Migiem o

Alfa Romeo 159 1750 TBi-Chcesz ją mieć!

Podobno każdy, kto kocha samochody, powinien choć raz w życiu mieć Alfę. Dorastałem w czasach, kiedy powyższą tezę uważano za niezły dowcip. Modele 164, 155 czy najkoszmarniejsza w historii marki Alfa Arna nie były samochodami, przez które warto było jeść gorsze mięso przez jakiś czas, by móc pozwolić sobie na ich zakup.

Pomijam fakt wygórowanych cen, ponadprzeciętnej awaryjności czy problemów z odsprzedażą, czyli tak naprawdę kluczowych z punktu widzenia posiadacza. Po prostu tamte Alfy nie były już takie jak kiedyś i nie są takie, jak są teraz. Śmiem twierdzić, że gdyby nowy silnik z doładowaniem, oznaczony jako TBi był dostępny w momencie premiery modelu 159, sportowy włoski sedan nie byłby dziś przedstawiany i sprzedawany jako niszowy.

Oczywiście, należałoby poprawić jakość plastików i ich odporność na zarysowania, absolutny brak odporności komputera pokładowego na niskie temperatury czy mocowanie foteli tak, aby po przebiegu kilku tysięcy ich oparcia nie ruszały i hamowały razem z autem. Poprawiłbym też sterowanie „multimediami” i nie montował tandetnych listew ozdobnych o fakturze materii bliżej nieokreślonej.

Reszta jest po staremu. Mamy więc piękne auto, które starzeje się wolniej od dębu, a jego linie pełne są pasji tworzenia i włoskiego smaku najbardziej, jak to tylko możliwe. Do tej pory sedan Alfy traktowany był nieco po macoszemu. Nie ma się czemu dziwić! Nawet krótka przejażdżka najmocniejszą Alfą 3.2 V6 kosztowała majątek, a na dodatek w aucie mieliśmy na stałe najgorszego kompana do jazdy, jakiego można sobie tylko wyobrazić, czyli automatyczną skrzynię z pięcioma przełożeniami, będącą mocno skisłym owocem współpracy z GM.

Nic nie dawało rasowe, sportowe wnętrze, zegary w tubach, ogromne koła i, przede wszystkim, precyzyjny jak szwajcarski celnik układ jezdny z napędem na obie osie. Za sprawą okrutnej skrzyni, horrendalnej ceny i absurdalnych ilości paliwa pochłanianych przez sześciocylindrowy silnik, Alfa 3.2 szybko przegrywała kolejne pojedynki z zaawansowanymi konstrukcjami (głównie niemieckiej) konkurencji. W scenie otwierającej ostatniego Bonda nie mogła dogonić Astona DBS agenta 007, więc nie była też przesadnie szybka.

Ale te czasy minęły, bowiem teraz inni (czytaj Grupa VW) powinni stanąć w kącie ze smutną miną. Choć nowa „turbo-benzina” Alfy ma dwa cylindry mniej i jest o całe 44 koni słabsza od schodzącej ze sceny Alfy 3.2, jest od niej znacznie lepsza i na papierze, i podczas jazdy. Szczerze mówiąc, ten mikry silniczek, mający zaledwie 1742 ccm pojemności i bezpośredni wtrysk benzyny, na chwilę obecną nie ma sobie równych – kropka.

Zaraz po ruszeniu Alfa ma ochotę na więcej. Przy zaledwie 1400 obr./min pod prawą stopą mamy do dyspozycji całe 320 Nm. Teoretycznie maksymalna moc uzyskiwana jest przy około pięciu tysiącach obrotów. W praktyce do dynamicznej jazdy wystarczy wspinać wskazówkę obrotomierza do jakichś 3,5, zanim wepniemy kolejny z sześciu biegów doskonale działającej, manualnej skrzyni.

Niebywała elastyczność tego silnika i zdolność wkręcania się na wyższe rejestry obrotów jest tym, na co długo czekali nie tylko prawdziwi „Alfisti”. Gang nie jest porywający, choć zdecydowanie mniej syntetyczny niż w niemieckiej jednostce 1.8 TSI. Zaś z chwilą, kiedy następuje „odcięcie” – czyli przy 6800 obr./min – nawet przyjemny dla ucha. Dodam tylko, że spalanie jest o co najmniej połowę mniejsze niż w silniku sześciocylindrowym 3,2 i średnio wyniosło 10,8 l po 700 kilometrach jazd testowych. Wiadomo – w mieście dodajemy do tego wyniku dwa litry, poza nim odejmujemy tyle samo. W sumie nieźle jak na auto zdolne pędzić ponad 230 km/h i załatwiające pierwszą setkę w 7,7 sekundy.

Do tych osiągów przygotowano zawieszenie Alfy 159, ba, w testowanej wersji nawet je opcjonalnie obniżono i mimo zastosowania 18-calowych felg, nie spowodowało to zapaskudzenia wytwornego wnętrza zawartością mojego żołądka. Alfa 159 nie lubi następujących po sobie poprzecznych nierówności dróg, co lubi zasygnalizować głośną pracą i słyszalnym dobiciem.

Miłą niespodzianką jest też cena, którą koncern żąda za to pełnowartościowe czteroosobowe auto z wystarczająco dużym bagażnikiem. Zaczyna się od 110 900 złotych za wersję Progression, by po dodaniu skórzanych obić, sportowych detali, nawigacji i kilku innych opcji dobić do prawie 160 tysięcy.

Nie zamierzam jednak przekonywać żadnego fana Forda Mondeo, Citroena C5 czy nawet Audi A4 o wyższości Alfy 159 nad tymi i wieloma innymi sedanami na rynku. Kiedyś przyjdzie taka chwila, że będziesz chciał mieć Alfę. Na chwilę obecną najlepiej zrobisz, kupując właśnie 159 TBi.

Ode mnie otrzymuje komplet gwiazdek z wyraźnym zaznaczeniem, że chodzi tu wyłącznie o model 1750.

Dyskusja

komentarzy