Migiem o

Mercedes CLS 63 AMG – Grrrrrom z Affalterbach!

To historyczna chwila. Na nawierzchni Toru Kielce ‚stoi’ 1653 koni mechanicznych. Dodam, że tym potężnym arsenałem podzieliły się między sobą tylko trzy auta – każde jest w pełni homologowanym produktem dopuszczonym do ruchu ulicznego, zaś dwa, nie będąc wcale limuzynami, spokojnie mieszczą po cztery osoby i bagaż.

Ich wspólnych mianownik to znana od pokoleń gwiazda, która w rozmiarze XL ozdabia ich atrapy. Zapewne większość z Was już wie, o jakie samochody chodzi. Niestety, z przykrością stwierdzam, że odpowiedź „Mercedes” jest błędna lub, jak wolicie, nie do końca prawdziwa.

Powodem są trzy litery, oznaczające ich markę, miejsce narodzin, przeznaczenie i skalę potencjału technicznego, którego ledwie niewielką część widać gołym okiem. Zdecydowanie lepiej słychać i to z bardzo daleka. Na przykład z dziedzińca hotelu, położonego w bliskim sąsiedztwie toru na wzgórzu.

Przy dobrej pogodzie dobrze stąd widać pokręconą nitkę asfaltu toru. Teraz jego panoramę zamazuje ranna mgła, która utrudnia obserwację, ale ma też swoje dobre strony. Wzmaga potęgę ścieżki dźwiękowej autorstwa AMG. Przed spotkaniem z ich najnowszym modelem CLS 63 gawędzimy z Kajetanem Kajetanowiczem. Za chwilę pojedziemy na dół i razem poznamy możliwości tego auta. One też przygotowują się na naszą wizytę. Słysząc przeszywające zimny poranek gromkie „grrrrrr”, narastające „wrrrrrroam” i wyraźne strzały z wydechu, „Kajto”, podobnie jak nasza niewielka grupa, ma na twarzy przylepiony uśmiech.

Rajdowy Mistrz Polski 2010 roku z właściwym sobie poczuciem humoru prosi, żeby dzisiaj mu darować i na torze nie starać się za wszelką cenę być lepszym niż on, z czego oczywiście zdaję sobie sprawę. Myślę, że warto go posłuchać. Nagrodą za umiar i pokorę za kierownicą CLS-a i najlepszy uzyskany czas okrążenia, będzie co-drive Mercedesem SLS z „Kajto” w roli kierowcy.

Kielecka pętla jest zdradliwym miejscem, które raczej nie wybacza błędów. Spokojnie można uznać ją za jeden z najbardziej niebezpiecznych torów wyścigowych w Polsce, zarazem jednym z dwóch istniejących.

I choć nie jest to mój „kielecki debiut”, a najszybsze na świecie czterodrzwiowe coupe jest znacznie bezpieczniejsze od miejsca próby, myśl o „czasówce” kilkusetkonnym samochodem z napędem na tylną oś powoduje coś w rodzaju tremy. Pomogą nam z prawego fotela przezwyciężyć ją instruktorzy AMG. Oprócz ich doświadczenia i cennych wskazówek, mamy kilka dobrych godzin na trening przed próbą, tor na wyłączność i dwa odpowiednio rozgrzane CLS 63 AMG. Różnią się nie tylko kolorem i wyposażeniem, ale również mocą silnika.

Ten w „słabszym” egzemplarzu ma 525 KM, 700 Nm i rozpędza auto „tylko” do 250 km/h. Czarny CLS, z identycznym silnikiem, ma pod maską 557 KM, 800 Nm i bez najmniejszego problemu osiąga prędkość 300 km/h. Dość znaczne różnice, wyrażone nie tylko suchymi danymi, wynikają w głównej mierze z opcjonalnego pakietu Performance. Oprócz zwiększonej mocy silnika, za 35 558 złotych otrzymamy trójramienną kierownicę AMG obitą skórą Nappa, 19-calowe srebrne zaciski hamulcowe, oraz osłonę silnika i spoiler na klapie bagażnika z karbonu. Przy okazji liczba, wyrażająca jego pojemność, jest niewiele mniejsza od mocy silnika „standardowej” wersji CLS 63 AMG.

Jeszcze mniejsze różnice pomiędzy obiema wersjami (naturalnie jedynie na papierze) robi porównanie czasów przyspieszeń. Wyraźny przyrost mocy i momentu obrotowego dodatkowo podrasowanego AMG, to zaledwie 0,1 s przewagi w sprincie 0-100 km/h na korzyść mocniejszej wersji. Mimo wielokrotnie powtarzanych z radością prób porównawczych, nie udało mi się odczuć różnic. Czy więc za świadomość, wyrażoną hasłem „mój ma więcej” warto płacić ekstra?

Oczywiście, że tak i nie tylko dlatego, że gwarantowane przez AMG 300 km/h po zdjęciu ogranicznika możliwe jest po dodatkowej, słonej opłacie i tylko w przypadku wersji z pakietem Performance. Pełną skalę, obrazującą efekt zmian, szybko docenimy podczas jazdy. Najszybciej w takich warunkach jak tutaj, kiedy proste, liczące tu najwyżej po kilkadziesiąt metrów, za kierownicą diabelsko nabierającego tempa CLS-a zdają się kurczyć do ledwie kilkunastu. Po wyjściu z zakrętu kipiący nadmiarem adrenaliny mocy i momentu ręcznie składany silnik próbuje całą swą wściekłość wyładować na kołach tylnej osi, niemiłosiernie przy tym rycząc.

Może to dziwnie zabrzmi, ale chyba nigdy, tak jak teraz, nie cieszył mnie fakt posiadania kontroli trakcji. Instruktorzy pozostawili nam wybór nastawów parametrów auta i, co dziwnie, chętnie zgadzali się na jej odłączenie. Każdy spróbował pojechać bez niej i najdalej po drugim, niezamierzonym obrocie do kierunku jazdy o 180 lub 360 stopni, szybko wracał do poprzednich ustawień.

W tym wyjątkowym Mercedesie istnieje możliwość jej całkowitej dezaktywacji z poziomu ustawień komputera i to w każdym z pięciu zaprogramowanych trybów pracy, zarządzających 7-biegową sportową skrzynią AMG Speedshift MCT, układem jezdnym i reakcjami silnika na gaz. Nawet po włączeniu systemu na wyjątkowo śliskim asfalcie Toru Kielce szerokie, 285-milimetrowe gumowe walce na kołach tylnej osi CLS-a mają problemy z trakcją.

Podczas przejazdu wolniejszych sekcji toru kontrolka systemu miga nieustannie przy każdym, mocniejszym nacisku na prawy pedał. Jego skok nie jest za długi. Mając w końcu „trochę powietrza” dociskam go do końca, błyskawicznie zamazując krajobraz za oknem, zlewając drzewa, budynki oraz bariery ochronne w jedną bezkształtną kolorową smugę.

Nie muszę nawet patrzeć na prędkościomierz, by móc stwierdzić, że dawno temu przekroczyliśmy 150 km/h. Jadąc sam, równie wcześnie myślałbym o choćby lekkim zrzuceniu tempa. Tymczasem słyszę wyraźne „jeszcze nie, jeszcze nie”. Trwającą dla mnie wieki sekundę potem pada zbawcza dla mojego błędnika komenda: „teraz pełna kosa!”.

I już oboje „wisimy” na pasach, które w nieznany mi dotąd sposób, bezpardonowo i brutalnie dosłownie zaciskają się na naszych bezwładnych ciałach, nawet przez moment nie pozwalając na oderwanie pleców od oparć sportowych foteli. Choćby na milimetr. Fascynujące uczucie, czasem graniczące z sadomasochizmem, w samochodzie nie będącym przecież niskim bolidem, robi nieprawdopodobne wrażenie! Podobnie jak skuteczność ceramicznego układu hamulcowego, którego cena z początku może odstraszać. Ale po przejechaniu tego jednego zakrętu, który zaatakowałem z szaloną prędkością i przecząc prawom fizyki gładko pokonałem wiem, że te 52 000 złotych byłoby dobrze ulokowaną inwestycją.

Kolejna pętla, tym razem z manualnym ustawieniem skrzyni, która po wyborze przełożenia momentalnie czuje się z nim zespawana na całe życie i dopóki my nie zdecydujemy inaczej, sama za żadne skarby nie zerwie tego związku. Kompletnie ignoruje akustyczne sugestie 5,5-litrowego, podwójnie doładowanego silnika V8, którego dziki ryk przy 6000 obrotów zagłusza wszystko wokół, oraz wizualizacje komputera pokładowego nawołującego Up, Up. A my możemy dowolnie długi dystans przejechać na dowolnie wybranym przełożeniu. Tak właśnie powinna działać każda automatyczna skrzynia biegów w sportowym samochodzie!

Masa zatankowanego 80 litrami paliwa CLS-a 63 AMG, z dwójką pasażerów, przekracza dwie tony. Jadąc nim nawet na tak wąskim torze, wydaje się, że nagle zgubił dobre kilkaset. Reakcje zawieszenia i układu kierowniczego są fenomenalne. Przed nami paskudna szykana. Za zbyt szybki najazd prawie zawsze płacisz cennymi sekundami na jej końcu, gdy siła odśrodkowa kieruje „na tarkę”. Tym bardziej w tak ciężkim samochodzie.

Dlatego słysząc radę instruktora „nie hamuj, tylko lekko odpuść”, mam ochotę zapytać, czy czasem nie zwariował i widzi z jaką prędkością jedziemy? Nie mam na to czasu. Staram się jak najdelikatniej wpasować auto i przejechać (lub przelecieć) przez środek szykany. Lekka korekta kierownicą i Mercedes posłusznie wpisuje się we właściwy tor jazdy, którego trzyma się bez względu na zmiany obciążenia czy „fakturę” nawierzchni pod kołami. Widowiskowe slajdy są również jak najbardziej możliwe, tyle że wymagają sporego refleksu i sprawnego zakładania kontry na sterze. Wiedząc, że trening czyni mistrza, równocześnie cieszę się, że dzisiejsza konkurencja nie będzie polegała na jak najdłuższej jeździe bokiem.

Pierwszy przejazd z czasem „1:26:ileś tam” pozwala zająć miejsce w połowie stawki. Wciąż niepotrzebnie zbyt wcześnie hamuję. Drugie okrążenie daje jeszcze jedną szansę. Tym razem przesadzam w drugą stronę i długi lewy łuk, „spinający” dwie najdłuższe proste toru wjeżdżam za szybko, stanowczo za szybko. W miejscu, gdzie dawno powinienem jechać z gazem w podłodze, przy wsparciu elektroniki walczę o utrzymanie auta na torze! Przez radio słyszę brzmiące niczym wyrok: „minuta trzydzieści jeden”.

Chwilę potem potężna ulewa zmienia tor w rwącą rzekę. Mimo to, najlepszy z nas decyduje się „skonsumować” nagrodę i wsiada z „Kajto” do 571-konnego SLS AMG. Widok pędzącego w fontannach wody auta i gromy, wydobywające się z wydechu flagowego modelu AMG są dla nas wystarczającą nagrodą pocieszenia.

A ja każdemu z Was życzę całkiem realnego dylematu: czarny CLS 63 AMG z kompletem dodatków i personalizacją wnętrza od AMG Performance Studio za szokujące 820 000 złotych, czy może niewiele od niego droższy SLS AMG? Myślę też, że komplet gwiazdek dla tego pierwszego nie utrudni Wam zbytnio wyboru.

Dyskusja

komentarzy