Pierwsze jazdy

Nowy Nissan Note – Ofensywa

Nissan Note ma być kluczem Nissana do dominacji w segmencie B. Mówi się, że nie ma prawie nic wspólnego z poprzednikiem, a zastosowane w nim technologię sprawią, że prezesi rywalizujących z Nissanem marek nie będą mogli spać w nocy. Czy rzeczywiście coś jest na rzeczy? Próbowaliśmy się tego dowiedzieć.

Już na pierwszy rzut oka widać, że to zupełnie nowe auto. Note zrywa z nieco tandetnym wizerunkiem poprzednika oraz z czysto minivanową sylwetką, zbliżając się do bardziej popularnych aut segmentu B. Linia boczna nadaje karoserii dużo lekkości, a całość wygląda bardzo dynamicznie i modnie. Atrakcyjnie ukształtowane zderzaki, okazały grill – i nie tylko on – z dużą ilością błyszczących elementów, światła do jazdy dziennej i bardzo oryginalne klosze z tyłu. Już nie można się czepiać do wyglądu Nissana Note!

Jazda tym autem to przez większość czasu przyjemność, czego przed przejażdżką nigdy nie ośmieliłbym się przypuszczać. Komfort stoi na bardzo wysokim poziomie, a żadna z prób szybkiej jazdy w zakrętach nie zakończyła się dachowaniem. Jednak ze względu na przechyły temu towarzyszące nie polecamy takich zachowań… Skupmy się więc na komforcie, jaki Note oferuje pięciu pasażerom – jest to bowiem jego największa zaleta. Zawieszenie pewnie wybiera napotkane nierówności, nie wydając przy tym niepotrzebnych jęków i stęków, a jego pracę ciężko poczuć na pozbawionej jakiegokolwiek czucia kierownicy, która opiera się ruchom kierowcy lekko i zdecydowanie elektrycznie. Wiem, że kilka kobiet uznałoby to za zaletę, ale mi coś takiego niezbyt odpowiada, a Note jest w końcu skierowany do obu płci.

Miejsca jest pod dostatkiem zarówno z przodu – gdzie zmieszczą się wiodący gracze NBA – jak i z tyłu, gdzie zmieści się kolejnych trzech! Oprócz wyjątkowo dużej przestrzeni na głowy i nogi z tyłu znajdziemy również pojemny bagażnik o regulowanej pojemności, na wypadek, gdybyśmy akurat nie przewozili koszykarzy, a na przykład ich dzieci. Sam kufer jest wystarczająco pojemny, oferując minimum 300 litrów pojemności, a pod jego podłogą kryje się sporych rozmiarów, praktyczny schowek.

System Nissan Connect 2.0 jest identyczny jak w Micrze i sprawia świetne wrażenie. Ale to, co odróżnia od siebie auta pozycjonowane jako B- i B+, to pakiet Safety Shield, który aktywnie przyczynia się do poprawy bezpieczeństwa na drogach. Cztery kamery monitorują pasy ruchu i ostrzegają o ich niezamierzonym przekroczeniu, asystent martwego pola monitoruje zdradliwą i niebezpieczną przestrzeń, której nie widać w lusterkach, a podczas manewrowania nie dość, że widzimy samochód „z lotu ptaka” dzięki Around view monitor, to system ostrzega dodatkowo o obiektach pojawiających się za autem podczas cofania. Całość działa bardzo dobrze i zasługuje na słowa uznania.

Tych niestety nie można skierować w stronę materiałów użytych do wykończenia wnętrza. Twardo, bardziej twardo, Nissan… Niestety od dłuższego czasu tak to wygląda – nie tylko w Micrze i Note, ale również w 370Z i GT-R. Plastiki na kostce brukowej lubią sobie pobrzęczeć, ale za to całkiem nieźle wyglądają – konsola centralna jest polakierowana błyszczącą czernią, a futurystyczny kształt przypadnie do gustu nie tylko fanom komiksów i filmów Marvela. Pomimo kilku niedociągnięć Note to mocny gracz segmentu B, a z ceną startującą od 43 990 zł w wersji „bieda” jest również dobrą propozycję cenową. Dostępne silniki to benzynowe o mocach 80 i 98 KM (1.2 z kompresorem lub bez) i znany ze swej oszczędności diesel 1.5 dCi, które mogą być wyposażone w 5-biegowy manual lub bezstopniowy CVT. Spójrzcie na zdjęcia i spróbujcie przyzwyczaić się do tego widoku, bo Note wkrótce tłumnie pojawi się na naszych ulicach.

Dyskusja

komentarzy