nowości i premiery

Czy warto dopłacać? Lexus UX200 w odmianie F Sport nie należy do tanich

To nie będzie standardowy test – UX200 zostało już przez nas prześwietlone. Ja sprawdzę, czy warto kupić wersję „wypasioną”.

O wszystkich zaletach i wadach Lexusa UX z dwulitrowym silnikiem benzynowym wspomniał już red. Kuchno w swoim materiale. W większości przypadków całkowicie zgadzam się z jego opinią, choć nie mam tak dużo ciepłych słów dla skrzyni CVT. Zwłaszcza, kiedy potrzebujemy szybszej redukcji, na obroty wchodzi zdecydowanie zbyt późno. Zdarza jej się też „wyć” – przy pedale gazu wciśniętym mniej więcej w 60%. Natomiast wciąż bagażnik jest mikroskopijny, z tyłu jest mocno przeciętna ilość miejsca, a cała reszta jest na bardzo wysokim poziomie. Przejdźmy więc do analizy wyposażenia.

Zielony Lexus wyposażony był „bazowo” z dodatkowym pakietem Optimum. Teraz mamy odmianę F Sport (drugą od góry), doposażoną w większość pakietów, które przewidziano przy konfiguracji. No właśnie, pakietów. W naszym są FREE (10 900 zł), DYNAMIC (8 900 zł), EXCLUSIVE (10 900 zł), FUJI (14 800 zł), a do tego kilka pojedynczych opcji: lakier (4 500 zł), wyświetlacz HUD (2 900 zł), szyberdach (5 000 zł), ładowarka indukcyjna (1 200 zł) i tuner DAB (1 500 zł). Niewiele z elementów pakietów da się zamówić samodzielnie, dlatego skazani jesteście na mocno rozbudowane konfigurowanie samochodu. Jak zdążyliście pewnie już policzyć, koszt opcji w naszym samochodzie to 60 600 zł, dołożonych do ceny bazowej za UX200 F Sport – 177 000 zł. Czyli testowany Lexus wychodzi za 237 600 zł.

Zielony egzemplarz był w odmianie Elegance Optimum – bazowe 153 000 zł + pakiet za 18 000 zł + lakier za 4 500 zł  – czyli 175 500 zł (1 500 zł mniej niż F Sport bez dodatków).

Czym więc się różnią?

W F Sport otrzymujemy w standardzie nieco inną stylizację, ale także zmienione zawieszenie (w naszym przypadku dodatkowo było adaptacyjne z regulacją). O ile jednak to można przeboleć, to F Sport na pewno kusi bardzo wygodnymi, sportowymi fotelami (choć widoczna na zdjęciach skóra F Sport to efekt pakietu EXCLUSIVE) z elektryczną regulacją, ogrzewaniem i wentylacją (ta ostatnia to pakiet FUJI, a ogrzewanie w Elegance jest w pakiecie OPTIMUM). F Sportem też łatwiej zaparkujemy – ma w standardzie czujniki z przodu i z tyłu, choć obie odmiany mają kamerę cofania. Wspomniane czujniki oczywiście są w pakiecie obecnym w ostatnio testowanym Lexusie. Elegance + Optimum za to wyklucza elektrochromatyczne lusterka boczne, które są domyślnie dostępne w bogatszej odmianie. Dużym brakiem w kontekście marki Lexus, jest niemożność dokupienia audio Mark Levinson do słabszej odmiany. Ale również w F Sport nie jest to standard, a opcja wymagająca pakietu FUJI (pojawia się w nim również wentylacja foteli i ich pamięć, oraz kamera cofania z widokiem 360 stopni). Nawigacja z mniejszym ekranem (7″ zamiast 10,3″) jest elementem pakietu Optimum i jest całkowicie wystarczająca. W F Sport również jest to opcja – domyślnie dostaniemy taki sam system audio z 6 głośnikami i małym ekranem.

Oba samochody mają przednie światła LED, choć F Sport ma „L-Shape” z adaptacyjnymi światłami drogowymi (automatyczna zmiana na mijania jest również w słabszej linii) i kierunkowskazy LED. Droższa odmiana stoi również na większych kołach – 18″ zamiast 17″ – tę różnicę można zniwelować wspomnianym już pakietem Optimum. Nie da się za to do tańszego Lexusa UX dokupić wyświetlacza HUD, czy tunera DAB. Za dodatkowe 4 000 zł możemy uzupełnić wyposażenie wersji Elegance o elektrycznie (i bezdotykowo) sterowaną tylną klapą oraz system bezkluczykowy – w przypadku F Sport to również są to opcje, zawarte w pakiecie FREE (dodaje on nawigację, czujniki parkowania z funkcją samodzielnego zatrzymania, system monitorowania martwego pola z ostrzeganiem o ruchu poprzecznym). Ta ostatnia opcja w Elegance dostępna jest za 1 900 zł – jeśli komuś potrzebna. Lepsze lampy również są dostępne – za 4 500 zł w pakiecie VIEW.

Widzimy więc, że poza rozbudowanym audio (które jest bardzo dobre, ale nie tak dobre jak w wyższych modelach), skórzaną tapicerką z wentylacją i ekranem HUD (moim zdaniem nie jest niezbędny) – nawet odmianę Elegance można doposażyć w bardzo podobny sposób jak F Sport. Wtedy samochód będzie kosztował (wspomniane wyżej opcje) 185 900 zł. Nawet w takiej wersji będzie to bardzo dobrze wyposażony samochód, w którym nie będzie widać „oszczędności”.

 

Tymczasem F Sport kosztuje niemal 240 tys. zł – fakt, że np. szyberdach zawsze mocno podnosi cenę, więc utrzymajmy, że cena za doposażony model to 230 tys. zł. I wtedy warto się zastanowić, czy chcemy Lexusa. Za 231 tys. zł skonfigurowałem BMW X2 xDrive 20i z niemal identycznym wyposażeniem (bez wentylacji fotela i szklanego dachu) – ma 192-konny silnik turbo i… napęd na cztery koła. Świeże na rynku Audi Q3 będzie jeszcze droższe niż Lexus – 252 690 zł – ale wciąż mówimy o odmianie 2.0 TFSI o mocy 190 KM i z napędem quattro. Czekamy na Mercedesa GLA nowej generacji, więc trudno porównywać ceny, ale do niedawna można było za te ok. 230 tys. zł mieć „spokojnie” skonfigurowany model AMG GLA 45.

Podsumowanie

Dlatego jeśli szukacie samochodu na lata, Lexus będzie świetnym wyborem, ze względu na potencjalną bezawaryjność. Ale moim zdaniem, lepiej zrezygnować z pewnych elementów, bo dopłata do nich jest niewspółmierna do korzyści – najuboższa odmiana nawet z dodatkami jest bogato wyposażona, a wyceniona sensownie. Testowany niebieski egzemplarz ma znacznie mniej sensu.

Dyskusja

komentarzy