Pierwsze jazdy

Citroen C3 | fot. Maciej Kuchno

Prześwietlamy trzecią generację Citroena C3

Francuzi uwielbiają kombinować. To jeden z tych narodów, który szuka swojego własnego alternatywnego podejścia do powszechnie znanych tematów. Na ogół wychodzi im to zadziwiająco dobrze, ale czasami potrafią przejść samych siebie.

Dzisiaj na warsztat weźmiemy nowego Citroena C3. Jakby nie patrzeć producent ten należy do listy pionierów, którzy zapisali się w historii motoryzacji przełomowymi innowacjami. Wystarczy spojrzeć chociażby na legendarne modele, takie jak Traction Avant, posiadający przedni napęd, samonośne nadwozie i niezależne zawieszenie, późniejszą “Bogini” czyli DS z hydropneumatyką, hamulcami tarczowymi, aluminiowymi elementami nadwozia czy nawet skrętnymi reflektorami. To chyba wystarczy aby przekonać się, że standardowe i schematyczne myślenie nie jest specjalnością inżynierów i projektantów z Paryża.

W pewnym momencie jakaś mądra głowa w Citroenie wpadła na prosty pomysł – bądźmy nudni i przewidywalni. Wówczas nawet druga generacja modelu C5, zresztą do tej pory uznawanego za jedno z ciekawszych wizualnie aut w tym segmencie, była reklamowana hasłem „Niewątpliwie niemiecki”. Pomysł był dobry, lecz klienci nie do końca kupowali nowy wizerunek marki. Co zrobić w takiej sytuacji? Wyciągnąć z zakurzonego pudła to, co najlepsze.

Citroen C3 | fot. Maciej Kuchno

Zwiastunem zmian był Citroen C4 Picasso, wprowadzający nowy język stylistyczny. Wtedy po raz pierwszy pojawiły się podzielone światła przednie, z charakterystycznym paskiem ledowym na górze i dużym reflektorem zamontowanym poniżej. Później było już tylko ciekawiej, gdyż oliwy do ognia dodał C4 Cactus, będący dość szaloną interpretacją praktycznego i taniego crossovera. Wprowadził on nieco szaleństwa do gamy „rozsądnych” aut oraz przyniósł najbardziej kontrowersyjny element, czyli “Airbumpy”, będące plastikowymi miękkimi odbojnikami zamontowanymi na drzwiach i zderzakach. Jak zapewne się domyślacie był to strzał w dziesiątkę – wystarczy nieco rozejrzeć się po ulicach aby zobaczyć, że model ten zyskał ogromną popularność.

Citroen C3 | fot. Maciej Kuchno

Odwaga

Dokładnie tym tropem ruszyli projektanci odpowiedzialni za trzecią generację „cetrójki”. Po czternastu latach zdecydowano się na porzucenie typowej dla tego modelu “jajowatej” bryły, nawiązującej nieco do klasycznego 2CV. Zastąpiono ją zdecydowanie bardziej odważnymi liniami, odwołującymi się do nowych modeli marki. Osoba o nieco mniej wprawnym oku może powiedzieć, że C3 wygląda jak nieco odświeżony Cactus. Światła oraz przetłoczenia poprowadzono w praktycznie identyczny sposób, dzięki czemu stworzono swego rodzaju spójność pomiędzy tymi autami. Nowy mieszczuch wyróżnia się dodatkowymi wlotami powietrza oraz większą liczbą przetłoczeń.

Citroen C3 | fot. Maciej Kuchno

Z boku znajdziemy wspomniane wcześniej „Airbumpy”, choć są zdecydowanie mniejsze niż w starszym bracie. Tył zaś zyskał uroczą pękatość, która może przypaść do gustu. Wśród stylistycznych smaczków warto wymienić takie elementy jak dwukolorowe nadwozie (dostępne opcjonalnie) czy bogatą paletę lakierów oraz felg aluminiowych o bardzo ciekawych wzorach.

Sztuka do kwadratu

Gdyby Picasso żył w 2016 roku, to zapewne siedziałby teraz w centrum stylistycznym Citroena i kreślił projekt deski rozdzielczej w nowej C3-ce. Takie wrażenie można odnieść po pierwszych kilku sekundach spędzonych za kierownicą w nowym francuskim maluchu. Czuć tutaj (być może niezamierzone) inspiracje kubizmem, co odbija się chociażby w geometrycznych kształtach deski rozdzielczej urozmaiconych lekkimi krągłościami krawędzi nawiewów. Klasyczne uchwyty do zamykania drzwi zastąpiły “pseudomateriałowe” rączki, świetnie komponujące się z pozostałymi elementami. Fotele zaś, na szczęście, całkowicie wydrenowano z jakiegokolwiek „sportowego” charakteru, zastępując go iście kanapowym komfortem. W przeciwieństwie do Cactusa zdecydowano się jednak zachować pewne klasyczne elementy, takie jak chociażby analogowe zegary. Przyznam jednak szczerze, że akurat w tym miejscu nowoczesny wyświetlacz przekazujący informacje o prędkości i obrotach silnika pasowałby idealnie. Jedyny duży ekran zamocowano na środku deski rozdzielczej, tuż pod centralnymi nawiewami. Dzięki nowemu osprzętowi oraz dopracowanemu oprogramowaniu jego obsługa jest dużo prostsza – nawet pomimo zachowania „dotykowych” przycisków klimatyzacji.

Citroen C3 | fot. Maciej Kuchno

Miłym zaskoczeniem okazuje się także przestrzeń w nowym Citroenie C3. Kierowca bez problemu znajdzie właściwą pozycję za kierownicą, choć wyższe osoby może nieco irytować długi skok lewarka skrzyni biegów, wymagający momentami całkowitego wyciągnięcia ręki w celu wrzucenia trzeciego lub piątego biegu. Dla podróżujących z tyłu wygospodarowano dość dużo miejsca – bez wątpienia będzie to jeden z liderów przestronności w tym segmencie. Bagażnik wedle zapewnień mieści 300 litrów. Podczas prezentacji bez większego problemu pochłonął dwie walizki kabinowe oraz dwa duże plecaki fotograficzne bez usilnego upychania wszystkich pakunków.

Kreatywność

Kolejnym słowem, które znajdziemy w prospektach reklamowych nowego Citroena C3 jest innowacja. W czym się przejawia? Otóż producent ten zdecydował się, jako pierwszy na świecie, wprowadzić do tego samochodu fabryczny… wideorejestrator. Tak, to uwielbiane przez wielu Polaków urządzenie pojawi się na liście opcji w cenie 1200 zł. Estetycznie wkomponowano je w obudowę czujników tuż pod lusterkiem wstecznym. Jego działanie, jak zapewne się domyślacie, jest całkowicie standardowe – rejestrowany obraz jest nadpisywany w regularnych pętlach. Chcąc zrobić zdjęcie lub zapisać nagranie musimy nacisnąć jeden z dwóch przycisków umiejscowionych pod lusterkiem wstecznym. Kamerą sterować można także za pomocą specjalnej aplikacji Citroen ConnectedCAM, pozwalającej zdalnie sterować jej działaniem, w tym umożliwiając zdalne robienie zdjęć – nawet gdy jesteśmy w niewielkiej odległości od auta. Co prawda byliśmy usilnie zachęcani do zrobienia sobie selfie, lecz… może nie tym razem.

Citroen C3 | fot. Maciej Kuchno

Poza tym znajdziemy wszystko, czego dusza zapragnie i czego duszy do szczęścia potrzeba. ESP, Lane Assist, system czytający znaki drogowe (dostępny standardowo w każdej odmianie) oraz kamera monitorująca martwą strefę to tylko część rozwiązań, które znajdziemy na pokładzie nowego Citroena.

Moc czy niemoc?

Łyk kawy, kęs croissanta i możemy ruszać w drogę. Do testów otrzymaliśmy najbogatszą wersję SHINE ze 110-konnym silnikiem benzynowym 1.2 PureTech. Samochód spięto z 5-biegową przekładnią manualną. Zestaw ten doskonale znacie z naszych testów – identyczny napęd znajdował się w naszym testowym Peugeocie 208 oraz 308. Jednostka PureTech sprawnie radzi sobie z rozpędzaniem nowego C3, zwłaszcza w mieście. Na trasie dopiero powyżej 110 km/h pojawia się tajemnicza zadyszka, choć osiągnięcie maksymalnej dozwolonej prędkości autostradowej lub nawet wyższej nie jest wielkim problemem. Podczas jazdy po trasach szybkiego ruchu narzekać można za to na wysoką podatność na wszelkie podmuchy boczne. C3-ka nerwowo rzuca się po swoim pasie i wymaga zwiększonego skupienia oraz wzmożonej uwagi kierowcy.

Citroen C3 | fot. Maciej Kuchno

W mieście natomiast lekko irytować będzie charakterystyczny, lekko warkotliwy dźwięk rzędowej trójki. Do tego trzeba jednak przywyknąć – w ofercie miejskiego Citroena znajdziemy wyłącznie silniki 1.2 PureTech oraz diesle 1.6 BlueHDI. Wszystkie niedogodności związane ze ścieżką dźwiękową serwowaną przez silnik są jednak rekompensowane przy dystrybutorze – w mieście bez problemu powinniśmy zejść ze zużyciem paliwa poniżej siedmiu litrów, zaś w trasie przy delikatnym traktowaniu gazu wynik ten poprawimy osiągając wartości z piątką na przedzie. Podczas podróżowania po zatłoczonym mieście docenimy za to spore lusterka oraz niezłą widoczność w każdym kierunku. Nieco gorzej będzie przy cofaniu, gdzie masywne słupki C zabierają nam kilka cennych centymetrów. Rekompensuje to za to dostępna w opcji kamera cofania. Dość mocne wspomaganie oraz przyzwoity promień skrętu z pewnością przekona kobiety, które cenią sobie łatwość operowania autem.

Porozmawiajmy o pieniądzach

A jak prezentuje się cennik nowego Citroena C3? Otwiera go kwota 39 900 zł. Za takie pieniądze otrzymamy bazową wersję LIVE z najsłabszym, 68-konnym silnikiem. Na pokładzie znajdziemy wówczas wyłącznie bazowe wyposażenie (nawet klimatyzacja wymaga dopłaty). Testowy egzemplarz (wersja SHINE) wyceniono na 66 900 zł. To dość dużo, choć konkurencja prezentuje podobny poziom – odsyłamy tutaj do naszych testów Renault Clio GT oraz Peugeota 208 Allure. Najciekawszy zestaw to właśnie nasz testowy SHINE, lecz w słabszej, 82-konnej konfiguracji, ogołocony z kilku zbędnych dodatków. Do miasta wystarczy kamera wraz z czujnikami cofania oraz dostęp bezkluczykowy, ułatwiający codzienną eksploatację.