producenci i rynek

ZD D2S, czyli elektryczny carsharingowy wynalazek dla odważnych

Rynek usług carsharingowych w Warszawie jest bardzo bogaty. Widać tutaj także kierunek zmian, czyli elektryfikację flot aut do poruszania się po mieście i okolicach.

4Mobility, Panek, Innogy go!, Traficar – to tylko cztery największe firmy, które „rządzą” rynkiem carsharingu w Polsce. Usługa ta rozwinęła się w naszym kraju w Warszawie, jednak teraz już niemal każde duże miasto ma swoją flotę miejskich aut. Sam często korzystam z tego udogodnienia – jeśli na przykład musimy w redakcji zamienić samochody, to skorzystanie z carsharingu jest najprostszą i najwygodniejszą metodą na szybkie przemieszenie się z punktu A do punktu B, bez zbędnej straty czasu. „Samochody na minuty” są także ciekawe pod kątem obserwacji trendów w takich firmach. Wszystkie na początku startowały z pojazdami spalinowymi, jednak teraz widać nowy kierunek w postaci zmiany flot na auta elektryczne. I choć wciąż mam mieszane uczucia co do „ekologiczności” samochodów na prąd, to jednak w mieście sprawdzają się one doskonale, a dzięki ustawie o elektromobilności można bezkarnie korzystać nimi z buspasów, co pozwala na zyskanie cennych minut w ciągu dnia pracy.

I tak oto Innogy go! wybrało moje ulubione BMW i3, do jednej z usług w drodze są Renault Zoe, zaś Traficar niejako tymczasowo wymienił dużą flotę Clio na kilkadziesiąt sztuk auta o nazwie ZD D2S, zmniejszając przy tym strefę użytkowania do obszaru ścisłego centrum. Tej decyzji komentować nie będę, gdyż jest ona związana z wyborem konkretnego pojazdu, dlatego też skupię się na samym samochodzie – a raczej produkcie samochodopodobnym.

Od zawsze uważałem, że mikrosamochody to wyjątkowo grząski i bardzo niebezpieczny temat. Małe, polepione z różnych elementów, rzadko spełniają jakiekolwiek normy dotyczące bezpieczeństwa. ZD D2S jest jednym z takich produktów – zapewnia do 150 kilometrów zasięgu według normy NEDC, zaś jego „sercem” jest jednostka generująca 20,4 KM. Prędkość maksymalna to raptem 80 km/h, więc na drogi szybkiego ruchu nim nie wjedziemy – i dobrze, gdyż jest to niebezpieczne i nieprzyjemne. Prowadzenie? 1,5 metra szerokości i 2,8 metra długości zapewnia specyficzne wrażenia. Nie jest to poziom Smarta – Smart przy ZD to prawdziwy McLaren. Chiński wynalazek skręca „jak chce”, sprawia wrażenie niepewnego i złożonego „na oko”. Naprawdę, jeździłem w życiu wieloma autami, w tym paroma gratami „przed remontem”, i w żadnym z nich nie czułem się tak źle jak tutaj. Co ciekawe za ZD nie stoi „byle kto”, ale sam koncern Geely – tak, ten od Volvo i Lotusa.

A dodajmy, że Electric Vehicles Poland, dystrybutor ZD w Polsce, planuje sprzedaż tego pojazdu klientom indywidualnym. Nie wiem jednak kto ma na tyle odwagi, aby wybrać taki pojazd – jeśli chcecie taniego elektryka, to poszukajcie używanego samochodu, ale nie decydujcie się na ZD. Nawet Smart na prąd, zapewniający śmiesznie mały zasięg, będzie dużo lepszą propozycją.

Dyskusja

komentarzy