Migiem o

VW Sharan 2.0 TDI DSG Highline-Sharan w krainie fiordów

Jak wszechstronnie sprawdzić przydatność i funkcjonalność nowego minivana wchodzącego na rynek? Najlepiej w parę osób na wystarczająco długim i wymagającym dystansie, podczas którego ujawnią się wszystkie plusy i minusy.

Przedmiotem „badań” będzie nowa generacja Volkswagena Sharana, zaś miejscem eksperymentu Norwegia. Niewielki kraj na północy Europy o linii brzegowej liczącej ponad 2500 kilometrów i najmniejszej po Islandii gęstości zaludnienia na starym kontynencie. Na kilometr kwadratowy Norwegii przypada raptem 15 mieszkańców.

Lądujemy w Bergen – drugim po Oslo największym mieście Królestwa Norwegii zwanym „Bramą do fiordów”. Widok kilkunastu pachnących nowością Sharanów nie robi na nas takiego wrażenia jak auta stojące na postoju taksówek. Mercedes Klasy S po liftingu z pakietem AMG, nowa BMW „piątka” czy Jeep Wrangler Unlimited na ogromnych chromowanych kołach z „kogutami” na dachach i z mocnymi silnikami benzynowymi pod maską to, przyznacie sami, raczej rzadkość, nawet w bogatych krajach Unii.

Norwegia z pewnością do takich należy. Swoje bogactwo zawdzięcza odkrytym na początku lat siedemdziesiątych ogromnym złożom ropy naftowej. Mimo iż rodzimi eksperci wykluczyli możliwość występowania złóż w tym regionie, Esso, Philips Petrol i inne największe koncerny paliwowe zapłaciły rządowi setki milionów dolarów za odwierty. Tym samym Norwegia z biednego kraju rybackiego stała się jednym z największych światowych wydobywców i eksporterów (głównie do krajów Unii) tego surowca.

Obecnie dochód PKB na jednego mieszkańca jest drugim najwyższym po Księstwie Liechtenstein, a sami Norwegowie brylują w badaniach na najszczęśliwszych mieszkańców Europy. Dobra pensja to 20-30 tysięcy koron, czyli około 10-15 tys. złotych. Ceny i podatki są wprost proporcjonalne do zarobków. Butelka piwa w sklepie kosztuje 25 złotych, w nocnym klubie już 80 zł, papierosy na stacji skrupulatnie ukryte są za czarnymi szybami, a paczka kosztuje około 50 złotych. Zwykły Kebab z okienka na ulicy kosztuje podobnie, zaś na niewyszukany obiad w restauracji powinniście przygotować co najmniej 200-300 złotych.

Na ulicach raczej nowe samochody, i to wcale nie te najtańsze. Zresztą nowe Polo 1.2 kosztuje tam w przeliczeniu jakieś 110 tysięcy złotych, a Touareg 3.0 TDI pół miliona! Mimo to widok najnowszych Mercedesów E Cabrio czy sportowych BMW nie należy wcale do rzadkości. Kolumna sześciu lśniących Sharanów wzbudza spore zainteresowanie. To właściwie przedpremierowy pokaz w Norwegii tego auta. Jeden z dilerów Volkswagena proponuje nawet odkupienie od nas wszystkich egzemplarzy. Nie ma mowy! Potrzebujemy ich do pokonania ponad 1200 kilometrów przez najbliższe cztery dni.

Norwegowie znani są z przestrzegania prawa i poszanowania norm społecznych. Jeszcze dwieście lat temu za kradzież obcinano rękę. Ceny mandatów są słone jak Morze Północne. Przejazd na czerwonym świetle „kosztuje” około czterech tysięcy złotych, przekroczenie dozwolonej prędkości o 20-30 km/h może uszczuplić portfel nawet o siedem, osiem tysięcy! Pomni tego spokojnie opuszczamy urocze uliczki Bergen, które żegna nas słońcem i niebieskim niebem. To dobry znak, zważywszy że liczba deszczowych dni w roku wynosi w tym mieście jakieś 240, a średnia temperatura rzadko przekracza kilka kresek powyżej zera.

Sam Sharan w nowej odsłonie ma wszystkie cechy nowej filozofii stylistycznej autorstwa Maestro de’Silvy. Typowy pas przedni z poziomymi przecięciami na grillu i charakterystycznymi, ostro pociętymi kloszami lamp to dalsza część „Volkswagena wariacji na temat”. Sharan najnowszej generacji to jeden z najbardziej aerodynamicznych vanów. Współczynnik oporu powietrza Cx=0,29. Geometryczne linie dobrze maskują właściwe rozmiary. Mierzy 4,85 metra i jest dokładnie o 22 centymetry dłuższy od poprzednika. Jego wielkość widać dopiero w przepastnym wnętrzu mogącym w trzech rzędach siedzeń zmieścić siedmiu pasażerów i do którego po raz pierwszy dostaniemy się przez odsuwane do tyłu drzwi boczne, które w najbogatszej wersji wyposażeniowej Highline seryjnie uchylane są elektrycznie. Z zewnątrz po pociągnięciu za solidną klamkę, lub zdalnie za pomocą pilota, od wewnątrz zaś po naciśnięciu odpowiednich przycisków przez kierowcę lub pasażerów drugiego rzędu siedzeń.

Bagaże naszej czwórki szybko lądują w ogromnym bagażniku. Który maksymalnie jest w stanie pomieścić 2430 litrów. Do tego na pokładzie 33 schowki, zintegrowane foteliki dziecięce, ogromny panoramiczny dach, skrzynia DSG i Start-Stop zintegrowany z systemem rekuperacji energii z hamowania.

Udajemy się na północ w kierunku Norheimsund i uroczej wioski Hardingasete położonej nad brzegiem jednego z najbardziej malowniczych fiordów w tym regionie. Po drodze krótki przystanek przy uroczym wodospadzie Steindalsfossen – jednej z głównych atrakcji płaskowyżu Hardangervidda i wijącej się malowniczo drogi numer 7. Jak na specyfikę kraju sam wodospad nie jest może zbyt wysoki, ale jego cechą szczególną jest możliwość przejścia pod taflą spadającej wody.

Po pierwszych kilkuset kilometrach spędzonych z kierownicą mogę stwierdzić, że fotele Sharana należą do najwygodniejszych, z jakimi miałem do czynienia w dużych vanach pokroju Espace’a czy Voyagera. Nawet w wersji, w której tapicerkę stanowi skóra łączona z alcantarą, zapewniają wystarczające podparcie na bokach i na wąskich zakrętach norweskich dróg nie powodują sytuacji, kiedy trzeba zapierać się o kierownicę.

Samo zawieszenie boczne przeciążenia znosi już gorzej. Szeroki i długi van zdecydowanie nie lubi sportowego stylu jazdy i każdy ciaśniejszy łuk pokonany z większa prędkością „kładzie” auto, a samo nadwozie wychyla się w sposób nieznany osobowym autom tej marki. W tym segmencie nie jest to oczywiście wadą. W zamian za spokojny styl jazdy Sharan oferuje komfort na wysokim poziomie.

W zmieniających się z minuty na minutę warunkach pogodowych układ ogrzewania i klimatyzacji dobrze radzi sobie z odparowywaniem dużej powierzchni szyb i panoramicznego dachu który w odróżnieniu od niektórych aut konkurencji może być również uchylany i odsuwany.

Po noclegu i obowiązkowym nakarmieniu z Fiordu Hardanger udajemy się wzdłuż jego porwanej licznymi zatoczkami linii brzegowej w kierunku Voss – znanego kurortu narciarskiego i miejsca słynącego z doskonale przygotowanych tras i produkcji cenionej przez gwiazdy mineralnej wody artezyjskiej pobieranej z sąsiedztwa fiordów. Jej źródło to jeden z najczyściejszych zbiorników wody poznanych przez człowieka. Zamknięta w minimalistyczne designerskie cylindryczne szklane butelki Woda VOSS obecna jest na stołach najbardziej ekskluzywnych hoteli i restauracji świata.

Tym razem podróżuję w drugim rzędzie, gdzie nawet przy odsuniętych do tyłu przednich fotelach nie można narzekać na brak miejsca na nogi. Standardowo van Volkswagena występuje w konfiguracji pięcioosobowej z trzema niezależnymi fotelami z tyłu. Prosty w obsłudze mechanizm EasyFold pozwala na dowolną konfigurację foteli drugiego rzędu, które można schować w podłodze. Siedzenia drugiego rzędu można przesuwać do przodu i do tyłu oraz pochylać ich oparcia o 20 stopni.

Nowy Sharan dostępny będzie również z pakietem 6 lub 7 siedzeń. W wersji sześcioosobowej w drugim i trzecim rzędzie zamontowane są po dwa siedzenia i nie ma środkowego fotela drugiego rzędu, za to pozostałe dwa siedzenia są przesunięte do środka, co zwiększa komfort i predestynuje Sharana jako świetne auto w roli taksówki hotelowej lub auta służbowego wożącego więcej niż czwórkę pasażerów. W przypadku 7-osobowego Sharana, drugi rząd obejmuje trzy pojedyncze siedzenia (jak w wersji 5-osobowej), a trzeci rząd – dwa fotele (2:3:2). Jak sami widzicie konfiguracji jest bez liku i każdy na pewno znajdzie coś dla siebie, tylko czy szukając pojemnego autobusu niebędącego ciężarówką nie lepiej zainteresować się większym Multivanem?

Na doskonale utrzymanych i oznaczonych drogach, którymi podróżujemy, z rzadka przekraczamy dozwolone 70, a chwilami nawet 50 na godzinę. Zresztą nikt nie jedzie szybciej, niż wynosi dopuszczalne maksimum. Z drugiej strony, na wąskich drogach wznoszących się często kilkaset metrów nad poziom morza, gdzie z jednej strony mamy skalne nawisy, z drugiej zaś urwiska, najmniejszy błąd może się skończyć tragicznie. Często maksymalna prędkość przed zakrętem oznacza, że jeśli pojedziemy nawet o 10 km/h szybciej, może to być nasz odstani zakręt w życiu. Rolę policji czyhającej w krzakach z „suszarką” przejęły tu fotoradary mierzące zarówno chwilową, jak i średnią prędkość przejazdu. Ach, gdyby tak w Polsce wszechobecne ograniczenia miały się do realnych zagrożeń tak jak tu w Norwegii…

Docieramy do jednej z najbardziej wymagających i malowniczych tras w Europie – Drogi Trolli. Otwarta w 1936 roku, kręta jak jelita żaby droga składa się z 11 serpentyn, większość o znacznym nachyleniu i kącie zakrętu równym 180 stopni. Jedna z głównych atrakcji turystycznych Norwegii jest równie piękna, jak niebezpieczna. Do tego stopnia, że przejazd nią możliwy jest jedynie od maja do września, potem jej nawierzchnia staje się zbyt śliska, by móc ryzykować przejazd, nie mając co najmniej umiejętności Loeba. To ponadto jedyne na świecie miejsce ze znakiem ostrzegającym przed… trollami, które jak wiadomo należą do najbardziej złośliwych stworzeń na ziemi.

Po nocy spędzonej w Geiranger wita nas zimny i mglisty poranek. W takich warunkach dwulitrowy silnik diesla, mimo iż wyposażony we wtrysk typu Common Rail, jasno daje do zrozumienia, jakiego typu konstrukcję zamontowano pod maską i jakie paliwo służy do jej napędu. Na szczęście gderliwy terkot silnika TDI szybko ustaje po osiągnięciu przez motor temperatury roboczej. Według Volkswagena Sharan z tym silnikiem stanowić będzie trzon sprzedaży modelu na rynkach Europy.

Niestety, nie zgodzę się z tym, że to optymalne źródło napędu dla ważącego 1728 kg (w wersji z DSG) vana. Z czterema pasażerami i ich bagażem 140-konny silnik ma spore problemy z szybkim rozpędzaniem auta. Przy dłuższych podróżach autostradami nie ma to może większego znaczenia, zaś w polskich realiach na pewno już tak. Za to możemy liczyć na wręcz symboliczne zużycie paliwa, które podczas spokojnej, jednostajnej jazdy z prędkościami rzędu 70-90 km/h spadało do 4,9 litra i nigdy nie przekroczyło ośmiu.

Produkowany w Portugalii Sharan dostępny jest również z mocniejszym, 170-konnym dieslem oraz dwoma benzynowymi silnikami TSI – 1.4/150 KM oraz 2.0/200 KM. Tradycyjnie już trzy poziomy wyposażenia: Trendline, Comfortline i Highline. Warto wspomnieć o genialnym, nie tylko w oczach pań, systemie Park Assist nowej generacji, systemie regulacji tłumienia zawieszenia DCC czy seryjnych siedmiu poduszkach powietrznych i ESP oferowanych w standardzie.

Ceny startują od 99 990 złotych za 150-konną ‚benzynę’ w wersji Trendline. Wersja testowana to wydatek niecałych 135 000 złotych.

Generalnie nowy Sharan, podobnie jak każdy ostatnio wprowadzany Volkswagen, jest na wskroś poprawnym autem. Moim typem jest 170-konny diesel z DSG, ale według mnie liderem w tym segmencie wciąż pozostaje Ford Galaxy. Jakby większy, ładniejszy i na pewno dający maksimum frajdy z jazdy, jakiej można oczekiwać od minivana. Dlatego Sharan otrzymuje cztery gwiazdki. A fiordy? No wiecie, jadły mi z ręki!

Dyskusja

komentarzy