Felietony

Cztery chwile

Adam Kołodziejczyk

Nowy rok zaczynamy sentymentalnie: gdzie podziały się czasy, gdy mężczyźni nie przeklinali przy kobietach, samochody były robione z blachy, a parasole otwierały się w normalną stronę?

Czasem odnoszę wrażenie, że świat zmierza w złym kierunku. Zamiast prawdziwych facetów mamy teraz gogusiów, którzy lubią być postrzegani jako gangsterzy, solidną karoserię w samochodach zastąpiono kawałami lakierowanego plastiku, a parasole… Właściwie to co ja do nich mam? Jak daleko można zajść w rozważaniach o wyższości starego ładu nad nowym? Wszyscy wiemy, jak wiele elementów wyposażenia samochodu przeszło na przestrzeni ostatnich trzech dekad niesamowitą wręcz metamorfozę. Większość z nich stała się przez to bardziej praktyczna i pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu i wysiłku. Ale pomyślcie przez chwilę mniej pragmatycznie. Czy w życiu chodzi tylko o oszczędność czasu i zmniejszenie wysiłku? Czy utylitaryzm pięknych przedmiotów, którymi się otaczamy jest ich najbardziej pożądaną cechą? Jeśli myślicie że nie, to zapraszam do lektury czterech aspektów życia z samochodem, które czas postanowił zabić. Oto kilka zdań skierowanych do motoryzacyjnych romantyków, dla których “…w życiu piękne są tylko chwile”. Chwile, które kradnie nam z życia postęp cywilizacyjny.

Chwila nr 1 : Kluczyki do jej serca
“Kochanie, gdzie schowałeś kluczyki do Porsche?”. No właśnie. Cóż się stało z kluczykami? Najpierw niewinnie “kluczyki” zastąpiono kluczem (proszę zwrócić uwagę na liczbę pojedynczą). Później postanowiono wprowadzić centralne zamki sterowane pilotem, eliminując użycie klucza do otwierania samochodu. Ostatnim krokiem w kierunku uśmiercenia tego jakże staroświeckiego wynalazku było wymyślenie systemu bezkluczykowego. Stwierdzono, że na klucze to sobie można popatrzeć w warsztacie. Masz teraz kierowco pastylkę chipową w kieszeni i nie myśl o kluczykach. Samochód sam się otwiera a silnik uruchomisz przyciskiem. Proste i beznamiętne. A było zupełnie inaczej. Słowo “kluczyk” tak pięknie brzmi w ustach kobiety. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej słodkiego niż “zostawiłam w łazience kluczyki do mojej Alfy” wypowiedziane wieczorem z lekkim roztargnieniem. A co z szukaniem kluczyków wrzuconych przez nią do śniegu dla zabawy? Będziemy szukali zamokniętego pilota? Oj nie! Bez kluczyków świat już nigdy nie będzie taki sam…

Chwila nr 2 : Dach nad jej głową
“A mogliśmy iść do kina”. Właśnie to powie, gdy będzie rozgrzewać się nad kubkiem gorącej herbaty w przydrożnym barze. Tak naprawdę jednak będzie myślała co innego, a grymas na jej twarzy powie Ci wszystko. Tak kiedyś kończyła się przejażdżka sportowym roadsterem, w którym można było solidnie zmoknąć albo przemarznąć, gdy nagle zepsuł się na środku drogi. Dzisiejsze kabriolety ze sztywnym dachem wykonanym z metalu to już nie to samo. Zapewniają 100% komfortu, ale nie wyglądają już tak lekko, jak niegdyś. Alfa Spider z “Absolwenta” to gatunek na wymarciu. A przecież właśnie o to chodzi. Chodzi o te spojrzenia ludzi, którzy pukają się w czoło. “Jeździsz kabrioletem? Przecież w zimie nie da się tego używać. Nie ma bagażnika, nie ma miejsca dla pasażerów, nie ma dachu, nie ma niczego… A kosztuje tyle co dwa samochody, które mają wszystko”. Ale wszystko bywa niczym przy wskakiwaniu za kierownicę bez otwierania drzwi…

Chwila nr 3 : Lekkie spóźnienie
“Długo jeszcze skarbie?” Zmiana koła na poboczu drogi? 20 min. i po sprawie. On podołał sytuacji – ona siedzi obok i ogarnia wzrokiem swojego bohatera chwili. Jeśli jeszcze troskliwie zmaże brud z jego policzka… Jemu trudno będzie nie rozpłynąć się w samouwielbieniu. Nagle połączy ich magia sytuacji. I już spóźnienie na obiad do teściów będzie nieistotne. Tak było kiedyś… A jak jest teraz? Kiedy “złapiemy gumę” albo tego nie poczujemy, bo mamy opony typu RunFlat (umożliwiające jazdę po przebiciu), albo musimy zatrzymać się i przeżyć prawdziwy horror. Jeśli nasze auto wyposażone jest w tzw. Tire Fit, w prezencie od producenta otrzymamy butelkę skondensowanych glutów, którymi będziemy musieli załatać oponę. Rzadko się to udaje. Częściej natomiast można wyjść na łamagę. A było przecież tak romantycznie… i można było jechać dalej.

Chwila nr 4 : Lekcja rysowania
“Przepraszam cię, kochanie, naprawdę wydawało mi się, że tam nie było tego Audi”. Krótkie spojrzenie na przerysowany zderzak. Da się przeboleć. W końcu świat się nie zawali. Ta zmartwiona mina… Czymże byliby ludzie gdyby nie popełniali błędów? Jednego dnia ogląda się zdarty lakier, a następnego można zaimponować wjechaniem “koperty” za pierwszym razem. A do tego te historie o skutkach pożyczenia samochodu… I zobaczcie czego chcą nas pozbawić inżynierowie projektujący automatyczne systemy samodzielnie parkujące samochód na wskazanym miejscu. Parkowanie to niezła wirtuozeria. Trzeba dokładnie opanować auto i wymierzyć wszystko co do centymetra. Nie pozbawiajmy się tej chwili, gdy możemy z dumą i bez żadnej niebezpiecznej lekkomyślności pokazać, iż czujemy gabaryty wozu. Jeśli się nie uda, najwyżej powiemy… “Przepraszam cię, kochanie, naprawdę wydawało mi się, że tam nie było tego Audi”.