSka” ma niemal dokładnie takie samo wnętrze. W naszym przypadku, wykończone kremową skórą, z aplikacjami z drewna orzechowego. Mamy więc na desce rozdzielczej dwa ekrany i niewiele więcej. Wraz z oryginalnym „kluczykiem” na konsoli środkowej oraz kilkoma przyciskami, składają się na całe „wyposażenie” deski rozdzielczej. I naprawdę, wygląda to bardzo miło.

Domowa atmosfera

Nasz egzemplarz to wersja Inscription, wykończona skórzaną tapicerką Nappa w kolorze kremowym. Wraz z dwukolorową kierownicą, jasną podsufitką, boczkami drzwi oraz wspomnianymi aplikacjami z jasnego, matowego drewna, tworzą niezapomnianą atmosferę (nieco psutą przez „fortepianowoczarne” wstawki) – na wskroś nowoczesną, ale przytulną. Zresztą, od zawsze wnętrza samochodów Volvo były wzorem „poprawiania nastroju” dla użytkownika.

S90 to jednak również wielki krok naprzód, jeśli chodzi o jakość. Jedynie materiał w bagażniku możemy uznać za „niepasujący” do charakteru samochodu. Poza tym wszędzie znajdziemy miękki, przyjemny w dotyku plastik, gumowe wykończenia i skórzane wstawki. Tym szlachetnym materiałem pokryto deskę rozdzielczą, boczki drzwi, podłokietniki, a także część tunelu środkowego. W obrębie wnętrza nawet miejsca pozornie „nieużywane” takie jak wewnętrzne części drzwi (poniżej słupka A) są wykończone pierwszorzędnie. Podobnie jest z tapicerką. Choć zastanawiam się nad trwałością tego wykończenia, to mięciutka, delikatna skóra sprawia fantastyczne wrażenie. Konkurencja może się uczyć, pod tym względem Volvo jest 100-procentowym samochodem „premium”.

volvo-s90-d4-inscription-photo-25

„Jak w domu”, czyli również komfortowo. I tą „konkurencję” S90 przechodzi „śpiewająco”. Miejsca z przodu jest mnóstwo, a szerokie fotele z elektryczną regulacją i pamięcią pozwalają ustawić się w niemal dowolną pozycję. Znalezienie tej właściwej to chwila pracy nad ustawieniami – i już, można spokojnie pokonywać bardzo długie trasy bez bólu i zmęczenia. Ale nie tylko przód, jest dopieszczony.

Kanapa, mimo iż wybitnie dwuosobowa, jest świetnym dopełnieniem wnętrza. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że nad głową nie ma zbyt wiele miejsca, nawet wysocy pasażerowie zasiądą na niej wygodnie. Przestrzeni na nogi jest mnóstwo, a sama kanapa jest świetnie wyprofilowana. Można się niemalże poczuć, jakby S90 było samochodem do „bycia wożonym”.

Nowoczesność

Jak już wspomniałem, S90 ma dość ograniczoną „klawiszologię”. To dobrze i źle jednocześnie. Większość „spraw” załatwiamy przy pomocy ekranu dotykowego umieszczonego na środku. Jest to jeden z najszybszych, najwygodniejszych i najpłynniej działających systemów na rynku. W zasadzie nie zdarza się, żeby urządzenie nie wykryło dotyku, ekrany przewijają się błyskawicznie, a system nie ma przycięć. Nawet dotykowe sterowanie klimatyzacją zupełnie nie przeszkadza, suwaczki pojawiają się szybko, i przede wszystkim, nie trzeba rezygnować z „widzenia” innych rzeczy, żeby zmienić temperaturę. Brawa. Zwłaszcza, że uzupełnieniem systemu jest oparta na mapach Google nawigacja Sensus, która działa fantastycznie. Mapy są ładne, łatwe do aktualizowania (w Volvo 10-letnia aktualizacja map jest za darmo), a z urządzenia można korzystać również jak ze zwykłej mapy, zbliżając i przesuwając miejsca niczym na smartfonie. Brawo.

Mimo tego, ergonomia w Volvo nie jest bez wad. Nagromadzenie opcji i uproszczenie deski rozdzielczej powoduje, że przed jazdą warto usiąść z instrukcją. Niektóre funkcje są schowane głęboko i trudno je szybko znaleźć w gąszczu ustawień.

Orkiestra Symfoniczna z Goteborga

Co mają wspólnego szwedzcy muzycy z Volvo S90? Sala koncertowa Narodowej Szwedzkiej Orkiestry słynie z akustyki. I właśnie taką akustykę możemy sobie „wytworzyć” w naszym S90. Jest to jedna z opcji odsłuchowych systemy Premium Audio, sygnowanego logiem Bowers & Wilkins. Ta uznana firma, produkująca wysokiej klasy sprzęt audio, stanęła na wysokości zadania. Muzyka w szwedzkiej limuzynie brzmi fenomenalnie. Dźwięk jest ciepły, czysty, z idealnym „rozdzieleniem” instrumentów. Zarówno w trybie „koncertowym”, jak i przy ustawieniach „studio”, nie ma się do czego przyczepić. Za nasze doznania odpowiada system o mocy 1400 W, składający się z 19 głośników, z czego wysokotonowe należą do serii Nautilus. To kultowa seria kolumn i głośników brytyjskiej firmy, znajdująca się na samym szczycie ich oferty. B&W w Volvo to jeden z najlepszych systemów jakich słuchałem, na pewno sprawdza się lepiej niż B&O w Audi, BMW, czy Burmester w Mercedesie. Choć każdy z nich brzmi nieco inaczej, zestawiłbym go z systemami Mark Levinson w Lexusie LS oraz z Lexiconem z Hyundaia Genesis.

volvo-s90-d4-inscription-photo-29

Praktyczny jak Volvo

Schowki, schoweczki, półki, półeczki. Wszystko to znajdziemy w S90. Obecność szklanego dachu pozbawiła samochód schowka na okulary (brakuje na nie odpowiedniego miejsca), jednak cała reszta powinna każdemu wystarczyć. Bagaże zmieścimy w dość ustawnym, 500-litrowym kufrze, który dodatkowo możemy powiększyć, automatycznie składając siedzenia przyciskiem.

„Niegodna” jednostka?

Cztery cylindry i dwa litry? W klasie wyższej? Można narzekać. Tyle, że duża część samochodów sprzedawanych przez konkurencję ma identyczne parametry. Dlatego właśnie wzięliśmy do testu tą potencjalnie najpopularniejszą jednostkę.

volvo-s90-d4-inscription-photo-11

Po odpaleniu przez moment słychać, jak silnik spoczywa pod gigantyczną maską (na zewnątrz zresztą, niestety, słychać cały czas), potem sytuacja się uspokaja. I można ruszać. Ośmiobiegowa przekładnia japońskiego Aisina przenosi całą moc na przednie koła. Na papierze Volvo osiąga 100 km/h w 8,2 sekundy. Wierzę w to, choć dynamikę samochodu można podzielić na kilka „sposobów jazdy”. Wersja Inscription pozwala wybrać jeden z trybów: Eco, Comfort, Dynamic i Individual. Każdy z nich odpowiada za sporo ustawień – od dynamiki i szybkości przekładni, po sposób pracy hamulców. Tryb Eco powoduje, że samochód „przestaje jechać” – dynamika jest przeciętna i wyraźnie czuć, że nie mamy do dyspozycji ani 190 KM, ani tym bardziej 400 Nm dostępnych od 1750 obr./min.. Tryb Comfort wydaje się być najbardziej optymalnym na co dzień. Dynamika jest w porządku, skrzynia zmienia biegi płynnie i raczej się nie gubi. Udało się w końcu zgrać tę przekładnię z samochodami – dotychczas mieliśmy do niej pewne zastrzeżenia. Ok, nie jest tak szybka jak ZF w samochodach z Monachium, ani tak płynna jak stuttgarcka „siedmiobiegówka”, ale klasyczny automat w szwedzkim sedanie naprawdę nie daje powodów do narzekania. Do jazdy w trasie jest w sam raz, a i wyprzedzić się da bez problemów. Choć do pełni szczęścia brakuje przełączenia skrzyni w tryb sportowy bez zmiany parametrów jazdy. Gdy chce się pojechać dynamiczniej, trzeba przełączyć na Dynamic. Wtedy uwalniana jest pełna moc, a skrzynia zmienia biegi później, szybciej i „przytrzymuje”, kiedy trzeba, niższe przełożenie. Volvo wtedy bardzo chętnie przyspiesza, nawet do wysokich prędkości autostradowych. Nawet wtedy pozostaje niewielka rezerwa mocy, dzięki czemu jazda Volvo po autostradzie jest zupełnie bezstresowa.

Zrobiona pod target?

Niemcy lubią jeździć szybko po autostradach. Lubią też swoje samochody. Dlatego na chłonnym i potężnym rynku niemieckim ciężko przebić się samochodom produkowanym poza granicami tego kraju. I mam wrażenie, że producenci S90 wzięli to pod uwagę i zbudowali samochód, który sprawdzi się idealnie w zupełnie innych miejscach. Np. w rodzinnej Szwecji, gdzie samochody poruszają się niespiesznie. Wszytko rozbija się o… wyciszenie i spalanie. To pierwsze jest całkiem niezłe. Jeśli jedziemy powoli, bądź nie przekraczamy 130 – 140 km/h, we wnętrzu limuzyny jest cichutko, nie słychać ani silnika, ani dźwięków „pobocznych”. Wystarczy jednak przekroczyć tą wartość… i robi się dość głośno. Silnik wciąż nie przebija się do wnętrza, jednak wyraźnie słychać szum powietrza oraz dźwięki od opon (może inne opony, lub w innym rozmiarze, zmniejszyłyby nieco ten dyskomfort). Podobnie „skokowo” rośnie zużycie paliwa. Jeśli pedał gazu traktujemy delikatnie, S90 potrafi zadowolić się śmiesznie niskimi ilościami paliwa. Gdy jedziemy dość płynnie i nie będziemy przekraczać 120 km/h, wynik na stacji powinien oscylować nawet wokół 5,5 l/100 km. Przy maksymalnej dopuszczalnej prędkości na polskich autostradach, komputer w Volvo pokazuje między 6,8 a 7 litrów. Jednak wystarczy przekroczyć tą prędkość, żeby wskazania wzrosły nawet o 2-2,5 l/100 km. Średnio, w trakcie testu Volvo zadowoliło się  8 l/100 km, czyli nieco więcej niż ma to miejsce w przypadku konkurencji.

Dalej od sportu

Mamy dość dynamiczny samochód z komfortowym wnętrzem, dobrym audio i świetnym wykończeniem. Przydałoby się odpowiednie zawieszenie „do kompletu”. I właśnie w tą stronę poszli inżynierowie Volvo. Nieregulowany (w naszym przypadku) układ składający się z podwójnych wahaczy z przodu oraz osi wspomaganej pneumatyką z tyłu wyraźnie ustawiony jest na wysoki komfort. Przy ruszaniu i niewielkich nierównościach można nawet uznać, że jest po amerykańsku bujający. Jednak to wrażenie ustępuje podczas dłuższej jazdy. Mimo gigantycznych felg i opon o niewielkim profilu, S90 do wnętrza przenosi bardzo niewiele nierówności – „Szwed” zapewnia spokój prowadzącemu i pasażerom. Tylna oś z miechami pneumatycznymi dość kompensuje także wychylanie się samochodu na zakrętach. Oczywiście, nad czym już w którymś teście ubolewałem, wszyscy teraz nastawiają się na sport, zarówno w marketingu, jak i w ustawieniach samochodów. Inżynierowie Volvo postanowili, że ich flagowa limuzyna ma być po prostu bardzo wygodna, relaksująca i pozwalająca na pewną podróż. Poza krótkimi nierównościami, o których wspomniałem, auto cierpi jeszcze na „nadmiar kół”, objawiający się nieco zmniejszoną stabilnością na wzdłużnych nierównościach, np. na koleinach.

volvo-s90-d4-inscription-photo-3

Łyżeczka dziegciu

Te same koleiny prowadzą nas od komfortu wprost do zachowania samochodu na zakrętach i pewności prowadzenia. Nie wiem, czy to kwestia szerokości opon, czy ich stanu, bądź serii produkcyjnej, ale Pirelli PZero w rozmiarze 245/35R21 niezbyt lubiły się z lejącym w czasie testu deszczem. Z tego też powodu Volvo wykazywało się tendencjami do podsterowności, zwłaszcza na szybkich i ciasnych zakrętach Kotliny Kłodzkiej. Tyle tylko, że „patelnie” nie są zupełnie miejscem, na które ten wóz jest przeznaczony. Zresztą, to już i tak jest skok o klasę, albo nawet dwie, do przodu w stosunku do poprzednich modeli Volvo, które jeździły „głównie na wprost”, i generalnie sedan zachowuje się bardzo neutralnie i pewnie na łukach. Podczas testowania zdolności „zakrętowych” okazało się, że S90 ma jakąś wadę, która może przeszkadzać. O ile sam układ kierowniczy jest dość precyzyjny i przekazuje informacje o tym, co dzieje się z przednimi kołami w sposób całkowicie wystarczający, to jego przełożenie jest gigantyczne. Na niewielkich rondach, albo nawrotkach okazuje się, że może nam „braknąć rąk” aby tor jazdy pokonać bez ich przekładania na kierownicy. W tym miejscu konkurencja jest zdecydowanie lepsza.

Za to S90 odwdzięcza się dobrą zwrotnością. Przy rozstawie osi sięgającym blisko 3 metrów, dużych kołach i przednim napędzie, radzi sobie nienajgorzej, dzięki czemu i w mieście powinniśmy bezproblemowo poruszać się i parkować.

volvo-s90-d4-inscription-photo-15

Mimo nie do końca dopracowanego układu kierowniczego, szwedzki sedan prowadzi się bardzo przyzwoicie, a co najważniejsze, bardzo stabilnie. I to niezależnie od tego, czy pokonujemy łuk, czy pędzimy autostradą na wprost. Zawieszenie pracuje bardzo dobrze, a wóz nie ma tendencji do „gubienia się” podczas jazdy na wprost, bądź nerwowych reakcji.

W awaryjnej sytuacji pomogą niezłe hamulce… których reakcję możemy sobie ustawić w komputerze. Niezależnie jednak od ustawień, pozwalają na precyzyjne dozowanie siły spowalniającej samochód.

Wsparcie technologiczne

No cóż, Volvo dba o nasze bezpieczeństwo i stara się wprowadzać kolejne innowacje do swoich modeli. S90 jest naszpikowane elektroniką w podobnym stopniu co wspominana już klasa E Mercedesa. Między innymi, poza standardowym asystentem pasa ruchu, również posiada system Drive Pilot, wyręczający kierowcę w trakcie jazdy z konieczności pilnowania gazu, hamulca i w dużym stopniu kierownicy. W przeciwieństwie do Mercedesa, system ten działa jednak tylko do prędkości 130 km/h. Poza tym otrzymamy asystenta „czytającego znaki drogowe”, komplet kamer wspomagających parkowanie (oczywiście z aktywnym asystentem), układ monitorujący samochody w martwym polu, czy Cross Traffic Alert, pomagający przy wyjeżdżaniu tyłem z miejsc, w których nie ma widoczności na boki. Wszystko to działa sprawnie, szybko i choć można się zastanawiać, czy naprawdę jest potrzebne, to w codziennej eksploatacji większości kierowców może pomóc. A, no i w przeciwieństwie do starszych Volvo, sygnały dźwiękowe i świetlne nie są aż tak irytujące, głośne i nadpobudliwe.

To jak jest z tym premium?

Volvo do tej pory było producentem wyróżniającym się, ale mimo wszystko pozostającym o „pół schodka” niżej niż typowi producenci premium. Choć miało wiele cech plasujących te samochody na równi z „prestiżową” konkurencją, takich jak np. świetne wnętrza, czy bogate wyposażenie, to ciężko było je w 100 % porównywać. Nowe S90 to gigantyczny skok, jeśli chodzi zarówno o ogólne wrażenia, jak i fakty przemawiające za „awansem” marki. Blisko chociażby Niemców jest również cena samochodu. 229 tysięcy złotych to minimum potrzebne do posiadania S90 D4 Inscription z automatem. Nasz egzemplarz jest dodatkowo doposażony i kwota potrzebna na jego zakup przebija nieznacznie 300  tys.; czy to jest dużo? Na pewno, przynajmniej do momentu, gdy sprawdzimy konkurencję. E220d z podobnym wyposażeniem (bogatsze o regulowane zawieszenie, z którego nie da się zrezygnować) zakończyło „kurs” na 342 355 zł. Z kolei najbliższe pod względem architektury samochodu Audi A6 będzie wymagać od nas wydania co najmniej 332 310 zł. Najtańsze z „Niemców” będzie BMW 520d z ceną przekraczającą 320 tysięcy. Ta różnica w cenie to również kwestia polityki firmy Volvo. Na poziomie samochodów bazowych kwoty są podobne. W Volvo tańsze są dodatki. Genialne audio kosztuje nieco ponad 17 tys. zł w pakiecie z nawigacją Sensus i asystentem parkowania. W Mercedesie czy Audi, samo nagłośnienie kosztuje ponad 25 tys. zł.

Volvo S90 D4 Inscription | fot. Maciej Kuchno

 

 

Kupno samochodu to jedno, ale obsługa posprzedażowa to druga sprawa, która również pozwala spojrzeć na S90 jako pełnoprawny samochód premium. Do kontraktów serwisowych już się wszyscy powoli przyzwyczajamy. Każdy z producentów ma w swojej ofercie możliwość dokupienia sobie „świętego spokoju” w postaci dłuższej gwarancji czy darmowych przeglądów. Szwedzi taki kontrakt dają w cenie samochodu (taka opcja jest też w BMW). Jest ważny przez 3 lata (lub 100 tys. km) i obejmuje cenę przeglądu, robociznę przy wymianach oraz koszt wymienianego oleju i filtrów. Trzy przeglądy za darmo, wraz z częściami? Bardzo miło. Do tego, nawigacja ma wspomniane już darmowe aktualizacje. Przez 10 lat będziemy tez mogli skorzystać z usługi SOS dostępnej pod przyciskiem na podsufitce. Przez pierwsze trzy lata będziemy też mieli darmowy dostęp do usługi Volvo On Call. Ten system, pozwala na kontrolowanie samochodu za pomocą aplikacji na smartfona. Samochód można zdalnie zamknąć, otworzyć, sprawdzić sobie poziom paliwa, kontrolki czy komputer pokładowy. W razie czego system pozwoli nam samochód zlokalizować, a nawet zdalnie uruchomić.

Zalety:
  • przestronność
  • komfort jazdy
  • dobra dynamika
  • bogate wyposażenie
  • genialny system audio
  • usługi dodatkowe w cenie
  • bardzo wysoka jakość wykonania
  • potrafi być bardzo oszczędny
Wady:
  • zdecydowanie zbyt duże przełożenie układu kierowniczego
  • nieco za głośny przy wysokich prędkościach
  • spalanie po przekroczeniu pewnych prędkości rośnie za bardzo
  • niektóre funkcje są trudne do znalezienia

Podsumowanie

Volvo poczyniło wielki krok. I stworzyło wspaniały samochód, choć zrobiło go po swojemu. Nie cechuje go wszechobecna sportowość, tylko spokój i bardzo wysoki komfort. Do tego wygląda wspaniale i wykończone jest na bardzo wysokim poziomie. Silnik zapewnia odpowiednie osiągi, a delikatnie traktowany potrafi zadowolić się nikłymi ilościami paliwa. Gdyby tylko poprawić przełożenie układu kierowniczego, i dokupić laminowane szyby, byłby to samochód idealny dla spragnionych wysokiej klasy jazdy. Niezależnie od tego, może sporo namieszać w segmencie.

Dane techniczne
Dane techniczne producentaVolvo S90 D4 Inscription
Silnikt. diesel, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność1969 cm³
Moc maksymalna140 kW (190 KM) przy 4250 obr./min.
Maks. moment obrotowy400 Nm przy 1 750–2 500 obr./min.
Skrzynia biegówautomatyczna, ośmiobiegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódPodwójne wahacze poprzeczne
Zawieszenie tyłoś z pneumatycznymi miechami
Hamulcetarczowe went./tarczowe went.
Opony245/35R21
Bagażnik / po złożeniu siedzeń500 l
Zbiornik paliwa55 l
Typ nadwoziasedan
Liczba drzwi / miejsc4/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4963/1890/1443 mm
Rozstaw osi2941 mm
Masa własna /ładowność1733/537 kg
Masa przyczepy / z hamulcem750/1800 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie5,3/3,9/4,4
Emisja CO2116 g/km
Prędkość maksymalna230 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h8,2 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/2 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 30 tys. lub co rok
Cena wersji podstawowej(D3 Kinetic) 171 600 zł
Cena wersji testowej229 400 zł
Cena egz. testowego309 230 zł