producenci i rynek

Techniczne dzieło sztuki – silnik V12 Coswortha dla Astona Martina

Cosworth i Aston Martin oficjalnie pochwalili się jednostką V12 do modelu Valkyrie. To prawdziwie dzieło sztuki.

Gdy na plakietce znajduje się nazwa Cosworth, to można być pewnym, że robota została wykonana perfekcyjnie. Ta brytyjska firma zapisała się w historii jako twórca jednych z najlepszych jednostek do chociazby F1 czy sportowych Fordów i Mercedesów. Aktualnie, poza projektowaniem i modyfikacjami jednostek napędowych, Cosworth przygotowuje także szereg najróżniejszych systemów i rozwiązań, które mają szerokie zastosowanie w motoryzacji i motorsporcie. Nikogo nie powinien dziwić więc fakt, że Aston Martin wybrał właśnie tę firmę i zlecił jej zaprojektowanie nowej jednostki V12.

Silnik do modelu Valkyrie był tworzony od czystej kartki – w grę nie wchodziło zastosowanie jakichkolwiek dotychczasowych rozwiązań. Założenia narzucone przez Andy’ego Palmera, szefa Astona, były proste – 6 litrów pojemności, 12 cylindrów w układzie V, niska masa oraz przede wszystkim ogromna moc. Cosworth finalnie stworzył coś jeszcze ciekawszego – jednostka rozrosła się do 6,5-litra, a do tego jest wolnossąca, co pozwala na wkręcanie się do szalonych 11 200 obrotów na minutę. Moc to 1000 koni mechanicznych, zaś moment obrotowy wynosi 740 Nm.

Jednym z największych wyzwań było obniżenie masy całej konstrukcji. Toczyła się tutaj walka o każdy kilogram. Finalnie udało się zejść do 206 kilogramów, co jak na tak ogromny silnik jest fantastycznym wynikiem. Jak podkreśla Cosworth zredukowano masę nawet takich elementów jak karbonowa pokrywa, która lakierowana ważyła o pół kilograma więcej.

Co więcej, jednostka Coswortha ma być niezawodna. Producent zakłada, że wytrzyma ona 100 000 kilometrów przebiegu – i to przy torowym użytkowaniu. W razie jakichkolwiek problemów Cosworth będzie rozbierał i weryfikował silniki, po czym ewentualnie je odbuduje. Wynik ten jest znacznie lepszy niż w przypadku Mercedesa-AMG One, którego silnik wytrzyma nieco ponad 30 000 kilometrów.

Dyskusja

komentarzy