Forum motoryzacyjne | autoGALERIA.pl
Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5

Wątek: Wrażenia z wożenia

  1. #1
    ŁOWCA BLACH Awatar AGENT
    Dołączył
    06/2004
    Skąd
    Jaroty
    Posty
    7,597
    Auto
    Najlepsze na świecie

    Domyślnie Wrażenia z wożenia

    Bardzo dawno temu chciałem, aby mój tekst w postaci felietonu trafił na łamy aG, jednak, z niewiadomych mi do dzisiaj przyczyn nie ujrzał światła dziennego (widocznie admin stwierdził, że się nie nadaje). No cóż, aby jednak moja praca nie poszła na marne, to sam postanowiłem go wam pokazać Tylko proszę sobie darować złośliwości dotyczące zdjęć, ponieważ nie taki był cel mojej podróży.

    Wehikuł czasu


    Zapewne każdy z nas marzył kiedyś, czy to będąc dzieckiem, czy już nie, o podróży w czasie. Wielu zastanawia się jak będzie wyglądała motoryzacja za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Jednak taka wyprawa to nie tylko wybieganie w przyszłość ale również powrót do minionej, mniej lub bardziej zamierzchłej epoki.


    Młode pokolenie, pamiętające czasy PRL-u bardziej z opowieści swoich rodziców niż z własnych przeżyć, do którego sam się zaliczam, wychowało się w większości na współczesnej motoryzacji, a szkoda. Warto bowiem przypomnieć sobie, lub tak jak w moim przypadku, dopiero zapoznać się z autami, którymi jeździli nasi ojcowie i dziadkowie.

    Pewnego lipcowego dnia stanęła przede mną perspektywa wielodniowej eskapady pojazdem, który był niemal dwukrotnie starszy ode mnie. To radziecki Gaz, model 69 M. Samochód produkowano na terenie Związku Radzieckiego w latach 1952 - 1972 i wykorzystywano przez wojsko i inne służby w państwach sojcalistycznych. W Polsce wiele takich aut zostało później odkupionych od Wojska Polskiego lub Milicji Obywatelskiej i trafiało za przysłowiowe grosze do rąk prywatnych. Tak było i z tym egzemplarzem.

    Swoją opowieść o przygodzie z tym radzieckim reliktem przeszłości zacznę od odpowiedzi na pytanie, które zapewne teraz większość z Was sobie stawia: "Jaka to podróż i czemu akurat czymś takim?". Otóż auto posłużyło jako jeden z pojazdów obsługi XVII Ełckiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę. W parku maszyn znajdował się również drugi Gaz 69M, a także Uaz i Tarpan Honker, resztę stanowiły współczesne konstrukcje, o których nie warto wspominać. Mój "Gazik", bo tak pieszczotliwie był nazywany, pełnił bardzo ważną funkcję podczas pielgrzymki - zapewniał zaplecze kulinarne. Moja rola sprowadzała się głównie do zbierania napojów i pokarmu, które zostawały na postojach i służyły dalej jako rezerwa w razie ewentualnych braków. Czasami jednak to było za mało, także samochód ciągnął przyczepkę - tzw. kuchnię polową, w której to niejednokrotnie zdarzało się robić różne zupy czy gorące napoje np. herbatę.

    Wróćmy jednak do samego auta i jego charakterystyki. "Gazik" wyprodukowany w 1966 roku został pozbawiony oryginalnego, dolnozaworowego "serca" i zaadaptowano do niego dieslowski motor konstrukcji Mercedesa, o pojemności 2172 cm3 i mocy 107 KM. Przy masie pojazdu wynoszącej 1680 kg powinno to jakoś jeździć. Niestety - nic bardziej mylnego. O wyprzedzaniu, wyścigach spod świateł czy wchodzeniu z dużą prędkością w zakręty zapomnijcie. Tu głównym zadaniem kierowcy jest utrzymanie tego mastodonta na drodze i "trafienie" w swój pas ruchu. Nawet kierowcy tacy jak ja z iście włoskim temperamentem muszą poskromić swoje rajdowe zapędy i nauczyć się pokory.

    Gaz z przyczepką to duet, który najlepiej zobrazować słowami: "słoń w składzie porcelany". Kierowca musi się nieźle napocić przy manewrowaniu tym zestawem, a takie "ewolucje" jak zawracanie na ciasnym podwórku czy wjazd tyłem w wąską bramę stanowią nie lada wyzwanie. Duża, toporna kierownica i brak wspomagania nie ułatwiają sprawy, a gdy dodamy do tego plandekę zasłaniającą tylną część pojazdu, wówczas robi się ciekawie. Z pomocą przychodził wysoki prześwit auta i niezniszczalna konstrukcja - podczas manewrów wykorzystywałem wszystko po czym dałoby się przejechać, od chodników z wysokimi krawężnikami poprzez zaorane pola, skończywszy na krzakach czy przydrożnych rowach. Brakuje jeszcze potężnych kół rodem z monster trucka do poskramiania ulicznych korków...

    Komfort jazdy - takie wyrażenie w zestawieniu z Gazem 69 wydaje się być jak mało śmieszny żart. To auto oprócz tego, że może nas zawieźć z punktu A do B, nie oferuje kompletnie nic. Ktoś powie: przynajmniej na głowę nie kapie... Niestety w tym przypadku auto nie zapewnia nawet tak oczywistego "luksusu". Niebieska plandeka w czasie deszczu, połączona z wsuwanymi w drzwi oknami, nie stanowi przyzwoitego zabezpieczenia przed opadami atmosferycznymi, nie mówiąc już o ochronie przed podmuchami wiatru. Wjeżdżając w większą kałużę, woda i błoto dostają się do środka przez szczeliny w podłodze, w okolicach skrzyni przekładniowej, w skutek czego jadąc, wydawało by się w zamkniętym pojeździe, możemy się pobrudzić. W upalne dni samochód też jest uciążliwy dla kierowcy i pasażera bo ciepłe powietrze od silnika wpada nam prosto do kabiny przez wloty, których nie sposób zamknąć, a z drugiej strony nasza głowa narażona jest na podmuchy zimnego powietrza niezależnie od tego czy mamy założone okna w drzwiach. Jedynym "umilaczem" podróży są tu nieoryginalne fotele, wyglądające całkiem współcześnie, jednak i one nie zrekompensują nam wszystkich niedostatków, a już na pewno nie zagłuszą wszechogarniającego hałasu. Wrażenia akustyczne z którymi mamy do czynienia jadąc Gazem da się porównać tylko z ciągnikiem rolniczym i to takim starszego typu. Przydałby się jeszcze komplet hełmofonów dla załogi w trosce o własne zdrowie...

    Osoby mające do czynienia wyłącznie ze współczesną motoryzacją, miałyby nie lada kłopot z uruchomieniem Gaza 69. Nie znajdziemy tu bowiem tradycyjnej stacyjki na kolumnie kierownicy, ani takich rozwiązań jak przycisk start/stop czy karta zamiast kluczyka. Odpalanie tego wehikułu to niemal ceremonia. Po przekręceniu kluczyka w stacyjce znajdującej się na środku deski rozdzielczej (choć słowo "deska" nijak się tu ma do wnętrza wykończonego... gołą blachą) pociągamy do siebie wajchą znajdującą się po lewej stronie od kierownicy i trzymamy przez kilka sekund aż zgaśnie pomarańczowa lampka, wówczas świece w dieslowskim silniku nagrzały się i można uruchamiać pojazd. W tym celu należy jeszcze mocniej pociągnąć za wspomnianą wcześniej wysuwaną dźwignię. Nie zawsze jednak samochód wykazywał chęć do współpracy, przez kilka dni prawdopodobieństwo, że odpali było porównywalne z ciągnięciem losów. Na pomoc przychodził wysłużony UAZ tudzież ręce strudzonych pielgrzymów, później wpadłem na jakże efektowny sposób uruchamiania starego "dieselka" za pomocą... płaskiego klucza 24, przytykanego do odpowiednich śrub w rozruszniku. Jak się okazało, przyczyną "humorów" Gaza był poluzowany wkręt trzymający jeden z przewodów w rozruszniku, przez co często nie było odpowiedniego styku.

    Niestety na tym nie skończyły się moje problemy z "Gazikiem". Obok drobnych regulacji czy napraw typu wymiana przebitego koła, zdarzały się poważniejsze usterki. Wszystko zaczęło się dzień przed dotarciem do Częstochowy, gdy na jednym z odcinków w czasie jazdy rozsypało się koło pasowe w alternatorze, przez co potocznie mówiąc silnik "zagotował się" i z chłodnicy uciekło kilka litrów płynu. Udało się zdobyć potrzebną część i zamontować ją, niestety najgorsze miało dopiero nadejść. Po dotarciu na Jasną Górę trzeba było jakoś wrócić na Mazury, do Giżycka. Wyruszyliśmy ok. 1-2 w nocy i po niespełna godzinie jazdy zaczęły się problemy - po zatankowaniu samochodu nie dało się go odpalić w tradycyjny sposób. Pomógł mały spadek terenu i resztki sił w zmęczonych ramionach. Niestety po 15 minutach jazdy wysiadło kompletnie oświetlenie pojazdu i znaleźliśmy się na nieoświetlonej, dwupasmowej drodze, z perspektywą staranowania przez pędzącego "TIR-a". Na szczęście udało się dotrzeć do najbliższej stacji benzynowej, gdzie okazało się, że awarii uległ alternator. Jedynym rozwiązaniem było poczekać do 4 rano aż zacznie świtać i ruszyć w drogę, tak też zrobiliśmy. Przejazd przez stolicę o 7 rano bez kierunkowskazów, świateł stopu i jakiegokolwiek innego oświetlenia to temat na osobną opowieść. Możecie sobie wyobrazić co czułem, gdy wszyscy kierowcy jadący z przeciwka mrugali mi światłami, a ja nie mogłem nic zrobić. Po 500 kilometrach i 12 godzinach tułaczki dotarłem szczęśliwie do domu.

    Naprawy licznych usterek pojawiających się w aucie to nie jedyne koszty eksploatacji, ich podstawę stanowią wydatki związane z zaspokojeniem pragnienia pojazdu, godnego Smoka Wawelskiego. Niestety w przypadku Gaza 69 woda z Wisły nie wystarczy, a częste wizyty na stacji benzynowej w znacznym stopniu uszczuplą nasz budżet. Auto na trasie pielgrzymki spalało bowiem 18 litrów oleju napędowego na każde przejechane 100 kilometrów. Wynik godny "widlastej ósemki". Trzeba przy tym zaznaczyć iż nie była to jazda miejska, lecz po mało uczęszczanych drogach, polnych ścieżkach i leśnych duktach. Do tego dochodziło częste manewrowanie, a sama jazda odbywała się na krótkich odcinkach. Przy takim zapotrzebowaniu na paliwo zasięg auta to zaledwie 200 km. Najniższe spalanie jakie udało mi się uzyskać to 13l/100km i również jest nieporozumieniem, zważywszy na fakt iż jazda odbywała się na trasie z prędkościami rzędu 60-70 km/h przy bardzo delikatnym muskaniu stopą pedału gazu.
    Na koniec nasuwa się jedno pytanie: czy Gaz 69M oprócz szeregu wymienionych wad posiada też jakieś pozytywne cechy? Być może trudno w to uwierzyć, ale ten radziecki, toporny samochód terenowy, mimo swoich minusów potrafi wywołać szczery uśmiech na twarzy kierowcy. Przez niemal 3 tygodnie użytkowania i 1500 przejechanych kilometrów auto nie zraziło mnie do siebie, wręcz przeciwnie, na koniec każdego dnia nie mogłem się doczekać, by ponownie zasiąść za jego ogromną kierownicą. Jeśli dodamy do tego reakcje przechodniów i ludzi w innych autach, jazda takim niezwykłym pojazdem z udręki przerodzi się w czystą przyjemność. I o to właśnie chodzi!



    Ujrzawszy taki widok postanowiłem podjąć wyzwanie...



    ...i okiełznać diabelny tandem




    Niejednokrotnie pokonywałem rozmaite przeszkody terenowe...




    ...innym razem zmagałem się z problemami technicznymi




    ...i nie tylko ja




    Obsługa kuchni polowej wymagała pracy kilku osób, ale efekt finalny zadowolił większość pielgrzymów.




    Dzielny "Gazik" jeździł drogami, które zwyczajnie się kończą...




    ...jednak na koniec, resztkami sił dowiózł nas do domu
    Były:
    (1.)
    Fiat 126 elx (NGI 9F82) 00', (2.) Fiat Uno 0.9 + LPG (NGI C858 ) 07', (3.) Opel Astra G Caravan 1.6 + LPG (NGI 04777) 99' , (4.) Fiat Panda 1.1 + LPG (NGI 4L32) 07' , (5.) Fiat Grande Punto 1.4 8v + LPG (N0 SORRY) 08', (6.) Honda Accord 2.0 benzyna (NO 9999C) 09', (7.) Alfa Romeo Giulietta 1.4 Turbo Benzina MA 170 TCT + LPG (N0 DAWAJ) 12'
    Jest: Honda PCX 0.125 (NOL 1W22)

  2. #2
    Awatar Patryk R.
    Dołączył
    05/2010
    Skąd
    Bolesławiec
    Posty
    2,313
    Auto
    Renault Sport

    Domyślnie

    Chyba najbardziej oryginalny test na łamach aG. :P

  3. #3
    Awatar dżony
    Dołączył
    07/2007
    Skąd
    TSA
    Posty
    3,863
    Auto
    Peugeot 407 SW

    Domyślnie

    "zaadaptowano do niego dieslowski motor konstrukcji Mercedesa, o pojemności 2172 cm3 i mocy 107 KM."
    O ile to jest KW a nie KM to ok, choć wątpię by ktoś wsadzał CDI do gazika ale jeśli nie to nie ma takiego silnika.
    Najprawdopodobniej to było 2.2D 60KM z W123.
    Ewentualnie 2.2 D 95KM.

  4. #4
    Awatar communique
    Dołączył
    09/2008
    Skąd
    Wrocław
    Posty
    379
    Auto
    -

    Domyślnie

    http://www.turboimagehost.com/p/7562328/1.jpg.html
    uchwyt na puszkę był w standardzie?

  5. #5
    ŁOWCA BLACH Awatar AGENT
    Dołączył
    06/2004
    Skąd
    Jaroty
    Posty
    7,597
    Auto
    Najlepsze na świecie

    Domyślnie

    To schowek raczej a nie uchwyt na puszkę
    A co do mocy auta to wziąłem ją z dowodu rejestracyjnego, wiec o pomyłce nie ma mowy.
    Były:
    (1.)
    Fiat 126 elx (NGI 9F82) 00', (2.) Fiat Uno 0.9 + LPG (NGI C858 ) 07', (3.) Opel Astra G Caravan 1.6 + LPG (NGI 04777) 99' , (4.) Fiat Panda 1.1 + LPG (NGI 4L32) 07' , (5.) Fiat Grande Punto 1.4 8v + LPG (N0 SORRY) 08', (6.) Honda Accord 2.0 benzyna (NO 9999C) 09', (7.) Alfa Romeo Giulietta 1.4 Turbo Benzina MA 170 TCT + LPG (N0 DAWAJ) 12'
    Jest: Honda PCX 0.125 (NOL 1W22)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •