Migiem o

Volvo S60 T6 AWD Summum-I cóż, że ze Szwecji?

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z pierwszym autem marki Volvo, które spokojnie może stawać w szranki z niemiecką konkurencją, a we flagowej wersji T6 nawet ją przerastać.

Mocne słowa, biorąc pod uwagę właściwości jezdne takiego, dajmy na to, BMW 335i, komfort, jaki oferuje Mercedes Klasy C czy miks wszystkich tych cech, jaki znajdziemy w Audi A4. Wszystkie wymienione typy z Bundesligi, podobnie jak nowe Volvo S60, mogą mieć napęd na obie osie i mocne silniki benzynowe pod maską.

Trzylitrowa jednostka napędowa Szweda w wersji oznaczonej T6 przy wydatnej pomocy turbosprężarki produkuje aż 304 KM i 350 Nm maksymalnego momentu obrotowego dostępnego w niemal całej skali obrotomierza, poczynając od 2100 obr./min. Dane techniczne flagowego S60 określające jego przyspieszenie 0-100 km/h w 6,5 sekundy i prędkość maksymalną aż 250 km/h wydają się jak najbardziej zgodne z prawdą, szczególnie w tym drugim przypadku.

Niewiarygodne, jak ten Szwed nie traci animuszu przy wciśniętym w podłogę gazie i wskazaniach rzędu 220-230 km/h! Tyle udało mi się osiągnąć na autostradzie w drodze do Drezna. Większość czasu utrzymywałem jednak stałą prędkość 130-150 km/h. W tych warunkach średnie spalanie wyniosło około 13 litrów. W polskich warunkach, o ile nie zapragniecie wyprzedzić wszystkich ciężarówek przed maską, nie powinniście mieć problemu z uzyskaniem wyniku o trzy litry mniejszego.

Kiedy trzeba, jednostka napędowa S60 T6 jest cichutka, czyniąc jazdę tym Volvo wręcz aksamitną. Szczególnie w trybie pracy amortyzatorów Comfort. Biegi zmieniane są przez 6-stopniowy automat równie płynnie przy delikatnym, jak i mocniejszym operowaniu gazem. Pchnięcie selektora w prawo uaktywnia tryb sportowy, któremu jednak czasem zdarza się „nie zgrać” z tym, co chce kierowca. Cóż, poczciwy Geartronic obsługiwany jest tylko przez jedno sprzęgło. W przedbiegach przegrywa więc z preselekcyjnymi mechanizmami niemieckiej konkurencji, mającej ponadto w zanadrzu o jeden bieg więcej. Szkoda, że nie pomyślano o możliwości zmiany biegów za pomocą łopatek przy kierownicy.

To jednak w przypadku nowego S60 jedynie nic nieznaczący drobiazg, bowiem to pierwsze Volvo od czasów 850 T5 R, z którego po prostu nie chcesz wysiadać! Do tej pory każde jedno było tylko mniej lub bardziej szybką, paliwożerną kanapą z miękkimi jak futro renifera fotelami i takowym zawieszeniem. Bardzo komfortowym, ale niedorastającym do pięt możliwościom turbodoładowanych silników szybkich „Szwedów”. Podobnie zestrojony był układ kierowniczy, idealny dla amerykańskiej mamusi wożącej dzieciaki beżowym kombi – dla tatusia z Europy już mniej.

Pod tym względem nowe S60 to istna rewolucja. Wyobraźcie sobie, że w dość bogatym menu komputera z polskim językiem można na przykład zmienić siłę wspomagania kierownicy.

Żaden bajer, powiecie, ma to nawet Ford Focus ST. Tyle że w żadnym innym samochodzie zmiany sił działających nie różnią się tak diametralnie jak w S60. W ustawieniu duża do obracania kołem potrzeba sporej krzepy, w pozycji średnia najbardziej zbliża się do poziomu BMW. Ale nawet standardowe nastawy czynią kierowcę aktywnym uczestnikiem procesów zachodzących pomiędzy sterem a tym, co dzieje się z kołami przedniej osi. Bez dwóch zdań, to obecnie najlepiej jeżdżące Volvo. Mimo sporych przechyłów nadwozia podczas szybkiej jazdy i nagłych manewrów, tor jazdy S60 pozostaje stabilny i cały czas jest korygowany przez układ napędu na obie osie realizowany za pomocą Haldexa czwartej już generacji.

Stosunkowo ciężki silnik spoczywający na przedniej osi nie zaburza ogólnego obrazu i w efekcie o S60 można spokojnie mówić jako o „driver’s car”, a to w przypadku Volvo prawdziwe novum. Gdyby jeszcze hamulce ważącego 1711 kg auta wykazywały większą liniowość w działaniu byłoby naprawdę bosko. Ważne, że w nastawach zawieszenia osiągnięto w końcu „złoty środek”. Opcjonalnie możemy zamówić aktywny układ regulujący siłę tłumienia amortyzatorów Four-C. Po raz pierwszy od czasów S60 R zmienia on charakterystykę auta bardzo wyczuwalnie.

Wnętrze, szczególnie tak „wypasione” jak w widocznym na zdjęciach egzemplarzu zachwyca doborem i spasowaniem materiałów. Zupełnie nowy jest układ „infotainment”, który zyskał bardziej przyjazny w obsłudze interface i klarowną grafikę uzupełnioną o trójwymiarowe piktogramy ilustrujące poszczególne menu i podmenu systemu.

Mogłoby się wydawać, że mocno opadający ku tyłowi dach nowego S60 nie wróży nic dobrego tym, którzy zechcą usiąść z tyłu. Nic bardziej mylnego! Mam wrażenie (choć nie używałem miarki), że subiektywnie miejsca nad głową i przede wszystkim na nogi jest tu więcej niż w Audi A5 Sportback. Inna sprawa, że żeby się tam dostać i wydostać przez tylne drzwi S60, potrzeba zwinności geparda.

Spory rozstaw osi wynoszący niemal 280 cm gwarantuje, że w stylizowanym na coupe sportowym szwedzkim sedanie nie będzie nam ciasno. Dobrze też, że fotele nie są już tak miękkie jak w poprzedniku i innych obecnie produkowanych autach Volvo. Bagażnik mieści skromne 380 litrów.

Cena może studzić ogólny zachwyt nad autem. Topowe T6 w najbogatszej specyfikacji Summum kosztuje bowiem 213 900 złotych, a więc dwa razy więcej od S60 T3 ze 150-konnym silnikiem benzynowym, które otwiera cennik. To jeszcze nie powód do narzekań, tym bardziej że ten droższy jest co najmniej dwa razy fajniejszy. Gorzej, że po doposażeniu testowany egzemplarz miał w schowku metkę z porażającą kwotą końcową równą 264 200 złotych.

Miło chociaż, że Volvo pomyślało o pakietach, w których zgrupowane elementy kupowane osobno wyszłyby drożej. I tak warto zamówić ten o nazwie Aktywna Jazda. Kosztuje tylko 4600 zł i zawiera aktywne zawieszenie FOUR-C i progresywne wspomaganie układu kierowniczego. Te opcje zamawiane osobno kosztują ponad siedem tysięcy złotych.

Ach, zapomniałbym o bezpieczeństwie, które zdaje się było priorytetem konstruktorów nowego S60. Wszystkie te cudowne układy wspomagania i zapobiegania, o których już pewnie czytaliście są… bo dziś być muszą. Pozwólcie, iż przez sympatię do szwedzkiej marki i jej fanów na tym zakończę ich opis. Uff, jak dobrze, że tym razem lepiej wyszedł im samochód niż to, jak działa jego sztuczna inteligencja.

Nowe, „przystojne” S60 w pikantnej wersji T6 otrzymuje ode mnie komplet gwiazdek i tytuł najfajniejszego Volvo nowych czasów. I co wy na to, Niemcy?

Dyskusja

komentarzy