Pierwsze jazdy

Volkswagen Passat – Ewolucja bestsellera

Po czterech miesiącach od statycznej premiery, publikujemy test nowej generacji flagowego modelu Volkswagena. Passat B8 to dokładnie taki samochód, jakiego się spodziewaliśmy. Jakiego oczekiwał rynek. Może być wyposażony w najnowsze technologie marki Volkswagen, a jakość trzyma wysoki poziom.

Na początek zaproponuję przerwę w lekturze. Spójrzcie na zdjęcia, jakie wykonaliśmy na włoskiej wyspie – Sardynii. Jest to miejsce niezwykłe, a temperatura pod koniec października wynosiła 28 stopni. Drogi pozwalały na obnażenie wszystkich walorów i wad samochodu – od szybkich, bajecznie wijących się wśród gór „esek”, poprzez dziurawe lub nieutwardzone drogi lokalne, aż po nadmorskie bulwary, gdzie wystarczyło, aby Passat wyglądał. Jak sobie poradził?

W stronę prestiżu
Wszyscy wiemy, że Passaty B5 i B6 są najbardziej prestiżowymi środkami transportu polskich wsi. Nowy model za 20 lat sprawdzi się w tej roli doskonale – chromu i szpanerskich dodatków mamy tu aż nadto. A mówiąc poważnie, wygląd Passata jest precyzyjną odpowiedzią na życzenia klientów – bardziej reprezentacyjny wygląd bez rewolucyjnych zmian. Największe wrażenie bez wątpienia robi przód – szeroki, chromowany grill wchodzący aż do wnętrza kloszy LED-owych świateł to bardzo udany zabieg stylistyczny, a nowy kształt świateł do jazdy dziennej to krok w dobrą stronę.

Z tyłu jest mniej spektakularnie, ale elegancko. O światłach stopu w wyższej z dwóch dostępnych wersji już pisaliśmy po pierwszej prezentacji. Po jeździe za kolegami w innym egzemplarzu mogę potwierdzić, że są lepiej widoczne, a do tego będą dobrze rozpoznawalne na ulicy, co jest dobrą wiadomością dla samego producenta.

Bok to właściwie trzy istotne elementy wizualne. Po pierwsze – pozioma linia mająca swój początek w przednim nadkolu, która zamiast gdzieś się kończyć – przechodzi do wnętrza tylnych kloszy, co daje wrażenie dynamiki i elegancji zarazem. Drugi element to linia okien, która – podobnie jak trzeci element, czyli słupek C – nawiązuje do poprzedniej generacji Volkswagena Passata.

Na zakończenie tematu wyglądu Passata, ciekawostka. W Sardynii, podczas sesji zdjęciowej na tle gór i morza, podjechał do nas człowiek w Audi A6 Avant. Przedstawił się jako pracownik działu silników VW, po czym zapytał, co tu porabiamy. My na to, że jesteśmy dziennikarzami i testujemy ten samochód. A on na to – prezentacja dziennikarska? Ale po co testujecie poprzedni model – B7?

Bogate wnętrze
Sprecyzujmy – bogate w elektronikę, bo w swej formie jest eleganckie, ale raczej skromne. Chodzi tu przede wszystkim o praktyczność, komfort i prostotę obsługi, co – z jednym wyjątkiem – zostało zrealizowane znakomicie. Obsługa wyświetlanych na 12,3-calowym ekranie LCD zegarów jest nieco mniej intuicyjna niż w nowym Audi TT, które testowaliśmy całkiem niedawno, chociaż i tutaj nie będzie to problemem. To trochę tak, jak ze smartfonami – nawet ci bardziej zatwardziali zwolennicy tradycyjnych telefonów komórkowych, po zmianie na smartfona i odrobinie przyzwyczajenia stwierdzają, że powrót do poprzedniego telefonu nie ma sensu. Jednak do ideału jeszcze trochę im brakuje, głównie ze względu na odwracanie uwagi kierowcy od drogi – myślę, że możliwość pobicia Volkswagena ma na tym polu Peugeot. Jeśli połączą zegary LCD z umiejscowieniem ich bliżej linii wzroku kierowcy – będą o wiele bezpieczniejsze.

Na konferencji prasowej ponownie usłyszałem, że Passat jest krótszy, a ma większy rozstaw osi i więcej miejsca na nogi – to prawda. Słyszałem też, że jest niższy, a oferuje więcej miejsca nad głową – to już typowo PR-owe zagranie, bo takie zdanie jest po części prawdziwe, a po części nie. Otóż z przodu B8 rzeczywiście ma mnóstwo miejsca dla osoby o wzroście przekraczającym dwa metry. Ale z tyłu… Nie dość, że siedzimy „jak na stołku”, to jeszcze przy moim, dość przeciętnym wzroście – 183 cm – nie mogłem się wyprostować! Dotyczy to wersji Limousine, bo w Variancie miejsca na głowę jest pod dostatkiem.

Oczywiście razem z nami podróżuje cała ekipa asystentów. Prawie wszystkie opisywaliśmy już w naszych testach. Dołącza do nich zestaw kamer 360 stopni, wyświetlający obraz w jakości HD (można rozróżnić rodzaje owadów na rejestracji samochodu z tyłu) „z lotu ptaka” oraz Trailer Assist, ułatwiający parkowanie z przyczepą. Działanie wszystkich innych dopracowano już do maksimum, dzięki czemu pomagają, nie przeszkadzając. Lane Assist potrafił wykryć linie na jezdni nawet wtedy, gdy dla mnie były ledwie widoczne. A asystent i tak „odpychał” mnie od krawędzi.

Centralnie umieszczony, 8-calowy wyświetlacz (w wersji Highline, a jakże) działa teraz jeszcze płynniej, a pani z nawigacji podszkoliła się w polskiej mowie, która łatwa przecież nie jest. Wszystkie systemy dostały też nowe, szybsze procesory – o wydajności nawet dwa razy większej od poprzednich.

BiPotężny następca V6
Pod maską fotografowanego Passata Varianta w przyjemnym dla oka, niebieskim kolorze, znalazł się najmocniejszy oferowany silnik – 2.0 BiTDI (trzy czerwone literki TDI!) o mocy 240 KM, który dzięki podwójnemu podmuchowi z turbiny potrafi męczyć cztery opony poprzez napęd 4MOTION siłą aż 500 Nm. Uwierzcie mi – kapelusz spada z głowy! Zadziwia nie tylko sam wciskający w fotel moment obrotowy, co szybkość reakcji na gaz – kopnięcie następuje momentalnie po wciśnięciu gazu, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Turbodziura nie występuje. Do tego spala średnio 5,3 litra według normy (w teście, zdrowo poganiany, wciągnął ponad 12). Ale charakternego i mruczącego, benzynowego 3.6 VR6 nie zastąpi żaden TDI ani hybryda. Niestety.

Z silnikiem, który zawita pod maski największej liczby Passatów, a więc 2.0 TDI o mocy 150 KM, Passat nie jest oczywiście żadnym zaskoczeniem. Trudno powiedzieć, czy spadek masy o maksymalnie 85 kilogramów jest odczuwalny podczas jazdy. Pewnie tak. Jednak najlżejszy Passat – ciemnoczerwony Limousine z silnikiem 1.4 TSI o mocy 150 KM – nie zachwycał ani przyspieszeniem, ani dźwiękiem. Atrakcyjna jest w nim właściwie tylko cena, ale jeśli marzysz o lepszym wyposażeniu lub przekładni DSG – Volkswagen proponuje jedynie TDI. Czy to zwiastun zmierzchu TSI w Volkswagenie?

Komfort elastyczny
A więc cyferki na ciekłokrystalicznym prędkościomierzu potrafią zmieniać się bardzo szybko. Co na to zawieszenie tej „biznesowej limuzyny”? Nic. Jest poprawne w każdej sytuacji – miękko tłumi nierówności zarówno podczas powolnej jazdy, jak i tej znacznie szybszej. Passat to nadal bardzo komfortowy samochód, choć należy mu oddać, że prowadzi się lepiej niż poprzednik. Mieliśmy dobre warunki, aby to sprawdzić.

Eski, nawroty i mocno nachylone zakręty to jedna z cech Sardynii, której zupełnie się nie spodziewałem. Mają tu rewelacyjne drogi, po których jeździłem nieco za szybko. Tak się złożyło, że na najciekawszą trasę zabrałem 2.0 BiTDI w wersji kombi. Co mogło z tego wyniknąć?

Frajda! Kopniaki w narządy wewnętrzne podczas wciskania gazu do dechy w połączeniu z dobrze działającą (nareszcie!) DSG-7 i trybem sport systemu DCC stworzyły warunki do szybkiej i stosunkowo bezpiecznej jazdy dzięki większemu (choć wciąż elektrycznemu) układowi kierowniczemu, utrzymywaniem silnika na wysokich obrotach i szybszych zmianach biegów, no i oczywiście twardemu zawieszeniu. Jeśli źle wejdziemy w zakręt to oczywiście wyjedziemy przodem, bo idealnego balansu ten samochód nie ma. Ale potrafi być wystarczająco twardy, aby umożliwić czerpanie radości z precyzyjnej jazdy w zakrętach. Chwila, przecież przed chwilą pisałem o wysokim komforcie… No właśnie – różnica twardości zawieszenia pomiędzy trybami Comfort a Sport jest teraz większa, dzięki czemu cały system ma teraz większy sens.

Ile?
Minimum 90 790 zł. Czerwony ze zdjęć to 1.4 TSI ACT 150 KM Comfortline z 6-biegowym manualem za 105 490 zł. Niebieski Variant 2.0 BiTDI DSG 4MOTION Highline to koszt minimum 166 290 zł… Ale jest kilka opcji pośrednich. Na przykład pakiet Business, który dla najtańszej wersji Trendline, za 1840 zł dorzuca nawigację Discover media, światła LED (podstawowe, statyczne), Light Assist i czujnik zmierzchu. Jeśli to wszystko, czego Wam potrzeba – macie nowego „Paska” z TSI oraz konkretnym wyposażeniem za 92 630 zł. Kandydatem dla flot będzie 1.6 TDI Trendline, którego ceny zaczynają się od 102 490 zł. No i klasyka gatunku – 2.0 TDI 150 KM z manualem za 110 690 zł. Czy tak wyceniony Passat odniesie sukces na polskim rynku? Tanio nie jest, ale coś mi mówi, że na odpowiedź nie będziemy zbyt długo czekać…