Test

Renault Twizy | fot. Maciej Kuchno

Renault Twizy Life | TEST

Egzotyka po francusku

Na dystansie:
215 km

Nie ma okien, ogrzewania oraz jakiegokolwiek wyposażenia poza prędkościomierzem. Mimo to przyciąga wzrok bardziej niż niejedno Ferrari i Lamborghini. W czym tkwi sekret Renault Twizy?

Myślę, że Renault Twizy można śmiało nazwać samochodem egzotycznym. Przynajmniej w Polsce, gdzie tego typu pojazd uznawany jest za dziwactwo. Zaparkowany na ulicy budzi ogromne zainteresowanie – ludzie podchodzą, przyglądają mu się, fotografują go (i siebie z nim). A mowa o malutkim elektrycznym Renault, które ma w sobie więcej ze skutera niż z pełnoprawnego auta. Najciekawsze jest jednak to, że model ten jest hitem sprzedaży. No, przynajmniej w grupie aut elektrycznych i oczywiście w krajach południowych, ze szczególnym naciskiem na Francję i Włochy.

Renault Twizy | fot. Maciej Kuchno

Easy like Twizy

Jakie jest Twizy – każdy widzi. Trudno tutaj mówić o stylistyce czy praktyczności. Mały kompozytowy bąbelek otacza plastikowy fotel kierowcy oraz małe „siodełko” dla pasażera. Jeśli chcemy mieć wydzieloną przestrzeń bagażową, to musimy zrezygnować z możliwości przewiezienia drugiej osoby na rzecz małego zamykanego kufra – coś za coś.

Jedno trzeba przyznać – w tym bąbelku jest dużo uroku. Okrągłe światła, wielkie logo Renault, wystające koła (a w zasadzie kółeczka, raptem 13-cali!)  osłonięte małymi błotnikami, oraz podłużna tylna lampa sprawiająca, że dla osób jadących za nami wyglądamy jak Bender z Futuramy. Francuzom udało się zaprojektować naprawdę ciekawie wyglądające jeździdełko, które nie przypomina żadnego cywilizowanego auta. No i te drzwi! Plastikowe, „przeszklone” od dołu, bez szyb, za to z rozwijaną przezroczystą folią na gorsze warunki pogodowe (drobna uwaga – jest to opcja). W Polsce drzwi są standardem, lecz w krajach południowych Twizy standardowo oferowane jest bez takiego udogodnienia.

Renault Twizy | fot. Maciej Kuchno

Wszyscy zadają pytanie – jak żyje się z takim autem? Otóż żyje się całkiem nieźle, o ile jesteśmy gotowi pójść na pewne kompromisy. Przede wszystkim Twizy nie da się zamknąć, bo po co? Skoro i tak nie ma szyb, to obecność zamka byłaby jedynie zbędnym kosztem. W Polsce Renault uzbroiło ten samochód w alarm, aczkolwiek zrobili to chyba nieco na wyrost, wszak nie wiem jakim szaleńcem trzeba być, aby spróbować ukraść to auto w naszym kraju. Co prawda wszystko jest tutaj możliwe, więc może jest coś na rzeczy.

Fotel kierowcy umiejscowiony jest centralnie i ma dość ograniczony zakres regulacji (jedynie na odległość), co oznacza, że w słoneczne dni można delektować się „podwójnym zimnym łokciem”. Dodatkowe punkty lansu na mieście przyznawane są w tempie ekspresowym. W słoneczne dni warto jednak pamiętać o czapce z daszkiem, okularach przeciwsłonecznych oraz przede wszystkim o kremie z filtrem. „Dach” jest przeszklony (i oczywiście nie ma żadnej rolety), tak więc w ciągu dnia nasza wspaniała największa gwiazda potrafi wypalić oczy. Deska rozdzielcza, o ile można ją tak nazwać, składa się z trzech elementów – dwóch schowków, zegarów oraz kierownicy. Kluczyk wkładamy do jakże analogowej stacyjki, przekręcamy i przytrzymujemy do momentu, w którym sygnał dźwiękowy nie potwierdzi uruchomienia silnika. Na zegarach pojawia się magiczny napis Go, tak więc trzymając wciśnięty hamulec wciskamy przycisk D i ruszamy na podbój zakorkowanych ulic.

Renault Twizy | fot. Maciej Kuchno

Łiiiiiii!

Jakoś tak utarło się stwierdzenie, że dobre prowadzenie w hothatchach, ze szczególnym naciskiem na MINI, określa się słowem „gokartowe”. Czas to wypluć, zakopać, zapomnieć – gokartowe prowadzenie to dopiero mamy w Twizy! Wspomaganie układu kierowniczego? A na co to komu! Manewrując „na stojąco” trzeba nieco powalczyć z kierownicą. 13-calowe koła nie utrudniają kręcenia, aczkolwiek o „mydełku Fa” możecie zapomnieć. Pedał gazu początkowo zdaje się reagować bardzo opornie. Nic bardziej mylnego – jego progresja jest po prostu bardzo duża, dzięki czemu delikatnie wciskając gaz będziemy jedynie delikatnie toczyć się do przodu. Wciskając go jednak „do dna” obudzimy potencjał szalonych 17 koni mechanicznych.

Domyślam się, że Wasze kosiarki potrafią mieć więcej, ale tutaj dodatkowe konie nie są potrzebne. Przede wszystkim dlatego, że w elektryku moc mamy dostępną już „od zera”. W efekcie Twizy wyrywa sprawnie do przodu, często królując spod świateł, choć tylko do jakichś 20 km/h. Później wigor gdzieś ucieka, choć do 85 km/h można rozpędzić się bez większego problemu. Więcej jednak nie pojedziecie, bo po prostu się nie da – nie wpychajcie się więc na drogi szybkiego ruchu.

Renault Twizy | fot. Maciej Kuchno

Wyskoczcie za to na ulice z zakrętami. Trudno uwierzyć w to ile frajdy daje ta mała kulka na kołach. Układ kierowniczy jest bardzo bezpośredni, a wspomniany brak wspomagania sprawia, iż czuć tutaj absolutnie wszystko. Całość doprawiona jest potwornie sztywnym zawieszeniem (jego skok niemal nie istnieje) oraz charakterystycznym wyciem i rzężeniem dobiegającym z jednostki napędowej. W łukach w zasadzie nie trzeba odpuszczać gazu. Moc oczywiście trafia na tylne koła, tak więc przód w ogóle nie chce uciekać w swoim własnym kierunku. Zresztą jak miałby to zrobić przy 17 koniach mechanicznych? Zakręty można zaś ciąć z chirurgiczną precyzją, przelatując na nanometry od krawężników. Przyznam szczerze, że bardzo kusiło mnie zabranie Twizy na tor gokartowy i porównanie czasu przejazdu z typowym spalinowym bolidem. Myślę, że przy odrobinie chęci czas przejazdu jednego okrążenia nie byłby wcale dużo gorszy.

Disco Electro

Zabawa jednak szybko potrafi dobiec końca – bateria nie należy tutaj do najwydajniejszych. Twizy zadebiutowało w 2012 roku i od tamtej pory nie przeszło żadnej większej modernizacji. W efekcie na jednym ładowaniu można przejechać do 100 kilometrów, choć wymaga to wyjątkowej staranności. Przeciętny wynik to 60-65 kilometrów, co z małego Renault czyni typowo miejskie wozidełko. Dodatkowym problemem jest samo ładowanie. Standardowo w Twizy oferowany jest kabel z typową domową końcówką. Oznacza to, że do przeciętnego gniazdka się podłączymy, ale miejskie stacje ładowania można omijać szerokim łukiem. Za dopłatą oferowana jest końcówka kabla w standardzie Typ 2 (Mennekes), ale z kolei z nią nie naładujemy się w domu – tak źle, tak niedobrze. Jeśli już uda nam się znaleźć gniazdko (uwierzcie mi, jest to niczym misja na Marsa), to kolejnym problemem jest pozostawienie auta na jakiś czas. Możecie być niemal pewni, że zostanie ono otoczone przez gapiów, o czym już wspominałem. Jeżdżąc po mieście też będziecie regularnie napastowani pytaniami – na światłach, w korku czy przy przejściach dla pieszych. Zabawne jest jednak to, że Twizy budzi w Polsce bardzo pozytywne emocje. Ludzie fotografują i filmują to auto jakby było przybyszem z innej planety szukającym pierwszego kontaktu z mieszkańcami naszej pięknej planety Ziemi.

Renault Twizy | fot. Maciej Kuchno

Samo ładowanie do najszybszych nie należy, choć nie jest to też poziom normalnych aut elektrycznych. Bateria o pojemności 6,1 kWh może być „zatankowana do pełna” w nieco ponad 3 godziny. We Francji czy Włoszech nie jest to żaden problem – stacje (z klasycznym gniazdkiem!) są niemal na każdej ulicy, tak więc samochód można naładować będąc w pracy, na zakupach lub siedząc w kawiarni.

Brałbym

Tak, wiem – w Polsce posiadanie Twizy jest bezsensowne. Nie dość, że atrakcyjność ulg dla aut elektrycznych pozostawia wiele do życzenia, to jeszcze elektryczne Renault jest dość drogie. W wersji z leasingiem baterii trzeba za nie zapłacić nieco ponad 33 900 zł. Kupując z baterią na własność musimy doliczyć kolejne 20 000 zł. Twizy nie ma atutów skutera (brak problemów z parkowaniem, możliwość przeciskania się w korkach), ale za to dzięki swojej „elektryczności” umożliwia jazdę buspasami oraz „olewanie” opłat w strefach płatnego parkowania.

Renault Twizy | fot. Maciej Kuchno

Jako ciekawostka – największe zagęszczenie Renault Twizy znajdziecie w Monako. Model ten jest tam absolutnie wszędzie. Cóż, malutkie miasto, dużo stacji do ładowania, sprzyjający klimat – brzmi jak idealna propozycja. Najzabawniejsze jest jednak to, że Twizy jest tam chętnie tuningowane. Oklejenia, nakładki, spoilery, obszyte wnętrza… Tak, tam naprawdę dzieją się takie rzeczy.

Zalety:
  • kosmiczny wygląd
  • ciekawe prowadzenie
  • zwrotność i poręczność w mieście
  • unikalny klimat podróżowania
Wady:
  • zawieszenie w zasadzie nie wybiera nierówności
  • absolutny brak bagażnika
  • ograniczony zasięg
  • wysoka cena

Podsumowanie

Jest tak bezsensownym autem w Polskich warunkach, że aż zacząłem nieco pożądać tego auta. Jeździłbym nim od wiosny aż do jesieni na pohybel tym, którzy twierdzą, że Twizy nie nadaje się do niczego. To jedno z najfajniejszych aut jakimi jeździłem i basta. Nie wierzycie? Przejedźcie się!

Dane techniczne
Dane techniczne producentaRenault Twizy 80 N
Silnikelektryczny
Moc maksymalna17 KM (13 kW)
Maks. moment obrotowy54 Nm
Skrzynia biegówautomatyczna
Napędtylny
OponyP: 125/80 R13, T: 145/80 R13
Liczba drzwi / miejsc2/2
Wymiary (dł./szer./wys.)2337/1191/1461 mm
Rozstaw osi1684 mm
Masa własna /ładowność450/b.d kg
Masa przyczepy / z hamulcemb.d kg
Spalanie: miasto/trasa/średnieb.d
Emisja CO20 g/km
Prędkość maksymalna85 km/h
Cena wersji testowej33 900 / 53 200 zł
Cena egz. testowego53 200 zł