Wywiady

Wywiad z Piotrem R. Frankowskim – redaktorem naczelnym polskiej edycji miesięcznika Top Gear

Polski Clarkson

Jeździł niemal wszystkim, co ma cztery koła. Motoryzacyjna encyklopedia. O swoich moto pasjach opowiada – Piotr R. Frankowski.

Pierwszy samochód to klasyczny Maluch?
Trabant. Nienawidzę maluchów. Miałem kiedyś Fiata 126p, ale to był najbardziej znienawidzony samochód w moim życiu. Chociaż teraz planuję kupić malucha za około 200 złotych, bo obiecałem mojej pięcioletniej córce, że dam jej taki samochód do zabawy.

Aktualne Twoje auto to?
Nie mam żadnego swojego samochodu.

Pod domem przecież stoi ponoć kilka samochodów.
No tak, stoją. Najczęściej jeżdżę samochodem, z którego ludzie się śmieją, ale dlatego, że nie wiedzą o co chodzi. Jedyną w Polsce rajdową Dacią Logan 1.6 o mocy 105 KM. Do jej zbudowania namówiłem Renault Polska. Jeśli droga nie ma dłuższych prostych niż kilkaset metrów to Dacia nie ma wielu konkurentów.

Łatwo sprowokować Cię np. do sprintu spod świateł?
Nie, to nie jest coś, co mnie bawi. Jednak jest taka kategoria ludzi mieszkających w okolicach podgórskich, którzy myślą, że są w danym miejscu bezkonkurencyjni. Miejscowi – jak widzą warszawską rejestrację – to sądzą, że obcy nie będzie w stanie za nimi nadążyć na drodze, którą jeżdżą od 30 lat. Więc prowokują. Nikt się nie spodziewa, że ja te trasy znam równie dobrze, co oni i pojadę szybciej. Bardzo zabawna jest mina takiego klienta, którego pogoni się słabszym autem.

Jest jakaś marka samochodu, którą darzysz szczególną sympatią? ?
Bristol. Nikt ich niestety nie lubi. Ich produkcja to około sześć sztuk rocznie. Mają silniki Chryslera z innej epoki, są ręcznie robione i nie posiadają modnych, szerokich opon, ale podobno jeździ się nimi fantastycznie. Widziałem ostatnio takiego fajnego Bristola Fightera z silnikiem od Vipera na 100-leciu toru w Brooklands. Właścicielowi uśmiech nie schodził z twarzy.

Jakim najdroższym albo najbardziej unikatowym samochodem jechałeś?
Jeździłem wieloma zabytkami. Najlepszym przykładem jest Mercedes Pullman 600, jedyny na świecie egzemplarz opancerzony na poziomie B7 (największy poziom ochrony oferowany przez producentów samochodów – przyp. red.). Ten samochód przez 20 lat był dzierżawiony przez rząd Niemiec i on nigdy nie należał do nikogo innego niż Mercedes. Pewnie wcześniej wozili tym autem jakiegoś Breżniewa czy Helmuta Schmidta. Ja jechałem tym samochodem sam. Zabawne – ludzie stawali na zielonym świetle, żeby mnie przepuścić. Nagle widzieli za kierownicą faceta z długimi włosami – i baranieli. Ten Pullman był trudny w prowadzeniu m.in. z powodu wagi – 5,5 tony. Bezcenny egzemplarz. Udało mi się również pojeździć kilkoma prototypami, m.in. Peugeotem 907 z dwoma V6 pod maską, jedynym egzemplarzem na świecie. Jako jeden z dwóch dziennikarzy na świecie jeździłem poślizgami Maybachem Exelero. No i jeszcze różne dziwactwa, jak napędzany ogniwami paliwowymi Sequel firmy General Motors. Trochę tego było… Ciężko oszacować wartość tych samochodów, zazwyczaj są one ubezpieczone na kilka milionów euro.

Jak się jeździ takimi samochodami?
Większość pojazdów koncepcyjnych bardzo źle jeździ, bo są niedopracowane. Zabytki też nie są łatwe w prowadzeniu. Śmieszny incydent wiąże się z moją jazdą Mercedesem 300 SL Gullwing. Ten egzemplarz pochodził z fabrycznego muzeum, więc był w świetnym stanie technicznym. Auto niezmiernie trudne, bo w przeciwieństwie do mniejszego 300 SL roadstera ma inne zawieszenie tylniej osi. Jechaliśmy po Majorce, w miarę spokojnie. Nagle za nami zaczyna trąbić jakiś Hiszpan, że niby za wolno jadę. Zalała mnie krew, pomyślałem „Ja ci pokażę Hiszpanie jak jeździ 50-letnie auto”. Pociągnęliśmy go do prawie 190 km/h przez małe, malownicze wioseczki. Hiszpan poddał się. Magiczne uczucie zobaczyć, jak gość w pewnym momencie pęka psychicznie i zjeżdża na bok w BMW E46.

Przetestowałeś kilkaset samochodów, m.in. bezcenne, pojedyncze zabytkowe egzemplarze i samochody koncepcyjne. Jest jeszcze jakiś czterokołowiec, którym chciałbyś pojeździć?
Hmm… dobre pytanie (chwila zastanowienia).

Może Formuła 1?
Jeździłem. Wiem! Zaporożcem nigdy nie jeździłem. Zapytałem ostatnio kolegę, skąd można wziąć takie auto i dowiedziałem się o człowieku, który na Węgrzech posiada całą kolekcję. Jeden egzemplarz mam u niego zaklepany. Poza tym Rollce-Roycem też nigdy nie jeździłem, bo nie pasowały mi terminy.

Z całej kolekcji aut, które prowadziłeś, czym nie chciałbyś ponownie pojechać?
Zdecydowanie Lamborghini. Porównałem sobie Gallardo i Ferrari F430 tego samego dnia na torze w tych samych warunkach. Ferrari nie ma konkurencji. Lamborghini jest po prostu przerażające, zachowuje się jak auto z przednim napędem i ma fatalny układ hamulcowy. Audi R8, które jest blisko spokrewnione technicznie z Gallardo jeździ znacznie lepiej. Kolejny negatywny przykład to model Murcielago Roadster. Auto ma miękki dach, nie pojedziesz nim więcej niż 200 km/h, bo się zwyczajnie urwie. Porównajmy sobie to Lamborghini do Mercedesa SLR roadstera, który też ma miękki dach. Różnica polega na tym, że SLR-a można pociągnąć do prędkości maksymalnej przy zamkniętym dachu.

Lamborghini to legendarna marka, która ma swoich fanów.
Jak ktoś lubi taką ostentację, chce podjechać pod knajpę żeby, młode wyzywająco ubrane kobiety zainteresowały się nim, to miętowo-zielone Gallardo jest w sam raz.

Jakim seryjnym samochodem mógłbyś jeździć w nieskończoność?
Samochodów seryjnych, przypominających auta wyczynowe jest bardzo mało. Takim autem jest np. Porsche 911, które lubię w każdej wersji. Domyślam się, że jest pewnie jakiś pan w Zuffenhausen, który ma schowane w sejfie DNA 911-stki. Wszystkie samochody spod tego znaku mają to do siebie, że jak przesiądziesz się z jednej generacji modelu do drugiej to czujesz się ciągle bardzo swobodnie. Istnieją takie maszyny, że musisz się ciągle do nich przyzwyczajać, a i tak jeździsz nimi źle. Najlepszy z plejady Porsche jest model 993, ostatni chłodzony powietrzem, Carrera 4S. Jechałem takim podczas ogromnej ulewy koło Strasburga. Samochód w taką pogodę przy około 100 km/h przestawał dotykać oponami drogi. Autostrada zamieniła się w rzekę. Ludzie, którzy nie jeżdżą super-samochodami nie wiedzą, że takie Lamborghini Diablo nie ma szans z Fiatem Pandą podczas ulewy. Nie ma kierowcy na ziemi, który potrafiłby podczas ogromnego deszczu jeździć szybko super-samochodami. Wąska opona zawsze odpompuje wodę lepiej niż szeroka.

Twój rekord prędkości?
330 km/h na autostradzie ze Stuttgartu do Monachium. Kiedyś chciałem się przekonać, czy ten 200 km odcinek da się przejechać w mniej niż godzinę. W latach 50-tych Rudolf Uhlenhaut, ówczesny szef techniczny Mercedesa, jeździł tam swoim „Uhlenhaut coupe” (Mercedes 300 SLR – red.). Jego rekord to 51 minut. Ja próbowałem go pobić w niedzielne przedpołudnie, podczas normalnego ruchu. Wtedy licznik pokazywał ponad 330 km/h. Ze starych wyczynów: jechałem SLR-em roadsterem przez dłuższy czas ponad 300 km/h bez dachu. Było całkiem przyjemnie, żadnych zawirowań.

Co sądzisz o ograniczeniach prędkości w Polsce?
Nie wolno przejeżdżać na czerwonym świetle. Kluczem do bezpieczeństwa na drodze jest przewidywalność zachowań innych kierowców. W Polsce zdemonizowano pojęcie prędkości, chodzi wyłącznie o pieniądze. Politycy twierdzą, że jak się ograniczy prędkość najlepiej do 0 km/h wtedy będzie mniej wypadków. Nie zwraca się uwagi na inne sprawy związane z bezpieczeństwem w ruchu drogowym. Prosty przykład z życia wzięty. Jadę jedną z dróg wylotowych z Warszawy, na lewym pasie Wartburg z emerytem na pokładzie. Dziadek dojeżdża do skrzyżowania z sygnalizacją świetlną, na którym pali się zielone światło, nagle rozpaczliwie hamuje. Wartburg zaczyna się cofać. Emeryt chciał sprawdzić jakie miał światło. Jeśli taki kierowca nigdy nie ulegnie wypadkowi, nie zostanie zabity przez kogoś innego, to nie wejdzie w sferę zainteresowań policji. Proszę mi odpowiedzieć na pytanie: czy większym niebezpieczeństwem dla użytkowników drogi jest znakomity kierowca jadący 90 km/h przy ograniczeniu do 70 km/h czy facet nawalony jak szpadel jadący na rowerze bez świateł? Rowerzystów się nie zatrzymuje, bo to jest ogromny kłopot, trzeba zabrać rower do radiowozu.

Akcja fotoradar Cię trapi?
Ta inicjatywa to nic innego jak ustanowienie dodatkowego podatku dla kierowców. Fotoradary nie są stawiane przy przejściach dla pieszych czy szkołach, ale na prostych odcinkach drogi. Najbardziej mi się podobała wypowiedź urzędnika miasta za prezydentury Lecha Kaczyńskiego, który twierdził, że dróg nie powinno się naprawiać, bo wtedy kierowcy jeżdżą po nich szybciej. Czasami mam wrażenie, że drogowcy zatrzymali się na wiedzy motoryzacyjnej z czasów Gomułki.

Zdarzył Ci się jakiś poważny wypadek?
Na drodze publicznej raz. Jechałem Hondą S2000 i pani, którą wyprzedzałem skręciła w lewo. Wyminąłem ją i pojechałem głęboko w lewy rów. Tym lewym rowem chwilę podróżowałem dopóki opona nie spadła z felgi. Auto niestety obróciło się dość gwałtownie w momencie jak wyciągałem je na asfalt. Walnąłem przodem w drzewo. Sąd grodzki stwierdził, że to nie ja byłem sprawcą tego wypadku. Protokół sporządzony przez policję na miejscu zdarzenia nie spełniał wymogów newtonowskiej fizyki. Ta Pani nigdy w życiu nie powinna dostać prawa jazdy, jasne jest dla mnie, że je kupiła. Różne bzdury są wygadywane na mój temat odnośnie wypadków. Tylko dwa razy w życiu rozbiłem tak samochód, że nie pojechał dalej. Wspomnianą Hondę oraz BMW Z4 na torze. Wszystkie inne zdarzenia na drodze to były stłuczki. Po historii z Hondą przez dwa dni próbowałem jeździć defensywnie, ale to się absolutnie w polskich realiach nie sprawdza. Najważniejsza jest moja inicjatywa, a nie drugiego kierowcy. Z przykrością stwierdzam, że większość ludzi w Polsce nie potrafi jeździć. Przemieszczają się z punktu A do B, ale nie mają pojęcia o tym co ich samochód zrobi w różnych sytuacjach. Kierowcy nie mają pojęcia, że istnieje jakakolwiek technika jazdy w złych warunkach pogodowych. Niestety nie uczą tego na kursach.

Na jakim etapie kariery dziennikarz motoryzacyjny może sobie pozwolić na krytykę takich samochodów jak Ferrari czy Lamborghini?
W Polsce od razu. Jest bardzo wielu kolegów, którzy chcą dorównać Clarksonowi (prowadzący brytyjski program telewizyjny „Top Gear” – przyp. red.). Większość tych ludzi nie wie zbyt dużo o motoryzacji. Nie czują samochodu. Starają się na kimś wzorować i sądzą, że sama złośliwość bez wiedzy i doświadczenia wystarczy. Trzeba wiedzieć jak działa auto, żeby o nim pisać. Jak ktoś nie wie powinien sobie kupić książkę Adama Słodowego „Samochód bez tajemnic”. Pamiętam jak w jednym z poczytnych pism motoryzacyjnych kolega napisał, że skrzynia biegów jest świetnie zestopniowana, bo są krótkie ruchy dźwignią. Zestopniowanie polega na tym, jak są względem siebie dobrane przełożenia poszczególnych biegów. Nie ma to nic wspólnego z ruchem dźwigni, bo to jest zewnętrzny mechanizm sterowania skrzynią biegów. „Mądre” sformułowanie czasami nie wystarcza.

Co w takim razie Tobie pomogło poczuć samochód?
Ja wyrastam z tradycji lotniczej. Fizyka pojazdów oraz samolotów była jednym z elementów mojego wychowania. W wieku lat 6 zrozumiałem prawo Bernoulliego czytając książki o fizyce, ponieważ w domu nie było innych lektur. Od dziecka chciałem latać samolotami, ale niestety jestem ślepy jak kret. Jako alternatywę wybrałem samochody.

Esencja dziennikarstwa motoryzacyjnego?
Dziennikarstwo motoryzacyjne polega na czuciu samochodu i fizyki aut. Takiemu dziennikarzowi potrzeba czegoś co hmm… nie ma w polskim języku takiego słowa, ale tłumacząc z francuskiego nazwałbym to „respektem dla mechaniki”. Trzeba mieć sympatię dla urządzeń, rozumieć je, żeby ich po prostu nie psuć. W Polsce niestety takie zjawisko wśród dziennikarzy motoryzacyjnych nie występuje. Testowany samochód jest cudzy, więc należy pokazać, że jest się fajnym, bo się go zepsuło. Potem na piwie z kolegami można się pochwalić. Wiem, co mówię, bo byłem świadkiem takich rozmów. Najgorzej jest z samochodami wymagającymi nieco wprawy w jeżdżeniu. Bardzo długo byłem zapisany na jazdy Lancerem Evo IX, ale on za każdym razem był zepsuty. Kiedyś był taki slogan „Nie ma urządzeń odpornych na głupotę”. To nieprawda biorąc pod uwagę obecne technologie zastosowane w samochodach. Teraz samochody są praktycznie foolproof.

Jak samochód odzwierciedla swojego nabywcę?
W Polsce to nie ma w ogóle zastosowania. Jeśli ktoś jest jakimś akwizytorem lub innym krawaciarzem to chce mieć Passata bo ma fajne światła z tyłu. Większość ludzi nie ma szans na realizację motoryzacyjnych marzeń. Jak rozmawia się z tzw. „cywilami”, wielu ludzi nie ma pojęcia o tym, że każdy samochód jest inny. Dla nich jedyna różnica to cena i wygląd. W Polsce import złomu doprowadził do sytuacji, w której gruby, stary obleśny facet jeździ tuningowaną Tigrą. Jestem pewien, że nigdy nie marzył o takim samochodzie. Kupił go tylko dlatego, że trafił mu się w jakimś komisie i był tani. Nie ma to żadnego związku z jego poczuciem estetyki. W krajach Europy zachodniej jest inaczej. Na przykład w Anglii ludzie kupują samochody, które uzupełniają ich osobowość. U nas nie ma takiej możliwości.

Jak samochody uzupełniają Twoją osobowość?
Jeśli chodzi o mnie to podążam tropem tego co powiedział James Hunt, wielki angielski kierowcy Formuły 1: „Lepiej jest jechać słabym samochodem na 100% niż dobrym na 20%”. Uwielbiam jeździć na 100% możliwości samochodami z małymi silnikami. To jest coś, co przyprawia o kompleksy ludzi jeżdżącymi bardzo drogimi autami. Dacia Logan, Fiat Panda to są te auta, które stereotypowo są uważane za słabe, często bezpodstawnie. Pandą 1,1 udało mi się pojechać na zakręcie tak, że wyprzedziłem motocykl. Motocykliści często nie wiedzą, że jazda motocyklem polega na czymś innym niż rozpędzaniem się na prostej i tzw. „wejściu na gumę”. Motocykl w zakręcie jest wolny i słabo hamuje. To jest oczywiste z punktu widzenia fizyki. Większość motocyklistów przywykła do tego, że kierowcy nie mają umiejętności szybkiej jazdy w zakrętach. W Polsce ludzie jeżdżą znacznie wolniej niż np. emerytowani Włosi. Jak się takiego motocyklistę wyprzedzi na krętej drodze to jest zazwyczaj zszokowany. On się przyzwyczaił, że jak rusza spod świateł przy jakimś klubie to wszyscy są pod wrażeniem.

Masz gigantyczne doświadczenie w branży motoryzacyjnej. Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś osiągnąć w tej dziedzinie?
Kiedy Tommi Makinen został mistrzem świata w rajdach samochodowych po raz trzeci, zapytano go, czy ma jeszcze motywację. W odpowiedzi Tommi spojrzał na nich jak na idiotów, swoim spojrzeniem fińskiego farmera i powiedział „No przecież, trzeba wygrywać rajdy”. Mam takie marzenie bardzo szczytne ze względu na mój zaawansowany wiek. Chciałbym wystartować w wyścigu Le Mans, pojechać Porsche GT3 i dojechać jako ostatni. Trzeba być realistą z marzeniami. Chciałbym również wystartować w Dakarze. Przetestować swoją wytrzymałość. Zajęte miejsce nie ma dla mnie znaczenia. W Formule 1 nie mam szans jeździć szybko, bo jestem za stary. Natomiast Formułą 3 jeździłem szybko i wiem, że jestem w stanie siebie nastraszyć. Ponadto zawsze staram się wymyślać coś nowego, tak jak np. mój wyścig Nissana 350Z z samolotem akrobacyjnym Zlinem 50LS. Ten wyścig nie dążył do uwodnienia niczego, był po prostu szlachetną kontynuacją tego, co robiono od początku historii motoryzacji.

Wyobraź sobie taką abstrakcyjną sytuację. Nagle Twoje życie się diametralnie zmienia. Nie masz okazji jeździć już najlepszymi autami na świecie. Mógłbyś się przestawić na tanie samochody z najniższych półek?
Oczywiście, że tak. Ja kocham wszystkie samochody. Nawet te najbardziej dziwaczne. Z jazdy niemal każdą maszyną można czerpać mnóstwo przyjemności. Pseudo-dziennikarze, którzy twierdzą, że nie będą jeździć niczym poniżej Mercedesa nie są prawdziwymi fanami motoryzacji.