Migiem o

Ford Focus ST – Mechaniczna pomarańcza

Znacie powieść ‚A Clockwork Orange’ szkockiego pisarza Anthony’ego Burgessa z 1962 roku, na podstawie której Stanley Kubrick dziewięć lat później nakręcił szokujący jak na tamte czasy film, znany jako ‚Mechaniczna Pomarańcza’?

To osadzony w surrealistyczno-paranoidalnym klimacie dramat sci-fi ze świetnym Malcolmem McDowellem w roli Alexa – chłopaka z dobrego domu, który tak samo wielbi muzykę klasyczną na czele z Beethovenem, jak zadawanie bólu i gwałtu na ulicach Londynu jako przywódca gangu. Z powodu wyjątkowo sugestywnych scen przemocy, niektóre sceny z filmu zostały usunięte i nigdy niepokazywane w niektórych krajach.

Może sportowy Focus ST nie jest tak przełomowym dziełem w krótkiej historii aut typu „hot hatch”, ale nie brakuje mu dramaturgii. W tym przypadku rzeczony kolor „Electric Orange” wydaje się być jedynym słusznym wyborem. Raz w mieście podjechał do mnie niezwykle rzadki, nie tylko w Polsce, Golf V GTI z limitowanej edycji Pirelli w jeszcze rzadszym, pomarańczowym kolorze. Jego właściciel cieszył się ze spotkania jak dziecko i był pełen podziwu dla perłowego odcienia lakieru Forda. Czyż to nie najlepszy komplement i argument za wydaniem dodatkowych pięciu tysięcy na ten wyjątkowy lakier?

W takich autach jak Focus ST, stylistyka Forda „Edge coś tam”, prezentuje się naprawdę „cool”. Rzec można nawet, że to taki „glamorous hot hatch”. Wszystko tu wygląda fajnie i modnie. Ogromne koła, miły dla oka pakiet aerodynamiczny, dyfuzor z dwiema sterczącymi lufami, sportowe siedzenia Recaro i przycisk z napisem „Power” do uruchamiania tej mechanicznej pomarańczy.

Jest też niezła wyciskarka do owoców sporej mocy 225 KM. Volvo C30 T5 ma ich co prawda pięć więcej, jednak przy Fordzie wypada naprawdę blado i na tym poprzestańmy.

Focus ST to cholernie szybkie auto. Kilka lat temu na prezentacji „esteka” poprzedniej serii, na niemieckiej autostradzie bez problemu osiągnąłem deklarowaną przez producenta prędkość maksymalną, nawet ciut więcej. To robi wrażenie, szczególnie jeśli zdasz sobie sprawę, że przecież jedziesz zwykłym hatchbackiem z prawdziwym bagażnikiem i sporą ilością przestrzeni dla czwórki pasażerów.

Dzięki sporej pojemności skokowej i jednego więcej niż u konkurencji cylindra, auto jest niebywale elastyczne i chętne do współpracy w całym zakresie użytecznych obrotów. Swoje 320 Nm oddaje do Twojej dyspozycji już od 1600 obr./min! Na drodze, najlepiej krętej, Focus ST potrafi być niezłym chuliganem. Nie gorszym od Alexa, bohatera filmu.

Ale w przeciwieństwie do niego, zamiast przemocy, Focus ST dostarcza mocy. Mocy doznań i tego czysto mechanicznego „powera”, pozwalającego na więcej niż sprawne poruszanie się tym samochodem.

Układ jezdny i kierowniczy – moim skromnym zdaniem – zestrojono wręcz perfekcyjnie. Nawet zwykły, niebieski Focus 1,6 z naklejką Goplana na drzwiach jeździ dobrze. To zresztą wspólna cecha wszystkich – no, prawie wszystkich – Fordów. Prawdę mówiąc, Focus ST prowadzi się jak marzenie. Tak ważne w tym przypadku, odpowiednie „czucie” na sterze jest tu znacznie lepsze niż w Golfie GTI, nie mówiąc już o Oplach OPC.

Zaletą jest również fakt, iż auto przez bardzo długi czas pozostaje neutralne i nawet podczas prób sprawnościowych układ stabilizacji jazdy nie miał wiele do roboty. Czy warto go dezaktywować? Absolutnie nie. Buksujące bezradnie koła i „płużący” w zakrętach przód z ciężkim silnikiem szybko potwierdzą starą prawdę. Wciąż do końca nie poradzono sobie z efektywnym przeniesieniem mocy 225 KM na przednią oś. Od razu zaznaczam, że 305-konny Focus RS to zupełnie co innego.

Najlepsze na koniec. Dźwięk tej wyciskarki. Jest równie upajający jak wypalenie całej marihuany Jamajki. Nowe ST brzmi lepiej niż jakikolwiek „hot hatch”. Tak, wliczyłem MINI Coopera S i Hondę.

Najfajniej jest „przytrzymać” go na 3-4 tysiącach obrotów i ponownie wcisnąć prawy pedał głęboko w podłogę, zapierając się przy okazji w oparcie fotela. Rany Boskie, ale sound! Przeszywający uszy narastający ryk najlepiej słyszalny na pierwszych trzech biegach, ma w sobie coś z historii „muscle cars”, coś z Mustanga, a nawet z Forda GT. Tam jest tak samo, tylko bardziej.

Za bilet na ten emocjonujący seans zapłacimy przy dystrybutorze, czyli często. Jak przystało na tak szybkie auto z dużym silnikiem, Ford pali o wiele za dużo. Ale łatwo mu wybaczycie te 16-18 litrów wypite w atmosferze skandalu.

Wszystko, czego potrzebujesz zawarte jest w cenie, dodam, rozsądnie skalkulowanej poniżej magicznej granicy 100 tysięcy w przypadku wersji trzydrzwiowej. Niestety, również przeczący logice patent otwierania maski kluczykiem znalazł się na wyposażeniu seryjnym. Testowany egzemplarz był droższy o prawie 30 tysięcy. Ale spokojnie mógłbym zrezygnować z nieprzyzwoicie drogich „ksenonów”, nawigacji DVD, elektronicznej klimatyzacji czy elektrycznie regulowanych tylnych okien.

Okazuje się, że prawie czterdzieści lat po premierze, „Mechaniczna Pomarańcza” wciąż jest hitem. Hitem wartym Oscara i pięciu gwiazdek. W kategorii pięciodrzwiowych „hot hatchbacków” nie ma sobie równych.

Dyskusja

komentarzy