Pierwsze jazdy

2018 Volvo V60 – Między segmentami | PIERWSZA JAZDA

Michał Wójtowicz

Uniwersalność, to najlepsze słowo opisujące najnowsze kombi Volvo. Po dość ciasnym poprzedniku, Szwedzi wrócili na właściwe tory. Nowa generacja V60 jest bardzo przestronna, komfortowa, a z hybrydowymi jednostkami szybka. Na tle konkurencji też wyraźnie większa. Czy to wystarczy, by podebrać klientów BMW, Mercedesowi i Audi?

Volvo V60 zadebiutowało w 2011 roku, wpisując się w gamie tego producenta pomiędzy większe V70 (które wówczas awansowało, bazując na S80 zamiast S60). Model ten szybko zyskał dużą popularność – głównie za sprawą atrakcyjnej i świeżej stylistyki. Co prawda jego przestronność była mocno ograniczona, lecz nie przeszkodziło to w osiągnięciu sporego sukcesu na rynku. V60 było także pierwszym Volvo, w którym pojawiła się hybryda typu plug-in. Kto by wówczas pomyślał, że w drugim wcieleniu V60 to właśnie ta odmiana będzie grała pierwsze skrzypce. Na co stać nowego gracza ze Szwecji? Przekonajmy się.

Zaczynamy od kombi

Debiut kombi nie jest przypadkowy. Europa powoli odwraca się od sedanów. Takie nadwozia zyskują na popularności jedynie w Turcji, Stanach Zjednoczonych i Chinach. Rodzinna wersja jest nie tylko praktyczna, lecz również wpisuje się w preferencje flot, które napędzają rynek i w Polsce odpowiadają za 70% udziału w nim. A co z sedanem? Będzie, ale dopiero w połowie przyszłego roku. Wraz z nim pojawi się też R-Design i uterenowione Cross Country. Co ciekawe, w limuzynie nie uświadczymy diesla. Szwedzi stawiają na benzynowe jednostki napędowe, hybrydowe i w niedalekiej przyszłości elektryczne. Póki co jednak w centrum uwagi pozostają wspomniane hybrydy typu plug-in.

Poza tym Volvo = kombi. Marka ta niezmiennie kojarzona jest z praktycznymi autami, które obecne są w jej gamie od ponad 50 lat. Nikogo nie powinien dziwić więc fakt, że to właśnie ta odmiana idzie na pierwszy ogień w gamie „niskich” 60-tek (w odróżnieniu od SUV-a XC60).

Większy od konkurencji

Volvo przyzwyczaiło nas do tego, że poszczególne modele przewyższają gabarytami konkurencję. Nie inaczej jest w tym przypadku. V60 ma 4761 mm długości, 1850 mm i 1427 mm wysokości. Audi A4 Avant jest krótsze o 3,5 cm, a BMW serii 3 Touring aż o 13,5 cm. Spore różnice odnajdziemy też w pozostałych płaszczyznach.

Spore rozmiary nie przeszkodziły zaprojektować stosunkowo „lekkiego” nadwozia. Proporcje V60 są zdecydowanie zgrabniejsze, niż w przypadku V90. Wzornictwo pozostało natomiast bardzo zbliżone do V90 i XC60. Projektanci postawili na niemal identyczne, w pełni LED-owe reflektory z charakterystyczną „łezką” łączącą je z grillem, wznoszącą się ku tyłowi linię okien, a także niemal pionową pokrywę bagażnika unoszoną elektrycznie. Wśród dodatków znajdziemy felgi w rozmiarze 16-20 cali, dwie końcówki układu wydechowego, relingi i hak holowniczy. Całość prezentuje się bardzo estetycznie i schludnie – niczym w uwielbianej przez wszystkich Ikei.

Sporo przestrzeni

2872 milimetrowy rozstaw osi przełożył się na przestrzeń w dwóch rzędach. Przednie fotele można wyposażyć w podgrzewanie, wentylację, a także masaż i regulowane pneumatycznie boczki. Ich wyprofilowanie nie pozostawia wiele do życzenia – całkiem nieźle trzymają w zakrętach, a jednocześnie świetnie sprawdzają się podczas długich podróży. Dobrze ułożone oparcie z wysuniętym zagłówkiem pozwala na wygodne zajęcie dogodnej pozycji. Zresztą fotele od zawsze były wyróżnikiem Volvo i na szczęście w tej kwestii nic się nie zmieniło.

Wygodnie jest też z tyłu, gdzie miejsca nie zabraknie dla dwóch wysokich osób. Trzecia będzie narzekać na wysoko poprowadzony tunel. W tej kwestii Volvo zdecydowanie przewyższa dość ciasne Audi A4, Mercedesa Klasy C i BMW serii 3. Bagażnik o pojemności 529 litrów jest największy w klasie i do tego bardzo ustawny. Jest to miła odmiana po poprzedniku, który był zwyczajnie ciasny. Teraz załadunek większych przedmiotów jest dużo łatwiejszy, a ustawne kształty pozwalają na wygodne ułożenie wszystkich przedmiotów.

Pośród materiałów wykończeniowych znajdziemy, drewno, szczotkowane aluminium, a także perforowaną skórę. Całość przedstawia się bardzo dobrze i nie odstaje od wyżej pozycjonowanego V90. Zresztą całą deskę rozdzielczą niemal bez zmian przeniesiono z modelu XC60. Jedyne twardsze elementy znajdziemy więc w okolicach tunelu środkowego. Na szczęście nic tutaj nie trzeszczy, a całość spasowano z należytą starannością.

Z większych i starszych modeli przeniesiono też multimedia. Ekran przed oczami kierowcy ma 12 cali i zmienną grafikę. W zależności od upodobań możemy wybrać jeden z czterech wzorów zegarów – minimalistyczny, klasyczny, „Glass” oraz „Performance „. Centralny dotykowy wyświetlacz jest standardem w każdej wersji. Na 9-calowym ekranie ulokowano wiele funkcji, co będzie wymagać od użytkownika dłuższej chwili na zapoznanie się z ich działaniem. Wszystko funkcjonuje jednak szybko i sprawnie, oraz współpracuje ze smartfonami opartymi na systemie Android oraz iOS. W standardzie Volvo dołącza też praktyczną szmatkę do wycierania ekranu. Warto się z nią zaprzyjaźnić, gdyż odciski niestety są tutaj mocno widoczne.

Dwa silniki na początek

Volvo sukcesywnie będzie wzbogacać gamę jednostek napędowych. Wraz z debiutem pod koniec czerwca, pod maską V60 zagoszczą dwa silniki – T6 AWD i D4 FWD. Pierwszy ma dwa litry pojemności, 8-stopniowy automat i 310 KM. Do setki przyspiesza w 5,8 sekundy, a wskazówka prędkościomierza zapędza się do 250 km/h. Ofertę uzupełni jeszcze T5 – 2.0 250 KM oraz dwie hybrydy połączone z 87-konnym silnikiem elektrycznym i napędem na obie osie. T6 generuje 340, a T8 390 KM.

Diesel jest jeden, ale występuje w dwóch wersjach – 150 i 190 KM. Słabszy pojawi się w salonach pod koniec wakacji, natomiast 190-konną odmianę już można zamawiać. Pierwsze sztuki wjadą do salonów jeszcze w czerwcu. Taki też wariant zabraliśmy na blisko 200-kilometrową trasę testową. Auto wyposażone w automatyczną, hydrokinetyczną przekładnię i napęd na przednią oś powinno być motorem napędowym sprzedaży.

Cisza i spokój

Oprócz 190 koni, mamy do dyspozycji 400 Nm dostępnych w zakresie 1750-2500 obr./min. To wystarcza, by sporych rozmiarów kombi rozpędzić do setki w 7,9 sekundy, a wskazówkę prędkościomierza zatrzymać na 220 km/h. Auto chętnie nabiera prędkości do około 140-150 km/h. Później dostaje lekkiej zadyszki, ale i tak nie można narzekać na niedobory elastyczności. Skrzynia nieźle żongluje poszczególnymi przełożeniami. Małe opóźnienie występuje jedynie w razie potrzeby szybkiej redukcji 2-3 biegów. Układ kierowniczy funkcjonuje poprawnie, ale czuć, że konstruktorzy postawili na komfort. Jest dość mocno wspomagany nawet po przełączeniu komputera w tryb Dynamic.

Pod wygodę codziennej eksploatacji zestrojono cały układ jezdny. Zawieszenie przy 19-calowych obręczach niemal bezszelestnie pokonuje większość ubytków w asfalcie. Tylko poprzeczne przeszkody wprowadzają nutę nerwowości. Warto też wspomnieć o wyciszeniu wnętrza. Mimo obecności czterocylindrowego diesla pod maską, do kabiny przedostaje się jedynie szmer powietrza opływającego karoserię. Jakiekolwiek wibracje ciężko wyczuć. Odcięcie od świata zewnętrznego zasługuje na słowa uznania. Charakterystyczny klekot diesla słychać po wyjściu z samochodu. Zużycie paliwa w cyklu mieszanym na poziomie 7,5 litra to niezły wynik, biorąc pod uwagę masę własną przekraczającą 1700 kilogramów.

Bezpieczeństwo w standardzie

Volvo od lat opiera kampanie marketingowe na sloganach dotyczących bezpieczeństwa. By szumne hasła nie były gołosłowne, V60 już w standardzie zostało wyposażone w szereg elektronicznych asystentów. W razie wykrycia przeszkody w postaci samochodu, pieszego lub dużego zwierzęcia, auto samo uruchomi hamulce, nie czekając na reakcję kierowcy. Mamy też układ stabilności przechyłu, ochrony odcinka szyjnego kręgosłupa dla pasażerów obu rzędów oraz 7 poduszek powietrznych. To wszystko w połączeniu ze 150-konnym dieslem i manualną skrzynią biegów wyceniono na 147 tysięcy. D4 z napędem na przednią oś kosztuje 158 700 zł. Dopłata do automatu, jak i systemu AWD wynosi 10 tysięcy.

Wersje benzynowe są droższe, ale i lepiej wyposażone w standardzie. Za T5 FWD (250 KM) trzeba zapłacić 182 tysiące, a za 310-konną odmianę T6 200 600 zł. Hybrydy dostępne w przyszłym roku wyceniono na 234 (T6 340 KM) i 247 300 zł (T8 390 KM).

Warte uwagi

Nowe Volvo V60 pokazuje, że Szwedzi obrali dobry kierunek. Niektórzy będą co prawda narzekać na brak większych silników, ale jak widać klientom to nie przeszkadza. Cieszy za to fakt, iż producent ten pozostaje przy formach, w których czuje się dobrze i może pokazać swoje możliwości. Dożyliśmy bowiem czasów, kiedy nawet zwykłe kombi staje się coraz rzadszym widokiem w ofercie wielu producentów.