Pierwsze jazdy

MINI Cooper S E Countryman | fot. Maciej Kuchno

MINI Countryman Cooper S E – Zapomnij o dieslu

MINI z pełną świadomością wepchnęło konia trojańskiego do oferty modelu Countryman. Znajdziecie go dokładnie pomiędzy dwoma dostępnymi wersjami wysokoprężnymi, a oficjalnie na imię mu Cooper S E – oto pierwsza hybryda w historii tej marki.

Tym razem wyjątkowo zaczniemy od końca, czyli od ceny hybrydowego Countrymana. MINI wyceniło go na 147 000 zł – oznacza to, że wersja ta plasuje się powyżej podstawowego diesla, stając niemal ramię w ramię z Cooperem SD, czyli topową odmianą wysokoprężną. Hybryda jest jednak mocniejsza, równie ekonomiczna i co najważniejsze nie straciła walorów praktycznych, czyli w miarę przestronnego bagażnika oraz zapasu miejsca na tylnej kanapie.

Rzućmy teraz okiem na suche dane techniczne: pod maską kryje się benzynowa, trzycylindrowa jednostka 1.5 TwinPower Turbo generująca 136 koni mechanicznych. Z tyłu zaś zamontowano synchroniczny silnik elektryczny oferujący 88 koni mechanicznych. Moc całkowita tego układu to 224 konie mechaniczne i 385 Nm momentu obrotowego, zaś na koła transferowana jest za pośrednictwem 6-biegowej przekładni Steptronic. Jest ona stosowana zamiast 8-biegowego automatu Aisina ze względu na możliwość połączenia działania silnika elektrycznego oraz spalinowego. Brak dwóch dodatkowych przełożeń nie odbija się negatywnie na zużyciu paliwa oraz hałasie w kabinie.

MINI zapewnia, iż na w pełni naładowanej baterii, co w zależności od źródła zasilania zajmie od jednej do ponad trzech godzin (Cooper S E ma baterię o pojemności 7,6 kWh) Countryman Cooper S E pokona od 30 do 42 kilometrów. Realnie jednak zasięg wynosi około 35-38 kilometrów, co i tak nie jest najgorszym wynikiem. W czysto elektrycznym trybie można poruszać się z prędkością do 125 km/h – przekraczając tę wartość zagnamy do pracy “benzyniaka”. Teoretycznie więc w przypadku podróżowania na trasie dom-praca-dom lub w inne miejsca, gdzie można ładować samochód, jest możliwość poruszania się wyłącznie na prądzie. MINI można ustawić w jeden z trzech trybów – AUTO eDRIVE (automatycznie dobierane jest wykorzystanie jednostki benzynowej i elektrycznej), MAX eDRIVE (jazda tylko na “elektryku”) oraz SAVE BATTERY, czyli jazda na “benzynie” i ładowanie/zachowywanie baterii. Warto dodać, iż akumulatorów nie można rozładować poniżej 4%. Jest to spowodowane zachowaniem funkcjonalności eBOOST oraz napędu na cztery koła, który tutaj realizowany jest właśnie przy pomocy elektryka.

Silnik elektryczny daje też solidnego kopa “benzynie” – wszystko za sprawą wspomnianej funkcji eBOOST, która wspiera klasyczny silnik spalinowy. Według MINI sprint od zera do setki przy wykorzystaniu potencjału 225 koni mechanicznych zajmuje 6,8 sekundy, czyli teoretycznie o 0,4 sekundy mniej niż zwykły Cooper S. Nie jest to jednak aż tak odczuwalne, głównie ze względu na bardzo dobre wyciszenie 3-cylindrowej jednostki – jedynym hałasem przy wyższych prędkościach staje się szum opływającego powietrza.

Zużycie paliwa? Według MINI średnie powinno oscylować w granicach 2,3 litra na setkę. Oczywiście takie wyniki można włożyć między bajki. Delikatna jazda w trybie hybrydowym pozwala jednak na zamknięcie się w granicach od 3-3,4 do 4-4,8 litra na setkę, co i tak jest świetną wartością. Korzystając z kolei z potencjału “benzyny” wykręcimy od 5,5 do 9 litrów na setkę – w zależności od zabawy prawą nogą.

Czy ten hybrydowy zestaw ma jakieś wady? Oczywiście – niektórym mogą one nieco przeszkadzać. Jedną z nich jest zmniejszona pojemność zbiornika paliwa (do 36 litrów) – w przypadku jazdy w trasie może to wymusić częstsze wizyty na stacji paliw. Drugą jest specyfika napędu na cztery koła realizowanego przez duet dwóch silników. W zakrętach da się wyczuć opóźnienie przy “załączeniu” tylnej osi, co objawia się lekką podsterownością (ograniczaną przez ESP), która po chwili momentalnie zanika, a auto skleja się z nawierzchnią i podąża dalej obranym torem jazdy. Zresztą nowy Countryman pod tym kątem jest jednym z lepszych crossoverów na rynku – układ kierowniczy przekazuje sporo informacji i wymaga włożenia odrobiny siły w prowadzenie. Odwdzięcza się to wysoką precyzją prowadzenia, która dodatkowo idzie w parze ze świetnie zestrojonym zawieszeniem. Zachowano tutaj idealny balans pomiędzy należytym komfortem a stabilnością oraz zdolnościami do pokonywania zakrętów.

Detale

Po czym rozpoznać hybrydowego Countrymana? Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest klapka kryjąca gniazdo, którą ulokowano na lewym przednim błotniku. Litera S w nazwie jest teraz żółtozielona, podobnie jak przycisk startera w kabinie. Klasyczny obrotomierz ustąpił miejsca wskaźnikowi, który to przedstawia dane wykorzystania napędu.

Nowy Countryman w stosunku do swojego poprzednika jest sporym krokiem naprzód. Materiały wykończeniowe są znacznie lepsze, zaś cała kabina zdecydowanie urosła, dzięki czemu nawet czwórka wysokich pasażerów bez większych problemów pokona nawet długą trasę. W hybrydowej wersji bagażnik mieści 360 litrów (o około 90 mniej niż standardowy Countryman), zaś tylna kanapa została delikatnie podniesiona, celem pomieszczenia akumulatorów. Zmieniejszenie się bagażnika nie jest jednak bardzo odczuwalne – ograniczono głównie przestrzeń pod podłogą.

Czy warto?

MINI stworzyło ciekawą formę ucieczki od diesla. Jest w tym wszystkim jednak pewien haczyk – wersja Cooper S E sprawdzi się głównie u osób, które mają własny garaż lub posiadają możliwość ładowania samochodu w okolicach domu albo miejsca pracy. W cenie diesla otrzymujemy bowiem samochód równie praktyczny, oszczędny, cichy i – przy wykorzystaniu napędu elektrycznego – bardzo tani w eksploatacji. Znamy przypadki, gdzie osoby korzystające w mieście z hybryd typu plug-in w zasadzie nie “odpalają” jednostek napędowych, a jedno tankowanie wystarcza nawet na kilka tygodni jazdy.

Podobne artykuły