Test

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum | fot. Dominik Kopyciński

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum

Eko-ewolucja

Na dystansie:
1184 km

Na łamach autoGALERII gościliśmy już przedliftingowy model V40 w wersji T5 z dodatkami R-Design oraz D4 w podwyższonej odmianie Cross Country. Dziś przyszła kolej na kompaktowe Volvo po modernizacjach, w konfiguracji łączącej te dwa samochody – tym razem jednak wzbogaconej o napęd tylnej osi i… „obciętej” o jeden cylinder.

Oznaczenie T5 wciąż figuruje przy topowej odmianie najmniejszego z obecnie oferowanych modeli szwedzkiego producenta. Zamiast 2,5-litrowej jednostki napędowej, pod maską „zasiada” teraz dwulitrowy, słabszy o całe 9 koni mechanicznych, posiadający mniejszy o 10 Nm moment obrotowy, czterocylindrowy silnik benzynowy. Mniej, lżej – brzmi bardzo ekologicznie. Czyżby nadszedł czas dla Ziemi, a tym samym koniec emocji za kółkiem?

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum | fot. Dominik Kopyciński

Kosmiczne spojrzenie

Nie da się ukryć, że najbardziej charakterystyczną zmianą widoczną z zewnątrz, są przednie światła wykonane w technologii LED, zastępujące dotychczasowe ksenony. Bardzo dobrze świecące reflektory nadają nieco „obcego” charakteru w szwedzkim spojrzeniu, jednak musicie pamiętać, że nie dostaniecie ich w podstawie – poza wersją wyposażenia Summum, wymagają dopłaty minimum 4410 złotych lub wybrania pakietu opcji. Czy warto? Niestety, nie miałem okazji przetestowania oświetlenia halogenowego w tym modelu, ale LED-owe mogę Wam polecić z czystym sumieniem.

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum | fot. Dominik Kopyciński

Cała reszta pozostała bez większych zmian i jest dość zachowawcza, w typowym dla marki stylu. Mamy więc nieco dynamiczne, nowoczesne, ale nie udziwnione nadwozie, z nutą elegancji. Nasz egzemplarz pokryto dość uniwersalnym w swoim charakterze, przyjemnym lakierem prosto z broszur – Luminos Sand. Koła, na których stoi testowane auto, to z kolei 18-calowe obręcze we wzorze METALLAH, które moim zdaniem są optymalnym, a może nawet ciut zbyt dużym wyborem dla wersji Cross Country. Bez problemu jednak znajdziecie w konfiguratorze większe alufelgi – ot, całe Volvo.

Miniaturowy luksus

To, czego zabraknie Wam z zewnątrz, z pewnością znajdziecie wewnątrz. Oczywiście – jak to w marce premium – pod warunkiem, że przeznaczycie na nie stosunkowo spore fundusze. Nasz egzemplarz posiadał matowo-drewniane wykończenie konsoli środkowej, karmelową, skórzaną tapicerkę, czarną podsufitkę oraz szereg udogodnień, które zbliżyły cenę do 200 tysięcy złotych. Nie przewidziało Wam się. A to wcale nie jest pełne wyposażenie, jakie możecie zamówić w V40 – o czym dowiecie się w dalszej części testu.

Wracając do klimatu panującego we wnętrzu, przyznam szczerze, że nigdy w aucie tej klasy nie czułem się tak „domowo”, jak tu. Przytulnie, ciepło, otulająco – to określenia idealnie pasujące do kabiny naszego Cross Country. Samo wykonanie wnętrza stoi na wysokim poziomie, choć nie wykracza poza konkurencję z klasy premium. Nadal dolne partie deski rozdzielczej wykonane są z twardego plastiku. Trzeba jednak przyznać, że spora powierzchnia skórzanej tapicerki na drzwiach, w połączeniu ze znaczną liczbą aluminiowych dodatków, powodują, że wnętrze wydaje się w każdym calu kompletne.

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum | fot. Dominik Kopyciński

Niestety, tego samego nie możemy powiedzieć o przestrzeni, której w „czterdziestce” po prostu brakuje. O ile z przodu miejsca jest wystarczająco, o tyle z tyłu jest już znacznie gorzej. Siedząc „za sobą” mieściłem się z nogami na styk, a przy moich 1,70m „z hakiem” zaledwie szerokość dłoni dzieliła mnie od podsufitki. Jeśli dodamy do tego zaledwie 324 litry bagażnika, już wiemy, że samochód raczej nie sprawdzi się najlepiej podczas wakacyjnego wyjazdu w więcej niż dwie osoby. Jest zresztą jeszcze jeden zgrzyt, który tę tezę potwierdza – brak nawiewów w środkowym tunelu dla pasażerów tylnej kanapy, które stały się już niemal normą w tej klasie.

Wracając jednak do przodu kabiny, z pewnością docenimy świetnie wyprofilowane fotele, które nawet podczas dłuższej podróży nie powodują zmęczenia. Brakuje im co prawda lepszego trzymania w zakrętach, czego od czasu do czasu zabraknie nam przy szybszym pokonywaniu łuków, jednak to, co w Volvo najważniejsze, sprawdza się idealnie – mowa oczywiście o wygodzie. Nie możemy niestety tego samego powiedzieć o manualnych ustawieniach oparcia. O ile regulacja jego nachylenia jest „tylko” przeciętna, o tyle zmiana w odcinku lędźwiowym w najlepszym wypadku okazuje się niewygodna (po przysunięciu podłokietnika), a w najgorszym – niemożliwa. Morał przywołuje myśl z poprzedniego akapitu – w V40 wyraźnie brakuje przestrzeni.

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum | fot. Dominik Kopyciński

Niestety, przy okazji faceliftingu nie zwrócono też uwagi na inny aspekt, który przysporzy nam nieco nerwów podczas codziennej eksploatacji. Widzieliście, jak w modelu S60 wygląda obsługa nawiewu? Dwa pokrętła po bokach regulujące temperaturę i jedno pośrodku, służące do regulacji siły nawiewu (z wbudowanym przyciskiem AUTO). W V40 przeniesiono tę drugą funkcję w standardowe miejsce regulacji lewej strefy klimatyzacji, z kolei tę pierwszą… no właśnie. Obie temperatury zmieniamy tym samym, prawym pokrętłem, a wybór strefy zależy od wciśnięcia przycisku umieszczonego pośrodku niego. Może byłoby to jeszcze do przełknięcia, gdyby nie fakt, że o aktualnie wybranej opcji (lewa strona, prawa lub obie) dowiadujemy się dopiero po jego wciśnięciu.

Dziwna przypadłość, która tkwi w kompaktowym Volvo już od kilku lat, nie przysłoni jednak ogólnie przyjemnego sterowania większością funkcji we wnętrzu. Choć pokrętło do sterowania menu głównym umieszczono w niewygodnym dla kierowcy miejscu (trzeba opierać rękę o lewarek przekładni zmiany biegów), możemy je śmiało pozostawić do dyspozycji pasażera – dla nas przygotowano zestaw umieszczony tuż przy prawym kciuku trzymanym na kierownicy. Rozplanowanie poszczególnych opcji w systemie jest poprawne, jak na tak znaczną ich ilość. Miejscami drzewo funkcji można było nieco rozszerzyć, by lepiej je posegregować, ale w pełni rozumiem takie podejście do sprawy – po przyzwyczajeniu się będzie po prostu szybciej niż z niepotrzebnymi wejściami do kolejnych widoków ekranu.

Bezpieczeństwo i pewność

Czytając ten test zapewne wiecie, że Volvo słynie z najwyższego poziomu wyposażenia w zakresie bezpieczeństwa – w skład którego wchodzić mogą nawet boczne szyby z powłoką hydrofobową, czy system zapobiegający urazom kręgosłupa szyjnego. Najbardziej odczuwalną cechą wpływającą na wewnętrzny spokój nie jest jednak liczba systemów, czy poduszek powietrznych, jakie posiada nasze auto. To raczej poczucie panowania nad autem, czy świadomość odizolowania od ewentualnych efektów nieprzyjemnych zdarzeń powodują, że postrzegamy auto jako bezpieczne. Takie jest Volvo.

I właśnie między innymi kosztem przestrzeni we wnętrzu, czy widoczności we wszystkich kierunkach, Volvo stawia na bezpieczeństwo. Z każdej strony otaczają nas grube słupki i płaty drzwi, a fotele miękko podpierają od góry aż po sam dół. Już samo otwarcie drzwi kojarzy się z hasłem „bezpieczeństwo”, bowiem na dole środkowego słupka widnieje dumny skrót SIPS wtłoczony w karoserię. Dopóki nie sprawdziłem, że chodzi o system zapobiegający skutkom uderzeń bocznych, myślałem, że nazwa dotyczy po prostu wzmocnionego „szkieletu”.

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum | fot. Dominik Kopyciński

Spokój towarzyszy także w szeroko rozumianym prowadzeniu auta. Po pierwsze, mamy do dyspozycji precyzyjny, przyjemnie pracujący układ kierowniczy, który w połączeniu ze sztywno zestrojonym zawieszeniem daje dużo pewności w pokonywaniu zakrętów, jak i nieprzyjemnych przeszkód. Choć początkowo podwozie wydaje się zbyt twarde na nasze drogi, jak i sam wizerunek marki, szybko dostrzegam, że nie ma w nim nic denerwującego, a wręcz przeciwnie – sztywność bardzo pomaga w wykorzystaniu potencjału „dwulitrówki”, z kolei komfort… okazuje się wystarczający, a nawet więcej.

Każde Volvo zaskakuje mnie zresztą w ten sam sposób – niezależnie od twardości zawieszenia, zawsze przyjemnie pokonuje nim każdy rodzaj drogi, tak jakby istniała jakaś nieznana moc, izolująca mnie od skutków wpadnięcia w nierówność, czy niechlujnie naprawiony asfalt. I po raz kolejny robi to bez użycia wspomagaczy, w postaci regulowanej twardości amortyzatorów, czy pneumatyki! Niedługo dowiecie się tego z mojego kolejnego testu szwedzkiego połykacza kilometrów – a co tam, zdradzę Wam cząstkę treści.

Wracając do tematu bezpieczeństwa – nie udało mi się znaleźć warunków, w których testowane Cross Country nie sprostałoby moim oczekiwaniom. W dużej mierze to zasługa napędu, który ani przez chwilę nie pozwolił na nieoczekiwaną zmianę kierunku jazdy. Dołączana tylna oś praktycznie nie daje po sobie odczuć jakiegokolwiek zawahania, co przekłada się na możliwie dynamiczną jazdę nie tylko na suchej, ale i mokrej, oblodzonej (sprawdzone dosadnie), piaszczystej, czy pokrytej błotem nawierzchni.

Nieco pewności siebie brakuje pracy skrzyni biegów, która odczytuje nasze intencje z niewielkim opóźnieniem – niezależnie, czy mówimy o redukcji o jedno przełożenie, czy do możliwie najniższego sensownego biegu. Przekładnia jest jednak „zrelaksowana” nie tylko, gdy trzeba działać szybko, ale i wtedy, gdy wiele konstrukcji kompletnie sobie nie radzi, czyli podczas jazdy w korku. Ośmiobiegowy, klasyczny automat nie szarpie zresztą ani przy małych, ani przy dużych prędkościach. Każda zmiana odbywa się płynnie i przyjemnie dla naszego ciała.

Volvo V40 Cross Country T5 AWD Summum | fot. Dominik Kopyciński

 

Chwilowe lenistwo skrzyni nadrabia też ochoczo pracująca jednostka napędowa, która przyjemnie rozwija moc i w całym zakresie daje nam spory zapas momentu obrotowego. Zużycie paliwa jest przy tym wszystkim niezłe – niecałe 8 litrów w trasie na tle katalogowych 6,1s do „setki” wygląda dobrze i podobnie prezentuje się wobec rzeczywistych wrażeń. Tych niestety nie uświadczymy już w kulturze pracy motoru, która w jego poprzedniku – pięciocylindrowym 2.5 – była nie do zastąpienia. Tutaj musimy się zadowolić dobrym wyciszeniem komory silnika, choć przy mocniejszym wciśnięciu gazu i wyższych obrotach dźwięk przedostaje się do kabiny i trudno wtedy mówić o rasowym gangu, a co najwyżej średnio przyjemnym terkocie.

 

Przytulne wnętrze, surowy werdykt?

Dużymi krokami zbliżamy się do podsumowania testu hatchbacka, który w poprzednich wcieleniach figurował w gamie jako kombi. Niestety, im bliżej końca, tym bardziej dotyka nas jedna kwestia – i wcale nie chodzi o wielokrotnie wytykaną przeze mnie przestronność wnętrza. Choć – gdyby ta zamieniła się w zaletę, być może puenta testu byłaby nieco inna.

Zerknijmy więc w cennik Volvo V40 Cross Country. 107 600 zł to kwota, jaką musimy wyłożyć za podstawową wersję z benzynowym silnikiem. Standardowe V40 startuje z poziomu 99 900 zł, a więc dopłata do „terenowości” wynosi 7700 złotych. Obie kwoty nawet w segmencie premium wydają się być wysokie, a wcale nie lepiej sprawa wygląda w przypadku wyższych wersji silnikowych i wyposażeniowych. Testowana odmiana Summum T5, z napędem na cztery koła, bez dodatkowych opcji, kosztuje 155 tysięcy złotych, z kolei nasz egzemplarz niemal dobija do dwustu tysięcy. A nie ma przy tym elektryki foteli, panoramicznego dachu, czy podgrzewanej tylnej kanapy.

Zalety:
  • dynamiczny i stosunkowo oszczędny silnik
  • przyjemne prowadzenie i zestrojenie zawieszenia
  • wygodne fotele
  • bardzo luksusowy, jak na tę klasę, klimat panujący we wnętrzu
  • duże możliwości konfiguracji
Wady:
  • wciąż niepoprawiona obsługa klimatyzacji i regulacji oparć
  • ciasne wnętrze i mały bagażnik
  • braki w wyposażeniu standardowym i wysoka cena zakupu

Podsumowanie

Gdybyśmy chcieli przeliczać cenę zakupu na metry sześcienne przestrzeni we wnętrzu, Volvo V40 Cross Country miałoby niską notę. Jeśli obniżymy ją z racji kilku wpadek w obsłudze, częściowo będziemy mieć rację. Choć moje serce chciałoby inaczej, nie będę karać Volvo za brak piątego cylindra – wszak konkurencja też bazuje na rzędowych „czwórkach”, a zamiast „piątki” dostajemy wreszcie niezłą ekonomię. Cała reszta stoi na wysokim poziomie, z bezpieczeństwem, sporą przyjemnością z jazdy, odczuwalną jakością i dużymi możliwościami konfiguracji na czele. Volvo V40 to świetne auto dla dwóch osób, a w wersji Cross Country z napędem na cztery koła radzące sobie w każdych drogowych warunkach.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaVolvo V40 Cross Country T5 AWD Summum
Silnikbenzynowy, turbo, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1969 cm³
Moc maksymalna245 KM (180 kW) przy 5500 obr./min.
Maks. moment obrotowy350 Nm przy 1500-4800 obr./min.
Skrzynia biegówautomatyczna, 8-biegowa
Napęd4x4
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony225/45 R18
Bagażnik / po złożeniu siedzeń324 l
Zbiornik paliwa57 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4370/1857/1470 mm
Rozstaw osi2646 mm
Masa własna /ładowność1568/487 kg
Masa przyczepy / z hamulcem750/1500 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie8,5/5,2/6,4 (test: 10,8/7,9/10,8)
Emisja CO2149 g/km
Prędkość maksymalna210 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h6,1 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/2 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 30 tys. km
Cena wersji podstawowejT3: 107 600 zł
Cena wersji testowej155 000 zł
Cena egz. testowego198 990 zł


  • Kajtek

    Jeździłem i V40 Cross Country i V90 Cross Country i muszę powiedzieć, że takie “sterenowione” kombiaki są dla mnie idealne. Po mieście jeżdżą normalnie, a do tego dają radę w lekkim “działkowym” terenie. V90 XC to moje marzenie…

Podobne testy