Michał Barski: jak zmienia się rynek klasyków, czyli raport z Auto e Moto d'Epoca 2026. Co budzi zainteresowanie?
Jak zmienia się rynek samochodów klasycznych, jakie samochody zyskują na znaczeniu, a jakie odchodzą w niepamięć? Michał Barski, właściciel MB Classics, pojechał na targi Auto e Moto d'Epoca w Bolonii i ma garść ciekawych przemyśleń.
Są rzeczy, które w Bolonii się nie zmieniają: ogromne hale, tłumy pasjonatów i ceny, przy których człowiek kilka razy sprawdza, czy dobrze policzył zera. Są jednak i takie, które z roku na rok zmieniają się coraz wyraźniej - i właśnie dla nich warto tu przyjeżdżać. W tym roku wraz ze znajomymi pojechaliśmy na dzień prasowy Auto e Moto d'Epoca. Co pokazał tegoroczny włoski barometr rynku klasyków? Już tłumaczę.
Tekst i zdjęcia: Michał Barski | MB Classics
Dzień prasowy to dobry moment na pierwsze ceny. Ale na pewno nie na ostatnie.
Byliśmy w środę, czyli pierwszego dnia wystawy. Ten dzień zawsze jest dość specyficzny: stoiska są świeżo rozstawione, a nie wszyscy sprzedawcy dotarli jeszcze na miejsce. Z drugiej strony to moment, w którym spora grupa osób już aktywnie szuka samochodów, a my możemy zobaczyć ceny wyjściowe.
I tu ważna uwaga dla wszystkich, którzy wybierają się do Bolonii z myślą o zakupie. Mechanizm tych targów wygląda tak, że ceny w trakcie wystawy powoli schodzą w dół. Cena tego samego auta w środę i w niedzielę potrafi być zupełnie inna. Mówię tu przede wszystkim o małych dealerach i prywatnych wystawcach. Duzi gracze, którzy wystawiają samochody po kilkaset tysięcy euro, swoich cen trzymają się sztywno.
Lata 50., 60. i 70. tracą na znaczeniu. Kryzys? Raczej szansa dla tych, którzy chcą jeździć
Potwierdza się to, co obserwowałem już w zeszłym roku: spadają ceny, a przede wszystkim spada zainteresowanie samochodami z lat 50. i 60., a nawet 70. Porsche 356 i 911 w generacji F są ewidentnie na coraz słabszej pozycji. Auta pokroju Jaguara E-Type nie są już kupowane tak chętnie jak jeszcze kilka lat temu.
Z perspektywy naszego rynku do tej listy dopisałbym starsze Mercedesy na chromach. 190 SL i Pagody widuje się na targach coraz rzadziej.

Z jednej strony można żałować odchodzącej epoki, z drugiej - widzę w tym realną szansę. Wychodzę z założenia, że te samochody niedługo zaliczą cenowy dołek. Będzie można jeździć naprawdę świetnymi autami za rozsądniejsze pieniądze.
To tylko pokazuje, jak ewoluuje rynek. Nie jest tak, że klasyki zawsze będą drożeć, a ich ceny nigdy nie spadną. Jeżeli ktoś faktycznie kupuje samochody z myślą inwestycyjną, musi łapać trendy, bardzo dużo orientować się w rynku i sprawdzać, co się sprzedaje, a co stoi.
Alfy Bertone jak zawsze w komplecie, a jedyną prawdziwą okazją okazała się… Sierra Cosworth
Standardowo bardzo silnie reprezentowane były Alfy Romeo: coupé Bertone, od „scalino” po późniejsze wersje, i Giulie, także w sedanie. Jeżeli ktoś szuka tego modelu, Bolonia ma sens. Można przebierać w kolorach i od razu kupić części. Z kolegą oglądaliśmy bardzo ładną GTV w fioletowo-różowym kolorze.
Ciekawsze było jednak coś innego. Na targach pojawiło się sporo Fordów Sierra Cosworth - naliczyliśmy pięć albo sześć egzemplarzy, w cenach od 18 000 do 35 000 euro.
Jeden egzemplarz szczególnie zwrócił moją uwagę: sedan z napędem na cztery koła, cały w pierwszym lakierze, wyceniony na 22 000 euro. Bardzo ładny, w bardzo dobrym stanie i po prostu uczciwie wyceniony. Zaczęliśmy go oglądać pod kątem zakupu dla klienta, ale najpewniej ubiegł nas młody Włoch, który oglądał auto chwilę przed nami. Cóż - dobre egzemplarze w uczciwej cenie nie czekają do niedzieli.
U dużych dealerów Carrera GT za 3 miliony euro. A tanie Ferrari? Tych już praktycznie nie ma
Na stoiskach dużych firm, takich jak Gallery Aaldering, było to, czego się po Bolonii spodziewamy. Porsche Carrera GT wystawione za 3 miliony euro i przepiękne żółte Ferrari Enzo.
Ciekawiej robi się piętro niżej. Moim zdaniem Ferrari 308 przechodzą właśnie lekką korektę cenową. Na targach wystawiano je w okolicach 85 000 euro, a jeszcze niedawno potrafiły przekraczać 100 000 euro.
Zniknęły też Ferrari z dolnej półki. Wypatrzyłem tylko jedno 308 GT4, a Mondiale można było policzyć na palcach jednej ręki - były może dwa. Rok temu pisałem o Mondialu 8 za 39 000 euro i Dino GT4 za 48 500 euro. Tanie Ferrari w Bolonii w zasadzie przestały istnieć.
Co w takim razie warto obserwować? Na pewno Audi R8 z manualną skrzynią biegów. Te auta zaczęły się już pokazywać na targach i w mojej ocenie będą odgrywać coraz większą rolę wśród kolekcjonerów. Lamborghini Gallardo cenowo już odleciało, a R8 jest bardzo ciekawą alternatywą, jeśli szukamy sportowego coupé z silnikiem za plecami i manualem.
Ceny wystawowe to jedno, a jakość aut to drugie. We Włoszech trzeba kupować z głową
Nie oszukujmy się: Bolonia to bardzo wysokie ceny w stosunku do rynku i tego, co na co dzień znajdziemy w ogłoszeniach. Z perspektywy brokera z Polski liczba okazji zakupowych jest tu bardzo ograniczona. Na targi warto jechać po konkretne, trudno dostępne auto, na które mamy zamówienie. Jeśli liczymy na to, że pojedziemy i kupimy sobie samochód okazyjnie, to Bolonia w mojej ocenie nie jest tym miejscem.

Osobny temat to auta prywatnych wystawców i małych dealerów, poustawiane pomiędzy halami. Ich jakość była często bardzo dyskusyjna. Sam oglądałem jedynego na targach Peugeota 205 GTI 1.9 i tak słabego egzemplarza dawno nie widziałem. O cenę nawet nie pytałem, bo problemem nie była kwota, tylko samo auto.
Generalnie przy zakupie we Włoszech trzeba bardzo uważać. Samochody często są po słabej jakości renowacjach i, powiedziałbym, trochę podpicowane do sprzedaży. Osobiście uważam, że w Polsce mamy dużo lepszych specjalistów. Ale powtórzę: jeżeli szukamy czegoś konkretnego, czego nie ma na naszym rynku, takie targi zdecydowanie warto brać pod uwagę.
Krótkie podsumowanie? Bolonię na razie odpuszczam.
Targi trwają do niedzieli. Część naszych znajomych została na miejscu i dalej będzie walczyć o samochody - ciekawe, ile z środowych cen dotrwa do weekendu.
Ja ze swojej strony powiem szczerze: w przyszłym roku Bolognię chyba odpuszczam. Rok po roku te targi zmieniają się niewiele, a część samochodów po prostu się powtarza. Włoskie targi zawsze są przyjemne, ale jako barometr rynku zaczynają mi mówić coraz mniej nowego.
Chcę skupić się na innych wydarzeniach. Już 6 listopada jadę do Lyonu na Epoqu'Auto, z którego również przygotuję relację. Zobaczymy, jak na tle Włoch wygląda rynek francuski.


