Test

Jeep Grand Cherokee 3.0 CRD Overland Summit

Nie patrz na innych, zrób sobie dobrze

Na dystansie:
920 km

Potrzebujesz dużego 4×4 za ok. 300 tys. zł. Co wybierzesz? Biedne BMW X5, żeby sąsiad zazdrościł? ‘Wypasione’ X3, żebyś wyglądał jak żona innego sąsiada? Touarega, który wciąż jest tylko VW, czy Audi Q7, żeby wyglądać na nowobogackiego? Miej jaja, kup sobie Jeepa Grand Cherokee.

Wszystkie wymienione przeze mnie samochody są świetne, bez wątpienia. Solidne, duże, z doskonałymi właściwościami jezdnymi i silnikami. Tylko kupując je albo padniesz ofiarą stereotypów, albo będziesz musiał zrezygnować z czegoś, na czym Ci zależy, żeby zmieścić się z ceną, bo są po prostu drogie. A takie Grand Cherokee? Znasz kogoś, o kim mógłbyś powiedzieć: “Hej, ten gość jeździ wielkim Jeepem, straszny z niego palant?” No właśnie, ja chyba też nie. A ile razy kląłeś na wpychających się na Twój pas, wymuszających pierwszeństwo kierowców X5/X6, ML-ów, czy Q7?

Do tej pory kupując SUV-a z USA, trzeba było poświęcić się trochę i zrezygnować z jakości dostępnej u europejskich producentów. Nawet najnowszy “Grand” był już wykończony bardzo dobrze, ale wciąż nieco gorzej niż np. “Niemcy”. Po liftingu i to się zmieniło. Grand Cherokee wciąż jest inny. Dalej jest tańszy. Ale tak naprawdę, to nie ma wielu fajniejszych dużych SUV-ów.

Nowe nie znaczy lepsze
Na początek drobny zgrzyt. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, lifting zepsuł “Granda”. Wąskie przednie reflektory z diodowym obrysem wyglądają, jakby były za małe i dosztukowane. Tylne lampy przypominają kształtem światła wspomnianej wyżej Audi Q7.

Jednak jak przyjrzymy się bliżej beżowemu nadwoziu, uznamy że nie wygląda to jednak tak źle, a patrząc na samochód z przodu można odnieść wrażenie, że po liftingu Jeep nawet zmężniał. Wydaje się być jeszcze większy i bardziej “męski” niż wcześniej. Chromowane, 20-calowe koła w wielu samochodach dodają kilka punktów w skali obciachu, ale tutaj pasują jak nigdzie. Po prostu kwintesencja stylu, jakiego moglibyśmy się spodziewać po amerykańskim samochodzie tej klasy.

Poziom wyżej
To oczywiście kwestia subiektywna, ale pod względem stylistyki, wnętrze modelu przed modernizacją podobało mi się bardziej. Nie zmienia to jednak faktu, że to, które widzicie na zdjęciach, też jest świetne. Wielki ekran na środku, który na pewno pamiętacie z Lancii Themy, steruje większością funkcji – od mówiącej z uroczym amerykańskim akcentem nawigacji, przez sterowanie ogrzewaniem foteli i klimatyzacją, aż po świetnie grający system sygnowany przez Harman Kardon, generujący 825 W przez 19 głośników.

Jednak to, co robi największe wrażenie, to postęp w kwestii jakości. Troszkę może mało dyskretne, ale na pewno powodujące komfort psychiczny u kierowcy i pasażerów. Drewno jest drewniane, a słupki, podsufitka i daszki przeciwsłoneczne są wyłożone mięciutkim welurem. Teksańskie krowy masowo oddały życie na pokrycie swoją skórą siedzeń, boczków drzwi oraz deski rozdzielczej. Brązowa tapicerka jest bardzo przyjemna w dotyku i sprawia wrażenie nie tylko eleganckiej, ale również solidnej. Plastiki, które umknęły uwadze tapicera mają przyjemną fakturę i na pewno nie powodują wrażenia taniości. Podczas jazdy po bezdrożach żaden z tych elementów nie będzie skrzypiał i trzeszczał. Postęp jest znaczny.

Potrzebujesz miejsca? Proszę bardzo – Cherokee naprawdę jest Grand. Fotele nie zapewniają żadnego trzymania bocznego, ale są bardzo obszerne. Pomiędzy nimi wielki podłokietnik ze schowkiem. Za kolano pasażerkę złapać trudno, ale komfort na długiej trasie obydwoje będziecie mieli na najwyższym poziomie (o tym, że fotele sterowane elektrycznie, ogrzewane i wentylowane, nawet nie trzeba wspominać). Z tyłu, równie dobrze. Choć samochód ma dość wysoko poprowadzoną podłogę, to nie ma na co narzekać. Miejsca jest wystarczająca ilość dla każdego, a na kanapie można wyregulować siedzisko, żeby było wygodniej. Jedynie miejsca nad głową mogłoby być nieco więcej w obu rzędach, ale samochód jest odpowiednio wysoki.

Inną wadą, jak na tak wielki samochód, jest przestrzeń skrywana pod elektrycznie podnoszoną tylną klapą. Wielkie siłowniki (jak zwykle powoli) podnoszą pokrywę, za którą znajdziemy bagażnik o pojemności “zaledwie” 457 l. Nie jest to zły wynik, ale po samochodzie, który jest tej wielkości, spodziewałbym się co najmniej “stówki” więcej. Do tego krawędź załadunku jest nieprzyzwoicie wysoka.

Gadżety
Tylko co z tego. Od czego jest pokrętło pneumatycznego zawieszenia. Ma 5 trybów, z czego ostatni, najniższy pozwala na w miarę wygodne zapakowanie wszystkiego do bagażnika. Następny jest “Aero”, który działa wyłącznie w sportowym trybie skrzyni biegów. Potem normalny oraz dwa tryby off-roadowe. W sumie ponad 10 centymetrów regulacji zakresu. Dwoma przyciskami możesz zdecydować, czy najniższy punkt znajduje się 40 mm poniżej normalnego poziomu, czy na wysokości 287 mm, czyli 6,5 cm powyżej trybu “normal”. Ten ostatni działa jednak w prawdziwym terenie, a więc przy zdecydowanie niższych prędkościach (do 40 km/h).

Jest jeszcze Selec-Terrain. Monitoruje pracę 12 układów. A Ty możesz wybrać jeden z pięciu trybów (piasek, błoto, śnieg, skały i Auto), w których różnie będą zachowywać się ESP, przepustnica, mechanizmy różnicowe i kontrola trakcji. No i reduktor i asystent zjazdu ze wzniesień.

Grand Cherokee to nie tylko bulwarówka – jest naładowany sprzętem do pokonywania dróg nieutwardzonych. I wiecie co – to wszystko działa.

Zabrałem Granda na Mazury, na tereny dawnego poligonu. Całą drogę padał deszcz. W lesie i na drogach nieutwardzonych można było sobie poszaleć. Świetny układ 4×4 oraz możliwości Jeepa pozwalały na nieskrępowaną zabawę na bezdrożach. Brak wsparcia oraz czysto szosowe opony uniemożliwiły wykonanie bardziej spektakularnych figur, ale biorąc pod uwagę, że od ekstremów Jeep ma w palecie Wranglera, to największy z “Amerykanów” sprawia wrażenie, że może dowieźć na koniec świata. Nawet przez wodę – głębokość brodzenia przekracza pół metra.

To nie koniec gadżetów, choć już mniej off-roadowych. Ale na pewno przydatnych. Zegary zmieniły się w jeden duży wyświetlacz TFT, który można sobie dowolnie skonfigurować. Prędkościomierz, a może wskaźnik obciążenia półosi, albo temperatura oleju w skrzyni biegów? Co Wam akurat potrzebne, ekran Wam pokaże. Jeśli tylko Wasze wyprawy SUV-em nie ograniczają się do modnych klubów w mieście, na pewno docenicie możliwości wskazań w Grand Cherokee. A nawet jeśli – podpowiedzi nawigacji też potrafi narysować.

Zapas mocy
To będzie najpopularniejszy silnik, podobnie jak u konkurencji. Trzylitrowa V6-ka o mocy 250 KM. Oczywiście zasilana ropą. W Jeepie zagościła tym razem jednostka włoska – za konstrukcję odpowiada VM Motori, posiłkując się układem wtryskowym Multijet II.

Tyle nudnej teorii. Praktyka – brzmi jak V6, a nie jak “CRD”. Innymi słowy, pracuje nadzwyczaj równo i gładko, nie klekocząc, nie telepiąc i nie trzęsąc się jak stary traktor (co niestety mają w zwyczaju nawet wysoko oceniane trzylitrowe rzędowe “szóstki” od BMW). Oczywiście, ważący 2,3 tony Jeep, który co prawda posiada skrzynię bardzo zbliżoną do tej znanej z Bawarii (ten sam ZF o 8 przełożeniach), jest od konkurencji trochę wolniejszy. Co nie powoduje, że jest wolny. Przyspiesza w 8,2 sekundy do 100 km/h, co jest bardzo dobrym wynikiem. Zwłaszcza, że całą swoją potęgę dość komfortowo nastawiona skrzynia ujawnia dopiero później. Niby biegi przełącza płynnie i zdaje się mówić “jedź sobie delikatnie i niczym się nie przejmuj”, to po przełączeniu w tryb sportowy i wyłączeniu różnych “ograniczników”, samochód potrafi pokazać pazur. 570 Nm rozdzielanych na wszystkie cztery koła powoduje, że Cherokee dostaje zadyszki dużo później niż można by się było spodziewać.

Tak na dobrą sprawę, to trzeba się pilnować. Jest przy tym bardzo dobrze wyciszony i, choć porykuje nisko i buczy przy pedale gazu wciśniętym do oporu, łatwo się zapomnieć. Przy tej masie i aerodynamice, jego niemalże “ciężarowy” ciąg jest czymś zupełnie niespotykanym. Wyprzedzanie to pestka, podobnie jak stała jazda z wysoką prędkością autostradą. Ograniczeniem jest tylko zbiornik paliwa (ale niewielkim, ma 93,5 l) oraz… boczny wiatr.

No tak, pneumatyczne zawieszenie ma swoje wady – samochodu nie da się usztywnić (nawet w trybie “Aero”) na tyle, żeby świetnie się prowadził. Owszem, jest niezły. Powiedziałbym nawet, że bardzo dobry dla 99% użytkowników. Ale mimo wszystko, przy takich osiągach (nie wspominając o tych w wersji 5.7 V8) część mocy idzie we wszelkiej maści ugięcia.

Układ kierowniczy daje dobre czucie nawierzchni i precyzyjnie ten “transatlantyk” ustawia na kursie, ale bujnięcia i wychylenia mogą towarzyszyć podczas silnych podmuchów wiatru, albo bardzo szybko pokonywanych zakrętów. Ale taki jest po prostu charakter samochodu – nie może być idealny – jest nastawiony na komfort i możliwości terenowe. I tyle. W kwestii tego pierwszego. Przez te kilka dni, które jeździłem Grand Cherokee, zapomniałem o problemie zbyt wysokich krawężników, studzienek, dziur i uskoków. Zupełnie jakbym latał po Warszawie poduszkowcem.

Trzeba przyznać, że ogólne wrażenia z jazdy są fantastyczne. Do tego okupione przyzwoitym spalaniem. Minimalne osiągnięte, to 7,6 l/100 km. W mieście w okolicach 12-ki. Jest nieźle. Wraz ze wzrostem prędkości mocno wzrasta spalanie, ale na trasie “bez wyrzeczeń” i bez szaleństw zmieścicie się w 9 litrach.

Zrób sobie dobrze i… tanio
Oczywiście względnie tanio. Grand Cherokee, podobnie jak i przed liftingiem, najbardziej opłacalny jest w najbogatszej wersji. Summit, o którym mowa, ma wszystko czego potrzeba. Od aktywnego tempomatu i ostrzeżenia przed pojazdami w martwym polu, przez wspomniany wcześniej system audio, po biksenony, system bezkluczykowy i wszystkie wymienione układy elektroniczno-wspomagające. Do dokupienia jest tylko lakier. Razem daje to 293*600 zł. Pomyślmy, jak się ma konkurencja. Touareg – minimum 350 tys. Pachnące nowością, świeżutkie, i na pewno zdecydowanie poprawione X5 – 285 tys. zł za podstawę, nie mówiąc o masie dodatków. “Dychawiczny”, zaledwie 190-konny Land Cruiser 150 – tańszy (ok. 270 tys. zł), ale słabszy i mimo wszystko gorzej wyposażony.

Sami widzicie, że w sumie lepiej się nie da.

Zalety:
+ bardzo bogate wyposażenie, zwłaszcza w stosunku do ceny
+ dobry silnik, z zaskakująco wysoką dynamiką
+ duże możliwości terenowe
+ komfort poruszania się po drogach
+ wysoki współczynnik “frajdy z posiadania”

Wady:
– niewielki jak na te rozmiary bagażnik
– brakuje nieco pewności w prowadzeniu w zakręcie
– osiągi słabsze niż u konkurencji
– znajdź mu miejsce do parkowania w centrum miasta

Podsumowanie:
Zdecydowanie jeden z najfajniejszych samochodów na rynku. Ma pewne wady, ale nie ma ideałów. Jest bezkompromisowy w swojej “terenowości”. Obok Land Cruisera to najbardziej terenowy samochód tej klasy na naszym rynku. Po liftingu, również jakością, materiałami i wyposażeniem sięga segmentu premium. Jest po prostu fajny. Jak dobry kumpel. Czasem się pokłócicie, ale zawsze będzie po prostu “w porządku”. A więc zróbcie sobie dobrze, kupcie sobie wypasione Grand Cherokee. I nie myjcie ich za często – im naprawdę dobrze jest w naturalnym błocie.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaJeep Grand Cherokee 3.0 CRD Overland Summit
Silnikturbodiesel, V6, 24 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność2987 cm³
Moc maksymalna250 KM (184 kW) przy 4000 obr./min.
Maks. moment obrotowy570 Nm przy 1600-2800 obr./min.
Skrzynia biegówautomatyczna, 8-biegowa
Napęd4x4
Zawieszenie przódpneumatyczne
Zawieszenie tyłpneumatyczne
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony265/50 R20
Bagażnik / po złożeniu siedzeń457/1554 l
Zbiornik paliwa93 l
Typ nadwoziaSUV
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4875/1943/1792 mm
Rozstaw osi2915 mm
Masa własna /ładowność2403/546 kg
Masa przyczepy / z hamulcem750/2949 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie9,3/6,5/7,5 (test: 12,1/8,8/10,1)
Emisja CO2198 g/km
Prędkość maksymalna202 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h8,2 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier7 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 15 tys. km
Cena wersji podstawowej3.0 CRD 190 KM Laredo: 215 500 zł
Cena wersji testowej289 900 zł
Cena egz. testowego293 600 zł