prototypy i wizje

Ciemna strona miasta – Ford Interceptor

Nikt nie lubi spacerów po ciemnych zaułkach miasta. Jest nieprzyjemnie, każdy odgłos podnosi nasz puls. Nagle gdzieś w oddali rozlega się potężny ryk, widzisz błyskające światła i zza rogu wypada wprost na Ciebie potężna limuzyna. To Ford Interceptor.

Co prawda to tylko fikcja, a Interceptor jest na razie konceptem, jednak robi wyjątkowo mroczne wrażenie. Nawet w przedstawionym przez Forda niebieskim kolorze. Pojazd Mad Max’a czy amerykańskie radiowozy pościgowe to pierwsze skojarzenia z nazwą tej gabloty. Równie brutalne jak i całe auto. Pewnie Robocop będzie się takim woził, jeśli kiedyś jeszcze nakręcą przygody „zapuszkowanego” gliny.

Interceptor jest długi niczym autobus miejski, sięga Ci nieco wyżej pasa i nie mieści się na miejscu parkingowym po S-klasie Twojego sąsiada. Dzieci płaczą, ludzie chowają się przed Tobą, a Policja udaje, że nie zauważa. Takie właśnie jest to auto. Brutalne, przerażające i odjechane. Boczne szyby są tak wąskie, że odbierana duża Cola w McDrive nie mieści się na wysokość. Oczywiście nic nie płacisz. Linie nadwozia są proste, bez żadnych udziwnień, przełamań. Lusterka boczne to tylko gadżet, mniejszych nie było. Podwójne reflektory z przodu przedzielone chromowaną listwą i jasnym wypełnieniem są najłagodniejsze z całej linii, choć i tak mają w sobie coś z dużym pickupów Forda. Tylne są w podobnym stylu, a ze zderzaka wystają dwie szerokie końcówki układu wydechowego.

Wnętrze Interceptora pochodzi z epoki kamienia łupanego. Zapomnijcie o setkach wyświetlaczy, komputerach, nawigacjach i innych wynalazkach XXI wieku. Tu jest prosto i surowo, niczym w konceptach z lat 70-tych. Stylizowane na wzór Forda GT fotele są płaskie jak stół i pokryte czarną skórą obszywaną żółtą nicią. Nie potrzebujesz bocznego trzymania, gdyż o Twoje bezpieczeństwo dbają nowatorskie, pierwszy raz zastosowane właśnie przez Forda 4-puntkowe pasy bezpieczeństwa. Zagłówki podwieszono z podsufitki. Deska rozdzielcza to minimalizm zapewniający maksymalizm. Za rozciągniętą na boki kierownicą umieszczono dwa zalatujące starymi „amerykańcami” zegary z prędkościomierzem i obrotomierzem, na lewarku zmiany biegów umieszczono przycisk „start”, a na rogach deski zamontowano równie staroświeckie wyloty powietrza. Tyle. Nic więcej. Jakaś klapka na środku i napis Interceptor przed pasażerem. Reszta to hektary powierzchni pokrytej podobnie jak fotele czarną skórą, gdzieniegdzie delikatnie wnętrze wzbogacono aluminiowymi wstawkami. Potężny i szeroki tunel środkowy kończy się logiem Forda miedzy dwojgiem pasażerów z tyłu.

Maska potwora jest odchylana do przodu, potężny garb widoczny zza kierownicy zostaje na silniku i jedyne co widzimy to niebieskie pokrywy zaworów z napisem „dopalone przez Forda”. Ośmiocylindrowy silnik Cammer w układzie V pochodzi z Mustanga GT, podobnie jak przedłużone podwozie. Pojemność została zwiększona z 4,6 do 5 litrów. 400 wściekłych koni jest przenoszonych na tylne koła (wszystkie w rozmiarze 22 cali) za pośrednictwem 6-biegowej skrzyni manualnej. Jest rysa na diamencie. Zamiast palić 30 litrów na setkę bezołowiowej jak na prawdziwego petrolhead’a przystało, Interceptor zadowala się… ekologicznym etanolem.

Ford Interceptor to prawdziwy postrach miasta. Jest potężny, agresywny i budzi grozę. Jak na razie jest jednak tylko prototypem, który zwiastuje nowy model Forda w klasie wyższej. Czy jednak wersja seryjna okaże się równie agresywna i bojowa co koncept, zobaczymy w niedalekiej przyszłości.

Komentarze w temacie pt. Ford Interceptor Concept na naszym forum.

Dyskusja

komentarzy