PDA

Zobacz pełną wersję : Trudny pasażer



Bochen
19-12-2014, 10:30
Czasem, gdy jadę samochodem, żałuję, że nie wiozę ze sobą struny fortepianowej. Bynajmniej nie dlatego, że nie mogę rozstać się z grą na instrumencie klawiszowym. Chodzi po prostu o przydatność rzeczonej struny w kontekście zachowań prezentowanych przez moich pasażerów...
(http://www.autogaleria.pl/blog/rynek-uzywanych-mysli-adama-kolodziejczyka/trudny-pasazer/)
Zapraszam do dyskusji na temat drugiego wpisu Adama Kołodziejczyka pt. Trudny pasażer (http://www.autogaleria.pl/blog/rynek-uzywanych-mysli-adama-kolodziejczyka/trudny-pasazer/).

usher99
19-12-2014, 11:51
Przypadki związane z brudnym obuwiem też mogą być denerwujące. Wchodzi delikwent do samochodu z lekko "przybłoconymi" butami i zanim ułoży nogi na dywaniku, który łatwo wyczyścić, najpierw przejedzie butami po progu i jego okolicach. A w przypadku obuwia oblepionego śniegiem, niektórzy nie pofatygują się o wytrzepanie butów przed samochodem (gdy jest taka możliwość). Jeśli zaś wokół samochodu jest śnieg, to na przykład ja, najpierw siadam czterema literami na fotel, a następnie unoszę nogi, by je wytrzepać uderzeniami "but o but" (niektórzy mogą widzieć w tym pedantyzm), ale niewiele osób wpada na ten pomysł przed zagoszczeniem w samochodzie (nie mówię o ludziach, którzy nie mają takiej możliwości, bowiem nie jest to takie łatwe, by nie ubrudzić się brudnym progiem). A kilkanaście minut później mamy potężną kałużę na gumowych dywanikach, albo wiecznie wilgotne welury. Jeszcze jedno: niektórzy po odpięciu pasów "rzucają" wręcz zapięciem o boczek drzwi i mam czasami chęć zrobić to samo na ich twarzy.

tachys
19-12-2014, 12:35
Dorzuciłbym jeszcze trzy kwestie:
- karmienie i pojenie dziecka w samochodzie: z tyłu wygląda masakrycznie: a to się soczek wylał podczas nalewania do butelki (bo przecież nie można zaczekać do następnej stacji 1,5 km), a materia organiczna chyba zaczyna żyć własnym życiem. Potem na myjni patrzą na ciebie jak na niechluja (bo to przecież TY jeździsz autem - wiec ty je wyczyść) Gwoli ścisłości, to samo dziecko, jeździ czasem wyłącznie ze mną i cud, potrafi przeżyć bez jedzenia i picia.
- symulowanie zapięcia pasów na tylnym siedzeniu: kupuję duże auta bo lubię poczucie bezpieczeństwa. Domagam się od swoich pasażerów zapinania pasów gdy jadą za mną, bo nie chcę, żeby 70-80 kg x przyspieszenie ileś G w razie wypadku zmiażdżyło mnie lub moich bliskich. Ale nie, "to ja tak sobie potrzymam..." Ale z tym są postępy:) Może jestem wredny ale kiedyś wykorzystałem okazję i w sytuacji nagłej stanąłem autem dęba... teraz już większość stałych pasażerów zapina pasy. Gorzej z nowymi...
- trajkotanie - mam "ulubioną" koleżankę żony, która nie milknie nawet na nabranie oddechu... Dobrze że nie mam struny

Grey
19-12-2014, 12:40
Raz, nie toleruje jedzenia ani picia w samochodzie, czasem jak jeżdżę z bratem to irytuje mnie to niemiłosiernie, nie dość że nakruszy, to jeszcze wciśnie gdzieś papierki lub butelkę, myśląc że będzie się po nim sprzątać, dwa nie lubię wożenia toreb z zakupami na tylnej kanapie, od tego jest bagażnik, trzy - chyba jak każdy kierowca nie lubię mówienia jak mam jechać, a jeżdżąc z dziewczyną czasem to muszę słyszeć.

tachys
19-12-2014, 12:53
Grey - to zaproponuj zamianę:) Wtedy to Ty komentujesz

Dj Brabus
19-12-2014, 13:17
Zdecydowanie najlepszy blog - Adam zawsze miał "rękę" i "głowę" do ciekawego pisania tekstów, które raz, że wzbudzają ciekawość, a dwa, że często powodują nie tylko uśmiech na twarzy, ale i szczery i głośny śmiech. :) Tak trzymaj Adam! :D

A wracając do tematu - niestety... Mam dzieci. Więc w okresie wyjazdów rodzinnych wożę w aucie papierki po cukierkach, butelki po soczkach, gumki do mazania w kieszeniach drzwi i kartki papieru pod dywanikami. Jak samochód wygląda po tygodniowym urlopie, możecie sobie tylko wyobrazić. To już pies jest porządniejszy i mniej brudzi (ale nie mówcie tego moim córkom). Na szczęście na posterunku zawsze czekają odkurzacz, szmatki i płyny czyszczące.

Poza tym jak płachta na byka działają na mnie "wskazówki pilota na prawym fotelu" - "zwolnij", "przyspiesz", "hamuj!!!!", "dlaczego go wpuściłeś?", "dlaczego nie puściłeś?", aż do skrajności typu "może machniesz tymi wycieraczkami?" albo "mogę wreszcie przykręcić grzanie?" (na szczęście dwie ostatnie kwestie ostatnio są już nieaktualne, bo C5 ma czujnik deszczu i dwustrefową klimę! :D:D:D). Ale wkurza mnie takie dogadywanie niemiłosiernie. Bo przecież to ja tu jestem kierownik, prawda?! :D

tachys
19-12-2014, 13:18
OOOO Brabus, jakże się cieszę, że problem dubletów nie dotyka tylko mnie :)

Kedirak
19-12-2014, 13:24
Poza tym jak płachta na byka działają na mnie "wskazówki pilota na prawym fotelu"

To jest pair driving, wymaga treningu ale warto nauczyc sie dobrze wspolpracowac :)

Przychodzi z wiekiem ;)

tachys
19-12-2014, 13:30
No i sobie Brabus posprzątał... admin to ma fajnie

svonston
19-12-2014, 13:37
Jak tak czytam, to cieszę się, że moja narzeczona nie jest z typu pasażerów, którzy dyktują mi jak mam jechać. Wściekłbym się, gdyby ktoś całą drogę mnie krytykował i się czepiał, chyba zwyczajnie przesiadłbym się i kazał tej osobie jechać.

tachys
19-12-2014, 13:42
Też sobie cenię swojego pilota. Podpowiedzi w stylu: "Uwaga rowerzysta, 500m", bywają bezcenne, przynajmniej raz uratowały komuś życie (wiadomo w nocy przez las bez oświetlenia...)

Grey
19-12-2014, 13:46
Nie mogę się z nią zamienić, gdyż nie ma uprawnień jeszcze, ale na szczęście rzadko komentuje, chociaż czasem się zdarza, chciałaby być aż nadto kulturalna na drodze :P

tachys
19-12-2014, 13:48
To chyba jeszcze nie jest tak źle...:)
Jako pasażer idę do tyłu, najlepiej tak, żeby nie widzieć drogi i zegarów. Czasem mam takie rzuty, że zrobiłbym to tak i tak. Wtedy czuję się jakbym sam prowadził i robił błędy. Lepiej mieć gębę na kłódę.

Kedirak
19-12-2014, 14:09
Jako pasazer najbardziej boje sie kierowcow, ktorzy wpadaja w naprawde mocne zdenerowanie (nie, ze po prostu nie lubia bo nikt nie lubi byc korygowany ;) ) za kierownica z byle powodu. Gdy sobie to poogladalem ze strony pasazera to sam zrozumialem, ze nie powinienem nigdy zle / przesadnie reagowac, po prostu ktos chce dojechac bezpiecznie i nalezy to przedyskutowac spokojnie, aby obie strony dojechaly skutecznie i bezpiecznie do celu a moze i z odrobina frajdy ;)

svonston
19-12-2014, 14:12
Nie mogę się z nią zamienić, gdyż nie ma uprawnień jeszcze, ale na szczęście rzadko komentuje, chociaż czasem się zdarza, chciałaby być aż nadto kulturalna na drodze :P
To tym bardziej nie rozumiem, jak może komentować. Jak jest taka do przodu, to chyba powinna już mieć prawko... No nic, ja bym sobie nie dał wejść na głowę, ale to indywidualna sprawa każdego z was. :)

MCL
19-12-2014, 18:26
Zdecydowanie najlepszy blog - Adam zawsze miał "rękę" i "głowę" do ciekawego pisania tekstów, które raz, że wzbudzają ciekawość, a dwa, że często powodują nie tylko uśmiech na twarzy, ale i szczery i głośny śmiech. :) Tak trzymaj Adam!

Zgadzam się! Zdecydowanie najlepsze i najlżejsze teksty. Świetna dawka humoru do kawy ;) No i wciąż bawi mnie auto Adama - tych czerwonych MX-5 jest dość mało, a tu dosłownie identyczny egzemplarz.

KruQ
21-12-2014, 04:45
Bardzo lubię teksty red. Kołodziejczyka, mam mocno podobne podejście do motoryzacji i niemal zawsze zgadzam się z nim w 99%, a w tym przypadku, tak sobie :) Oczywiście z waleniem drzwi pełna zgoda, oburzenie związane z zamykaniem szybami też rozumiem, ale jeżeli nie jest to niszczenie lub brudzenie upieprzonymi butami, to nie denerwuje mnie specjalnie jak pasażer rusza coś w samochodzie, jak np. wymienione kratki wentylacyjne, czy tam zmiana temperatury(może lekko irytuje, jakoś lepiej jak ja zmienię :p).

Mnie zdecydowanie najbardziej denerwuje wtrynianie się pasażera w jazdę, ale jeżeli ktoś parę razy przejechał się ze mną to raczej się tego oduczył :P Mojej kobiecie akurat szybko przeszło, szczególnie jak nabrała zaufania :)

I nie chodzi mi głównie o wskazówki typu "zwolnij", "przyspiesz", "jedź mniej agresywnie" itd., czasem oczywiście także denerwują, ale raczej podchodzę do nich ze zrozumiemieniem(chyba, że to wiecznie narzekająca mamuśka ;)). Mnie denerwuje, gdy w nowej/rzadko uczęszczanej trasie, mający średnie pojęcie i niezainteresowany drogą pasażer wyrywkowo udziela wskazówek gdzie jechać, bo przewinął mu się przez oczy znak z drogowskazem. Myli to i rozprasza, a w 80% te wskazówki są oczywiście błędne. A najbardziej co mnie złości, to podpowiedzi - 'wolne', 'jedzie' - na skrzyżowaniu, szczególnie ruchliwym. Zupełnie nie pozwala mi się to skupić na ruchu, muszę się zatrzymać i 3 razy dużej popatrzeć, pie...ca idzie dostać od tego i zdecydowanie na to reaguję :)

QbaKuba
21-12-2014, 11:30
Mnie najbardziej wkurza, jak moja dziewczyna próbuje patrzeć czy coś jedzie. Problem polega na tym, że bardzo mocno się wychyla, żeby spojrzeć w lewo, więc kiedy ja chce szybko spojrzeć w prawo, zamiast drogi widzę ją. Za każdym razem ramieniem przesuwam ją do fotela, ale następnym razem to znów się powtórzy.
A poza tym, ani moja mama ani przyszła teściowa się nie wtrącają w to jak jeżdżę:)
Nienawidzę wymiany towarów między pierwszym, a drugim rzędem foteli. Strasznie to rozprasza.

Arrival
21-12-2014, 12:17
Szczęśliwie nie mam aż tylu problemów z pasażerami ;). Najgorsze co pamiętam to w dalekiej młodości kiedy woziłem siostrę i jej znajomych do podstawówki - crx'em :D - i dzieci uparcie nie ściągały plecaków tylko pchały się z balastem na plecach rysując wszystko dookoła suwakami itp. Za każdym razem upominałem i następnego dnia było to samo.

Dziś najbardziej denerwuje fakt, że za każdym razem muszę przypominać o pasach, nawet tym, którzy jeżdżą ze mną codziennie. Najgłupsze tłumaczenia to "przecież tylko kilometr jedziemy i to powoli". Wtedy z anielską cierpliwością tłumaczę, że na autostradzie przy 200kmh+ to sobie mogą odpinać bo i tak nic pasy nie zmienią, a najczęściej pomagają właśnie przy pozornie niskich prędkościach.

@KruQ - z tym "wolne/jedzie" to też jakaś plaga. Ale chyba znalazłem jej przyczynę. Kiedyś jechałem jako pasażer ze znajomymi (siedziałem z przodu) i nagle kumpel ma do mnie pretensje o to, że mu nie mówię czy wolne z prawej. Ja zdziwiony, a tu okazuje się, że całe dzieciństwo ojciec od niego wymagał informowania właśnie o tym czy jest "czysto". Okazało się, że to samo było u reszty kumpli i u nich to automat bo rodzice tego od nich od zawsze wymagali. Dla mnie jakaś masakra, nigdy nie zaufam temu, że ktoś obok stwierdzi "wolne".

QbaKuba
21-12-2014, 22:34
Dziś najbardziej denerwuje fakt, że za każdym razem muszę przypominać o pasach, nawet tym, którzy jeżdżą ze mną codziennie. Najgłupsze tłumaczenia to "przecież tylko kilometr jedziemy i to powoli". [...] a najczęściej pomagają właśnie przy pozornie niskich prędkościach.


Jest na to świetny sposób - nagłe hamowanie "bo myślałem, że to dziecko mi wybiegnie". W ten sposób nauczyłem już moją ciocię i brata dziewczyny zapinania pasów :D

Dj Brabus
22-12-2014, 15:25
Szkoda kręgosłupów - w ten sposób można kogoś nabawić poważnego urazu.

QbaKuba
22-12-2014, 18:10
Dj, tocząc się osiedlową uliczką ~15-20 km/h i mocniej hamując? Taka osoba ledwie z fotela się zsuwa.

Nie robiłbym tego, gdyby nie było to bezpieczne.

Jarek Warlikowski
22-12-2014, 19:57
Spróbujcie taki tekst na trzaskanie drzwiami: "Ej, to nie teściowa, nie trzeba jeb...ć, żeby się zamknęło!". Może podziała. Swoją drogą artykuł prawdziwy. Teraz sobie wyobraźcie mnie, instruktora nauki jazdy. Co 1,5 godziny zmienia się zawodnik, ŻADEN z nich nie potrafi. Ja już się przyzwyczaiłem. Pomogła mi myśl: przecież ten samochód dla Nich kupiłem. Czasem jednak ciężko...

Robert Pietryka
25-12-2014, 18:52
Poza tym jak płachta na byka działają na mnie "wskazówki pilota na prawym fotelu" - "zwolnij", "przyspiesz", "hamuj!!!!", "dlaczego go wpuściłeś?", "dlaczego nie puściłeś?", aż do skrajności typu "może machniesz tymi wycieraczkami?" albo "mogę wreszcie przykręcić grzanie?" (na szczęście dwie ostatnie kwestie ostatnio są już nieaktualne, bo C5 ma czujnik deszczu i dwustrefową klimę! :D:D:D). Ale wkurza mnie takie dogadywanie niemiłosiernie. Bo przecież to ja tu jestem kierownik, prawda?! :D
Najgorsze w tym jest to, że wtedy musisz przeanalizować to co sam myślisz i dodatkowo podpowiedź pasażera, zestawić te dwie opcje i podjąć na ich podstawie decyzję a milisekundy, metry i okazja do bezpiecznego wykonania manewru uciekają. Nie da się niestety tego wyłączyć dlatego jak mam pasażera-podpowiadacza stawiam sprawę jasno: albo to ja prowadzę albo zostawiam cię na poboczu, wybieraj. Skutkuje. Póki co podejście, że kierowca jest jak kapitan statku u mnie przynosi rezultaty.

Kedirak
26-12-2014, 11:18
Wtrącę, że Kapitana statku nie można również dopytywac "daleko jeszcze" ani nawet "dokąd zmierzamy" :) i za te pytania również taki prawdziwy kapitan statku (nie samolotu) mógłby wysadzic na brzeg/pobocze.