Pierwsze jazdy

Nowy Ford EcoSport – Nadrabianie zaległości | PIERWSZA JAZDA

Wszyscy producenci rozpychają się teraz w segmencie małych crossoverów. No, prawie wszyscy, bo Ford nieco zaspał i z wyraźnym opóźnieniem staje do walki. Na ring wystawia za to bardzo ciekawego i niebanalnego zawodnika.

To opóźnienie też w sumie nie jest takie oczywiste – otóż EcoSport już od kilku lat egzystuje na rynku. Model ten zadebiutował w 2003 roku. Nie kojarzycie go? Nic dziwnego – był oferowany tylko w Brazylii, gdzie zyskał sporą popularność. Bazował wówczas na znanym Wam zapewne Fordzie Fusion. Druga generacja pojawiła się w 2012 roku, zaś jej europejskie wcielenie pokazano rok później. Ten samochód też nie był zbyt częstym widokiem na drogach – głównie ze względu na fakt, iż oferowany był w zaledwie ośmiu krajach na Starym Kontynencie.

I była to słuszna decyzja, gdyż EcoSport przed liftingiem był – delikatnie mówiąc – wybitnie nieudanym autem. Pomińmy już kontrowersyjną stylistykę, z masywnym przodem oraz pseudo-terenowym tyłem (ach to koło na klapie bagażnika). Najgorsze było wnętrze, będące morzem twardego i nieprzyjemnego w dotyku plastiku. W magiczny sposób popsuto także całkiem niezłą pozycję za kierownicą z B-Maxa i Fiesty (EcoSport dzielił z nimi większą część wnętrza). Ogólnie rzecz biorąc był to samochód, którego i tak nikt by nie kupił.

Ford podwinął więc rękawy i wziął się do roboty. Jakie są tego efekty? Zobaczcie sami.

Brzydkie kaczątko?

Jak już wspomniałem EcoSport przed liftingiem wyglądał po prostu kiepsko – z twarzy podobny był zupełnie do nikogo. Styliści Forda mieli więc nie lada wyzwanie – musieli nadać temu autu jakikolwiek charakter. I ze swojej roboty wywiązali się na piątkę z plusem, z brzydkiego kaczątka tworząc całkiem urodziwe auto.

Z przodu zaadaptowano schemat znany z Kugi i Edge’a, czyli podniesiony nieco w górę grill z dwoma poprzeczkami oraz otaczający go schemat litery X z większymi i nieco agresywniej stylizowanymi lampami. Wszystko to uzupełnia ulokowany pod oddzielnym kloszem kierunkowskaz współdzielony ze światłami przeciwmgłowymi. Z tyłu zaś wyrzucono bezsensowne koło zapasowe (na szczęście) i delikatnie wygładzono poszczególne elementy.

Ford postawił też na możliwość indywidualizacji EcoSporta. Podczas jazd testowych do dyspozycji mieliśmy dwie wersje wyposażeniowe – Titanium oraz ST-Line. Uwagę warto zwrócić zwłaszcza na drugą wspomnianą odmianę. Wyróżnia się ona nieco bardziej sportową stylistyką. Dolne partie, które w Titanium wykończono czarnymi plastikami przeplatanymi z pseudo-aluminiowymi elementami zastąpiły tutaj w pełni lakierowane listwy. Dorzucono też kilka “sportowych” wyróżników, takich jak chociażby ciekawy wzór felg czy delikatna lotka nad tylną szybą. W ST-Line oferowane jest także dwukolorowe malowanie, które pozwala na jeszcze wyraźniejsze podkreślenie indywidualnego charakteru tego samochodu.

EcoSport zyskał także porządne wnętrze. W zasadzie to zastosowano tutaj deskę rozdzielczą niemal identyczną jak ta w nowej Fieście. Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach – Ford zadbał, aby EcoSport nieco odróżniał się od swojej mniejszej siostry. W SUV-ie Forda zmieniono nieco położenie niektórych przycisków, dodano satynowe pierścienie wokół prędkościomierza oraz obrotomierza, a także zastosowano całkowicie inne boczki. To wszystko wystarczyło, aby samochód ten wreszcie zaczął wyglądać. Materiały wykończeniowe są bardzo przyjemne – deska rozdzielcza pokryta jest miękkim tworzywem, zaś twarde boczki są solidnie spasowane i mają ciekawą fakturę plastiku.

Kokpit EcoSporta jest także dość przestronny i pozwala na komfortowe podróżowanie. Przednie fotele zostały całkowicie przeprojektowane. W wersji Titanium są nieco bardziej płaskie, przez co w zakrętach będziemy “pływać” pomiędzy podłokietnikiem a drzwiami. Siedziska w ST-Line zyskały nieco więcej podparcia bocznego i ogólnie sprawiają znacznie lepsze wrażenie. W zależności od wersji wyposażeniowej dostępna będzie tapicerka materiałowa lub skórzano-zamszowa.

Z tyłu wygodnie usiądzie dwójka pasażerów – środkowe miejsce należy traktować jako wybitnie awaryjne. Miejsca na nogi nie ma zbyt wiele – wysocy pasażerowie będą przytulać kolanami oparcia poprzedzających ich foteli. Mimo to na tylnej kanapie można dość wygodnie podróżować po mieście lub w krótszej podróży.

Swego rodzaju ciekawostką jest bagażnik, który otwiera się niczym w starych terenówkach, czyli na bok. Ford oczywiście pamiętał o właściwym ustawieniu klapy (otwiera się na lewo). Klamkę zaś estetycznie ukryto w prawej lampie, dzięki czemu jest zupełnie niewidoczna. Czy jest to praktyczne rozwiązanie? Tak i nie. Z jednej strony zapomnimy o czymś takim jak pilnowanie pokrywy w niskim garażu. Z drugiej zaś stając tyłem do ściany trzeba zostawić sobie nieco więcej miejsca. Mając jednak odrobinę przestrzeni łatwiej jest się dostać do przewożonych przedmiotów. Czy rozwiązanie to trafi w gusta klientów? To pokaże czas.

Według suchych danych technicznych bagażnik EcoSporta mieści od 334 do 356 litrów (w zależności od ustawienia podłogi bagażnika – podnosząc ją zyskujemy dodatkową półkę, w której możemy ukryć rzadziej używane rzeczy, takie jak płyn do spryskiwaczy czy też inne przydatne przedmioty), z możliwością powiększenia przestrzeni do 1238 litrów. Kufer ma bardzo ustawny kształt, co pozwala na bezproblemowe pakowanie przedmiotów. Nie ma tutaj także irytującego progu, który utrudniałby załadunek. Do środka bez problemu zmieszczą się dwie walizki “kabinówki” oraz dwa duże plecaki lub dwie większe walizki ułożone jedna na drugiej.

Dobry, nie idealny

Mierzący nieco ponad cztery metry długości Ford EcoSport bazuje na płycie podłogowej, która wykorzystywana była w poprzedniej generacji Fiesty oraz w modelu B-MAX (aktualne wcielenie Fiesty również korzysta z tej konstrukcji, lecz w nieco zmodyfikowanym wariancie). W stosunku do odmiany przed liftingiem całkowicie zmieniono zestrojenie zawieszenia, bazującego na kolumnach MacPhersona z przodu i belce skrętnej z tyłu.

Jeśli spodziewaliście się prowadzenia porównywalnego z nową Fiestą, to niestety będziecie zawiedzeni – EcoSport jeździ bardzo dobrze, ale nieco odstaje od innych modeli tej marki oraz od konkurencji. W mojej opinii przesadzono tutaj ze sztywnością, która uwydatnia się zwłaszcza na krótkich poprzecznych nierównościach, na których mały SUV Forda zaczyna lekko podskakiwać. Z drugiej strony EcoSport nie wychyla się przesadnie na zakrętach – tutaj duży plus, gdyż wersja “przedliftowa” lubiła się nieco zakołysać.

Układ kierowniczy jest dość precyzyjny – tutaj jednak także nieco brakuje do Fiesty, która jest aktualnie najlepsza w swojej klasie. Kierowca otrzymuje wystarczającą ilość informacji z przednich kół, choć specyficzne działanie wspomagania (nie jest ono ani zbyt mocne lub zbyt słabe, daje jednak dość “sztuczne” wrażenia z jazdy) może niektórym nie przypaść do gustu.

Podczas jazd testowych miałem okazję sprawdzić dwie wersje – nowego diesla 1.5 EcoBlue generującego 125 koni mechanicznych, spiętego z 6-biegową manualną skrzynią biegów oraz napędem na cztery koła (tylko ten silnik oferowany będzie z “czterołapem”, a także sprawdzoną odmianę 1.0 EcoBoost w 125-konnym wariancie z przekładnią automatyczną.

Diesel EcoBlue to nowość w ofercie Forda – póki co oferowany będzie w Transicie Connect, zaś do EcoSporta trafi w praktyce dopiero w połowie przyszłego roku (egzemplarze którymi jeździliśmy pochodziły z serii przedprodukcyjnej). Silnik ten charakteryzuje się niskim zapotrzebowaniem na paliwo – podczas jazdy po krętych drogach w okolicy Lizbony, gdzie nie brakowało stromych podjazdów średnie zużycie utrzymywało się na poziomie 6,2 litra, przy czym wielokrotnie “mocniej” deptałem prawy pedał gazu. Warto zwrócić także uwagę na obecność napędu na cztery koła – jest to konstrukcja Forda o nazwie Intelligent AWD, pozwalająca na przeniesienie napędu w proporcjach do 50:50 na każdą z osi. Czuć to zwłaszcza na luźnych i mokrych nawierzchniach – przód zdecydowanie mniej chętnie “wyjeżdża” w zakrętach. Także wszelkie pseudo-offroadowe zabawy stają się dużo łatwiejsze. Testowany diesel, w wersji ST-Line, wyróżniał się nieco sztywniejszym zawieszeniem. „Benzynowy Titanium” (z napędem na przednią oś) lepiej wybierał nierówności, ale też był mniej stabilny w szybko pokonywanych łukach.

Zresztą do EcoSporta najlepszym wyborem będzie właśnie litrowy EcoBoost – dostępny on będzie w 125 i 140-konnym wariancie. Jest to świetny kompromis pomiędzy osiągami a niskim zużyciem paliwa.

Dużo dobroci

Ford EcoSport zyskał także wiele elementów wyposażenia z Fiesty. Nie zabrakło tutaj świetnego systemu SYNC3, dostępnego w dwóch wariantach – z 6,5 oraz 8-calowym ekranem. Jest to bezapelacyjnie jeden z najlepszych infotainmentów na rynku – działa szybko i sprawnie, a reakcja na dotyk jest natychmiastowa. W opcji oferowane jest również audio B&O Play, oferujące wyśmienitą jakość dźwięku. EcoSport zyskał także wiele elementów z zakresu bezpieczeństwa – poza wszelkimi obowiązkowymi układami nie zabrakło tutaj tempomatu, Roll Stability Control (dba o zachowanie stabilności pojazdu) czy też też czujnika monitorującego martwą strefę. W opcji dostępny jest również komplet czujników cofania z tylną kamerą.

Zmiany

Ford ma spory apetyt na rynek miejskich SUV-ów / crossoverów – stąd też duże przemeblowanie zarówno w ofercie jak i w fabrykach. Odświeżony Ford EcoSport produkowany będzie w rumuńskiej fabryce Forda w miejscowości Krajowa. Ciekawostką jest fakt, iż zakłady te produkowały przez wiele lat auta popularnej przez chwilę w Polsce marki Oltcit, a później – przed wejściem amerykańskiego producenta – Daewoo.

Zakłady w Krajowej przeszły dużą restrukturyzację – zakończono tam produkcję modelu B-MAX, zaś linia produkcyjna po modernizacji będzie teraz wypuszczać EcoSporty. Ford zapewnia, iż przeniesienie produkcji do Rumunii (wcześniej EcoSporty dojeżdżały z Brazylii i Indii) ma zapewnić znacznie wyższą jakość montażu.

Sprzedaż Forda EcoSporta ruszy dopiero w przyszłym roku. Przedstawiciele Forda jednak już teraz ujawnili nam wstępną cenę bazowej odmiany – wyposażona w silnik 1.0 EcoBoost generujący 125 koni mechanicznych ma kosztować 59 900 zł. 

Podobne artykuły