Test

Nissan Pulsar 1.5 dCi | fot. Dominik Kopyciński

Nissan Pulsar 1.5 dCi Tekna

Uczciwa oferta

Na dystansie:
1150 km

Szukając kompaktowego auta, możemy dostrzec coraz większy wachlarz modeli przyciągających uwagę nowoczesnym designem. Jeśli spojrzymy przez pryzmat oferowanej przestrzeni, szczególnie w przeliczeniu na złotówki, może okazać się, że wyeliminowaliśmy… większość naszych typów.

Być może pierwszym autem, jakie ciśnie Wam się na usta po przeczytaniu wstępu, będzie Skoda Rapid – mimo, iż plasuje się gdzieś pomiędzy segmentami B i C. Czeski hatchback jest idealnym przedstawicielem grupy, która stanowi na rynku mniejszość. Przez maksymalnie wyciągniętą i banalną bryłę jest okropnie przestronny, ale i równie zachwycający stylistyką, oczywiście w ironicznym tego słowa znaczeniu. Dziś opiszę Wam auto podobne w swoim założeniu, ale co najmniej odrobinę ciekawsze – choćby dlatego, że jego projektanci rzadko korzystali z linijki.

Nissan Pulsar 1.5 dCi | fot. Dominik Kopyciński

Poprawny

Pamiętacie, jakim autem Nissan zastąpił w Europie popularną Almerę? Jeśli nie, to żadna strata. Swego czasu, codziennie w tym samym miejscu przechodziłem obok pierwszej generacji wspomnianego hatchbacka. Niedługo potem jej miejsce zajęła nowsza odsłona Almery i minęło dobre kilka lat, nim właściciel zdecydował się ją wymienić na nowszy model. Aż do pewnego razu, kiedy to zza drzew wyłonił się… Nissan Tiida. Większy, mniej atrakcyjny stylistycznie, a właściwie w ogóle nieatrakcyjny, co zapewne w dużej mierze zadecydowało o tym, że nie był na naszym rynku hitem sprzedaży.

Pulsar, choć nie emanuje awangardową stylistyką w ani jednym detalu, z każdej z perspektyw wygląda naprawdę proporcjonalnie i nieźle ukrywa swoje podporządkowanie przestronności. Testowany egzemplarz postawiono na kołach w rozmiarze 17 cali, które okazują się być idealnym kompromisem między wyglądem a komfortem podróżowania (dostępne są także 16- i 18-calowe obręcze). Dodatkową robotę w naszym egzemplarzu odgrywa lakier, ale powiedzmy sobie szczerze – ten samochód naprawdę nie musi błyszczeć, by dobrze spełniać swoją rolę.

I w żadnym wypadku nie próbuje tego robić swoim wnętrzem. Mnie osobiście projekt kokpitu przypadł do gustu, głównie za sprawą ciekawego kształtu konsoli środkowej, którą „oderwano” od reszty deski rozdzielczej. To w zasadzie jedyny oryginalny patent, jaki tu znajdziemy, ale moim zdaniem wystarczający, jeśli weźmiemy pod uwagę charakter auta. Miało być intuicyjnie i tak właśnie jest.

Nissan Pulsar 1.5 dCi | fot. Dominik Kopyciński

 

Nie znajdziemy tu właściwie niczego, co mogłoby sprawić nam problem. Chyba, że pochodzi… spoza pojazdu. Wpadające do środka promienie słońca zakłócają nieco spokój panujący w kabinie, odbijając się od niczym nieosłoniętego ekranu dotykowego. Jeśli dodamy do tego wiecznie widoczne odciski palców, obraz zaczyna nam się trochę rozmywać – i to dosłownie. Choć ten pochodzący z kamer umieszczonych dookoła auta jest wyjątkową rzadkością w klasie, to jego jakość też mogłaby być lepsza. Szczególnie, że nawet najwyższa wersja wyposażenia nie zawiera w standardzie czujników parkowania.

Sama obsługa menu jest banalna, a przyciski i poszczególne opcje rozmieszczone sensownie. Nie inaczej wygląda sprawa komputera pokładowego, czy ustawień klimatyzacji. Wszystko jest we właściwym miejscu, w sporych odstępach od siebie, a mimo niemal pełnego wyposażenia na pokładzie, nie odczuwamy natłoku przycisków z każdej strony. We wnętrzu znajdziemy za to kilka archaicznie wyglądających lub po prostu nieciekawych detali, takich jak przyciski odpowiedzialne za podgrzewanie foteli, nawiewy w drugim rzędzie siedzeń, czy zaślepka w miejscu stacyjki na kolumnie kierowniczej.

Rodzinne nie-kombi

Nissan Pulsar jest jednym z aut, które nie występują w odmianie kombi, ale należy również do tych, które nie do końca jej potrzebują. Dowód? Rozstaw osi wynoszący 2700 mm jest większy, niż w Skodzie Octavii. Przekłada się to oczywiście na ogromną przestrzeń na nogi we wnętrzu, która robi wrażenie przede wszystkim na tylnej kanapie. Japoński kompakt nie jest rzecz jasna tak długi jak liftback i kombi oferowane przez Czechów (bo jest klasycznym hatchbackiem), ale częściowo nadrabia to „wzrostem”, oferując dużą ilość miejsca nie tylko nad głową, ale i w przypadku przewożenia dużych przedmiotów ze złożonymi siedzeniami.

Nissan Pulsar 1.5 dCi | fot. Dominik Kopyciński

Szkoda, że tylna kanapa pozbawiona jest wzdłużnej regulacji (punkt dla Tiidy!), bo przy niewysokich pasażerach bagażnik mógłby zyskać nokautującą większość konkurentów objętość – może nawet przebijającą Hondę Civic. W standardowym układzie siedzeń, w układzie z dojazdówką pod podłogą, mamy obecnie do dyspozycji 385 litrów. To wciąż czołówka klasy, więc Nissan zupełnie nie ma się czego wstydzić. Spore są także schowki, choć potencjał do zagospodarowania miejsca wydaje się być jeszcze większy.

Wykonanie kabiny nie wzbudziło moich zastrzeżeń. Cieszy spora ilość miękkiego materiału na drzwiach, ciekawa faktura szerokiej listwy umieszczonej na desce rozdzielczej, a nawet – wyjątkowo – środkowy panel, pokryty fortepianowym lakierem, za którym osobiście nie przepadam we wnętrzach. Nie wszystkie materiały są przyjemnej jakości, jak choćby ten wykańczający koło kierownicze. Sam wieniec ma zresztą przeciętne wyprofilowanie i mógłby być nieco grubszy. W ogólnym rozrachunku wnętrze wypada jednak nieźle.

 

Brak kompromisów…

…w kwestii prowadzenia stawia Pulsara raczej w pobliżu takich aut jak Hyundai i30, czy Toyota Auris. Układ kierowniczy działa z bardzo niewielkim oporem i świetnie sprawdza się głównie w mieście, z kolei zawieszenie pozwala na stosunkowo spore przechyły nadwozia przy szybkich zmianach kierunku jazdy. Być może byłyby to rażące wady w wersji z turbodoładowanym silnikiem benzynowym o mocy 190 KM. W przypadku testowanego diesla doskonale wiemy, jakie będą priorytety każdego przyszłego, nieprzypadkowego właściciela Pulsara.

Dobrze znana, półtoralitrowa jednostka wysokoprężna rozwija 110 KM i 260 Nm, co w praktyce w zupełności wystarcza do sprawnego przemieszczania się. Nie dynamika jest jednak jej głównym atutem, a to, jak przy jej zachowaniu, zużywa ona niewielkie ilości paliwa. Wyniki z „trójką z przodu” nie pochodzą z planety o innej grawitacji, choć przyznam – biorąc pod uwagę niemałą masę auta (nieco ponad 1400 kg z kierowcą) – są lekko kosmiczne.

Nissan Pulsar 1.5 dCi | fot. Dominik Kopyciński

Jadąc na oparach w strachu przed nieoczekiwanym zatrzymaniem, możliwe jest nawet osiągnięcie poniżej 3,5 l/100km w trasie, z kolei nasza testowa podróż z prędkościami oscylującymi w granicach 100-120 km/h przyniosła wynik 3,7 l/100km. W mieście również jest świetnie. Wynik 5,4 l/100km to efekt dynamicznej jazdy w umiarkowanym ruchu ulicznym, z kolei do „siódemki”… nie udało mi się dotrzeć podczas testu.

Wszystko to przy zachowaniu komfortowego zawieszenia i bardzo dobrego wyciszenia wnętrza (od silnika, jak i szumów wiatru), a więc elementów świetnie idących ze sobą w parze w tego typu samochodzie. Dodając do tego wygodne fotele (którym brak niestety regulacji lędźwiowej) i całkiem przyjemnie grający odtwarzacz z sześcioma głośnikami, dostajemy bardzo dobry zestaw na dłuższą wycieczkę. Bez większych zastrzeżeń sprawuje się też dźwignia zmiany biegów, choć nie pozbyto się typowego problemu haczącej „dwójki”.

A więc można

Wielkimi krokami zbliżamy się do puenty dzisiejszego testu – czas więc na kilka spojrzeń w stronę cennika. Ceny Pulsara zaczynają się dość wysoko, bo od 68 tysięcy złotych za auto z tego roku, na – uwaga – stalowych kołach. Na szczęście reszta wyposażenia stoi na niezłym poziomie. Mamy więc klimatyzację, wszelkie niezbędne regulacje, radio z podstawowymi wejściami i sterowaniem z kierownicy, komputer pokładowy z 5-calowym wyświetlaczem, czy bluetooth. Warto jednak dopłacić do bogatszych wersji. Za 100 tysięcy złotych otrzymujemy już niemal kompletnie wyposażone auto, które swoimi wymiarami deklasuje konkurencję.

Zalety:
  • niskie zużycie paliwa
  • przestronne wnętrze
  • dobre wyciszenie
  • przyjemność obsługi, jak i spokojnej jazdy
Wady:
  • przeciętne prowadzenie przy szybszym pokonywaniu zakrętów
  • średnia jakość obrazu z kamer

Podsumowanie

Nissan Pulsar, choć w gamie Nissana nie wyróżnia się oryginalnością, jest jej mocnym punktem, nad którym warto zastanowić się nawet przy wyborze rodzinnego auta. To typowe narzędzie do taniego, prostego i wygodnego przemieszczania się na krótkich i długich dystansach, a do tego nie wadzące – jak jego poprzednik – nieświeżą stylistyką nadwozia.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaNissan Pulsar 1.5 dCi
Silnikturbodiesel, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność1461 cm³
Moc maksymalna110 KM (81 kW) przy 4000 obr./min.
Maks. moment obrotowy260 Nm przy 1750-2500 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 6-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony205/50 R17
Bagażnik / po złożeniu siedzeń385/1395 l
Zbiornik paliwa46 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4387/2017/1520 mm
Rozstaw osi2700 mm
Masa własna /ładowność1352/478 kg
Masa przyczepy / z hamulcem672/1200 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie4,1/3,3/3,6 (test: 5,4/3,7/4,3)
Emisja CO294 g/km
Prędkość maksymalna190 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h11,5 s
Gwarancja mechaniczna3 lata lub 100 tys. km
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 20 tys. km lub co rok
Cena wersji podstawowejVisia DIG-T 115 KM: 68 000 zł
Cena wersji testowej93 750 zł
Cena egz. testowego98 250 zł


Podobne testy