Tego brakowało Z-ce. Kultowych felg oraz dachu T-Top. Nissan Z Kaze przywraca wspomnienia sprzed lat

Japończycy pokazali wyjątkowe auto koncepcyjne. Nissan Z Kaze przypomina wyjątkowe kreacje tuningowe sprzed lat. I ma dach T-Top. Problem? Nie będzie się go dało kupić.

Mam ostatnio dużo ciepłych słów dla Nissana. I nie tylko dlatego, że wszedłem w posiadanie jednego. Marka, która od paru lat zmaga się z problemami i nie wiadomo, w jakiej formie przetrwa, zdaje się wracać do swojej historii i czerpać z niej jak najwięcej. Nissan Z Kaze to najlepszy przykład. Nawiązuje do modelu ZX, z otwieranym dachem typu T-Top. A przy tym sięga po tuning i koła z lat 90.

Nissan Z Kaze pozwala na wiatr we włosach

Kaze, 風, czyli wiatr. Tak firma nazwała swój koncept, zaprezentowany na amerykańskim ZCON, imprezie dla fanów serii Z. Inspiracją miała stać się przejażdżka kalifornijską Pacific Coast Highway w idealny dzień.

To tłumaczenie do mnie trafia. Bo drugie znaczenie "kaze" to przeziębienie, choć zapisywane innym znakiem.

Nissan Z Kaze

Jedno zresztą może wynikać z drugiego, bo nowe Z w tej odmianie otrzymało prawdziwy wiatr we włosach, czyli kultowy dach T-Top. Nic nie kojarzy się tak z amerykańskim stylem, jak zdejmowane fragmenty dachu. Nissan dobrze to wykorzystał, projektując model S130 w 1978 roku. Fairlady Z tej i następnych generacji słynęły właśnie z takiego dachu i nowy Z Kaze świetnie się wpisuje w tę część historii. No i wygląda obłędnie ze zdjętym dachem, w błękitnym kolorze Pacific Teal.

Jednak Nissan poszedł dalej z "kalifornizacją" modelu Z. Mamy tutaj naprawdę ciekawy tuning.

Auto powstało we współpracy m.in. z marką GReddy i pod maską trzylitrowego, podwójnie doładowanego samochodu znalazły się właśnie dodatki od tej firmy. Poza tym, połączenie stylu i osiągów znalazło swoje ujście w pakiecie iście "najntisowych" dodatków. Lotka z przodu, wloty na masce, czy nakładki na nadkola, wszystko z włókna węglowego. Ciekawy zabieg.

No i te felgi. To nie są żadne repliki. Nissan Z Kaze ma oryginalne, wygrzebane z magazynu koła Nismo LMGT2. To stworzone przez Raysa osiemnastocalowe, wieloczęściowe koła to legenda w świecie tuningu i jedne z najdroższych felg z Japonii, jakie można założyć. Te tutaj mają przy tym dość szaloną specyfikację, 10" szerokości z przodu i 11" z tyłu. Kawał JDM-owej klasyki.

Jedyny problem? To tylko koncept i nie da się go kupić.

A zapowiadało się tak dobrze. Nawet bez tych felg i dodatków, ale z dachem T-Top. Byłby świetny.