Test

Infiniti Q50S Hybrid AWD | TEST

Eko-bestia

Na dystansie:
452 km

Nie dajcie się zwieść połyskującemu na błotnikach Infiniti, dumnemu napisowi “Hybrid”. Mała japońska limuzyna z takim emblematem rozpędza się do 100 km/h w niewiele ponad 5 sekund i nie ma nic wspólnego z nudą. Czy hybrydy da się lubić?

Słyszysz “hybryda”, myślisz “Toyota Prius“. I choć wspomniany samochód z generacji na generację staje się coraz bardziej dojrzały, to na próżno poszukiwać w nim emocji. Najbardziej emocjonującą częścią Priusa niezmiennie jest jego kontrowersyjny wygląd, który także ewoluuje z każdym kolejnym wcieleniem wzorcowego samochodu hybrydowego. A gdyby tak upakować technologię krzyżującą klasyczny silnik spalinowy z motorem elektrycznym pod karoserią niepozornego, eleganckiego sedana? Ten pomysł nie jest nowy, wszak już w 2006 roku w tym samym koncernie zadebiutował Lexus GS 450h.

My tym razem zaglądamy jednak do stajni innego japońskiego producenta, a mianowicie luksusowej submarki Nissana, czyli Infiniti. Warto przypomnieć, że jej europejska sieć dilerska powstała dopiero w 2008 roku – nic dziwnego, Infiniti bowiem zostało powołane do życia, by odebrać nieco blasku “amerykańskiej” Acurze należącej do Hondy i wspomnianemu już “amerykańskiemu” Lexusowi wchodzącemu w skład koncernu Toyota. Po skromnym europejskim debiucie marki na Starym Kontynencie Infiniti postanowiło zawalczyć o klientów udających się po auta klasy premium m.in. do salonów “niemieckiej trójki”, idąc pod prąd i oferując coś, czego Niemcy nie mieli (nie licząc BMW). Tak oto w 2011 roku powstał pierwszy hybrydowy model marki, czyli Infiniti M35h. Dwa lata później zadebiutowało mniejsze hybrydowe Infiniti, czyli model Q50S Hybrid, który trafił do naszej redakcji po zmianach modelowych na rok 2016, ale jeszcze nie w poliftingowej wersji zaprezentowanej w marcu tego roku.

Nie takie hybrydy straszne…

…jak je malują. Jak widać na ulicach, hybrydy na dobre zadomowiły się już na rynku, choć obecnie da się je rozpoznać (z pewnymi wyjątkami) wyłącznie po dyskretnym emblemacie z napisem “Hybrid”. Tak też jest z Infiniti Q50S Hybrid, które z zewnątrz jest w zasadzie “zwykłym” Q50 z większymi 19-calowymi obręczami aluminiowymi oraz agresywniej zarysowanymi zderzakami i progami charakterystycznymi dla odmiany Sport. Czasy, w których sylwetki aut krzyżujących silnik spalinowy z motorem elektrycznym musiały przypominać jajko (patrz: Toyota Prius czy Honda Insight) już dawno minęły, a doskonałym przykładem na to jest właśnie hybrydowy sedan z Japonii.

Mamy tu do czynienia z typowym dla Infiniti ekscentryzmem stylistycznym przejawiającym się w pofalowanych liniach wymieszanych z ostrymi cięciami na karoserii. Awangardowy wygląd samochodu dla jednych będzie stanowił zachętę do odwiedzenia salonu japońskiej marki, innych skłoni do wybrania “ułożonej” elegancji, którą oferują niemieccy i szwedzcy konkurenci. Nie zapominajmy jednak, że po tej samej stronie barykady co Infiniti stoi inna luksusowa marka z japońskim rodowodem, a mianowicie Lexus, który przeżywa w ostatnich latach prawdziwy renesans stylistyczny i z pewnością nie ginie w tłumie innych aut klasy premium.

Infiniti Q50S Hybrid AWD to zadziorny samuraj ubrany w dobrze skrojony garnitur, który uwypukla gdzieniegdzie jego mięśnie. Krnąbrny charakter małej limuzyny zdradzają wyzywające LED-owe reflektory z charakterystycznymi dla marki światłami do jazdy dziennej układającymi się w kształt półksiężyca. Problemu z identyfikacją samochodu nie będziecie mieli jednak głównie dzięki nietypowo wygiętej, poskręcanej osłonie chłodnicy z falistą siatką. Jej kontynuację odnajdziecie na masce ze wzorem “podwójnej fali” (to go określa Infiniti…). Jeden rzut oka na profil sedana wystarczy, by dostrzec kolejną krzywiznę wykorzystującą motyw półksiężyca – obramowanie tylnych okien. Zwieńczeniem samochodu jest spokojny, opływowy tył pozbawiony cięć i kantów. Warto dodać, że Infiniti Q50 w każdej wersji silnikowej (nawet 4-cylindrowej) opuszcza fabrykę z dwoma końcówkami wydechu. Japończycy bardzo dobrze poradzili sobie z nadaniem Q50 wyjątkowego charakteru, toteż w efekcie nie da się go pomylić z żadnym innym samochodem.

Przemiana

O ile w przypadku wyglądu zewnętrznego ciężko mówić o innych skojarzeniach niż związanych ze sportem i elegancją, o tyle kabina hybrydowego Infiniti Q50S ujmuje… komfortem. Ukształtowanie deski rozdzielczej japońskiego sedana nie idzie w parze z agresywnie nakreśloną karoserią, ale najwyraźniej priorytetem japońskich projektantów było wytworzenie luksusowego klimatu. I to zadanie wyszło im znakomicie, do wykończenia samochodu wykorzystano bowiem dobre jakościowo materiały, takie jak wysokogatunkowa skóra naturalna (miejscami ekologiczna), delikatniejsza tkanina pasów bezpieczeństwa, a w niektórych egzemplarzach także prawdziwe drewno. W moim egzemplarzu było aluminium, ale Infiniti chwali się, że wspomniane drewno jest polerowane i lakierowane w zgodzie ze starojapońską techniką urushi pozwalającą uzyskać lepszy efekt głębi i połysku.

Spokojna stylistyka wnętrza Q50S Hybrid na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, choćby ze względu na to, że nie jest ona rewolucyjna, a przez to kokpit nie wygląda najmłodziej. Trudno zarzucać Infiniti brak stylu, ale widać wyraźnie powielane motywy z innych, nawet dużo starszych modeli marki. Najciekawszym rozwiązaniem są tutaj asymetrycznie przedzielona konsola środkowa i dość niekonwencjonalne dwa ekrany systemu multimedialnego powyżej. Nieco zawiedzeni poczują się fani nowinek technologicznych, ponieważ zegary w hybrydowym Q50S nie są wyświetlane cyfrowo. Dla mnie nie stanowiło to problemu, są one bowiem bardzo czytelne. Gorzej wypada ekranik komputera pokładowego, który zbyt bardzo kojarzy się z tym stosowanym w tańszych Nissanach.

W ramach postępującej tabletyzacji użytkownikom nowego Q50 oddano nie jeden, a aż dwa ekrany umieszczone na środku deski rozdzielczej. To rozwiązanie wymaga przyzwyczajenia, wszak nie do każdej opcji można się łatwo “dokopać” (a jest ich naprawdę sporo). Poszukiwań nie ułatwia nieprecyzyjnie spolszczone menu – ten sam problem trapił testowe Infiniti Q60S redaktora Napieraja. Drażni też zbyt duża liczba kliknięć koniecznych do wybrania przy użyciu systemu infotainment numeru konkretnego kontaktu. Szybko o tym jednak zapomnicie, gdy puścicie muzykę przez bardzo dobrze grający zestaw audio firmy Bose.

Co ciekawe, umieszczenie akumulatorów za oparciami tylnej kanapy nie wpłynęło drastycznie na przestrzeń bagażową samochodu. Ze standardowych 500 litrów pozostało tu 400 litrów, które jeszcze pozwalają jakoś się zapakować, choć to wartość, która zbliża Q50 do aut kompaktowych. Akumulatory uniemożliwiają jednak złożenie oparć kanapy, co znacznie ogranicza zdolności przewozowe pojazdu. Bez zarzutu jest za to przestrzeń w przedniej części kabiny, gdzie można wygodnie zatopić się w skórzanym fotelu, który łatwo da się ustawić tak, by poczuć się komfortowo za kierownicą. Bardzo dobre wrażenie sprawiają też magnezowe łopatki umieszczone za kierownicą, które służą do “poganiania” automatycznej, 7-biegowej skrzyni biegów. Z tyłu sytuacja przedstawia się dużo gorzej – wysokim pasażerom tylnej kanapy może zwyczajnie zabraknąć miejsca na głowę czy nogi.

Cisza i spokój…

…towarzyszą pierwszym kilometrom pokonanym po obudzeniu do życia eko-bestii. Już samo wciśnięcie przycisku startera daje nam znać, że nie jest to zwyczajne Infiniti Q50 – samochód wybudza się w absolutnej ciszy, wykorzystując do rozruchu wyłącznie silniki elektryczne. Mocniejsze wciśnięcie pedału gazu, rzecz jasna, podniesie z letargu kultową, japońską “V-szóstkę” o pojemności 3,5 litra, która pamięta jeszcze czasy Nissana 350Z. Prawdę mówiąc, to właśnie wtedy zaczyna się zabawa – wówczas samochód zaczyna brzmieć rasowo (w ogóle zaczyna brzmieć!), a silniki elektryczne wcielają się w rolę “e-turbo”, wystrzeliwując Q50S Hybrid do przodu. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć… I już wskazówka prędkościomierza wita się z liczbą 100. Samochód z “czterołapem” potrzebuje do rozpędzenia się do 100 km/h 0,3 s więcej (5,4 s), niż wersja z napędem przekazywanym na koła tylne (5,1 s), ale to i tak imponujący rezultat. Starty ze świateł z wykorzystaniem kickdown’u sprawiają, że twarz kierowcy w niekontrolowany sposób promienieje uśmiechem. Kilka takich przyspieszeń potrafi zapewnić dobry humor na cały dzień (bez żartów!). Humoru tego nie popsuje nawet wizyta na stacji paliw, podczas której okaże się, że dynamiczna jazda nie musi kończyć się wysokim rachunkiem za paliwo. I to niezależnie od tego, czy poruszacie się w obrębie miasta, czy też poza nim. W mieście japoński sedan potrafi zadowolić się niewiele ponad 10 l/100 km, a w trasie realnie można zmieścić się w 7-8 litrach, o ile nie pędzi się autostradą, powodując wir w baku. Bestię można bardzo łatwo okrzesać, przełączając ją w tryb ECO, który zabija potencjał układu napędowego. W celu uniknięcia niepotrzebnych przepychanek z samochodem w obliczu potrzeby nagłego przyspieszenia trzeba mocno wcisnąć pedał gazu, – inaczej samochód stara się go odbić, ograniczając maksymalnie zużycie paliwa.

zużycie paliwaInfiniti Q50S Hybrid AWD
przy 100 km/h6,9 l/100 km
przy 120 km/h8,2 l/100 km
przy 140 km/h10,8 l/100 km

Infiniti Q50S Hybrid nie jest tylko typowym “mistrzem prostych”, ale potrafi także zgrabnie “złożyć” się w zakręcie. Na nadsterowność wynikającą z faworyzowania przez układ AWD tylnych kół trzeba jednak uważać, ponieważ podczas jednej próby dynamicznego startu na mokrej nawierzchni ze skręconą kierownicą załączone ESP zareagowało zbyt późno, a (eko)bestia nie omieszkała wykorzystać chwili nieuwagi, by wysmyknąć się spod kagańca. Trudno się dziwić, wszak nie potrzebuje wiele czasu, by rozwinąć maksymalny moment obrotowy wynoszący aż 546 Nm. Co ciekawe, umiejętnie rozłożony elektryczny balast w postaci akumulatorów i silników nie wpłynął negatywnie na prowadzenie pojazdu – polepszono rozkład obciążenia na każde z kół. Tutaj najlepiej widać, że w fazie projektowej Infiniti Q50S Hybrid udzielał się sam Sebastian Vettel, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Japoński producent twierdzi, że Q50 zostało “zbudowane wokół kierowcy” i rzeczywiście można te słowa potwierdzić, auto bowiem dostarcza mnóstwo przyjemności z jazdy. Ba, dostarcza jej tyle, że z łatwością można zapomnieć, że prowadzi się hybrydę!

Po części to zasługa może nie najszybszej, ale dość płynnie działającej 7-biegowej przekładni automatycznej, która funduje kierowcy dużo lepsze wrażenia od tych znanych z samochodów hybrydowych wykorzystujących irytującą, bezstopniową skrzynię CVT, “piłującą” bez litości silnik spalinowy przy przyspieszaniu. Przyczynić się do tego mógł także adaptacyjny układ kierowniczy z systemem Direct Adaptive Steering, który wirtualnie łączy kierownicę z kołami. Tak, w tym samochodzie kierownica nie jest połączona z kołami, zupełnie jak pad w konsolowej grze Gran Turismo. Układ ten ma trzy tryby pracy i bardzo łatwo dostosowuje się go do swoich preferencji – w dwóch skrajnych trybach można ustawić stopnień przełożenia kierownicy w zależności od pożądanego stopnia siły. W testowanym przeze mnie samochodzie (odświeżonym na rok modelowy 2016) pojawiła się druga generacja układu DAS, w której zmniejszono pewną nerwowość i nie jest już ona tak wyczuwalna, jak przed modernizacją.

Rozsądny wybór

Mówi się, że kupno samochodu hybrydowego to wybór z rozsądku. Takie auta oszczędniej obchodzą się z portfelem i emitują do atmosfery mniej szkodliwych substancji. I w rzeczywistości tak jest, ale ma to swoją cenę… Najtańsze dwusilnikowe Infiniti Q50 kosztuje dokładnie 224 490 zł. Wersja z napędem na wszystkie koła wymaga wyłożenia aż 237 000 zł, a to już spora kwota. Z drugiej strony otrzymujemy za nią kompletnie wyposażony i niezwykle zrywny samochód. Dla porównania podobnie wyposażony Lexus IS 300h będzie kosztował 244 900 zł, a osiągami nie dotrzymuje Infiniti kroku (0-100 km/h: 8,4 s). Jest jeszcze BMW 330e iPerformance, które deklasuje Infiniti możliwością naładowania akumulatorów z gniazdka (zasięg na prądzie do 40 km). Bawarski konkurent kosztuje też mniej (od 175 600 zł), ale jest znacznie ubożej wyposażony, oferuje nieco gorsze osiągi (przyspiesza do 100 km/h w 6,1 s) i ma jeszcze mniejszy bagażnik (370 l) od Q50S Hybrid.

Zalety:
  • bardzo udany hybrydowy układ napędowy
  • niebanalna, zadziorna stylistyka
  • rewelacyjny stosunek spalania do osiągów
  • wysoka jakość materiałów wykończeniowych
Wady:
  • ciasnota na tylnej kanapie
  • ograniczone możliwości przewozowe
  • nieintuicyjna obsługa systemu multimedialnego

Podsumowanie

Infiniti Q50S Hybrid to reprezentant mojego ulubionego gatunku aut hybrydowych. Silniki elektryczne zastępują w nich turbodoładowanie, poprawiając osiągi przy jednoczesnym zmniejszeniu apetytu na paliwo i obniżeniu emisji szkodliwych związków, które trafiają potem do atmosfery. Czy hybrydowe Infiniti można więc uznać za produkt kompromisu pomiędzy ekologami i entuzjastami motoryzacji? Oceńcie sami, ale z pewnością, jest to samochód, którego nie da się nie polubić.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaInfiniti Q50S Hybrid AWD
Silnikbenz., V6, 24 zaw./elektr.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność3498 cm³
Moc maksymalna268 kW (364 KM)[225 kW (306 KM) przy 6 800 obr./min. + e. 50 kW (68 KM)]
Maks. moment obrotowy546 Nm (350 Nm przy 5 000 obr./min. + e. 270 Nm)
Skrzynia biegówautomatyczna, 7-biegowa
Napęd4x4
Zawieszenie przódwielowahaczowe
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe w./tarczowe w.
Opony245/40 R19
Bagażnik / po złożeniu siedzeń400/- l
Zbiornik paliwa70 l
Typ nadwoziasedan
Liczba drzwi / miejsc4/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4800/1820/1445 mm
Rozstaw osi2850 mm
Masa własna /ładowność1909/446 kg
Masa przyczepy / z hamulcem750/1500 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie9,6/5,3/6,8
Emisja CO2159 g/km
Prędkość maksymalna250 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h5,4 s
Gwarancja mechaniczna3 lata lub 100 tys. km
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądowewg wskazań komputera
Cena wersji podstawowejQ50 2.2d: 155 091 zł
Cena wersji testowejQ50S Hybrid AWD: 237 000 zł
Cena egz. testowego267 400 zł