Migiem o

Fiat 500 1.3 Multijet Sport – 500 powodów

Fiat 500 to wyjątkowe auto. Brak mu bezpośrednich konkurentów, więc sprzedaje się świetnie również w Polsce, gdzie jest produkowany. Robią go na tyle dobrze, że ‚500-kę’ spokojnie uznać można za nasz najlepszy produkt eksportowy, no, może oprócz Żubrówki. Niedawno bramy tyskich zakładów opuścił egzemplarz, nomen-omen, o numerze seryjnym 500 000!

To ogromny sukces handlowy Fiata i kolejny dowód na to, że jeśli coś ma być „małe i piękne”, to musi być włoskie. Cinquecento w stylu retro z pewnością należy do tych aut, które kupujemy oczami i sercem. To nie jest samochód typu „kochaj albo rzuć”. Jeśli nie podoba Ci się „500-ka”, to znaczy, że albo bierzesz życie zbyt serio, albo jesteś idiotą, albo nie widziałeś jej w innym kolorze.

Paleta kolorystyczna uroczej karoserii i dachu liczy dziesiątki, jeśli nie setki barw, które w połączeniu z niezliczoną ilością kalkomanii, naklejek i wzorków powoduje, że konfigurację auta w salonie lepiej zacząć bladym świtem przy założeniu, że w domu będziemy najwcześniej na kolację.

Stylizację małego Fiata osobiście uznaję za dzieło absolutnie skończone. Dodanie lub zmiana najmniejszego elementu byłoby zbrodnią. Skala ładunku emocjonalnego i historycznego „pięćsetki” jest imponująca. Podobnie zresztą jak w MINI by BMW i Mercedesie SLS by AMG. Tyle tylko, że pierwszy jest przynajmniej dwa razy droższy od Fiata 500, a drugi dziesięć razy droższy od MINI.

Oprócz indywidualnego stylu włoskie maleństwo łączy z tymi dwoma autami coś jeszcze – podobna ilość miejsca z tyłu. W Fiacie jest ciasno, a zagłówki (te przednie też) to sztuka użytkowa, z naciskiem na „sztuka”. A zresztą, komu oprócz Russel Terriera będzie się chciało gramolić na tylną kanapę? To niedorzeczne, podobnie jak bagażnik Fiacika, który o dziwo jest i tak większy niż ten w MINI!

Na dużych fotelach siedzi się wysoko i wygodnie, co w mieście jest na pewno zaletą. Rozbudowana konsola środkowa permanentnie uwiera prawe kolano kierowcy, co po dłuższej jeździe staje się niezwykle irytujące, a po 200-300 kilometrach doprowadza do szaleństwa. Za to wysoko umieszczony lewarek przeciętnego mechanizmu skrzyni biegów sam wpada w rękę. Uwielbiam nieczytelne, nachodzące na siebie, okrągłe „zegary” Fiata z milionem kolorowych kontrolek. Podobnie jak trzy piękne przełączniki na lakierowanej w kolorze auta listwie deski rozdzielczej.

Widoczność w przód i na boki jest wyśmienita mimo stosunkowo szerokich słupków kryjących wysokotonowe głośniki niezłego audio od Interscope, wyposażonego w 100-watowy subwoofer i oddzielny, 30-watowy wzmacniacz.

Port USB systemu Blue&Me opracowanego wspólnie z Windowsem po włożeniu doń firmowego „pędraka” z mapami pozwala nawigować Fiatem, ćwiczyć jazdę Eco lub po prostu słuchać Waszej ulubionej muzyki. Obsługa tego ustrojstwa za pomocą przycisków na wielofunkcyjnej kierownicy jest prawdziwym wyzwaniem i wymaga anielskiej cierpliwości, stalowych nerwów i mnóstwa czasu.

Żółty maluch to wersja Sport, zaznaczam, wyposażeniowa. Nowoczesny, 16-zaworowy, wysokoprężny silnik 1.3 Multijet z filtrem DPF osiąga całe 75 KM. Jak na diesla, pozwala „kręcić” całkiem wysoko. Choć skromne 145 Nm mamy już przy 1500 obr./min, chcąc nadać odrobiny wigoru ważącemu niecałą tonę autu konieczne jest wkręcanie silnika do co najmniej dwukrotnie większych obrotów. Wtedy Fiacik zaczyna miło warczeć i gdy naprawdę jest to konieczne, pomknie nawet 165 km/h, przy których sporo zaczyna się „dziać” z wysokim i krótkim autem, które staje się wtedy wyjątkowo wrażliwe na boczne podmuchy wiatru i wszelkie nierówności nawierzchni. Spalanie drastycznie wzrasta z pięciu do ośmiu litrów. Zdecydowanie lepiej zjechać z autostrady i sprawdzić go na zakrętach.

Każdy wie, że Fiat 500 to techniczny bliźniak Pandy, a więc właściwości jezdne obu aut są bardzo zbliżone ze wskazaniem na „pięćsetkę”. Ma mniejsze gabaryty i krótsze zwisy, co przy odrobinie wprawy w operowaniu kierownicą sprawi, że w ciasnych miejskich zaułkach Wasz Fiat będzie zwinniejszy od skutera.

Paradoksalnie, zmiana progresywności układu kierowniczego w tym brzdącu jest chyba bardziej wyczuwalna niż w Audi S4. Poważnie! Po aktywacji seryjnego w „500-ce” trybu City, do obracania kołem wystarczy dmuchnięcie, zaś po jego dezaktywacji opór na sterze wyraźnie wzrasta. Oczywiście nie na tyle, by mówić o nim „sportowy” lub porównywać go do tego z Abartha, ale z pewnością Fiat 500 to dobrze prowadzące się i łatwe do ogarnięcia auto. Szczególnie na seryjnych w tej wersji, 15-calowych kołach z oponami Pirelli.

Pamiętam, jak zaraz po premierze tego auta moja Mama zapragnęła mieć „pięćsetkę”. Najlepiej w perłowo-białym kolorze, koniecznie z jasnym wnętrzem i panoramicznym szklanym dachem. Pan w salonie Fiata powiedział, że może wyjechać nowiutkim Fiatem 500 za niecałe 35 000 złotych. Kiedy uświadomiłem jej cenę wymarzonego egzemplarza, długo nie mogła uwierzyć, że coś tak małego może kosztować ponad 60 tysięcy złotych!

Dziś cennik Fiata 500 startuje od 42 500 za wersję Pop 1.2/69 KM. Testowany diesel Sport kosztuje już 58 500 zł. Personalizacja Waszego maleństwa pochłonie kolejne kilkanaście tysięcy, a to już kwota, za którą większość woli jeździć dwa rozmiary większym kompaktem.

Tyle tylko, że słowo „większość” tak pasuje do Fiata 500 jak „mniejszość” do włoskich i polskich katolików.

Na szczęście nie wszyscy kochają się tylko po ciemku w pozycji klasycznej i nie każdy kupując buty zakłada, że muszą być wygodne, praktyczne i w ciemnym kolorze. Słowem, „pięćsetka” nie jest dla każdego i dlatego tak wielu chce nią jeździć.

Ja w tej cenie wybieram kąśliwego Abartha, a cywilnej wersji daję cztery mocne gwiazdki. Za nietuzinkowość, niepraktyczność, wygląd i wciąż żywą legendę „500-ki”.

Dyskusja

komentarzy