wydarzenia

„Śniadanie&Gablota” wjeżdża do Warszawy pod egidą autoGALERII

Dużo przygotowań i jeszcze więcej stresu, ale wszystko jest na dobrej ścieżce – od tego roku spotkania z cyklu „Śniadanie i Gablota” będą odbywać się także w Warszawie!

Wiecie co najbardziej lubimy w motoryzacji? To, że łączy ludzi w unikalny sposób. Nie ma nic piękniejszego niż skrajnie różne samochody, które zaparkowano obok siebie. Ich właściciele rozmawiają i wymieniają się spostrzeżeniami, smakując każdy detal pojazdu. I nie musi to być od razu Lamborghini Huracan czy Ferrari 488. Obok takich aut może równie dobrze stanąć bardzo fajny Citroen AX czy chociażby zadbany Fiat Uno. Liczy się pasja i miłość do czterech kółek, niezależnie od logo na masce i wartości auta.

Wydarzeniem, które tak łączy ludzi, jest Śniadanie&Gablota. Idea stojąca za tymi spotkaniami jest skrajnie różna od eventów typu „Kawa i Samochody”, gdzie prowadzona jest selekcja, a całość ma bardzo pompatyczny charakter. My cenimy sobie różnorodność – na co dzień obcujemy głównie z nowymi autami, choć można o nas śmiało mówić „motoryzacyjne dinozaury”, gdyż na widok starych maszyn ślinimy się jak małe dzieci.

I to właśnie połączyło nas oraz ludzi stojących za wydarzeniem Śniadanie&Gablota. Tym samym możemy oficjalnie ogłosić, że autoGALERIA wprowadza ten event do warszawskiego kalendarza imprez motoryzacyjnych! Pierwsza edycja odbędzie się już wiosną, choć o terminie poinformujemy Was dopiero za jakiś czas.

Tymczasem aby lepiej zrozumieć całą koncepcję zadaliśmy trzy pytania Sławkowi Porosowi – człowiekowi, który stoi za Tejsted i Śniadanie&Gablota.

autoGALERIA: Czym jest Śniadanie&Gablota oraz do kogo kierujecie ten event? 

Śniadanie & Gablota, to nic innego, jak smaczne jedzenie w otoczeniu ludzi i samochodów. Zaczęliśmy w 2017 od spontanicznych spotkań w Łodzi. Wtedy na nasze wydarzenia przyjeżdżało 10, może 20, samochodów. W pierwszym sezonie zrobiliśmy cztery śniadania i jedną „Kolacja & Gablota”. Jak się później okazało stworzyliśmy tym samym fajną grupę ludzi, którym bardzo spodobała się koncepcja takich spotkań. Po zakończeniu sezonu 2017 odebrałem telefon od mojego serdecznego kolegi Bartosza, który wpadł na pomysł, żeby w 2018 roku event organizować także na jego podwórku, czyli we Wrocławiu. Uznaliśmy, że to super pomysł. Dogadaliśmy szczegóły i puściliśmy post na fanpage’u Śniadanie & Gablota. Później zadziałał efekt kuli śnieżnej i dołączyły kolejno ekipy z Trójmiasta i Poznania. Sezon 2018 był niesamowity! To było naprawdę „coś”, na każdym śniadaniu mieliśmy pełne parkingi samochodów i mnóstwo uśmiechniętych ludzi dookoła. Przez dwa sezony zrobiliśmy ponad 25 śniadań i każde było dla nas nowym doświadczeniem i świetną zabawą.

Co ciekawe, obecnie za całe Śniadanie & Gablota Polska odpowiedzialne jest 8 osób. Ci wszyscy ludzie to indywidualiści, mający różne poglądy, charaktery i wizje świata – z jednymi pracuje się łatwiej, z innymi trudniej, ale absolutnie każdy z nas wierzy w to co wspólnie tworzymy. To jest fantastyczne i bardzo mnie intryguje jak w gruncie rzeczy to działa, bo mimo tych różnic nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek mieli jakąś wewnętrzną kłótnię.

W kogo celujecie? 

Zawsze gdy pada takie pytanie, śmieje się, że ŚnG jest „dla wszystkich, ale nie dla każdego.” Dla wszystkich, bo najważniejszy jest dla nas człowiek, nasz Gość. Nie ma żadnych opłat, selekcji, jakichś bzdurnych udziwnień, że ty możesz wjechać, a ktoś inny nie może – jesteśmy dla wszystkich. Ale nie jesteśmy dla każdego, bo nie każdy jest w stanie dzielić się swoją przestrzenią z innymi. Jeśli masz coś ciekawego do opowiedzenia, albo chcesz posłuchać kogoś innego i masz odwagę dyskutować, to śmiało! ŚnG jest jak taki samochodowy Woodstock – nawet często tak też to wygląda. Wiesz, jak przyjedziesz spóźniony, to parkujesz albo na ulicy, albo gdzieś z boku z dala od kawowego źródełka. U nas są krzywo zaparkowane samochody i masa ludzi z najróżniejszych światów. Kocham ten wielobarwny obraz, który z każdym śniadaniem wygląda inaczej. Nie uważasz, że to jest jakaś nierealna magia, że na jednym wydarzeniu obok siebie może stać Mazda MX-5, z której wysiada ktoś w przebraniu Piccachu, a tuż obok stoi Rolls-Royce’a i gość w wyprasowanej koszuli? Więcej, ci ludzie razem się śmieją i wygłupiają. To jest śniadanie, jeden przyjeżdża niewyspany po imprezie, drugi już dawno po porannym treningu, musisz czuć luz.

Czy tak jak na wielu polskich imprezach z cyklu Cars&Coffee czy Kawa i Samochody wstęp mają tylko maszyny z wyższej półki?

Opowiem Ci jedną z moich ulubionych historii związanych z ŚnG. Jedno z pierwszych śniadań w Łodzi. Przyjechał młody chłopak jakąś starą Hondą. Miły, wesoły, świr z branży IT, opowiadał mi czym się zajmuje, ale wszystko co wykracza poza „wyłącz/włącz ponownie”, jest dla mnie abstrakcją. Zaparkował swoje auto obok pewnego przedsiębiorcy. Panowie się zgadali. Teraz obaj jeżdżą Mercedesami, bo stworzyli wspólnie jakąś aplikację. To jest to co ja chce widzieć na Śniadanie & Gablota.

Wspominasz C&C Polska, bardzo cenię sobie ten event, chociaż wiele osób niesłusznie uważa, że między nami jest jakaś wrogość i wojna. Mimo wszystko wydaje mi się, że Polska nie jest krajem wpisującym się w estetykę tego typu elitarnych spotkań. Jako naród jesteśmy w jakiś sposób naznaczeni, mamy swój folklor i autentyczną słowiańską charyzmę, którą zresztą uwielbiam. Nie da się nas wsadzić w klonowane zagraniczne wzorce i ramki, bo my mamy inną mentalność – nie gorszą, nie lepszą, inną. Spójrz – Włochy, Francja, USA, Anglia, czyli kraje w których bardzo mocno rozwijają się takie inicjatywy jak C&C, to kraje w których elity społeczne są czymś naturalnym, historyczną warstwą społeczną z głębokimi tradycjami i wielopokoleniowymi korzeniami. Na zachodzie panuje zupełnie inny model i kultura „spotykania się”. My w Polsce straciliśmy te elity i one dopiero się odradzają. U nas nieco błędnie pojęciem „elity” nazywamy po prostu ludzi majętnych, ale przyjmując taką definicję, to przyjrzyj się tym ludziom – to bardzo często osoby przed 40, pełni życia i energii, zdolni przedsiębiorcy, wizjonerzy, którzy zrobili pieniądze na sprzedaży płyt chodnikowych, albo dorobili się na nowych technologiach. To są wspaniali ludzie, z głowami pełnymi pomysłów, przepełnieni szczerą chęcią dzielenia się swoim doświadczeniem, a to że oni jeżdżą Ferrari czy Lamborghini, kogo to obchodzi? Ich się nie da się zamknąć w klatce, ogrodzić płotem i kazać rozmawiać z kimś, tylko dlatego, że mają zbliżoną ilość zer na koncie. U nas liczy się Gość i każdy jest traktowany tak samo, przyjeżdżasz Lambo – super, przyjeżdżasz Trabantem – jeszcze lepiej, tylko na boga, przywitaj się ze wszystkimi, bądź kulturalny i baw się doskonale. W takim tyglu towarzyskim networking działa naturalnie, nie trzeba go wymuszać, ani inicjować.

W jakich miastach poza Warszawą odbędzie się w tym roku Śniadanie&Gablota?

Sezon 2018 dał nam nadzieję na to, że w Polsce można robić przyjazny event i co ważne ogólnodostępny. Taki bez żółci, wrogości i agresji. Oczywiście zdarzają się zgrzyty. Wyobraź sobie taką sytuację z zeszłego roku. Jem śniadanie z Michałem, albo jak to najczęściej działa „tym wysokim od białego AMG”, poznałem go przy okazji eventów w Łodzi. Michał to duży gość, wysoki, postawny, wydziarany, do tego niezwykle miły i życzliwy, na każdym śniadaniu jest ze swoją córeczką Lenką. Nagle na parkingu zrobiło się ciasno, bardzo dużo ludzi się wtedy zjechało, więc zaczęło się parkowanie gdziekolwiek – to jest to co ci mówiłem o Woodstocku. Czasem się tak zdarza, ale nie mamy na to wpływu, bo w całej Polsce nie znajdziesz miejsca z wystarczającą ilością miejsca dla nas. Nagle ktoś parkuje na samym środku przejazdu, wysiada i zaczyna się drzeć, że skandal, że nie ma miejsca na kostce brukowej, że parszywy event, że już więcej nie przyjedzie. Na to Michał ze stoickim spokojem odłożył sztućce, wstał od stolika i odkrzyknął – „tee kolego! Spokojniej tam, trzeba było przyjechać wcześniej i sobie znaleźć miejsce, a teraz to parkuj na trawie i chodź na śniadanie!” Gość zaparkował na trawie, zjadł śniadanie i odwiedzał nas do końca sezonu. Fajne jest to, że uczestnicy sami dbają o ten event i kształtują  go pod siebie. My daliśmy im glinę, a oni są rzeźbiarzami tej przestrzeni. Dlatego naturalnym jest to, że chcemy się rozwijać. Bez obaw mogę powiedzieć, że już w 2018 byliśmy największym tego typu wydarzeniem w Polsce. W 2019 na pewno chcielibyśmy utrzymać zeszłoroczny poziom i pojawić się w kolejnych miastach. Warszawa będzie jedną z 3 nowych destynacji, mamy już wstępne uzgodnienia z lokalnymi organizatorami i partnerami, miejsce też już wybraliśmy. Kolejne dwie lokalizacje pojawią się na południu Polski, ale jeszcze nie mogę zdradzić konkretów. Z pewnością nasi goście będą mogli spróbować czegoś nowego w tym sezonie!

________________________________________________________________

Nie zdradzamy jeszcze miejsca ani partnerów tego wydarzenia, ale możemy Was zapewnić, że będzie to impreza, której Warszawa jeszcze nie widziała. Pamiętajcie – nie liczy się samochód, którym przyjedziecie. Najważniejsza jest pasja, miłość do czterech kółek i pozytywne nastawienie.

Dyskusja

komentarzy