Test

Jak wydać 200 000 zł? Topowa Skoda Kodiaq w porównaniu z podstawowym Audi Q5

Chcesz kupić SUV-a za 200 000 zł? Opcji jest wiele, gdyż segment ten rozrósł się do niewiarygodnych rozmiarów. My jednak zestawiliśmy ze sobą nietypowe auta.

Po lewej stronie ringu stoi nasza długodystansowa Skoda Kodiaq. Wersja Style, niemal wszystkie dodatki z listy opcji, silnik 1.5 TSI. Cena? 193 200 zł. Prawy narożnik reprezentuje z kolei Audi Q5. Za 198 670 zł możemy już zasmakować segmentu premium z silnikiem 2.0 TDI oferującym 150 KM (aktualnie już 163 KM), choć w wyjątkowo okrojonej formie, bowiem „gołe” Q5 jest naprawdę… gołe. Jeśli myśleliście, że te słynne podstawowe wersje Audi nie istnieją, to wyprowadzamy Was z błędu – oto jeden z takich samochodów.

Co dostaniemy za blisko 200 000 zł?

Skoda Kodiaq wyceniana na 193 200 zł to w zasadzie szczyt szczytów i niewiele osób decyduje się na tak dobrze wyposażony wariant tego auta – tym bardziej, że w zasięgu jest już wersja np. Laurin&Klement. Nasz „Style” przyjemnie rozpieszcza. Elektrycznie sterowane fotele, tapicerka suedia połączona z ekoskórą, topowy system radionawigacyjny Columbus, ledowe światła, kamery 360 stopni – można tak wymieniać bez końca, gdyż wszystkie te elementy znajdują się na pokładzie. Dla porównania Audi, które jest nieco droższe (ale w przeciwieństwie do Kodiaqa ma diesla o identycznej mocy, „mała” benzyna nie jest tutaj oferowana) doposażono w raptem kilka dodatków – są to ledowe światła z przodu i z tyłu, automatyczna 3-strefowa klimatyzacja, podgrzewane fotele z przodu i w czarną podsufitkę. Co otrzymujemy tutaj w standardzie? Otóż nic.

Naprawdę. W aucie za blisko 200 000 zł nie znajdziemy kolorowego ekranu komputera pokładowego – jest tylko okrojona wersja tego rozwiązania korzystająca z monochromatycznego ekranu. Zabraknie też tak podstawowej rzeczy jak sterowanie radiem z kierownicy (!) – możemy zmienić głośność, przestawić ekran komputera pokładowego i ew. zmienić źródło muzyki. Chcesz przełączyć utwór? Przyzwyczaj się do sięgania do przełącznika na tunelu środkowym. Tempomat? Zapomnij – choć dostaniesz go już w wielu tanich Daciach, Audi wymaga dopłaty za ten element. Seryjnie za to życie uprzyjemni Ci tylko limiter prędkości. Ot, premium.

Audi seryjnie wyposażone jest w system multimedialny MMI. Ten jednak, w bazowym wariancie, oferuje jedynie podstawowe funkcje. Nawigacja jest obecna, choć funkcjonuje na bazie mapy wgranej na kartę pamięci, co ogranicza jej efektywność i utrudnia aktualizowanie. Media podłączymy z kolei tylko przez Bluetooth – gniazdo USB umożliwia jedynie ładowanie i nie pozwala na podłączenie nawet pendrive’a z muzyką. Chcesz taką funkcjonalność? Oczywiście trzeba dopłacić – o CarPlay’u nie wspominam.

W Skodzie mamy co prawda topowy system Columbus, ale i tańszy Amundsen czy niższe wersje oferują więcej udogodnień – pomijając nawigację. Kiedy jednak mamy możliwość podpięcia smartfona przez gniazdo USB (przez Android Auto lub Apple CarPlay) seryjna nawigacja przestaje mieć sens. W Skodzie ani razu z niej nie skorzystałem, choć CarPlay ma ogromną wadę – nie łączy się z mapą wyświetlaną między zegarami. Cóż, coś za coś.

Żeby nie było, że Audi nic nie umie, to na stronę plusów tej marki trzeba zaliczyć ledowe światła mijania i drogowe – te są tutaj znacznie bardziej dopracowane i oferują nie tylko dłuższy snop światla, ale i jeszcze jaśniejsze światło.

W kategorii wykończenia Audi oczywiście jest lepsze od Skody. W Q5 nie brakuje twardych plastików, a te miękkie nie są w cale takie miękkie. W Skodzie niestety jest sporo trzeszczących elementów, zwłaszcza w gorące dni. Najgorzej wypadają rączki drzwi, które po nagrzaniu wydają całą symfonię nieprzyjaznych dźwięków

W kwestii praktyczności Kodiaq jest nie do pokonania

Audi Q5 swoimi wymiarami zewnętrznymi jest znacznie bliższe kuzynowi Kodiaqa, czyli krótkiemu Tiguanowi. Bagażnik SUV-a z Ingolstadt mieści 550-1550 litrów. Jest jednak bardzo ustawny i dzięki temu pozwala na łatwe zapakowanie wszystkich podręcznych rzeczy. Kodiaq, dla przypomnienia, mieści od 650 (w zależności od ustawienia siedzeń w wariancie 7-osobowym) do 850 litrów, z możliwością powiększenia do ponad 2000 litrów. 

W kategorii miejsca na tylnej kanapie Kodiaq również bije na głowę Q5, jednak tutaj jest to zasługa dużego rozstawu osi oraz przesuwanej kanapy. Ciekawie wypada natomiast porównanie komfortu przednich foteli i tylnej ławki. Te pierwsze w Audi są naprawdę przeciętne. Podstawowe „stołki” mają krótkie siedziska i skąpy zakres regulacji, co uniemożliwia wygodne dopasowanie oparcia do własnych potrzeb. W Kodiaqu mamy szerszą regulację (zwłaszcza w topowej wersji), oraz dłuższe siedzisko. Minusem Skody jest natomiast brak wzdłużnej regulacji zagłówka – ten element w Audi oczywiście wymaga dopłaty, ale często oferowany jest jako pakiet dealerski.

Prowadzenie? Tutaj remisu nie będzie

Na wstępie zaznaczę tylko, że prezentowane Q5 nie posiada napędu quattro, zaś Kodiaq wyposażony jest w 4×4 bazujące na Haldexie. Od razu wiadomo więc, że prowadzenie tych samochodów będzie zgoła inne. Audi przede wszystkim zaskakuje ogromną kierownicą i jeszcze większym przełożeniem układu kierowniczego. Nawet mały skręt wymaga kręcenia sterami niczym na wielkim statku. Do tego zawieszenie zdaje się być dziwnie miękkie i pływające – potęgują to dodatkowo wielkie opony o profilu 65 (235/65 R17). Są świetne na dziurawych i nierównych drogach, ale w zakrętach czuć pracującą gumę. W Kodiaqu znalazły się felgi o dwa cale większe – 235/50 R19. Zapas gumy wciąż jest duży, a rozmiar lepiej koresponduje ze stylistyką auta i dobrze wypełnia duże nadkola. Komfort także został zachowany – sytuację poprawia także zawieszenie DCC z regulacją sztywności. Kodiaq ma także pewniejszy i lepiej zestrojony układ kierowniczy. Paradoks? Niekoniecznie – w Audi można dopłacić do lepszych konstrukcji, aczkolwiek ponownie wszystko rozbija się o pieniądze.

Silniki? 150 koni tylko „w dieslu”

Benzynowy silnik o mocy 150 KM to jednak zbyt mało do dużego SUV-a. Po blisko 9 000 kilometrów w naszym Kodiaqu stwierdziliśmy jednoznacznie, że taka moc wystarcza do bardzo spokojnej jazdy, ale wyraźnie brakuje tutaj momentu obrotowego. Pomaga nieco skrzynia DSG, która sprawnie zmienia biegi, choć potrafi niekiedy szarpnąć całym autem lub nieco zaspać, wyraźnie opóźniając reakcję. Diesel byłby tutaj znacznie lepszym wyborem, co pokazuje Audi Q5. Wciąż nie jest to demon szybkości, ale jednak wyższy moment sprawia, że autem po prostu jeździ się pewniej. Co więcej, zużycie paliwa jest dużo niższe – średnio o 3-4 litry na setkę.

Krótko mówiąc – bazowe Audi Q5 jest bez sensu

Aby wybrać takie auto, trzeba mieć naprawdę specyficzne wymagania. „Gołe” Audi Q5 nie oferuje nic szczególnego, a jest drogie. Jeśli zaś nie chcemy Skody, a kusi nas pojazd z koncernu Volkswagena, to zawsze zostaje do wyboru Volkswagen Tiguan, lub brat Kodiaqa i Tiguana Allspace, czyli Seat Tarraco. Ten ostatni, wbrew pozorom, mocno różni się od swoich braci, głównie za sprawą układu jezdnego i nieco inaczej zestrojonego zawieszenia. Najlepiej z tego zestawu jakościowo wypada jednak Volkswagen, głównie ze względu na lepsze materiały wykończeniowe.

Czy Skoda Kodiaq jest warta 200 000 zł? Jeśli chcemy mieć wszystko – jak najbardziej. Ja jednak zrezygnowałbym z kilku dodatków, aby nieco przyciąć cenę i koniecznie wybrałbym diesla. Kodiaq zasługuje jednak na uwagę, głównie ze względu na praktyczność i komfort podróżowania.

Jeśli zaś chcecie koniecznie wybrać auto z segmentu premium w tej cenie, to znacznie ciekawszą alternatywą dla Audi Q5 jest BMW X3 i Mercedes GLC, zwłaszcza po liftingu.

Dyskusja

komentarzy